Z du¿± przyjemno¶ci± przeczyta³em tekst pani Moniki Szab³owskiej po¶wiêcony hrabiemu Micha³owi Hieronimowi Leszczyc-Sumiñskiemu (1820-98), postaci bardzo zas³u¿onej w historii botaniki, lecz w kraju praktycznie nieznanej. Cieszy mnie to, i¿ Autorka podjê³a siê trudu przypomnienia sylwetki tego niezwyk³ego cz³owieka. Jako badacz biografii hrabiego Sumiñskiego i autor przygotowywanej o nim ksi±¿ki czujê siê jednak w obowi±zku sprostowaæ kilka faktów z ¿yciorysu polskiego uczonego, które znalaz³y siê w artykule. Hrabia Leszczyc-Sumiñski by³ wpisany w poczet studentów Wydzia³u Filozoficznego (a nie Filologicznego) w Uniwersytecie Berliñskim. Obraz Sumiñskiego „Mahomet pisz±cy Koran podczas hid¿ry” zosta³ zniszczony podczas bombardowania Hanoweru w 1944 roku. Drugie jego dzie³o („Portret m³odego mê¿czyzny”) zosta³o co prawda namalowane w Londynie, lecz znajduje siê obecnie w rêkach prywatnych w Austrii. Hrabia Leszczyc-Sumiñski zosta³ pierwotnie pochowany w podziemiach katolickiej katedry ¶w. Jadwigi w Berlinie, obok swej pierwszej ¿ony Ann Elizabeth (a nie obok matki). Matka hrabiego (nb. z hrabiów „D±mbskich”, a nie „D±bskich”) spoczywa po dzi¶ dzieñ w innym miejscu, tj. w jednej z kaplic na Górze ¶w. Anny. Dodam, ¿e w obu swych ma³¿eñstwach polski uczony by³ bezdzietny. To istotna informacja w zwi±zku z ¿enuj±cym nadu¿yciem, którego dopu¶ci³ siê jeden ze znanych redaktorów telewizyjnych, wywodz±c swoje pochodzenie od hrabiego Sumiñskiego w wywiadzie prasowym, opublikowanym wiosn± tego roku w cotygodniowym dodatku do gazety „Trybuna”.
Genialny przyczynek Sumiñskiego do badañ nad rozmna¿aniem paproci stanowi³ w istocie „gwó¼d¼ do trumny” sztucznej systematyki ro¶lin Linneusza. Dlatego polski uczony spotka³ siê w momencie og³oszenia odkrycia z niezwykle siln± i pe³n± nienawi¶ci reakcj± ze strony niemieckich przyrodników. Badania Sumiñskiego wykorzysta³ zrêcznie i kontynuowa³ pó¼niej Wilhelm Hofmeister, dlatego wielu zachodnim historykom nauki wygodniej by³o siê powo³ywaæ na „pionierstwo” niemieckiego botanika ni¿ na zaskakuj±ce obserwacje m³odego polskiego pasjonata, który znany jest tylko z jednej drukowanej publikacji. Pojawi³a siê jednak szansa na przywrócenie Sumiñskiemu nale¿nego miejsca w kalendarium wybitnych odkryæ z XIX wieku. W wydanej w pa¼dzierniku 2004 w USA ksi±¿ce „A Natural History of Ferns”, autorstwa profesora Robbina C. Morana (ze wstêpem... s³ynnego neurologa Olivera Sacksa), wk³ad polskiego uczonego do badañ nad rozmna¿aniem paproci zosta³ dostrze¿ony, a jego pionierstwo w tym zakresie kompetentnie opisane. Wypada wiêc mieæ nadziejê, ¿e ta obszerna i wieloaspektowa monografia o paprociach, przez swoj± merytoryczn± warto¶æ, przyczyni siê w ¶wiecie równie¿ do przypomnienia i docenienia odkrycia dokonanego przez polskiego badacza.
Cezary W. Domañski
UMCS Lublin
[W numerze 10/2004 „Forum Akademickiego” prof. Józef Szab³owski pisze m.in.: - red.] „Musimy rozró¿niæ pojêcie wieloetatowo¶ci i dwuetatowo¶ci. Konferencja Rektorów Uczelni Niepañstwowych wielokrotnie wypowiada³a siê, ¿e w polskich warunkach jeszcze przez jaki¶ czas nale¿y dopu¶ciæ zatrudnianie profesorów na dwóch etatach. Ju¿ obecnie uczelnie rzadko kiedy zatrudniaj± profesorów, którzy siê im nie licz± do minimów kadrowych. Nie pozwalaj± na to zasoby finansowe uczelni. Aby doj¶æ do komfortowej sytuacji, w której nauczyciel pracowa³by tylko na jednym etacie, nale¿y podj±æ ca³y szereg rozwi±zañ systemowych. Nale¿y stworzyæ mechanizmy mobilno¶ci kadr naukowo-dydaktycznych. Nale¿y odpowiedzieæ na pytanie, jakie s± warunki przep³ywu nauczycieli akademickich z uczelni, które maj± nadmiar kadr do uczelni, którym tych kadr brakuje?”
Jedynym mechanizmem rozwi±zania sytuacji wieloetatowo¶ci, a zarazem dwuetatowo¶ci, jest wykorzystanie potencja³u dydaktycznego osób, które nie s± zatrudnione w systemie szkolnictwa wy¿szego. Tych osób jest wiele, a w¶ród nich s± zarówno doktorzy niehabilitowani, jak i habilitowani. Czêsto, s± to osoby z du¿ym do¶wiadczeniem zawodowym, przekraczaj±cym znacznie do¶wiadczenie wieloetatowców. Do tych osób nale¿± równie¿ osoby przebywaj±ce za granic±, które nie maj± ¿adnych perspektyw zawodowych w Polsce, dopóki istnieje aktualny system zatrudniania. Liczba osób, które pracuj± poza etatem w uczelni, przekracza znacznie liczbê wieloetatowców.
Dla wielu bezetatowców wykonywanie ró¿nych prac zleconych dla uczelni, a nierzadko dla indywidualnych pracowników akademickich, jest konieczno¶ci± ¿yciow±. Ten, dla jednych, ¿yciowy przymus, innym - etatowym pracownikom naukowym - pomaga w niezaburzonym funkcjonowaniu. Nale¿± tutaj: wszystkie t³umaczenia na jêzyki obce w celu publikacji w czasopi¶mie o zasiêgu miêdzynarodowym, wszelkiego typu statystyczne obliczania wyników, opisy materia³u przedmiotu, nie mówi±c ju¿ o drobnych sprawach informatycznych. Bezetatowiec zazwyczaj korzysta z zasi³ku dla bezrobotnych, posiada ubezpieczenie socjalno-zdrowotne i w powy¿szy sposób jest zdolny doci±gn±æ do pierwszego. Po trzech latach takiego funkcjonowania przestaje pracy szukaæ (szuka³ jej przez 3 lata bezskutecznie). Po piêciu latach pojawiaj± siê pierwsze objawy depresji, a w tym czasie etatowiec, robi kolejny stopieñ naukowy...
Inny typ prac zleconych przez uczelniê, jak np. prowadzenie wyk³adów specjalistycznych, jest równie¿ form± pchania do przodu pracowników danej uczelni. Specjalista bez etatu dostarcza nowej wiedzy, której rozbudow± w postaci prowadzenia chocia¿by prac magisterskich zajmuj± siê tylko etatowcy...
Autorowi pomys³u zachowania dwuetatowców polecam wej¶cie na stronê „Science Direct”. Je¶li kto¶ traktuje powa¿nie zarówno swoj± pracê naukow±, jak i dydaktyczn±, doskonale wie, jak trudno je pogodziæ.
Aktualna nauka ma charakter interdyscyplinarny, ¿eby dotrzymaæ kroku, trzeba ¶ledziæ bie¿±c± literaturê problemu. W ka¿dym tygodniu ukazuje siê co najmniej 10 nowych czasopism specjalistycznych, które powa¿ny naukowiec powinien przejrzeæ. W ka¿dym miesi±cu ukazuje siê co najmniej 10 czasopism dotycz±cych szkolnictwa wy¿szego czy te¿ nowych propozycji zmian edukacji w jakiej¶ dziedzinie. W takim systemie nikt tak naprawdê z tej wiedzy nie korzysta. Ani wieloetatowcy, ani dwuetatowcy, ani oczywi¶cie studenci. Byæ mo¿e najwiêcej z szerokiej wiedzy korzystaj± bezetatowcy. Maj± wiêcej czasu i my¶l±. Niestety, nie maj± mo¿liwo¶ci korzystania z tej wiedzy dla w³asnego rozwoju.
Najmniej korzystaj± z tej wiedzy profesorowie, którzy tak ³atwo zostaj± zatrudnieni w kilku uczelniach jednocze¶nie, a ich zatrudnienie nie jest wynikiem ani konkursu, ani ¿adnej merytorycznej oceny.
Ewa Kostarczyk
UAM
Pragnê pogratulowaæ Panu Profesorowi Schmidt-Sza³owskiemu („Odnowa w szkolnictwie wy¿szym”, „FA” nr 9/04) trafnych ocen i propozycji. Nareszcie kto¶ to napisa³!
Podobny tekst mam gdzie¶ w komputerze. Zastanawia³em siê, czy kto¶ zechce to wydrukowaæ. Do mojego tekstu wraca³em przy okazji corocznych ubolewañ klasy naukowej na zbyt niskie nak³ady bud¿etowe na naukê. Kilka swoich uwag o problemie formu³ujê na gor±co poni¿ej.
1. Potrzebny jest nie tyle nadzór, co wrêcz kontrola, i to kontrola zewnêtrzna! Czy¿by szko³y wy¿sze i sfera nauki, a w³a¶ciwie ludzie je tworz±cy, byli nadal jak „¿ona cezara”? Na naszych oczach padaj± mity kolejnych grup zaufania spo³ecznego (lekarze, duchowni, prawnicy). Kontrolowaæ powinien ten, co p³aci, a p³aciæ powinien coraz wiêcej, bo takie s± apetyty. Jako podatnik nie chcê p³aciæ bez gwarancji, a bez sprawdzenia skutku gwarancji mia³ nie bêdê!
2. Pieni±dze. Nikt z decydentów nie postawi³ dot±d pytania, co da np. dwukrotne zwiêkszenie nak³adów na szkolnictwo wy¿sze czy na badania naukowe? Skoro nikt od do³u nie obiecuje, ¿e cokolwiek siê zmieni, to naturalne, ¿e nikt z decydentów siê nie pali do zwiêkszania nak³adów. B³êdne ko³o, ale wo³aj±cy o pieni±dze niczego nie chc± obiecaæ, chyba dlatego, ¿e im tak dobrze, a interesu m³odzie¿y, nie mówi±c o interesie pañstwa, nie widz±! Niech bodaj obiecaj±, ¿e zamiast raz, dwa razy w roku polec± do Japonii lub Australii na konferencjê, nawet z tym samym referatem!
3. Kadra. Ci wyeksploatowani leciwi profesorowie, co chc± umrzeæ przy tablicy w czasie wyk³adu, my¶l± tylko o sobie! Niech doradzaj±, nadal dzia³aj±, ale tam, gdzie jest weryfikacja, np. rynku, i trzeba siê swobodnie pos³ugiwaæ komputerem, czego oni nie s± w stanie zrobiæ. Za to podtrzymywaæ dawne koterie, decydowaæ w interesie w³asnym, w tym s± mistrzami! Prawda stara jak ¶wiat: „nie wymagaj od tego, co¶ mu da³ do¿ywocie”. W szkolnictwie wy¿szym do¿ywocie dostaje siê nawet przed trzydziestk±! Pokusa deprawacji jest ogromna! Dlatego kadencyjno¶æ, kontrakty, to temat tabu.
Do tego fachowo¶æ: in¿ynierów ucz± ludzie, którzy nie pope³nili ¿adnej pracy in¿ynierskiej, technologii (to moje podwórko), ci, co nie widzieli przemys³u. Czy w innych dyscyplinach jest lepiej?
4. Odpowiedzialno¶æ osobista - ¿adna. Kto rozlicza, kto wydaje negatywne opinie w³adzom akademickim, jakie ponosz± konsekwencje ci, co niewiedz± i nieróbstwem doprowadzaj± do katastrofy w jako¶ci nauczania i zmierzchu dobrze rozwiniêtych ga³êzi nauki? Ilu nauczycieli wyrzucono z uczelni pañstwowych za lekcewa¿enie dydaktyki? Ilu za notoryczne pijañstwo? Ilu za... itd. Cisza! Czy s± jakie¶ statystyki?
Podsumowuj±c: ogromna autonomia przeszkadza szko³om wy¿szym w uzdrowieniu. Ten lekarz sam siê nie wyleczy, potrzebna jest pomoc z zewn±trz, pomoc chirurga z d³ugoletni± praktyk±. Tylko kto ma byæ tym chirurgiem, skoro pañstwo nie chce, choæ p³aci?
Andrzej Urbanek
emeryt Politechniki Warszawskiej