Mam pomys³. W zwi±zku z ogólnie niemi³± sytuacj± finansow± pañstwa, konieczno¶ci± reformy rozwi±zañ bud¿etowych i deficytem wyobra¼ni polityków proponujê cofniêcie nak³adów na naukê. Po co sup³aæ te jakie¶ 0,27 proc. PKB? Tylko w rachunkach siê mo¿na pomyliæ, a ¿e o to nietrudno, przekonali¶my siê w czasie jednego z prominenckich procesów s±dowych, a wcze¶niej w trakcie obliczeñ pewnego ministra od szkolnictwa. Taka suma - owe 0,27 proc. - tylko siê pl±cze po rubrykach i porz±dek zak³óca. A zero to zero, wynalazek arabski, liczba solidna, okr±g³a i przynajmniej nikt przez ni± niczego dzieliæ nie bêdzie, chocia¿ i to u nas nie jest pewne (nawiasem mówi±c, w g³owê zachodzê, czy zero jest liczb± pierwsz±... i liczê na to, ¿e ci m±drale od dzielenia przez zero jako¶ mi wreszcie tê kwestiê wyja¶ni±).
Uczelnie, przynajmniej te pañstwowe - rozwi±zaæ. Prywatni niech siê sami martwi±. Chce siê kto¶ uczyæ - jakby by³o po co - niech utrzymuje instytucjê, która ma go w wiedzê wyposa¿yæ. Czasami dyplom magistra do czego¶ mo¿e siê przydaæ, przynajmniej na razie. Ale mo¿liwe jest wszak i inne wyj¶cie - jak kto chce studiowaæ, Unia stoi otworem, nie ma powodów, by obci±¿aæ tym Pañstwo Polskie.
Przyznam, ¿e proponowane rozwi±zanie jest nieco radykalne, ale te¿ pozwala upro¶ciæ mechanizmy ¿ycia spo³ecznego. W dalszej perspektywie wskazane by te¿ by³o obciêcie wydatków na kulturê i s³u¿bê zdrowia. I tak wiadomo, ¿e wraz z nauk± s± to podstawowe sfery ciêæ bud¿etowych w chwili, gdy bud¿et siê komplikuje. Przy tym, zwa¿ywszy na nasz± rosn±c± rolê militarn± we wspó³czesnym ¶wiecie, pieni±dze w ten sposób zaoszczêdzone - choæ niewielkie - mo¿na bêdzie przeznaczyæ na bardziej pal±ce wydatki, jako to rakiety ziemia-ziemia i tym podobne gad¿ety, które krêc± naszych polityków. To wstyd, by Armia Polska ³ata³a dziury w swych rolniczych samochodach dostawczych blachami z irañskich z³omowisk.
Od pewnego czasu odnotowujemy znacz±cy wzrost gospodarczy. Krzywa w gospodarce ro¶nie, a dla równowagi w nauce maleje, co wydaje siê logiczne - co¶ za co¶ i rachunek siê mniej wiêcej zgadza. Z drugiej strony od dawna wszak wiadomo, ¿e ca³a ta nadbudowa funta k³aków niewarta, zatem jest rzecz± rozumn± skupienie siê na bazie, o czym wiedz± profesorowie pe³ni±cy w naszej Ojczy¼nie prominentne funkcje. Pobierali przecie¿ nauki marksizmu-leninizmu i, jak widaæ, nie¼le je opanowali. A lekcjê mówi±c± o tym, ¿e baza bez nadbudowy siê rozleci w drobny mak - przespali.
¯arty na bok. To wszystko jest ju¿ tak monstrualnie g³upie, ¿e rêce opadaj±. Piszê to wszystko 7 wrze¶nia, podobno pojutrze ma siê co¶ wyja¶niæ, wczoraj w telewizji wys³ucha³em opinii jednego z profesorów pe³ni±cego jak±¶ funkcjê publiczn± (ten siê potrafi ustawiæ - wie, gdzie konfitury!), ¿e uwa¿a on proponowane ciêcia bud¿etowe za „prowokacjê intelektualn±”. Co ma to z intelektem wspólnego, nie bardzo wiadomo, ale ju¿ dawno siê przekona³em, ¿e w Polsce - w szczególno¶ci za¶ w sferze polskiego rz±dzenia i zarz±dzania - w ogóle nie wiadomo o co chodzi, gdy¿ nawet ci, co kradn±, nic na tym nie zyskuj±. Jedno zdaje siê byæ pewne - je¶li chodzi o finansowanie nauki, kultury czy tym podobnych marginesów ¿ycia spo³ecznego, trzeba siê wyzbyæ wszelkich z³udzeñ i dzia³aæ wedle zasady „ratuj siê kto mo¿e”. Coraz czê¶ciej ostatni± desk± ratunku dla wielu okazuje siê opuszczenie ziemi rodzinnej, porzucenie lasów i hal, jezior i ba³tyckiej sadzawki, byle dalej od praktykowanej z nadmiern± gorliwo¶ci± teorii chaosu.
Co jaki¶ czas w ró¿nych gazetach pokazuje siê s³upki porównuj±ce nak³ady na naukê w poszczególnych krajach i zawsze siê okazuje, ¿e Polska ma s³upek najni¿szy. To do¶æ nudne, przyda³aby siê innowacyjno¶æ podej¶cia, znalezienie bardziej atrakcyjnego punktu widzenia. Zamiast pokazywaæ wysoko¶æ nak³adów na naukê, mo¿na by pokazywaæ oszczêdno¶ci na nauce. Od razu zajêliby¶my jakie¶ eksponowane, godne szacunku miejsce w rankingu. A takie medalowe miejsce, co by nie mówiæ, cieszy prostego cz³owieka - w czym¶ jeste¶my lepsi, a to ju¿ nastraja optymistycznie. Nie o to idzie, bym zachêca³ do rozwijania znanej sk±din±d propagandy sukcesu, ale w koñcu ludziom nale¿y siê choæby odrobina rado¶ci. Zreszt±, mo¿na jeszcze inaczej. Mo¿na - wobec braku nak³adów czyni±c to metod± cha³upnicz± - zacz±æ prowadziæ badania nad skutkami obni¿ania wydatków na naukê. My¶lê, ¿e solidnie opracowana wizja odmó¿d¿onej Rzeczypospolitej Polskiej za lat dwadzie¶cia czy trzydzie¶ci da³aby uciechy co niemiara. Obawiam siê jednak, ¿e nikt w tej chwili jeszcze nie ma czasu, by siê opracowaniami podobnych perspektyw zajmowaæ. Nie szkodzi. Jak tak dalej pójdzie, czas siê znajdzie. W koñcu czym¶ siê zaj±æ trzeba.
Piszê ten felieton w¶ciekaj±c siê na siebie. Od dawna sobie przyrzekam, ¿e do kwestii obni¿aj±cych siê, przynajmniej procentowo, kosztów finansowania rozwoju nauki polskiej powraca³ nie bêdê, ¿e to temat nudny, ¿e wymy¶liæ siê w tej kwestii nie da ju¿ niczego. Ale z drugiej strony, wraz z nowymi wynalazkami naszych ekonomistów w tej dziedzinie, ogarnia cz³owieka poczucie bezsilnego gniewu. Mówiæ o tym, i¿ podobne praktyki to niszczenie szans rozwojowych, ¿e inwestycje na naukê to inwestycje wielokrotnie zwracaj±ce siê w przysz³o¶ci, powtarzanie a¿ do znudzenia tej mantry ze ¶wiadomo¶ci±, i¿ jest to rzucanie grochem o ¶cianê, doprowadza do furii. Wszystkie te sk±din±d szlachetne apele do w³adz podpisywane przez prominentne grupy kole¿anek i kolegów odk³adane s± przez adresatów ad acta nawet bez czytania. Bo i po co czytaæ, jak i tak wszyscy wiedz±, o co chodzi, znaj± argumentacjê na pamiêæ, a autorów owych suplikacji maj± w g³êbokim powa¿aniu? W³adza - niezale¿nie od barw, jakie reprezentuje - w kwestii nauki pozostaje niereformowalna. I tylko jedna nadzieja pozosta³a: mo¿e zdarzy siê cud jaki¶, bo na nic innego ju¿ liczyæ nie mo¿na. Tym bardziej i¿ je¶li tak dalej pójdzie, za dwadzie¶cia lat w³adza ju¿ nawet nie bêdzie w stanie ze zrozumieniem przeczytaæ tego, o co siê j± tak pokornie prosi.