Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Na marginesach nauki

HISTORIA I WSPÓ£CZESNO¦Æ

Leszek Szaruga

 Fot. Stefan Ciechan Ka¿dy, kto zajmuje siê dziejami politycznych b±d¼ kulturalnych przeobra¿eñ, musi prêdzej czy pó¼niej zetkn±æ siê z problemem okre¶lenia granicy oddzielaj±cej historiê od wspó³czesno¶ci. Z lat dawnych przypominam sobie nieszczê¶niczkê, która na egzamin z literatury wspó³czesnej przynios³a indeks z wypisan± nazw± przedmiotu: „historia literatury wspó³czesnej”. Wyk³adowca z okrzykiem „To¿ to contradictio jakowe¶!” wyrzuci³ delikwentkê za drzwi. O ile wiem, dalej sprawa rozwinê³a siê dla studentki pomy¶lnie, jednak¿e od tamtego czasu rozró¿nienie miêdzy histori± a wspó³czesno¶ci± sta³o siê dla mnie problemem interesuj±cym, choæ chyba nie do koñca rozstrzygalnym, czego dowodem liczne prace polonistyczne po¶wiêcone kwestii okre¶lenia progu owej wspó³czesno¶ci.

Gdy siê nad t± kwesti± zastanawiam, odwo³ujê siê najchêtniej do pojêcia ¿ywej pamiêci. Ono tak¿e nie jest precyzyjne, ale mo¿na przynajmniej próbowaæ je dodefiniowaæ tak, by niedookre¶lono¶æ w pewnej mierze wyeliminowaæ. ¯ywa pamiêæ - w pojmowaniu pamiêci zbiorowo¶ci - to pamiêæ tych, którzy ¿yj±. W tym rozumieniu granicê miêdzy histori± a wspó³czesno¶ci± - w oczywisty sposób ruchom± - wyznacza moment ¶mierci najstarszego cz³onka danej spo³eczno¶ci. Taki biologizm mo¿e budziæ w±tpliwo¶ci, ma jednak tê zaletê, ¿e wyznacza pochwytny moment ustanawiania owego rozdzia³u. Ale, oczywi¶cie, dla wielu mo¿e okazaæ siê ma³o funkcjonalny. Mo¿na wszak za granicê wspó³czesno¶ci uznaæ jakie¶ szczególnie wa¿ne w ¿yciu spo³eczeñstwa wydarzenie - rewolucjê, wojnê czy odkrycie naukowe, które, jak to siê mówi, „zmienia bieg dziejów”.

Jako wyk³adowca zajmujê siê przede wszystkim literatur± wspó³czesn±. I tu pojawia siê istotna trudno¶æ. Od dziesiêcioleci formalnie przedmiot mój dotyczy literatury powstaj±cej po roku 1939. Biedni moi studenci oraz (liczniejsze stanowczo) studentki, dzi¶ ju¿ ludzie urodzeni w latach osiemdziesi±tych, traktuj± wszystko, co poprzedzi³o ich przyj¶cie na ¶wiat, jako prehistoriê niemal¿e. Maj± do tego pe³ne prawo, sam przecie¿ podobnie traktowa³em okres miêdzywojenny, a nawet wojnê. Zwa¿ywszy nadto, ¿e periodyzacja dziejów naszej literatury na dobr± sprawê zakoñczy³a siê na Dwudziestoleciu i nakazuje wszystko pó¼niejsze traktowaæ jako wspó³czesno¶æ, nie ulega w±tpliwo¶ci, i¿ musi to ucz±cym siê sprawiaæ niejakie problemy. Ogarniêcie tej ilo¶ci materia³u w przygotowaniach do egzaminu jest swego rodzaju horrorem. Egzaminy obejmuj±ce romantyzm, pozytywizm, modernizm czy okres miêdzywojenny - a tak to jest wszak u³o¿one w programach nauczania - obejmuj± materia³ najwy¿ej z lat trzydziestu. Wspó³czesno¶æ w tym rozumieniu to ju¿ bez ma³a trzy æwierci stulecia. Co z tym fantem robiæ?

Je¶liby przyj±æ moj± definicjê wspó³czesno¶ci - uwzglêdniaj±c± „biologiczny” jej wyznacznik - to siêgaæ by ona musia³a gdzie¶ w okolice lat dziesi±tych ubieg³ego wieku. Czes³aw Mi³osz ¿ywym tego dowodem, co potwierdzaj± zreszt± jego najnowsze ksi±¿ki. Dla moich studentów (i studentek przede wszystkim) to horyzont z ich perspektywy niewidzialny nieomal. Konieczna jest wiêc zmiana programu, która pozwoli³aby wyodrêbniæ zbiór o nazwie „literatura wspó³czesna” tak, by opanowanie materia³u do egzaminu nie stanowi³o zadania przekraczaj±cego zdolno¶æ zapamiêtywania ¶rednio rozgarniêtego studenta (lub studentki). Wyznaczenie atoli owej granicy wspó³czesno¶ci musi si³± rzeczy doprowadziæ do ostrych sporów i polemik. Nie do koñca bowiem wiadomo, jakie przyj±æ tutaj kryterium: prze³omu politycznego, przewrotu artystycznego? Co by z kolei mia³o stanowiæ o uznaniu jakiego¶ zjawiska za ów artystyczny przewrót? Wiem, postmoderni¶ci maj± ju¿ gotow± receptê: granica przebiega³aby gdzie¶ w latach sze¶ædziesi±tych, kiedy zaczêto mówiæ o „literaturze wyczerpania” itp. Ale projekt postmodernistyczny, choæ sk±din±d interesuj±cy, nie wydaje siê do koñca sprawdzalny, gdy¿, jak s±dzê, by go poddaæ próbie, konieczny jest odpowiedni dystans historyczny.

Kwestia natomiast, któr± rozwi±zaæ by nale¿a³o, ma wymiar praktyczny. Nie mogê od dwudziestoparolatków wymagaæ opanowania do egzaminu wiedzy o zjawiskach literackich ostatnich siedemdziesiêciu piêciu lat. To znaczy, owszem, wymagaæ mogê, ale muszê mieæ pe³n± ¶wiadomo¶æ faktu, i¿ dla olbrzymiej wiêkszo¶ci spo¶ród nich jest to niewykonalne. Na moj± wiedzê o literaturze wspó³czesnej pracowa³em ponad æwieræ wieku, bêd±c w dodatku aktywnym uczestnikiem ¿ycia artystycznego. Opanowanie tego choæby okresu, który dla mnie stanowi tre¶æ ¿yciowych do¶wiadczeñ, jest dla kogo¶ urodzonego w roku 1980 wysi³kiem do¶æ znacznym, a wszak ma on opanowaæ materia³ dotycz±cy okresu trzy razy d³u¿szego. Przyznam, ¿e czujê siê w tej sytuacji - jako egzaminator - do¶æ podle. Powinienem bowiem z ca³± stanowczo¶ci± i z pozycji si³y egzekwowaæ wiedzê, jednak wiem doskonale, ¿e nie têdy droga. „Literatura wspó³czesna” okazuje siê nie tylko molochem, lecz tak¿e - w ich rozumieniu - okre¶leniem anachronicznym. Dla nich bowiem spory literackie okresu wojny czy np. socrealizm nie maj± ze wspó³czesno¶ci± - tak jak oni j± rozumiej± i odczuwaj± - nic wspólnego.

Z tego punktu widzenia patrz±c, istnieje pilna potrzeba przekonstruowania programu nauczania historii literatury polskiej. Jak to uczyniæ w sposób sensowny, jest kwesti± otwart±, wydaje siê wszak¿e, ¿e program taki winien wykraczaæ poza obszar jednej tylko uczelni. Wiem, ¿e u siebie mogê, odpowiednio rzecz argumentuj±c, przebudowaæ ca³y system periodyzacyjny, choæ i tutaj natrafi³bym na pewne k³opoty, wynikaj±ce z tego choæby faktu, ¿e kole¿anki i koledzy maj± ju¿ swoje wyuczone i wytrenowane specjalizacje, i zachwianie struktury periodyzacyjnej musia³oby natrafiæ na ich s³uszny, bo w obronie w³asnych interesów podjêty, protest. Co¶ jednak z tym fantem trzeba bêdzie w najbli¿szym czasie uczyniæ.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje