Skoñczy³ siê kolejny rok akademicki. Który to ju¿ w tej uczelni? Zastanawiasz siê czasem, czy to wszystko ma sens. U¿erasz siê ze studentami, z ich ignorancj± i niechêci±. Próbujesz co¶ zmieniæ w instytucie, na darmo. Nikogo to nie interesuje. Kolegom rosn± domy, tobie nie uda³o siê w tym roku zarobiæ na zmywarkê, któr± tak chcia³a mieæ ¿ona. Kiedy oni brali dodatkowe p³atne godziny, ty wzi±³e¶ ich znacznie mniej. Wydawa³o ci siê, ¿e nie bêdziesz w stanie rzetelnie przygotowaæ tak du¿o zajêæ. Gdy kole¿anki bra³y kursy, ty zrobi³a¶ kilka dodatkowych sprawdzianów i potem siedzia³a¶ poprawiaj±c je przy lampie. Kiedy inni dawali korepetycje, chodzi³a¶ z g³ow± zajêt± pomys³ami, jak zmieniæ swoje wyk³ady, które wyda³y ci siê ju¿ niezupe³nie ¶wie¿e. Gdy koledzy walczyli o stanowiska, by traktowaæ je potem wy³±cznie jako ¼ród³a dochodu, ty prowadzi³e¶ ko³o naukowe, bo zauwa¿y³e¶ w swoich grupach kilkoro zdolnych studentów i pomy¶la³e¶, ¿e warto daæ im co¶ wiêcej ni¿ minimum programowe. Kiedy niektórzy brali ³apówki za egzaminy, ty za³o¿y³e¶ nowe czasopismo, z którego nie masz nic poza satysfakcj±.
Traktujesz to normalnie, jak zwyczajn± pracê, nie jak po¶wiêcenie. Robisz to dla siebie, na co dzieñ wcale nie masz poczucia misji. Tylko czasem, gdy zaczynasz w±tpiæ, czy to ma sens, gdy rozgl±dasz siê wokó³ i widzisz, jak inni zgarniaj± pod siebie... dochodzisz do wniosku, ¿e nie umia³by¶ tak. My¶lisz, ¿e satysfakcja z dobrze wykonanych obowi±zków, które przed tob± postawiono, to za ma³o. To mo¿e zadowoliæ dobrego urzêdnika, rzetelnego robotnika. Tobie to nie wystarcza, wychodzisz poza minima, wymagasz od siebie nawet wtedy, gdy inni od ciebie nie wymagaj±. Tak jest i tak ma byæ. Wiesz, ¿e co¶ budujesz i jest to co¶ wa¿nego.