Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Badania naukowe

Bia³ka wci±¿ nowe

My¶lê, ¿e idea subsydiów na tym polega, ¿eby zachêcaæ do formu³owania ¶mia³ych hipotez i prób ich potwierdzenia. Je¶li siê to robi rzetelnie, to nawet gdy nie wyjdzie nam to, czego oczekiwali¶my, du¿o siê nauczymy i znajdziemy na kolejnym, wy¿szym, poziomie poznania.
Rozmowa z prof. dr. hab. Jackiem Ku¼nickim, biologiem, laureatem konkursu FNP Subsydia profesorskie 2004
Fot. Arch.
Prof. dr hab. Jacek Ku¼nicki (ur. 1952), biolog: biochemia bia³ek, biologia molekularna. Zajmuje siê m.in. molekularnymi mechanizmami chorób neurodegeneracyjnych, komórkowo specyficzn± regulacj± transkrypcji i ekspresji bia³ek, strukturalno-funkcjonaln± analiz± bia³ek. Studia na Wydziale Biologii UW - 1976, doktorat - 1980, habilitacja - 1987, profesura - 1993. W latach 1980-2001 pracownik (adiunkt, kierownik laboratorium, z-ca dyrektora) Instytutu Nenckiego, 1999-2001 - p.o. dyrektora Miêdzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie, od 2001 dyrektor MIBMiK. Visiting professor w NIH w Bethesdzie, USA 1992-95. Autor i wspó³autor ponad 90 pozycji naukowych. Kierownik wielu polskich i zagranicznych projektów badawczych. Promotor 7 prac doktorskich. Opiekun 3 przewodów habilitacyjnych. Organizator m.in. Centrum Doskona³o¶ci o nazwie „Centrum Badañ nad Mechanizmami Neurodegeneracji” w ramach programu Phare (1999). Cz³onek licznych towarzystw naukowych, m.in.: Amerykañskiego Towarzystwa Biochemicznego i Biologii Molekularnej (od 2003), Towarzystwa Biochemicznego w Anglii (od 1995), Towarzystwa Popierania i Krzewienia Nauk (od 1991), Komitetu Biotechnologii przy Prezydium PAN (od 1990). Laureat licznych nagród i wyró¿nieñ naukowych, m.in.: Nagrody Prezesa Rady Ministrów za wybitne osi±gniêcie naukowe - 2003, Nagrody Naukowej Wydzia³u Nauk Biologicznych Polskiej Akademii Nauk za pracê zespo³ow± dotycz±c± bia³ek wi±¿±cych wapñ - 2001. Otrzyma³ Subsydium profesorskie FNP w roku 2004 za prace nad metabolizmem beta-kateniny w zdrowiu i chorobie.

Ma Pan „dziedziczne obci±¿enie” - ojciec profesor biologii, matka profesor farmacji. Czy to mia³o istotne znaczenie dla Pana wyboru?

- Szczerze mówi±c - nie. Wcze¶nie sam zainteresowa³em siê biologi±. Jako dziecko hodowa³em ró¿ne zwierzêta, m.in. ropuchy, wê¿e. Nasza rodzina by³a w okolicy znana z tego, ¿e zawsze siê zajmie wróblem ze z³amanym skrzyd³em, chorym kotem czy psem. Ojciec by³ i jest zapalonym ogrodnikiem. Wyrasta³em w atmosferze z¿ycia z przyrod±. Kiedy przyszed³ czas decyzji co studiowaæ, dokonywa³em selekcji negatywnej, eliminuj±c te kierunki, na jakie nie chcê lub nie mogê pój¶æ. Ze wzglêdów oczywistych odpad³y matematyka i fizyka (nie mia³em zdolno¶ci). Z medycyny zrezygnowa³em z powodu wady wzroku, obawiaj±c siê, ¿e utrudni mi trafne diagnozowanie. Uzupe³niê to, co pani powiedzia³a: mama jest tak¿e historykiem nauki, mam wiêc i obci±¿enie humanistyczne. W³a¶ciwie jednak to, ¿e ojciec jest biologiem, mia³o znaczenie. Bardzo wcze¶nie bywa³em w Instytucie Nenckiego, gdzie pracowa³, ogl±da³em pod mikroskopem kultury pierwotniaków, które bada³. Zna³em wielkiego uczonego, prof. Jana Dembowskiego, czêsto z nim rozmawia³em. Ostateczna decyzja zapad³a, gdy w rezultacie eliminacji zosta³a mi tylko biologia. Nie by³ to wiêc wybór pozytywny.

- Okaza³ siê jednak trafny?

- O tak.

- Kiedy Pan szed³ na studia, biologia by³a ju¿ „pierwsz± lini±” poznawania ¶wiata?

- Tak, ale jeszcze nie na poziomie genetyki, choæ jednym z moich nauczycieli akademickich by³ wspania³y genetyk, prof. Wac³aw Gajewski. Wtedy poznawano geny, je¶li tak mo¿na to okre¶liæ, ale jeszcze nie umiano robiæ z nimi takich niezwyk³ych rzeczy, jak teraz. Mnie pasjonowa³a biochemia i tak by³o na naszym wydziale, ¿e najlepsi studenci wybierali specjalizacjê biochemiczn±, na któr± najtrudniej by³o siê dostaæ. Nie bêd±c najlepszym uczniem w szkole, na studiach stara³em siê uczyæ bardzo dobrze, ¿eby z egzaminu wychodziæ ze ¶wiadomo¶ci±, ¿e nie dosta³em stopnia na kredyt, ze wzglêdu na ojca. Moim koleg± i przyjacielem by³ Maciek Na³êcz, te¿ syn profesora i cz³onka PAN - stosowali¶my tê sam± taktykê, ucz±c siê najczê¶ciej razem. Na trzecim roku obaj (tak¿e jego obecna ¿ona - prof. Katarzyna Na³êcz) wybrali¶my specjalizacjê z biochemii. Po czwartym roku sz³o siê na sta¿. Zosta³em przyjêty w Instytucie Nenckiego przez prof. Witolda Drabikowskiego, który zaproponowa³ mi, ¿ebym u niego robi³ pracê magistersk±. Nie zgodzi³y siê na to w³adze mojego wydzia³u, ale obieca³y, ¿e po skoñczeniu studiów zostanê w uczelni. Studia skoñczy³em z wyró¿nieniem i... ze ¶wiadomo¶ci±, ¿e bêdê asystentem UW. Nie sta³o siê tak, gdy¿ organizacja m³odzie¿owa zg³osi³a sprzeciw, argumentuj±c w sposób, który dzisiaj wydaje siê niewiarygodny, mianowicie tym, ¿e nie chc± mieæ „profesorskich synów”. By³ 1976 rok. Odkrêcono to, ale ja ju¿ nie chcia³em zostaæ na wydziale. W Instytucie Nenckiego etatu nie by³o, ale zatrudniono mnie przy „pracach zleconych” za pieni±dze z grantu polsko-amerykañskiego, przeznaczonego na badania molekularnych mechanizmów skurczu miê¶ni. Po pó³ roku dosta³em siê na studia doktoranckie i zaj±³em nieznanym wtedy bia³kiem wra¿liwym na zmiany stê¿enia jonów wapnia. W cztery lata zrobi³em doktorat. Kiedy patrzê wstecz, to ten pierwszy kontakt z nauk± amerykañsk±, nawi±zany za spraw± owego grantu, okaza³ siê bardzo owocny.

- Tematyka - choæ rozumiem, ¿e Pan jej nie wybiera³ - te¿ by³a „trafiona”?

- By³a rzeczywi¶cie szczê¶liwym trafem. Kiedy pierwszego dnia przyszed³em do Instytutu Nenckiego, prof. Drabikowski da³ mi odbitkê pracy amerykañskiej (przechowujê j± na pami±tkê) i powiedzia³: „Jacek, oczy¶æ to bia³ko, które jest tu opisane”. By³o to bia³ko mózgowe podobne do troponiny C uczestnicz±cej w skurczu miê¶ni, które okaza³o siê hitem sezonu na ¶wiecie (prof. Drabikowski mia³ rewelacyjn± intuicjê siêgaj±c po tê akurat publikacjê). Dzisiaj jest znane jako kalmodulina. Dziêki temu, ¿e zaczêli¶my nad nim pracowaæ wcze¶niej ni¿ wiêkszo¶æ badaczy, mimo s³abo¶ci aparaturowej i braku odczynników kilka istotnych rzeczy zrobili¶my. Dot±d jest cytowana pierwsza moja praca dotycz±ca przecinania kalmoduliny na fragmenty za pomoc± trypsyny (enzym), w której to pracy uda³o mi siê wykazaæ, ¿e owo bia³ko posiada dwie ró¿ne struktury, w zale¿no¶ci od tego, czy ma zwi±zane jony wapnia, czy te¿ jest ich pozbawione. Drugim odkryciem wtedy dokonanym - wspólnie z mgr. Zenonem Grabarkiem - by³o wykazanie, ¿e kalmodulina wystêpuje we wszystkich komórkach organizmu. Okre¶la siê j± mianem „bia³ka powszechnego”. Poszed³em „za ciosem” i korzystaj±c z tego, ¿e ojciec pracowa³ w Instytucie Nenckiego nad pierwotniakami poprosi³em o hodowlê pierwotniaków i uda³o mi siê stwierdziæ, ¿e w ich komórkach kalmodulina tak¿e jest obecna. W 1977 roku prof. Drabikowski zabra³ mnie na kongres do Pary¿a, gdzie mia³em trzy ró¿ne plakaty na te tematy. Muszê tu powiedzieæ, ¿e mój pierwszy mistrz bardzo dba³ o rozwój swoich wspó³pracowników, o których s±dzi³, ¿e dobrze rokuj±. Bardzo siê troszczy³ o to, by¶my publikowali w najlepszych czasopismach miêdzynarodowych i przez to m.in. konfrontowali siê nie z „kolegami na podwórku”, ale z tymi licz±cymi siê w ¶wiecie.

- To wielki handicap na pocz±tku drogi naukowej.

- Tak. Drug± osob± kluczow± dla tego, co w ¿yciu osi±gn±³em, by³ Amerykanin Edward Korn, kierownik Laboratorium Biologii Komórki Narodowego Instytutu Zdrowia w Bethesdzie pod Waszyngtonem, u którego by³em przez trzy lata na sta¿u podoktorskim. Zrobi³em doktorat w lipcu 1980 roku. Zaczê³o siê gor±ce lato i nie chcia³em akurat wtedy opuszczaæ Polski. Uczestniczy³em w dwu pierwszych zjazdach „Solidarno¶ci” Regionu Mazowsze, jako reprezentant Instytutu Nenckiego. Wyjecha³em we wrze¶niu 81. ¯ona z dzieckiem dojecha³a sze¶æ tygodni przed stanem wojennym. Drugi syn urodzi³ siê w Stanach. Nie zdecydowali¶my siê tam zostaæ, mimo ¿e Amerykanie zapewniali bardzo dobre warunki Polakom, którzy obawiali siê wracaæ.

- Rozumiem, ¿e naukowo by³ to pobyt owocny?

- Bardzo. Prof. Ed Korn okaza³ siê znakomitym szefem - dobrym merytorycznie, otwartym, wymagaj±cym, przy tym dostêpnym na co dzieñ, umiej±cym doceniæ wyniki innych. Nadal utrzymujemy kontakty, a na moje miejsce pojecha³a kole¿anka z pracowni prof. Drabikowskiego i jest dzisiaj praw± rêk± szefa.

- Pan wróci³ do tej pracowni?

- Tak, ale bardzo szybko po powrocie nieoczekiwanie zyska³em mo¿liwo¶æ tworzenia w³asnego zespo³u badawczego. W 1983 roku, kiedy by³em w Stanach, zmar³ prof. Drabikowski. Jego ¿ona, pani prof. Gabriela Sarza³a-Drabikowska - trzecia wa¿na osoba w moim ¿yciu naukowym - troszczy³a siê o to, by trwa³y badania zapocz±tkowane i rozwiniête przez jej mê¿a. To by³y problemy bia³ek wi±¿±cych wapñ, o których wcze¶niej mówi³em, i ja, wraz z niewielkim zespo³em, dalej je prowadzi³em. Po niespodziewanej ¶mierci pani profesor musia³em zaj±æ siê sprawami organizacyjnymi, gdy¿ zosta³em kierownikiem pracowni skupiaj±cej mój zespó³ oraz ten osierocony przez ni±. Z dnia na dzieñ sta³em siê zwierzchnikiem moich kolegów - to bardzo trudna sytuacja. My¶lê, ¿e by³em znacznie gorszym szefem ni¿ (jak my¶lê) jestem dzisiaj. Cz³owiek m³ody patrzy przede wszystkim na wyniki, mniej na pracowników, jest niecierpliwy... Mia³em szczê¶cie do wspó³pracowników. Pierwsz± moj± doktorantk±, któr± przyjê³a do mojego zespo³u prof. Sarza³a-Drabikowska, by³a Ania Filipek. Dzisiaj, ju¿ po habilitacji, wypromowa³a jedn± doktorantkê i pracuje z dwiema nastêpnymi, prowadzi tê pracowniê w Instytucie Nenckiego, któr± kiedy¶ utworzy³em, a niedawno opu¶ci³em przechodz±c do Miêdzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej.

- Jak wiem, by³ Pan jednym z inicjatorów utworzenia tej placówki?

- Kiedy zmieni³a siê sytuacja ustrojowa, a tak¿e ekonomiczna w Polsce, zaczêli¶my z Maciejem Na³êczem, z Leszkiem Kaczmarkiem i innymi kolegami, my¶leæ i dyskutowaæ o tym, jak przenie¶æ do nas dobre wzorce zachodnie. Na pocz±tku lat dziewiêædziesi±tych, kiedy Maciej Na³êcz zosta³ dyrektorem Instytutu Nenckiego, ja by³em jego zastêpc± do spraw naukowych. Uzmys³owili¶my sobie, ¿e bardzo trudno zmieniaæ co¶ ju¿ istniej±cego, ³atwiej stworzyæ nowe. To by³ zal±¿ek idei tego instytutu. Wspiera³ nas mocno prof. Angelo Azzi ze Szwajcarii. W po³owie lat dziewiêædziesi±tych polski rz±d podpisa³ umowê z UNESCO o powo³aniu instytutu, w którym teraz rozmawiamy. Ja wtedy znów by³em w Bethesdzie (w zupe³nie innej pracowni), jako visiting professor. Wróci³em na pocz±tku 1996 roku.

- Zmieni³ Pan tematykê?

- Tak. Z czystej, powiedzia³bym, biochemii bia³ek przestawi³em siê na neurobiologiê molekularn±. Po powrocie trzeba by³o przede wszystkim organizowaæ nowy instytut. Uda³o siê zdobyæ pusty budynek, wówczas w budowie, dostali¶my trochê pieniêdzy na jego utrzymanie, na administracjê, ale zero na naukê. W miêdzyczasie prof. Maciej Na³êcz wygra³ konkurs na bardzo wysokie stanowisko w UNESCO i od paru lat zajmuje siê sprawami nauki na skalê ¶wiatow±, a ja najpierw by³em p.o. dyrektora (kiedy dyrektorem by³ Angelo Azzi), a od 2002 roku jestem dyrektorem.

- W porównaniu z kierowaniem pracowni± w Instytucie Nenckiego jest to zmiana skali?

- Nie tylko. Istnieje pewna istotna ró¿nica: tam samodzielni pracownicy naukowi maj± stabilne zatrudnienie, tutaj wszyscy pracujemy na kontraktach terminowych. Mo¿na dotrwaæ do emerytury, ale tylko wtedy, kiedy oceny osi±gniêæ, dokonywane co kilka lat, bêd± pozytywne. To przes±dza o hierarchii zadañ. Jest ci±gle sporo wyzwañ organizacyjnych, które, przyznam, bardzo mnie absorbuj±, ale pierwszoplanowe sta³o siê zbudowanie od podstaw (po raz trzeci w ¿yciu) pracowni, która mia³a podj±æ now± tematykê, bêd±c± w pewnej mierze kontynuacj± tego, co robi³em, ale wymagaj±c± nowych narzêdzi, poznawczo bardziej ambitn±, mocniej konfrontuj±c± mnie i zespó³ z tym, co siê robi w przoduj±cych ¶wiatowych laboratoriach. Szczê¶liwie chyba przypad³o to na „¶rodek” mojej naukowej kariery - ju¿ by³em profesorem, ju¿ siê sprawdzi³em jako organizator zespo³u badawczego. Chcia³em siê zmierzyæ z nowymi, trudniejszymi problemami...

- Takimi, które trzeba rozwi±zaæ w ca³o¶ci?

- Tak. Zacz±³em bardzo intensywnie czytaæ, poszukuj±c takich nowych problemów do rozwi±zania, które by³yby jednak zwi±zane z tym, czym siê dot±d zajmowa³em, czyli, ogólnie, homeostaz± wapniow±, regulacj± procesów komórkowych przez jony wapnia. Efektem tego sta³o siê wej¶cie w tematykê chorób neurodegeneracyjnych, zw³aszcza choroby Alzheimera, ze szczególnym uwzglêdnieniem roli bia³ek wi±¿±cych wapñ w jej patogenezie. Postawi³em do¶æ ¶mia³± hipotezê: badaj±c limfocyty pochodz±ce od osób chorych i od osób zdrowych bêdziemy mogli porównywaæ ró¿ne procesy molekularne zachodz±ce w organizmie i byæ mo¿e dostrzec takie zmiany, które w mózgu doprowadzaj± do objawów choroby. W tym moim programie dodatkow± grup± kontroln± s± polscy stulatkowie. Porównujemy limfocyty pobrane od osób licz±cych ponad sto lat, a nie maj±cych objawów otêpienia, z pobranymi od osób, powiedzmy, dwa razy m³odszych, które maj± takie objawy, wynikaj±ce, jak s±dzimy, z genetycznie uwarunkowanej choroby Alzheimera. Lekarze odwiedzaj±cy stulatków dysponuj± bardzo rozbudowanym zestawem pytañ dotycz±cych historii ¿ycia, uwarunkowañ genetycznych i ¶rodowiskowych, przebytych chorób, przyjmowanych lekarstw, diety itd. Przeprowadzaj± oni m.in. tzw. mini mental test, pozwalaj±cy oceniæ stopieñ otêpienia. W¶ród osób w miarê sprawnych, tj. maj±cych wci±¿ niez³y wzrok i s³uch, znalaz³o siê ponad dwadzie¶cia procent takich, które nie wykazywa³y ¿adnych cech otêpienia. Kole¿anki i koledzy robi±cy te badania za ka¿dym razem wracaj± uniesieni, bo spotkali ludzi, czêsto bez wykszta³cenia, czêsto maj±cych za sob± ciê¿kie do¶wiadczenia, a odznaczaj±cych siê pogod± ducha, ¿yczliwym stosunkiem do otoczenia i jeszcze czym¶, co sprawia, ¿e odwiedzaj±cym ich udziela siê pozytywna energia. Poza wiedz± biologiczn±, jak± to przynosi, jest po prostu pasjonuj±cym prze¿yciem. Historia ka¿dego z tych ludzi to... ksi±¿ka!

- A wiedza biologiczna?

- Dziêki zgodzie ich samych i ich opiekunów, pobieramy minimalne ilo¶ci krwi, któr± bardzo szczegó³owo analizujemy i pod wzglêdem biochemicznym i czê¶ciowo genetycznym. Unie¶miertelniamy limfocyty. Mamy ju¿ ponad sto linii komórkowych, w których zachowany jest genotyp danego cz³owieka. Poza uzyskan± wiedz±, niezale¿nie od wyników dalszych badañ, poza prze¿yciami i ca³ym do¶wiadczeniem spo³ecznym, w tym programie uda³o nam siê jeszcze osi±gn±æ co¶ wa¿nego, mianowicie wspó³pracê badaczy z Polskiej Akademii Nauk, z o¶rodków uniwersyteckich, z akademii medycznych, z placówek szpitalnych. Korzystamy wszyscy z tej samej bazy danych, jak± stworzyli¶my tutaj w instytucie i publikujemy nieraz wspólnie, szczê¶liwie unikaj±c konfliktów czy jakichkolwiek zadra¿nieñ ambicjonalnych.

- Czy s± ju¿ jakie¶ wnioski z tych badañ?

- Na razie cz±stkowe. Namawiam uczestników, ¿eby ju¿ na tym etapie publikowali przynajmniej niektóre wyniki, tym bardziej ¿e obecny rok jest ostatnim rokiem czteroletniego okresu oceniania przez KBN placówek badawczych. Zaraz potem chcia³bym doprowadziæ do powstania opracowania, które mia³oby bardziej popularyzatorski charakter, jako ¿e na razie mamy informacje, ale jeszcze niepe³n± wiedzê o tym, czego dowiedzieli¶my siê od polskich stulatków. Namawiam te¿ dwie moje kole¿anki do napisania wrêcz beletrystycznych ksi±¿ek, ale nie jest to ³atwe, bo przecie¿ nie mamy takich umiejêtno¶ci. Mamy natomiast bardzo du¿o ró¿norodnego materia³u zebranego podczas wizyt lekarskich u tych ludzi.

- A te cz±stkowe wyniki, o których Pan wspomnia³?

- Wiadomo ju¿ w³a¶ciwie na pewno, ¿e istniej± genetyczne podstawy d³ugowiecznej sprawno¶ci. Znamy np. rodzinê, mieszkaj±c± pod Krakowem, gdzie kilka osób liczy sto i wiêcej lat, a inne zmar³y w wieku lat dziewiêædziesiêciu kilku. Sporo wyników potwierdza to, co opisano w literaturze, ¿e np. polimorfizm pewnych genów jest odpowiedzialny za d³ugowieczno¶æ. Niektóre za¶ obserwacje rewiduj± dotychczasowe opinie o zjawiskach zwi±zanych ze starzeniem. Np. badania prof. Ewy Sikory z Instytutu Nenckiego pokazuj±, ¿e panuj±ce dot±d przekonanie o niezdolno¶ci do podzia³ów pewnej populacji limfocytów pochodz±cych od osób bardzo starych nie jest prawdziwe. A prof. Ewa Szel±g zebra³a ciekawe obserwacje na temat postrzegania czasu przez ludzi w ró¿nym wieku. Okaza³o siê, ¿e okres najmniejszej jednostki czasu, jak± jeste¶my w stanie rozpoznaæ, z wiekiem siê wyd³u¿a. Natomiast prof. Bogus³awa Baranowska zidentyfikowa³a znacz±ce zmiany w poziomie leptyny i NPY. Mówi±c ogólnie, wydaje siê, ¿e ten nasz projekt, pomy¶lany najpierw jako pewien sonda¿ spo³eczny przygotowuj±cy materia³ do dalszych badañ ju¿ przyniós³ spory zasób informacji naukowych i ogromn± ilo¶æ materia³u do tych przysz³ych badañ.

- Nad czym Pan sam pracuje?

- Nad bia³kami podobnymi do tych, które badali¶my w Instytucie Nenckiego z Ani± Filipek i innymi wspó³pracownikami. Jedno z nich odkryli¶my, a pó¼niej Amerykanie stwierdzili, ¿e bierze ono udzia³ w wa¿nym szlaku metabolicznym, o którym zaczyna siê coraz wiêcej mówiæ - ubikwitynacji. Proces ten polega na przy³±czaniu ma³ego bia³ka, ubikwityny, do innego, co „naznacza” to wiêksze bia³ko do degradacji. Jest to swego rodzaju „sortowanie ¶mieci” w komórce. Przedstawiam to naturalnie w uproszczeniu. Wykryli¶my jedno z bia³ek uczestnicz±cych w takim znakowaniu. Obecnie zajmujê siê bia³kiem ulegaj±cym ubikwitynacji, które jest wspó³odpowiedzialne za powstawanie nowotworów - beta-katenin±. W zdrowej komórce jest ono ubikwitynowane i degradowane w takim stopniu, ¿e nie dochodzi do onkogenezy. Je¿eli co¶ siê w tym procesie zaburzy, beta-kateniny powstaje za du¿o i zaczynaj± siê procesy prowadz±ce do niekontrolowanego dzielenia siê komórek.

- Subsydium przeznaczy Pan na dalsze badania tego bia³ka?

- Na badanie innej funkcji beta-kateniny. Okazuje siê bowiem, ¿e wystêpuje ona równie¿ w komórkach mózgu i prawdopodobnie mo¿e tam robiæ co¶ zupe³nie innego - braæ udzia³ w jednym ze szlaków metabolicznych odpowiedzialnych za mechanizmy uczenia siê i pamiêci. Bêdê chcia³ sprawdziæ tê hipotezê. Planujê ponadto, wykorzystuj±c zwierzêce modele mechanizmu uzale¿nieñ, sprawdziæ, jak metabolizm beta-kateniny zmienia siê w ró¿nego rodzaju uzale¿nieniach, np. od alkoholu, od narkotyków.

- Ma Pan podejrzenia, ¿e to bia³ko odgrywa rolê w uzale¿nieniach?

- Powiem ostro¿niej. Jestem w stanie obroniæ tezê, ¿e uzasadnione jest podjêcie takiego tematu, aczkolwiek jest bardzo ryzykowne. My¶lê, ¿e idea subsydiów na tym w³a¶nie polega, ¿eby zachêcaæ do formu³owania ¶mia³ych hipotez i prób ich potwierdzenia. Je¶li siê to robi rzetelnie, przez kilka lat, to nawet gdy nie wyjdzie nam to, czego oczekiwali¶my, du¿o siê nauczymy i znajdziemy na kolejnym, wy¿szym, poziomie poznania.

Rozmawia³a Magdalena Bajer

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje