Wraz z up³ywem czasu zmieniaj± siê znaczenia rozmaitych pojêæ. Na przyk³ad - szko³a przetrwania. Kiedy pobiera³em nauki, uczelnie - prócz, oczywi¶cie, swej podstawowej funkcji - by³y azylem dla wielu m³odych ludzi. Oddala³y moment wej¶cia w rutynê pracy, gdzie „czy siê stoi, czy siê le¿y...”, przed³u¿a³y w ten sposób beztrosk± m³odo¶æ, a mê¿czyzn (czy te¿ dopiero kandydatów na nich) chroni³y przed „szko³± ¿ycia”, jak pieszczotliwie nazywano wówczas zaszczytn± s³u¿bê w szeregach Ludowego Wojska Polskiego. W takim znaczeniu wy¿sze uczelnie stanowi³y wówczas dla nas prawdziwe szko³y przetrwania.
Dzi¶ ¿yjemy w zupe³nie innym ¶wiecie. Do wojska garn± siê nie tylko m³odzi ch³opcy, ale równie¿ dziewczêta. Mundurowa kariera dla wielu stanowi ³akomy k±sek wobec wci±¿ zawê¿aj±cego siê rynku pracy. Absolwent uniwersytetu, politechniki czy na przyk³ad jakiejkolwiek uczelni niepañstwowej nie mo¿e byæ ju¿ pewien zatrudnienia. Nadchodz±cy wielkimi krokami ni¿ demograficzny wydaje siê dzi¶ szko³± przetrwania dla samych uczelni. Gdy poda¿ miejsc na studiach przewy¿sza popyt na nie, o przysz³ego studenta trzeba walczyæ. Tak samo przysz³y magister czy licencjat bêdzie musia³ stan±æ do wy¶cigu szczurów o miejsce pracy. Szko³ê przetrwania zafunduje mu pracodawca.
Jedynie studenckie ¿ycie przejawia niejakie podobieñstwa „miêdzy dawnymi a nowymi laty”. ¯ak na ogó³ przymiera³ g³odem, stara³ siê wiêc prze¿yæ jak najtañszym kosztem. W czasach, gdy sklepy oferowa³y wy³±cznie ocet, by³o to zdecydowanie trudniejsze, trzeba by³o bazowaæ wy³±cznie na domowych „wa³ówkach” b±d¼ obiadach uczelnianych. £atwiej by³o natomiast o tzw. stypendium socjalne. Dzi¶ trudniej o grosz, za to szeroki wachlarz zupek w proszku i tym podobnych gastronomicznych pó³produktów zapewnia minimum ¿ywieniowe.
Tak czy owak, uczelnie wci±¿ pozostaj± dla spragnionej wiedzy (lub choæby dyplomu) m³odzie¿y szko³ami przetrwania. W ¶cis³ym tego s³owa znaczeniu.
Zachêcam do lektury.