Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Szkie³ko w oku

Kto pierwszy, ten lepszy

Piotr M?ldner-Nieckowski

Fot. Stefan Ciechan Je¶li w tym samym czasie, ale w innym miejscu powstaj± identyczne dzie³a, nie mamy w±tpliwo¶ci, ¿e jest to kwestia przypadku. Dwóch ludzi wpad³o na ten sam pomys³, powiada siê, bo tak podyktowa³ charakter czasów, w których to siê sta³o. Wiêkszy k³opot sprawiaj± niezale¿ne dokonania w ró¿nym okresie. Za wszelk± cenê ustala siê prekursorstwo, co trochê przypomina spór dzieci na podwórku o to, kto „kto zacz±³ pierwszy”. Mo¿na by s±dziæ, ¿e wyraz „pierwszy” nie jest tu niepotrzebny, ale „zaczynanie” w nauce i sztuce nie ma dok³adnych wyznaczników i nie jest tym samym, co start do biegu, a na pewno nie tym, co „bycie pierwszym”. Odruchowo zastanawiamy siê tak¿e, czy ten, kto by³ drugi, nie pos³u¿y³ siê osi±gniêciami pierwszego. Nie jest to piêkna reakcja, ma w sobie co¶ z zawi¶ci.

Kiedy Christiaan Barnard w 1967 roku przeszczepi³ cz³owiekowi serce, ¶wiat oniemia³ do tego stopnia, ¿e zapomniano sprawdziæ, jakim cudem sztuka ta uda³a siê nieznanemu chirurgowi w po³udniowoafrykañskim, a wiêc dla ¶wiata prowincjonalnym, Kapsztadzie. Dlaczego nie w USA, gdzie s³ynni operatorzy - Adrian Kantrowitz, Norman Shumway, Clarence Lillehei, James Hardy - od dawna byli do tego zabiegu przygotowani? Ledwie Shumway w po³owie listopada 1967 powiedzia³: „S±dzimy, ¿e droga do przeszczepiania serca od cz³owieka do cz³owieka jest utorowana”, a przyuczony u Lilleheia Barnard zrobi³ to ju¿ 3 grudnia. Za piêæ dwunasta wróci³ z USA do kraju i tam dokona³ dzie³a. Jego nauczyciele prze¿yli wielki zawód. Nie oni otrzymali nagrodê za to, co stworzyli. W encyklopediach nie ma ich nazwisk. Kto¶ zaanga¿owany uczuciowo w tê sprawê powie z pewno¶ci±: Barnard pope³ni³ lekarski plagiat. Choæ krew siê burzy na my¶l o tym zadufanym przecherze, s±dzê, ¿e taka opinia nie jest w pe³ni sprawiedliwa. Licz± siê fakty.

Profesor Jan Nielubowicz kaza³ kiedy¶ umie¶ciæ w klinice tablicê z napisem: „Naucz siê godnie znosiæ sukces drugiego”. Wisia³a w sali wyk³adowej imienia Antoniego Le¶niowskiego, który jako pierwszy opisa³ jedn± z chorób jelita cienkiego. Zachód przypisa³ odkrycie Burrilowi Crohnowi, bo co prawda ów pracê na ten temat og³osi³ 23 lata pó¼niej, ale w lepszym jêzyku - angielskim, i dopiero wtedy ¶wiat zacz±³ poszukiwaæ przyczyn i metod leczenia tej choroby. S³owa Nielubowicza s± ¶wiête: odkrycia i wynalazki nie powinny s³u¿yæ dora¼nym ambicjom, ale ludzko¶ci. Trzeba je tylko umieæ podaæ tak, ¿eby dotar³y do ¶wiata. Ambicje osobiste to rzecz wtórna. W±tpiê, by Crohn ukrad³ co¶ Le¶niowskiemu, prawdopodobnie o jego osi±gniêciu nic nie wiedzia³. Winni s± obserwatorzy.

Niedawno wykryto, ¿e wielka powie¶æ W³adimira Nabokowa „Lolita”, napisana w 1955 r., ma liczne wspólne cechy z opowiadaniem „Lolita” niemieckiego dziennikarza Heinza von Lichberga z 1916 roku. Gazety zaczê³y siê prze¶cigaæ w dociekaniach, czy ksi±¿ka Nabokowa jest plagiatem. Niektórzy dziennikarze nawet wydali wyrok. Ale bli¿sze przyjrzenie siê zagadnieniu ujawnia, ¿e gdyby Nabokow chcia³ ukryæ korzystanie z czyjego¶ pomys³u, zrobi³by to tak, ¿e nikt by siê nie zorientowa³. Umiejêtno¶ci mu nie brakowa³o. Móg³ napisaæ swoj± „Lolitê” inaczej, a przede wszystkim zmieniæ tytu³, imiê bohaterki, miejsce akcji. Nie zrobi³ tego. Warto podkre¶liæ, ¿e nawet je¿eli opowiadanie von Lichberga jest pierwowzorem arcydzie³a Nabokowa, to pod ka¿dym wzglêdem mu ustêpuje.

Nie minê³y echa sprawy „Lolity”, kiedy na horyzoncie pojawi³ siê nowy hit. Wydawnictwo Fronda wyda³o powie¶æ W³adys³awa Reymonta „Bunt” (pierwsze wydanie 1924). To przypomnia³o nam, ¿e s³ynny „Folwark zwierzêcy” Georgea Orwella (1946), który zatrz±s³ dwudziestowieczn± Europ±, jest oparty na identycznym pomy¶le. Orwell, podobnie jak Reymont, przeniós³ rewolucjê komunistyczn± w ¶wiat ba¶ni o zwierzêtach, napiêtnowa³ ludzkie z³o i wymierzy³ cios tragicznej utopii, ale napisa³ rzecz nieporównanie s³absz± artystycznie, za to znów - w dobrym jêzyku angielskim. I tym razem kto¶ napomkn±³ o plagiacie, jednak nie znaleziono ¿adnych przes³anek, by s±dziæ, ¿e Orwell móg³ korzystaæ z pomys³ów Reymonta.

Niesprawiedliwo¶æ ukazana w tych historiach polega na tym, ¿e ¶wiat pamiêta o jednym odkrywcy lub wynalazcy, a o drugim zapomina. Polega te¿ na sk³onno¶ci do oskar¿ania o kradzie¿ pomys³ów, a przecie¿ prawo autorskie wyra¼nie mówi, ¿e sam pomys³ nie stanowi dzie³a podlegaj±cego ochronie. Istna komedia pomy³ek. Opinia publiczna skupia siê na osobach, które z jakich¶ powodów wysunê³y siê na czo³o, lecz nie dostrzega dokonañ tych, które zaczê³y. Dzieje Nagrody Nobla s± tego najlepszym przyk³adem.

Przekonania ogó³u s± spaczone, ale nie bez przyczyny. Zabiegi o pierwszeñstwo w nauce i sztuce czasem przybieraj± postaæ dzikiej walki o byt w stylu Barnarda. Twórcy zapatrzeni w siebie sami daj± po¿ywkê spekulacjom, ka¿dy z nas mo¿e wymieniæ kogo¶, kto jak kuku³cze pisklê wypiera konkurentów z gniazda. Mo¿e istotnie jest to osoba godna pokazywania, ale najlepiej palcem.

e-mail: pmuldner@mp.pl

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje