Andrzej Skrendo na kartach szczeciñskiego dwumiesiêcznika „Pogranicza” uprawia w swym sta³ym felietonie obronê postmodernizmu. Wydaje mu siê ona tym bardziej potrzebna, i¿ recepcja postmodernizmu w Polsce zdaje siê byæ sp³ycona. Powiada: „Otó¿, podobnie jak uproszczeniom uleg³a w Polsce my¶li liberalizmu, tak uproszczeniom uleg³a my¶l ponowoczesna - pomijamy jej wymiar etyczny, powiadamy, ¿e postmodernizm to tylko pochwa³a zabawy (zapominaj±c przy tym o innej oczywisto¶ci - ¿e zabawa bywa czym¶ bardzo powa¿nym, a okre¶lenie homo ludens to synonim pewnego rodzaju antropologii)”. Przede wszystkim jednak powtarza siê w Polsce jeden zarzut wobec postmodernizmu: i¿ jest on wy³±cznie my¶l± postkomunistyczn±, co nie jest prawd±, nawet je¶li postkomuni¶ci siê nim pos³uguj±.
Przyznam, ¿e nigdy mnie te wszystkie subtelne rozró¿nienia nie poci±ga³y i nie bardzo wci±¿ potrafiê samo pojêcie postmodernizmu zrozumieæ, choæ, owszem, czytam i Derridê i Rortyego (tego drugiego chêtniej). Ale te¿ traktujê ów postmodernizm - wci±¿ jako¶ nie umiej±cy siê zdefiniowaæ, a nawet okre¶liæ krêgu swych autorów - podobnie, jak poprzedzaj±ce go intelektualne mody. Jest bowiem tak, i¿ my¶l ludzka wci±¿ siê rozwija, wypracowuje nowe narzêdzia badawcze, narzêdzia badaj±ce owe narzêdzia - to normalna ewolucja technologiczna i nie potrafiê zrozumieæ, dlaczego wynalazek kolejnego m³otka lub ¶rubokrêta ma za sob± poci±gaæ opakowywanie tych narzêdzi w ideologiczne pude³ka. Stosowno¶æ narzêdzia okre¶la jego sprawno¶æ, a nie s³uszno¶æ. Z kolei z tego, ¿e ¶wiat istnieje, nie wynika, ¿e powinien byæ jaki¶. Jaki¶ ju¿ jest, bo jest. I choæ to zapewne dla wielu stanowisko niezwykle zgrzebne, to przecie¿ pozwalaj±ce unikn±æ stawania pod jakimikolwiek ideologicznymi sztandarami, co ju¿ samo w sobie wydaje siê byæ przyjemne. Lubiê ¿yæ - i my¶leæ - po swojemu, a nie wedle przygotowywanych przez innych recept. Owszem, siêgam w my¶leniu do dorobku innych, ale powodem nie jest solidarno¶æ ideowa, lecz u¿yteczno¶æ ich produktów.
Gdy wiêc czytam o wymiarze etycznym my¶li ponowoczesnej, chcia³bym, by autor wiêcej mi na ten temat powiedzia³, a nie tylko stwierdza³, ¿e „homo ludens” to synonim pewnego rodzaju antropologii, tym bardziej ¿e w owym „ludens” chodzi o cz³owieka i bawi±cego siê (raczej bezinteresownie), i graj±cego (raczej interesownie). Przypuszczam, i¿ krytycy postmoderny w Polsce podejrzewaj± postkomunistów, ¿e chc± spo³eczeñstwo ograæ i ¿e postmodernistyczny projekt, który w ich publikacjach wyczytuj±, jest prób± narzucenia innym w³asnych regu³ gry. Tak, oczywi¶cie, wcale nie musi byæ.
Rzecz w tym, i¿ wszelkie „nowinki” w sferze nauk nazywanych humanistycznymi staj± siê ³upem publicystów i dziennikarzy, którzy dla ró¿nych wzglêdów, czêsto za¶ po prostu wiedzeni niewiedz± i uwodzeni egzotyk± nowych pojêæ i sformu³owañ, dokonuj± ryzykownych „przek³adów” nowych terminów i teorii na jêzyk ideologii, ku którym siê sk³aniaj±. Dotyczy to zreszt± nie tylko pojêæ filozoficznych czy socjologicznych, ale tak¿e i metafor u¿ywanych w naukach przyrodniczych, takich choæby, jak czarne dziury, struny wszech¶wiata czy lata ¶wietlne. Ile¿ to razy czyta³em, i¿ co¶ trwaæ bêdzie owe ¶wietlne lata! Na tej samej zasadzie uproszczeniu i trywializacji ulega to, co okre¶la siê mianem „my¶li ponowoczesnej”. Prowadziæ to musi - zawsze prowadzi³o - do przekszta³cenia debaty intelektualnej w polemikê ideologiczn±. Na tej w³a¶nie zasadzie postmodernizm zosta³ zredukowany do ¶wiatopogl±du.
Z drugiej jednak strony nie jest przecie¿ tak, i¿ za poszczególnymi wypowiedziami postmodernistów nie kryj± siê jakie¶ ideologie. W koñcu wypowiadaj± siê ludzie o okre¶lonym sposobie widzenia ¶wiata, a poniewa¿ ów dyskurs jest po¶wiêcony kondycji ludzkiej, oczywisto¶ci± byæ musi odniesienie go nie tylko do realiów - a na poziomie rozpoznañ rzeczywisto¶ci my¶l postmodernistyczna ma bez w±tpienia niekwestionowane osi±gniêcia - ale tak¿e do ró¿nych (bo przecie¿ nie jednej) koncepcji cz³owieka i spo³eczno¶ci. W tym w³a¶nie sensie poznanie nie jest spraw± etycznie obojêtn±. Wiêcej - zawsze ma ono wymiar etyczny, który ulega sprawdzianowi w praktyce ludzkich poczynañ.
W wiêkszo¶ci wypowiedzi postmodernistów odnale¼æ mo¿na przekonanie - w³a¶ciwe w koñcu nie tylko lewicy i nie tylko specom od spo³ecznej in¿ynierii - ¿e cz³owiek ulega zmianie, ¿e spo³eczeñstwo ponowoczesne jest zasadniczo inne od tradycyjnego. Przekonanie jak ka¿de inne, to akurat zak³ada, ¿e przyrost wiedzy i zmiana okoliczno¶ci ¿yciowych mo¿e nie¶æ z sob± wiêksz± wra¿liwo¶æ na innych, przyrost tolerancji, pomno¿enie kreatywno¶ci. Bardzo buduj±ce i chyba warto w to wierzyæ. Rzecz w tym, i¿ nic nie wskazuje, by by³a to wiara maj±ca podstawy w realiach ¿ycia. Bli¿sze mi jest stanowisko wyra¿one ostatnio na ³amach „Gazety Wyborczej” przez prof. Barbarê Skargê: „Cz³owiek jest, jaki jest. Niewiele ró¿nimy siê od rzymskiego dyktatora Sulli, który zgromadzi³ 3 tys. ludzi na rynku i kaza³ ich wymordowaæ. Cz³owiek to nie jest piêkne zwierzê. Jedyne, co go ratuje, to jego my¶li i dzie³a sztuki. Ale przecie¿ z³o jest z nas. Nie z kogo¶ innego. Dlatego tak wa¿ny jest ma³y gest dobroci. Tu nie chodzi o wiarê w cz³owieka i niewiarê. Trzeba sobie po prostu zdaæ sprawê z tego, jaki cz³owiek jest. Nie my¶lê, by siê zmieni³”.
Wiêcej, mam wra¿enie, ¿e niebawem bêdziemy mieli mo¿liwo¶æ dramatycznego potwierdzenia tych s³ów. Piszê o tym spokojnie tylko dlatego, ¿e nie widzê wyj¶cia. Postmoderni¶ci widz±, a w ka¿dym razie tak im siê wydaje. To te¿ jaki¶ „gest dobroci” i warto, by w polemikach z my¶l± ponowoczesn± - niezbêdnych przecie¿ i dla niej samej - uwzglêdniaæ tak¿e i ten jej wymiar.