Filozofia zaczyna siê wraz z pewnym pragnieniem - pragnieniem zdobycia wiedzy na temat wszystkiego. Filozofia jest form± nieodpowiedzialno¶ci tak dotkliw±, i¿ w koñcu przyt³acza j± jarzmo odpowiedzialno¶ci za misjê „powiedzenia wszystkiego”, za determinacjê i upór w wypowiedzeniu Ca³o¶ci.
To przedsiêwziêcie zaczyna siê wraz z Parmenidesem, który jako pierwszy usi³uje wypowiedzieæ Byt. Filozofia jest zatem ogromnym marzeniem na temat wiedzy, która zdolna jest opisywaæ ka¿dy dowolny fragment rzeczywisto¶ci. Bezbrze¿nym oceanicznym marzeniem filozofii zawsze by³a wielojêzyczno¶æ.
Martin Heidegger rozszerza to marzenie. Aby zrozumieæ metafizykê, rzecze, nale¿y zapytaæ o to, co jest poza ni±: o nico¶æ jako zaprzeczenie jakiegokolwiek bytu. Nale¿y zatem pytaæ nie tylko o byt, ale i o nie-byt. ¯eby to zrobiæ, nale¿y odwo³aæ siê do nico¶ci. Filozofia - to, co my tak nazywamy - jest tylko uruchomieniem metafizyki, w której osi±ga ona siebie sam± i swoje zadania. Filozofiê uruchamia siê przez szczególne w³±czenie w³asnej egzystencji w mo¿liwo¶ci bytu przytomnego. Rozstrzygaj±ce dla tego w³±czenia jest przede wszystkim rzucenie samego siebie w nico¶æ, tzn. wyzwolenie siê od idolów (przes±dów), które ka¿dy posiada i od których zazwyczaj usi³uje umkn±æ.
Twierdzê zatem, ¿e w³a¶ciwym przedmiotem dociekañ filozoficznych od samego pocz±tku by³o pojêcie ca³o¶ci, pragnienie wiedzy kompletnej, wiedzy, która by³aby zdolna odnale¼æ relacje ³±cz±ce najdalsze rejony rzeczywisto¶ci, np. moje wra¿enie bólu, pojêcie liczby kardynalnej oraz system rozrodczy wieloryba. Sokratejskie stwierdzenie: Wiem, ¿e nic nie wiem, czêsto interpretowane jako wyraz skromno¶ci filozofa, jest wyrazem jego najdalej posuniêtych ambicji. Tylko kto¶ targany pragnieniem wiedzy absolutnej mo¿e powiedzieæ, ¿e nic nie wie. Diogenes powiada³: Nie próbuj zrozumieæ wszystkiego, bo wszystko wyda ci siê w koñcu niezrozumia³e. Mówi±c tak, sam sobie udziela³ rad. Zupe³nie daremnie! Sokrates t± rad± siê nie przej±³, podobnie Platon i Arystoteles. Wszyscy oni, na w³asny sposób, próbowali mówiæ o wszystkim. Uchodzi³o im to na sucho, bo staro¿ytno¶æ nie zna³a jeszcze rozd¼wiêku dziel±cego naukê i filozofiê.
Sokrates marzy o wiedzy, która powstaje w momencie jej artykulacji, marzy zatem o gramatyce, która zdolna jest generowaæ zdania na dowolny temat, bez odwo³ywania siê do wiedzy deklaratywnej zawartej w pamiêci d³ugotrwa³ej. W istocie Sokrates nic nie wie, nie wie zanim nie zacznie mówiæ. Kiedy jednak ju¿ mówi, dowiaduje siê, ¿e wie wszystko. To pragnienie pe³ni, a nawet przepe³nienia, powróci w nowo¿ytno¶ci za spraw± Hegla. Prawda jest ca³o¶ci± - pisze w tym duchu Hegel. - Ca³o¶ci± za¶ jest tylko taka istota, która dziêki swemu rozwojowi dochodzi do swego ostatecznego zakoñczenia.
Pascal, id±c ¶cie¿k± obran± ju¿ przez Kartezjusza, twierdzi³, ¿e: Trzeba byæ geometr±, pirronist± i pokornym chrze¶cijaninem, co oznacza, ¿e trzeba stawiaæ wiedzy wysokie wymagania, przekonaæ siê, ¿e rozum nie mo¿e im sprostaæ i wtedy zwyczajnie oddaæ siê objawieniu. Ró¿nica dziel±ca Kartezjusza i Pascala streszcza siê w tym, ¿e ten pierwszy w akcie najwiêkszej poznawczej desperacji, w akcie totalnego zw±tpienia w wiedzê i naukê odnajduje pewnik w postaci: Cogito ergo sum. Pascal za¶, poddawszy siê tak¿e testowi sceptycznego zw±tpienia w wiedzê, odnajduje Boga.
Wa¿no¶æ Kartezjusza dla filozofii wynika st±d, ¿e zastêpuje on sokratejskie marzenie o wiedzy pe³nej na temat wszystkiego marzeniem o wiedzy skromnej (ograniczonej), ale pewnej. Ta ¶cie¿ka w nowo¿ytno¶ci zostanie podjêta przez Edmunda Husserla. I w dziele Kartezjusza, i w dziele Husserla poszukiwanie kompletno¶ci zostaje zast±pione poszukiwaniem pewno¶ci. W pewnym sensie Kartezjusz jest pierwszym filozofem, który ma ochotê siê ograniczyæ, który godzi siê na zawê¿enie roszczeñ poznawczych filozofii w imiê kryteriów metodologicznych. Absolut Kartezjusza nie jest zwi±zany z wielo¶ci± wiedzy, z mnogo¶ci± stanów poznawczych. Kartezjusz nie mia³by ochoty powiedzieæ, ¿e tylko nadmiar wiedzy jest jakim¶ dowodem wiedzy. W zamian powiada: tylko pewno¶æ, matematyczna pewno¶æ wiedzy jest dowodem jej istnienia.
W ¶wietle Rozprawy o metodzie mogê zw±tpiæ w to, czy moje wra¿enia uk³adaj± siê w spójn± wi±zkê spostrze¿eñ, czy te¿ raczej tworz± wyobra¿eniowy fantazmat. Mogê równie¿ ¿ywiæ uzasadnione w±tpliwo¶ci, czy to, co w tej chwili prze¿ywam, jest stanem snu, czy te¿ dziennej aktywno¶ci poznawczej (czuwaniem). Mogê wreszcie nie byæ pewny, czy ¶wiat, w którym przysz³o mi ¿yæ, nie jest przypadkiem rodzajem symulacji komputerowej lub eksperymentu naukowego, przeprowadzanego przez formê rozumno¶ci wy¿szego rzêdu ni¿ ja. Mogê zatem byæ targany w±tpliwo¶ciami, czy do¶wiadczam spostrze¿eñ, czy te¿ ulegam halucynacjom. Mogê te¿ nie byæ pewny, czy jestem cz³owiekiem, który ¶ni, ¿e jest motylem, czy te¿ raczej motylem, który ¶ni, ¿e jest cz³owiekiem. Mam te¿ pe³ne prawo, by czuæ siê czasem jak z³ota rybka p³ywaj±ca w sztucznie zaprojektowanym akwarium, obserwowana przez bardziej analitycznego obserwatora. Nie mogê jednak zw±tpiæ, ¿e jestem podmiotem w±tpi±cym i w tym w³a¶nie sensie my¶l±cym, nie mogê zatem zw±tpiæ w pod³o¿e, z którego wyrasta, niczym z czarnoziemu, ca³a niejednoznaczno¶æ ¶wiata!
Niegdy¶ sceptycy, pirroni¶ci, gdy odkryli wszelkie niedostatki ludzkiej wiedzy, poczuli siê szczê¶liwi, Kartezjusz, odkrywaj±c niewiedzê, poczu³ siê nieszczê¶liwy. Poszukiwanie punktu archimedesowego (choæby jednego twierdzenia, które broni siê przed zw±tpieniem), to poszukiwanie mechanizmu obronnego, który zdolny by³by roz³adowaæ to nieszczê¶cie. Sceptycy uwa¿ali, ¿e istniej± trzy istotne pytania, które kszta³tuj± nasz± postawê: co wiem o ¶wiecie?, co powinienem czyniæ? i jaki efekt psychologiczny mo¿e wywo³aæ rozpoznanie niewiedzy i braku powodów do dzia³ania? Na pierwsze pytanie sceptycy odpowiadali: wiem niewiele lub zgo³a nic! Na drugie twierdzili: najlepiej powstrzymuj siê od dzia³ania, najlepiej nie rób nic! Wreszcie dochodzili do wniosku, zawartego w odpowiedzi na pytanie, co nam da w efekcie wstrzemiê¼liwo¶æ behawioralna i ubóstwo poznawcze: poczucie szczê¶cia i wyzwolenia z twardej konieczno¶ci ¿ycia.
Nikt dzi¶ ju¿ nie potrafi powtórzyæ tego rozumowania. Od czasów Kartezjusza i Pascala stwierdzanie deficytu wiedzy i braku powodów do dzia³ania unieszczê¶liwia ludzi. Tak bardzo chcemy wiedzieæ i tak bardzo staramy siê byæ aktywnymi! Jest to kolejny dowód na to, ¿e cz³owiek wspó³czesny poszukuje wiedzy pewnej (absolutu epistemologicznego), dlatego z takim trudem radzi sobie z niepewno¶ci±. Byæ mo¿e w epoce deficytu absolutów pragniemy zachowaæ choæ ten jeden - poznawczy.
Pragnienie pewno¶ci jest tym trudniejsze do zaspokojenia, im wyra¼niej sobie u¶wiadamiamy, ¿e stanowimy spo³eczeñstwo ryzyka. Ulrich Beck powiada, ¿e miejsce wspólnoty biedy (spo³eczeñstwo industrialne) zajmuje dzi¶ wspólnota strachu (spo³eczeñstwo ryzyka), a spo³eczeñstwo ryzyka jest spo³eczeñstwem katastrof. Zagra¿a mu to, i¿ stany wyj±tkowe staj± siê normalnymi.
Racjonalizm pojêty jako metoda uniwersalna rodzi postulat systemu. Jednocze¶nie refleksja nad warunkami mo¿liwo¶ci uniwersalnego systemu, a zatem ¶wiadomie zadane pytanie o taki system, wykazuje niemo¿liwo¶æ, niewykonalno¶æ tak sformu³owanego postulatu. Albowiem system nie mo¿e oznaczaæ nic innego, jak tylko uporz±dkowanie rozmaitych cz±stkowych informacji ofiarowanych nam przez nauki szczegó³owe. Nie jeste¶my zdolni ogarn±æ systemu w jego ca³kowicie rozwiniêtej totalno¶ci jednym spojrzeniem, jednym aktem poznawczym. Jest to prawda znana przynajmniej od pierwszego wydania Krytyki czystego rozumu Immanuela Kanta, a wiêc od roku 1781.
Zdaniem Kanta, w³a¶ciwym przedmiotem filozofii s± idee regulatywne, które w opozycji do form naoczno¶ci (czasu i przestrzeni) oraz kategorii intelektu (nade wszystko substancji i przyczynowo¶ci), s± domen± rozumu. Te idee regulatywne to trzy idee ca³o¶ci: Cz³owiek jako ca³o¶æ (ja¼ñ), ¦wiat jako ca³o¶æ (kosmos), Bóg. Ca³o¶æ do¶wiadczenia nie mie¶ci siê w do¶wiadczeniu, totalno¶æ danych zmys³owych rozsadza ramy zmys³owo¶ci i przynale¿y do porz±dku transcendentnego.
Twierdzê, ¿e Kant jako pierwszy rozpozna³ konflikt pomiêdzy nauk± a filozofi±, a w rezultacie - konflikt pomiêdzy rozumieniem a wyja¶nianiem. Zdaniem Kanta, ka¿da kultura stoi przed pewnym dwuznacznym dylematem: albo ograniczy swe ambicje teoriopoznawcze, tj. uszczegó³owi swój zakres badañ i otworzy w ten sposób szansê na eksperymenty empiryczne, a w rezultacie wiedzê wiarygodn± (empiryczn±), albo te¿ zajmie siê ideami regulatywnymi, bêdzie opowiadaæ na temat ca³o¶ci, ryzykuj±c jednak heurystyczno¶æ proponowanych rozwi±zañ. Kant zatem sugeruje: albo uzyskujesz wysoki stopieñ prawdopodobieñstwa swej wiedzy, ale tylko na temat fragmentu rzeczywisto¶ci, albo rozumiesz relacje miêdzy zdarzeniami, ale sytuacja rozumienia nie daje ci pewno¶ci w zakresie uzyskanej wiedzy. Stoimy zatem przed dylematem: albo wiemy prawie wszystko o prawie niczym, a to, co wiemy, wiemy z wysokim stopniem prawdopodobieñstwa, albo te¿ rozumiemy ró¿ne fragmenty rzeczywisto¶ci, ale bez pewno¶ci, ¿e to, co rozumiemy, rozumiemy w sposób zasadny. Na tej podstawie twierdzê, ¿e Kant jako pierwszy rozpozna³ kulturê ekspertów, która pozostaje w jawnym konflikcie z ¿ywio³em filozofii. Nauka jest czê¶ci± kultury ekspertów, dostarcza bowiem ekspertyz na zadany temat. Filozofia jest w stanie dostarczyæ jedynie ekspertyz na temat stanu duchowo¶ci cz³owieka wspó³czesnego. Niestety, te ostatnie nie s± poparte badaniami sonda¿owymi. S± zatem czyst± spekulacj±.
Filozofia od czasów Kanta abdykowa³a z powinno¶ci opowiadania o przygodach idei regulatywnych, a zatem cz³owieka jako ca³o¶ci (idei jedno¶ci wszystkich zdarzeñ mentalnych), kosmosu jako ca³o¶ci (idei powi±zania przyczynowego wszystkich zdarzeñ w przyrodzie) i Boga (jako gwarancji harmonii cz³owieka i przyrody). Abdykowa³a ona z tego obowi±zku w chwili, gdy u¶wiadomi³a sobie, i¿ podejmowanie tego typu narracji mo¿e siê okazaæ niespójne z pragnieniem przekszta³cenia filozofii w naukê. Nauka, wraz ze swymi wymogami metodologicznymi, staj±cymi siê wzorcami wszelkiej prawomocno¶ci w nowo¿ytnym ¶wiecie, zmusi³a rozumno¶æ o¶wieceniow± do potraktowania filozofii jako infantylnej formy ludzkiej dzia³alno¶ci poznawczej. Filozofia, akceptuj±c tê diagnozê i internalizuj±c poczucie winy wynikaj±ce z zajmowania siê profesj±, z której nale¿y siê nieustannie t³umaczyæ, porzuca swe dotychczasowe obowi±zki i zamierzenia, przeistaczaj±c siê w metodologiê ogóln± nauk.
Poszukiwanie kryterium demarkacji zmierza do ustalenia skoñczonej listy cech, które umo¿liwi³yby odró¿nienie zdañ nauki od zdañ pozosta³ych form ¶wiadomo¶ci spo³ecznej, takich jak sztuka, religia, literatura, magia, obyczaj etc. Uznanie jakiego¶ twierdzenia, rozumowania czy eksperymentu za „naukowe” sugeruje, ¿e maj± one jak±¶ szczególn± zaletê lub przys³uguje im wyj±tkowa niezawodno¶æ. Sk±d bierze siê autorytet twierdzeñ naukowych i na czym oparta jest ich niezawodno¶æ? W jaki sposób wytwarza siê w przedstawicielach danej dyscypliny ¶wiadomo¶æ metodologiczna i czy wp³ywa ona na praktykê badawcz±, czy te¿ pozostaje jedynie deklarowan± ideologi±, która jednak nie posiada mocy sprawowania kontroli nad rzeczywistymi badaniami?
Wedle weryfikacjonizmu, nauka wychodzi od obserwacji (Rudolf Carnap). Uzyskane dziêki obserwacji wypowiedzi (nazywane zdaniami obserwacyjnymi) stanowi± podstawê, z której mo¿na wyprowadziæ prawa i teorie sk³adaj±ce siê na wiedzê naukow±. Zdaniem indukcjonisty, po spe³nieniu pewnych warunków wstêpnych, mo¿na w uprawniony sposób dokonywaæ uogólnieñ ze skoñczonej liczby szczegó³owych zdañ obserwacyjnych i na ich podstawie budowaæ prawa uniwersalne. Wed³ug weryfikacjonisty, ca³o¶æ wiedzy naukowej powstaje dziêki uogólnieniu indukcyjnemu na podstawie uzyskanej przez obserwacjê. W miarê wzrostu ilo¶ci faktów ustalanych przez obserwacjê i eksperyment oraz, w miarê, jak dziêki udoskonaleniom naszych umiejêtno¶ci obserwacyjnych i eksperymentatorskich fakty staj± siê coraz bardziej subtelne i szczegó³owe, drog± ostro¿nego rozumowania indukcyjnego powstaj± prawa i teorie o coraz wiêkszej ogólno¶ci i szerszym zakresie.
Alternatywnym wobec indukcjonizmu stanowiskiem w sporze o demarkacjê jest falsyfikacjonizm (Karl R. Popper). Zwolennik falsyfikacjonizmu s±dzi, ¿e obserwacja znajduje siê zawsze pod kierownictwem teorii i j± zak³ada. Odrzuca zatem przekonanie, ¿e przy u¿yciu danych obserwacyjnych mo¿na udowodniæ prawdziwo¶æ teorii lub okre¶liæ prawdopodobieñstwo prawdziwo¶ci teorii. Teorie to raczej hipotetyczne domys³y, s± produktami ludzkiego umys³u d±¿±cego do pokonania problemów. Dlatego po sformu³owaniu teorii nale¿y je poddawaæ wymagaj±cej i bezwzglêdnej procedurze sprawdzania przez obserwacje i eksperyment. Teorie, które nie podo³aj± próbom obserwacji i eksperymentu, nale¿y odrzuciæ i zast±piæ innymi domys³ami. Jakkolwiek o ¿adnej teorii nie mo¿emy powiedzieæ, ¿e jest prawdziwa, mo¿emy mieæ nadziejê na to, ¿e jest ona najlepsza z istniej±cych teorii, ¿e jest lepsza ni¿ którakolwiek ze znanych nam wcze¶niej.
Tradycyjne ujêcia nauki, czy to indukcjonistyczne, czy falsyfikacjonistyczne, nie wytrzymuj± porównania z danymi historycznymi. G³ówn± cech± historycznego rozwoju nauki jest jego rewolucyjny charakter, w którym nastêpuje przechodzenie od jednej teorii do drugiej. Ten w³a¶nie fakt podkre¶laj± zwolennicy anarchizmu metodologicznego (Paul K. Feyerabend). Podstawowa teza anarchizmu metodologicznego zmierza do przekonania nas, ¿e wszystkie metodologie, nawet te najbardziej oczywiste i wyrafinowane, s³u¿± celom zachowawczym, a nie procesowi rozwoju wiedzy. W rezultacie, jedyn± wart± polecenia technik± badawcz± jest uruchomienie wszystkich mo¿liwych procedur, które mog± siê wydawaæ istotne z punktu widzenia przyjêtej definicji przedmiotu oraz praktycznie przydatne i mo¿liwe do zastosowania, gdy we¼miemy pod uwagê konkretne okoliczno¶ci zbierania danych.
![]() |
| Rafael, Szko³a ateñska (fragment) |
Specjalizacja jest sednem nowoczesnych systemów abstrakcyjnych. To, ¿e wszystkim, co mo¿e osi±gn±æ jednostka, jest bycie ekspertem w zakresie jednego czy dwóch niewielkich skrawków nowoczesnych systemów wiedzy, oznacza, ¿e dla wiêkszo¶ci systemy abstrakcyjne pozostaj± nieprzeniknione. Ich nieprzenikliwo¶æ, która jest inn± stron± ezoteryczno¶ci systemów tradycyjnych (takich jak magia), bierze siê z samego nasilenia specjalizacji. Eksperci, którzy nie stanowi± ¿adnej mo¿liwej do wyró¿nienia warstwy czy klasy spo³ecznej, aby móc uporaæ siê ze swoimi technicznymi zadaniami, musz± decydowaæ siê na doskonalenie w ramach w±skich specjalizacji i nie mog± zaprz±taæ sobie g³owy szerszymi konsekwencjami i implikacjami spo³ecznymi takiego stanu rzeczy (Anthony Giddens). Lekarze, informatycy, terapeuci, in¿ynierowie, radcy prawni, chemicy, genetycy, pedagodzy - wszyscy oni buduj± swój autorytet na dostêpie do wiedzy, która jest oparta na metodologii empirycznej oraz mimo ¿e potencjalnie jest egalitarna, to jednak praktycznie jest niedostêpna.
Czy filozofia, w ¶wietle naszych analiz, jest jeszcze jednym systemem eksperckim? By³oby tak, gdyby filozofowie posiadali jasno zdefiniowane pole dzia³ania, skoñczon± listê problemów, które rozwi±zuj± na drodze intersubiektywnie przyjêtych metod badawczych. Filozofia staje siê te¿ systemem eksperckim, kiedy przekszta³ca siê w historiê filozofii, tj. historiê wielkich nazwisk. Filozofowie dostarczaliby w tym kontek¶cie albo ekspertyz dotycz±cych innych filozofów, albo te¿ ekspertyz dotycz±cych jakich¶ zagadnieñ epistemologicznych lub ontologicznych, np. zagadnienia prawdy i mo¿liwo¶ci jej naturalizacji. Swój autorytet budowaliby zatem nie poprzez odwo³anie siê do badañ empirycznych (tak jak to jest w przypadku nauki), ani te¿ poprzez odwo³anie do idei Boga (jak to jest w przypadku religii), ale poprzez odwo³anie siê do coraz bardziej problematycznego autorytetu rozumu (logiki), który, zgodnie z intuicjami Kanta, przekracza w³adze intelektualne oraz percepcyjne. Jest jednak jeszcze inny pomys³ na filozofiê.
Ludwig Wittgenstein twierdzi³, ¿e filozofia nie jest teori±, lecz rodzajem dzia³alno¶ci, polegaj±cej na rozja¶nianiu sensu naszych wypowiedzi. Celem tych zabiegów jest wykazanie, ¿e prawie wszystko, co mówi± i pisz± filozofowie, to niedorzeczno¶ci. W obu okresach swej twórczej dzia³alno¶ci, tj. kiedy pisa³ Tractatus i w okresie prac nad Dociekaniami, Wittgenstein okre¶la³ sw± filozofiê nie jako teoriê, ale jako dzia³alno¶æ zmierzaj±c± do likwidacji zamêtu jêzykowego. W pierwszej ksi±¿ce pisa³: Celem filozofii jest logiczne rozja¶nienie my¶li. Filozofia nie jest teori±, lecz pewn± dzia³alno¶ci±. Dzie³o filozoficzne sk³ada siê zasadniczo z obja¶nieñ. Wynikiem filozofii nie s± „tezy filozoficzne”, lecz jasno¶æ tez. Osi±gniêta raz na zawsze jasno¶æ doprowadziæ mia³a filozofiê do zaniku. W Dociekaniach ów cel bezpo¶redni rozwa¿añ jest taki sam, tyle ¿e jasno¶æ nie ma byæ absolutna, jak w Traktacie, ale w pewien sposób zrelatywizowana: Jasno¶æ bowiem, do której zmierzamy, jest wprawdzie jasno¶ci± zupe³n±, ale znaczy to jedynie, ¿e problemy filozoficzne winny zupe³nie znikn±æ. Jasno¶ci w sensie Dociekañ nie da siê osi±gn±æ raz na zawsze. W miarê, jak pojawiaj± siê i zmieniaj± gry jêzykowe, pojawiaj± siê te¿ i zmieniaj± ¼ród³a filozoficznego zamêtu. St±d powroty filozofii s± nieuniknione. Jest to jedyna znana mi nadzieja na przetrwanie autentycznego dyskursu filozoficznego w ¶wiecie rz±dzonym przez ekspertów, w ¶wiecie globalnego ryzyka.
Dr hab. Szymon Wróbel jest pracownikiem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN oraz Wydzia³u Pedagogiczno-Artystycznego UAM w Kaliszu.