Nie od dzi¶ wiadomo, ¿e naj³atwiej wydaje siê te ksi±¿ki, które s± naj³atwiejsze. Najtrudniej naukowe. Problem narasta, bo co prawda wydawców, którzy siê zajmuj± tak zwanymi ma³ymi nak³adami jest sporo, ale wiêkszo¶æ traktuje to zajêcie jako hobby. S± to firmy prywatne, które z trudem radz± sobie ze zdobywaniem pieniêdzy na druk. Najczê¶ciej odbywa siê to w ten sposób, ¿e kto¶ zak³ada jednoosobowy dom wydawniczy i w przedpokoju bawi siê w sk³ad tekstów. Z regu³y wiêkszo¶æ takich prac nigdy nie jest op³acona, bo zdobyte pieni±dze id± na druk, oprawê i obs³ugê rozprowadzania dzie³. Za to p³ac± autorzy, poniewa¿ sponsorzy wol± ksi±¿ki chodliwe, które bêd± ich reklamowa³y. Wydawca-hobbysta w ostatecznym rozrachunku dok³ada do tego interesu. Poniewa¿ zwykle wydaje ksi±¿ki przyjació³ albo kolegów z uczelni, nara¿a siê tak¿e na k³opoty. W³a¶nie ostatnio w jednym z du¿ych uniwersytetów kolega nadepn±³ na odcisk drugiemu koledze, a wszystko skrupi³o siê na wydawcy ksi±¿ek pieniaczy, pisa³a o tym „Polityka”. Kto¶ (nikt siê nie przyzna³) z³o¿y³ donos, ¿e ów wydawca jest przedstawicielem rz±dz±cej klasy ³apówkarzy i ¿e wydawanie ksi±¿ek przyjacio³om to korupcja i nepotyzm.
Dlaczego wydawa³ kolegom? Ano dlatego, ¿e uczelniane wydawnictwo nie daje sobie rady z tym, do czego jest przeznaczone. Nie wydaje wszystkich ksi±¿ek, które nale¿a³oby wydaæ, a kiedy wyda, prawie w ogóle ich nie rozprowadza, co najwy¿ej do wyznaczonych przez ustawê bibliotek. Okazuje siê, ¿e sprzeda¿ ksiêgarniana jest dla takich wydawnictw niedostêpna. To tajemnica poliszynela, ¿e ksiêgarze przyjmuj± „towar” tylko w komis i tylko wtedy, kiedy ksi±¿ka im siê spodoba (na przyk³ad, kiedy ma ³adn± ok³adkê). Nigdy nie p³ac± przy przyjêciu, a je¶li co¶ sprzedadz±, to oci±gaj± siê z zap³at± d³ugie miesi±ce, a nawet lata.
Wydawnictwa uczelniane s± pozbawione mo¿liwo¶ci oddawania ksi±¿ek w komis. Zabraniaj± tego przepisy. Dzie³a mog± byæ jedynie wystawiane w kampusowej ksiêgarence, do której ma³o kto zagl±da. Niektóre prowadz± ksiêgarniê internetow±, ale to tak¿e nie gwarantuje, ¿e ksi±¿ki znajd± siê w domowych bibliotekach wszystkich zainteresowanych. Wielu takich ksiêgarñ nie znajduj± ¿adne internetowe szukacze, wiêc s± to sklepy nieznane. Jak w ka¿dym biznesie, tak i wydawcom nie op³aca siê produkowaæ towarów, które sprzedaj± siê d³ugo. Du¿e firmy trzymaj± siê zasady, ¿e po dwóch tygodniach handlu niesprzedany tytu³ nadaje siê na przemia³. Jednoosobowe zak³adaj±, ¿e ich interes jest, jak wspomnia³em, rodzajem hobby, wiêc byæ mo¿e przetrzymaj± ksi±¿ki d³u¿ej - w piwnicy, na strychu, pod warunkiem, ¿e te miejsca nie s± ju¿ zajête przez produkcje z lat ubieg³ych. Uczelniane likwiduj± nak³ady ¶rednio po dwóch latach. Magazynowanie du¿o kosztuje.
Ponadto na uczelniane wydawnictwa mog± liczyæ raczej ci, którzy maj± wp³ywy i potrafi± przepchn±æ na senacie decyzjê o w³±czeniu ich ksi±¿ek do planu, ale je¶li przy tym s± sk³onni czekaæ i decyduj± siê na edycjê niskiej jako¶ci. Stale przegl±dam pozycje z ró¿nych uczelni i muszê powiedzieæ, ¿e od lat nie spotka³em ksi±¿ki wydanej na poziomie zawodowym. Wszystko to, niestety, amatorszczyzna. Po pierwsze, chyba ju¿ w ogóle zaniechano redagowania tekstów, spotyka siê utwory nêdzne stylistycznie, z ra¿±cymi b³êdami ortograficznymi, interpunkcyjnymi i typograficznymi. Sk³adacze na ogó³ pos³uguj± siê edytorami tekstów, takimi jak MS Word (nazwa zastrze¿ona przez Microsoft), a nie profesjonalnymi programami sk³adaj±cymi. To widaæ go³ym okiem - czcionka jest rysowana do druku jak w biuletynie biurowym, parametry kolumn, wierszy, wciêæ akapitowych, interlinii, ¿ywych pagin, wykazów i tabel odpowiadaj± wymaganiom korespondencji miêdzy pani± Frani± i panem Jasiem. Do tego dok³ada siê radosna twórczo¶æ owych sk³adaczy, którzy s± przyuczeni do obs³ugi komputera, ale nie do czynno¶ci poligraficznych, wiêc amatorska czcionka tytulatury o kroju nietaktownie ozdobnym, punktory w postaci graficznych strza³ek, ksi±¿eczek i kwiatuszków, dowolne w³amywanie rycin, tabel czy tintowanych ramek, ¼le przygotowane do druku fotografie, wadliwa kompozycja kolumn i stron, jednakowe marginesy. S³owem wszystko ¼le, przykro patrzeæ.
Niema³y w tym udzia³ maj±, niestety, tak¿e sami autorzy, którzy przecie¿ w edytorstwie s± amatorami. Narzucaj± swoje rozwi±zania przygotowane w programie MS Word, jak¿e by inaczej, i ¿±daj±, ¿eby wydawca utrzyma³ wspania³y wygl±d ich typograficznego dzie³a. Byæ mo¿e nie wiedz±, ¿e w dobrym wydawnictwie tekst napisany w edytorze odkodowuje siê do postaci tak zwanej go³ej, likwiduje wszelkie autorskie ozdóbki i dopiero z tego tworzy siê materia³ do przyrz±dzenia ksi±¿ki w programie zawodowym. Pewnie nie zdaj± sobie sprawy z tego, ¿e nad kszta³tem stron dzie³a fachowiec w dobrej firmie pracuje co najmniej kilka dni bez przerwy, wykonuj±c dziesi±tki, a nawet setki odbitek, a¿ do uzyskania postaci oryginalnej, stonowanej, estetycznej, któr± jako jednostkowy wzór zastosuje siê w sk³adzie. Nieraz te¿ bywa, ¿e sam wydawca zachowuje siê jak amator, idzie po linii najmniejszego oporu i pomija takie fazy przygotowania do druku, jak: redagowanie, opracowanie graficzne, korekta. Wbrew pozorom nie s± to a¿ tak kosztowne czynno¶ci, ¿eby mo¿na by³o wykrêcaæ siê ekonomi±.
e-mail: pmuldner@mp.pl