Jak Pan widzi przysz³o¶æ Fundacji na rzecz Nauki Polskiej?
- Fundacja jest dzisiaj instytucj± ustabilizowan±, zarówno programowo, organizacyjnie, jak i finansowo. Skutki dramatycznych potyczek, które toczyli¶my z fiskusem ostatnimi laty, zosta³y zaleczone i jeste¶my przygotowani do nowych wyzwañ. To dobry czas na odej¶cie. Prezesujê ju¿ trzyna¶cie lat. To trochê za d³ugo. Fundacja potrzebuje nowego spojrzenia, nowego impetu.
Zaczê³o siê dziaæ co¶ niedobrego?
- Nie, wrêcz przeciwnie. Mia³em zamiar odej¶æ, gdy koñczy³em siedemdziesi±ty rok ¿ycia, ale w 2004 roku up³ywa³a kadencja Rady Fundacji, a nie jest dobrze, gdy zmienia siê wszystko na raz.
Jak ma przebiegaæ zmiana zarz±du?
- Z³o¿y³em ju¿ na rêce przewodnicz±cej Rady, Pani prof. Janiny Jó¼wiak, rezygnacjê Zarz±du z dniem 31 sierpnia. Rada w koñcu kwietnia wy³oni kandydata na stanowisko prezesa, po czym, zgodnie ze Statutem, zasiêgnie o tej kandydaturze opinii ministra nauki. Je¶li wszystko pójdzie dobrze, na posiedzeniu 20 maja Rada zatwierdzi przysz³ego prezesa FNP i utworzony przez niego Zarz±d. Przez nastêpne dwa miesi±ce, do 1 wrze¶nia, prezes-elekt bêdzie móg³ braæ udzia³, bez prawa g³osu, w pracach Zarz±du. Zatem przekazanie „w³adzy” powinno nast±piæ w sposób p³ynny.
Co najwa¿niejszego zdzia³a³y w³adze, którymi Pan kierowa³?
- Jesieni± 1992 roku by³a to nieznana szerzej instytucja, obci±¿ona brzemieniem nieudanych interesów, w które zapl±ta³a siê w pierwszym roku swojego istnienia. Osi±gnêli¶my niezale¿no¶æ polityczn± i instytucjonaln± oraz ugruntowali¶my niezale¿no¶æ finansow± fundacji. Stworzyli¶my podstawy organizacyjne, wypracowali programy dzia³ania i odpowiednie procedury. A co najwa¿niejsze, uda³o nam siê zdobyæ autorytet i zaufanie w ¶rodowisku oraz znale¼æ wyraziste miejsce na mapie nauki polskiej.
Co ma Pan na my¶li mówi±c, ¿e fundacja potrzebuje nowego impetu?
- Fundacja powstawa³a w warunkach zasadniczo odmiennych od dzisiejszych. To by³ dopiero pocz±tek transformacji, a polska nauka tkwi³a g³êboko w peerelowskim dziedzictwie i odseparowaniu od ¶wiata. Dzi¶ znajdujemy siê w ca³kiem innym, lepszym miejscu. Jeste¶my cz³onkami Unii Europejskiej, Europejska Przestrzeñ Badawcza stanê³a przed nami otworem i aby wynikaj±ce z tego szanse wykorzystaæ, trzeba siê w tym nowym ¶wiecie sprawnie poruszaæ. Dlatego wspomagaj±c naukê trzeba stosowaæ nowe priorytety i nowe sposoby dzia³ania. Te nowe wyzwania wymagaj± nowych ludzi.
Mam wra¿enie, ¿e dotychczas mo¿na by³o wyró¿niæ dwa okresy dzia³ania FNP: najpierw subwencjonowano warsztat naukowy, potem ukierunkowano subwencje podmiotowo. Czy teraz do tych dwóch motywów doszed³by kolejny?
- Nie pozostawimy nowego zarz±du z pustymi rêkami. Ostatnio Rada Fundacji zatwierdzi³a za³o¿enia programowe na nastêpne czterolecie, które z jednej strony konsumuj± dotychczasowe do¶wiadczenie Fundacji, a z drugiej przedstawiaj± pewien pakiet rozwi±zañ, które wydaj± siê wa¿ne i potrzebne.
Czy to nie determinuje nowych w³adz, nie wi±¿e im r±k?
- Oczywi¶cie, ¿e nie. W³adze Fundacji, a wiêc Rada i Zarz±d, s± odpowiedzialne za zapewnienie ci±g³o¶ci i skuteczno¶ci realizacji jej statutowej misji. To nie oznacza, ¿e metody tej realizacji maj± równie¿ pozostaæ niezmienne. Zarz±d jest w³a¶nie po to, by dbaæ o najskuteczniejsze metody osi±gania stawianych celów. Nowy zarz±d nie obejmie instytucji „zamkniêtej” w tym, co dotychczas zrobiono. Pokazujemy pewne perspektywy czy mo¿liwo¶ci pod rozwagê nowych w³adz. Wyobra¿am sobie Fundacjê w pewien sposób, ale nie jest to jedyny mo¿liwy przepis na jej funkcjonowanie. Ka¿dy prezes i zwi±zany z nim zarz±d powinien odcisn±æ swe piêtno na instytucji, któr± kieruje. Inaczej nie by³oby rozwoju.
Czy mo¿e Pan zdradziæ czê¶æ propozycji dotycz±cych przysz³o¶ci fundacji?
- Musimy wci±¿ rozbudowywaæ podmiotowe subwencje, bo infrastrukturalna czê¶æ naszej aktywno¶ci jest chyba nadal zbyt du¿a. Zale¿y nam na skupieniu uwagi i ¶rodków na wspomaganiu rozwoju m³odych naukowców. Trzeba otwieraæ przed nimi ¶wiat, ale równocze¶nie szukaæ metod zainteresowania ich powrotem do polskich instytucji naukowych. Powinni¶my wspieraæ to wszystko, co sprzyja kszta³towaniu w³a¶ciwego dla nauki systemu warto¶ci. Powinni¶my te¿ - i to jest nowy motyw - rozwin±æ opiniotwórcz± rolê Fundacji. Nikt nie ma patentu na m±dro¶æ, a dzia³anie w kierunku utworzenia jeszcze jednego o¶rodka, który pomaga³by w tworzeniu racjonalnego porz±dku w naszej naukowej rzeczywisto¶ci, z pewno¶ci± jest potrzebne.
Dlaczego zgodzi³ siê Pan przewodniczyæ Zespo³owi ds. Etyki w Nauce?
- Z t± problematyk± jestem zwi±zany od bardzo dawna. Za pierwszej „Solidarno¶ci” pracowa³em w kierowanej przez nie¿yj±cego ju¿ profesora Wojciecha ¯akowskiego komisji do spraw etyki, która zosta³a powo³ana przez profesora W³adys³awa Findeisena, nowo wybranego rektora Politechniki Warszawskiej. To by³o bardzo dobre do¶wiadczenie. W wyniku wprowadzenia stanu wojennego Komisja zosta³a rozwi±zana, ale gdy w 1989 profesor Marek Dietrich j± reaktywowa³, powierzono mi jej przewodnictwo. Nastêpnie minister nauki powo³a³ mnie w sk³ad Zespo³u do spraw Etyki w Nauce, na miejsce zmar³ego profesora Aleksandra Gieysztora. Mam zatem pewien sta¿ w tej dziedzinie. Przewodnicz±cym Zespo³u zosta³em w zesz³ym roku, gdy ze wzglêdu na stan zdrowia zrzek³ siê tej funkcji profesor Witold Karczewski.
W dokumencie, który Pañstwo przedstawili w maju 2004 roku, napisano, ¿e problem uczciwo¶ci ma dla nauki podstawowe znaczenie. Nie s±dzê, aby to by³o powszechne przekonanie.
- Dlatego, miêdzy innymi, warto pisaæ takie dokumenty i popularyzowaæ je. Gdy dziesiêæ lat temu próbowa³em mówiæ na temat uczciwo¶ci, plagiaryzmu, konfliktu interesów w nauce, ma³o kto mnie s³ucha³, a wiêkszo¶æ problem lekcewa¿y³a. Dzi¶ te kwestie zaczynaj± byæ rozumiane i nawet dostrzega siê ich znaczenie. To ju¿ du¿e osi±gniêcie.
Minister nauki zapowiedzia³ niedawno, ¿e instytucje, które bêd± ukrywa³y czy tolerowa³y nieuczciwe praktyki, mog± zostaæ pozbawione ¶rodków finansowych.
- Niestety, okaza³o siê, ¿e minister ma w tej sprawie bardzo ograniczone mo¿liwo¶ci dzia³ania i jego dobra wola nie wystarczy. Obecne prawo nie daje mu odpowiednich narzêdzi. Brakuje te¿ umocowanego na szczeblu ministerstwa cia³a, które mia³oby uprawnienia ¶ledcze i mog³oby w razie stwierdzenia winy proponowaæ sankcje. Nasz zespó³ nie jest komisj± dyscyplinarn±, nie mo¿e prowadziæ ¶ledztw, jego rola jest doradcza, nie mamy uprawnieñ decyzyjnych. Analizujemy i opiniujemy sprawy przekazane nam przez ministra i przedstawiamy mu propozycje lub rekomendacje. Nawet zatem, je¶li posi±dziemy wiedzê na temat naruszeñ etyki, nie bardzo mamy mo¿liwo¶æ bezpo¶rednio reagowaæ. Dajemy znaæ ministrowi nauki, ¿e pojawi³ siê problem, a on mo¿e zwróciæ siê o wyja¶nienie sprawy lub podjêcie dzia³añ do szefa jednostki naukowej. W³a¶ciwie na tym koniec. Przy instytutach i uczelniach istniej± komisje dyscyplinarne, które maj± odpowiednie uprawnienia i s± w³a¶ciwym, prawnie umocowanym miejscem dla rozstrzygania tych spraw. Maj± je te¿ szefowie placówek. S± w koñcu w prawie zapisy, które umo¿liwiaj± karanie oszustów. Mamy równie¿ drogê postêpowania cywilnego czy wreszcie karnego. Jednak praktyka jest w sprawie oszustw naukowych bardzo z³a, a postêpowania wlok± siê niemi³osiernie, co czêsto prowadzi do przedawnienia. Dlatego minister postawi³ przed nami zadanie przejrzenia wszystkich dotycz±cych nauki aktów prawnych, aby stwierdziæ, co w zakresie wykrywania i karania wystêpków przeciw dobrej praktyce naukowej mo¿emy zrobiæ ju¿ dzi¶, a co nale¿y ewentualnie zmieniæ w prawie i wewnêtrznych dokumentach ministerstwa, ¿eby mo¿na by³o skuteczniej dzia³aæ. Od tego nale¿a³o zacz±æ.
Jak zatem zamierzaj± Pañstwo dzia³aæ, gdy ju¿ znane bêd± wady naszego systemu prawnego w tym aspekcie?
- Pracujemy nad stworzeniem systemu, który umo¿liwi wykrywanie i karanie przestêpstw naukowych. Jego szczególnie wa¿nym elementem musi byæ ochrona tak zwanych whistleblowers, czyli tych, którzy dzia³aj±c w dobrej wierze, decyduj± siê ujawniæ przypadki nierzetelno¶ci. Uwa¿am, ¿e powinno zostaæ przy ministrze nauki powo³ane cia³o, umocowane ustawowo i posiadaj±ce uprawnienia decyzyjne, które mog³oby wszczynaæ postêpowania w sprawach zwi±zanych z nierzetelno¶ci± naukow±, a równocze¶nie by³oby drug± instancj±. Chroni³oby ono informatora, a uczelniê czy instytut stawia³oby przed konieczno¶ci± stosowania rzetelnej procedury w wyja¶nianiu spraw. Tworzy³oby to równie¿ mo¿liwo¶æ odwo³ywania siê od decyzji organów uczelnianych czy instytutowych, które bardzo czêsto s± nieprofesjonalne i niew³a¶ciwie interpretuj± pojêcie „dobrego imienia” placówki. Cia³o takie mog³oby mieæ charakter „ombudsmana”; takie rozwi±zanie wprowadzono niedawno z dobrym skutkiem w Niemczech. Praktyka ¶wiatowa pokaza³a, ¿e tego typu cia³a s± skuteczne jedynie wówczas, gdy s± bezpo¶rednio powi±zane z instytucj± przyznaj±c± ¶rodki finansowe.
Wspomnia³ Pan, ¿e by³ w komisji etycznej w PW w czasach „Solidarno¶ci”. Czy problemy etyczne nauki by³y wtedy podobne do obecnych, czy zupe³nie inne?
- Inne. Dzisiaj s± trzy g³ówne okoliczno¶ci - oprócz u³omno¶ci natury ludzkiej - sprzyjaj±ce nierzetelno¶ci: masowo¶æ nauki, ¶cis³e powi±zanie nauki z pieniêdzmi oraz nacisk na publikowanie za wszelk± cenê. Ka¿da z nich ³atwo generuje nieetyczne zachowania. Kiedy¶ naukê uprawia³a nieliczna grupa ludzi, w³a¶ciwie by³ to pewien kr±g towarzyski. Jak kto¶ siê „¼le zachowywa³”, widziano o tym od razu i to by³ jego koniec, wykluczenie. Inna kara nie by³a potrzebna. W tej chwili samych fizyków jest na ¶wiecie podobno oko³o milion, w takim t³umie ³atwo siê skryæ. Tote¿ dawny system przesta³ dzia³aæ. Poza tym, kiedy¶ naukê uprawia³o siê z potrzeby ducha lub chêci uzyskania s³awy i uznania. Dzi¶ nauk± rz±dzi pieni±dz. Je¶li kto¶ nie ma kontraktu, nie ma równie¿ mo¿liwo¶ci prowadzenia badañ, a wiêc i robienia kariery naukowej. To wszystko rodzi pokusy, wobec których system „wewnêtrznej kontroli” okazuje siê za s³aby. Pojawia siê te¿ zupe³nie nowa okoliczno¶æ. Chodzi mi o konflikt interesu oraz zwi±zany z nim konflikt zobowi±zañ. Prowadzi to do powa¿nych problemów etycznych, a nawet gorsz±cych nadu¿yæ. Odnosi siê to przede wszystkim do osób, które decyduj± o przyznawaniu pieniêdzy na badania i nie zawsze potrafi± oprzeæ siê wynikaj±cym z tego pokusom. Szkodliwo¶æ takich spraw jest wielokrotnie wiêksza ni¿ prymitywnych i stosunkowo ³atwych do wykrycia plagiatów.
Czy oprócz stworzenia komisji ministerialnej widzi Pan inne wa¿ne sprawy zwi±zane z walk± przeciw nieuczciwo¶ci naukowej? Co z tym zrobiæ ju¿ teraz?
- Najwa¿niejsz± rzecz± jest okre¶lenie ramowych zasad postêpowania, co starali¶my siê zrobiæ we wspomnianym przez Pana dokumencie „Dobra praktyka badañ naukowych. Rekomendacje”, który mo¿na znale¼æ równie¿ na stronie internetowej MNiI. Uczelnie i inne instytucje naukowe powinny we w³asnym interesie, w oparciu o te rekomendacje, wprowadziæ i zastosowaæ u siebie odpowiednie regulaminy. Ministerstwo mog³oby to sprawdzaæ przy okazji rutynowych kontroli, wprowadzaj±c na przyk³ad dodatkowe pytanie do ankiety. Nawet bez ¿adnych sankcji by³oby to skuteczne. Kolejna rzecz to kszta³cenie m³odych uczonych. Oni musz± wiedzieæ, co jest w³a¶ciwe, a co nie, jak korzystaæ z prac innych i jak to zaznaczaæ, jak dokumentowaæ i przechowywaæ wyniki badañ. A nikt ich tego nie uczy.
Chce Pan powiedzieæ, ¿e nie uczy siê podstawowych zasad warsztatu naukowego?
- Oczywi¶cie! Anonimowe studia doktoranckie temu nie sprzyjaj±, bo dobrej praktyki nie mo¿na nauczyæ siê na wyk³adzie! Problem zaczyna ju¿ byæ dostrzegany nie tylko przez ministra nauki, ale tak¿e na poziomie instytutów. Nieuczciwych naukowców - dotyczy to zw³aszcza plagiatorów, bo to naj³atwiej wykryæ - zaczyna siê wyrzucaæ z pracy. Znam takie przypadki.
A ja znam takie, kiedy rektor mówi³, ¿e plagiatora zwolniono z pracy, a tymczasem odszed³ on na emeryturê i pracuje w innej uczelni. To pokazuje wci±¿ wielk± niechêæ do karania wystêpków przeciw uczciwo¶ci w nauce.
- Idziemy pod w³os. To nie jest ³atwe. Tego nie da siê zrobiæ szybko, natychmiast. To wymaga czasu. Mamy te¿ do czynienia z pewnym „zg³upieniem” ¶wiata naukowego, które miêdzy innymi wyra¿a siê w z³ym rozumieniu solidarno¶ci ¶rodowiskowej, dobrego imienia uczelni, ale tak¿e w zasadzie publish or perish. Powstaje mnóstwo marnych publikacji, po prostu sieczki. Zamiast wa¿yæ osi±gniêcia, wa¿y siê zadrukowany papier. To jeden z czynników popychaj±cych do plagiaryzmu, ale tak¿e element, który bardzo ¼le wp³ywa na ¶wiadomo¶æ m³odych uczonych.
To profesura stworzy³a takie warunki.
- Zgadza siê, ale ³atwo zapomina siê o tym, ¿e zrobi³a to pod wp³ywem ogromnego nacisku swoich uczniów! To w³a¶nie m³odzie¿ domaga³a siê i nadal domaga wprowadzanie automatycznej, w pewnym sensie bezrozumnej, dominacji czynników ilo¶ciowych nad jako¶ciowymi. £atwiej jest policzyæ publikacje lub licytowaæ siê „impaktfaktorami” ni¿ oceniæ ich rzeczywist± jako¶æ. Z praktycznego, urzêdniczego punktu widzenia mia³o to pewne uzasadnienie, gdy¿ tworzy³o pozór obiektywno¶ci. Doprowadzi³o jednak do paranoicznej sytuacji.
W Polsce najbardziej znany z walki z nieuczciwo¶ci± naukow± jest doktor Marek Wroñski z Ameryki.
- Dziennikarze nie pozwolili zamie¶æ wielu spraw pod stó³, koncentruj± uwagê jednak tylko na plagiatach. Pan Wroñski nale¿y do tej grupy. Bojê siê jednak, ¿e czasami nie chodzi mu tylko o wykrywanie i rozwi±zywanie trudnych spraw. Mam wra¿enie, ¿e doktor Wroñski chce graæ rolê samotnego szeryfa, dzia³aj±cego obok prawa. Ale w ten sposób prawa siê nie przywróci, chyba , ¿e chodzi tu nie o naprawienie systemu, lecz o wywo³anie skandalu. Jednak niew±tpliwie dzia³ania mediów, w tym doktora Wroñskiego, przyczyni³y siê nie tylko do pokazania i rozwi±zania wielu problemów, a w koñcu i ukarania oszustów, ale tak¿e znacznie poprawi³y ¶wiadomo¶æ spo³eczno¶ci naukowej, uczulaj±c j± na tê problematykê.
Wiem, ¿e w praktyce dzia³ania FNP te¿ spotkali siê Pañstwo z nieuczciwymi uczonymi.
- Pierwszy raz by³o to w sytuacji, gdy ju¿ po opublikowaniu listy laureatów rektor jednej z uczelni zawiadomi³ nas, ¿e jego pracownik, któremu przyznali¶my stypendium, podejrzany jest o plagiat oraz ¿e w tej sprawie toczy siê postêpowanie cywilne. Natychmiast wstrzymali¶my stypendium, nazwisko laureata usunêli¶my z kolejnych publikacji listy i zawiadomili¶my go, ¿e po przedstawieniu prawomocnego uniewinniaj±cego postanowienia s±du stypendium zostanie mu przywrócone. Ale takiego postanowienia do dzisiaj nie otrzymali¶my. By³ te¿ przypadek, gdy ju¿ po wykorzystaniu subwencji dowiedzieli¶my siê o zarzutach wobec uczonego. Wtedy ju¿ nie mo¿emy zrobiæ wiele, poza tym, ¿e w przypadku potwierdzenia zarzutów taki cz³owiek z pewno¶ci± nie ma szans na ubieganie siê o jak±kolwiek pomoc Fundacji w przysz³o¶ci. Gdyby sprawa by³a powa¿na na tyle, ¿e dowodnie ¶wiadczy³aby o wy³udzeniu stypendium, to mogliby¶my wyst±piæ na drogê postêpowania cywilnego o zwrot ¶rodków. Ale takiej sytuacji, na szczê¶cie, nie mieli¶my.
Czy jeste¶my skuteczni w wykrywaniu nieuczciwo¶ci naukowej?
- Nie. Do¶wiadczenie ze ¶wiata pokazuje, ¿e skuteczno¶æ walki z wystêpkami przeciw uczciwo¶ci naukowej z powodów, o których mówi³em wcze¶niej, nigdy nie bêdzie wysoka, ale mo¿na j± znacznie poprawiæ. Zg³oszenia nieuczciwo¶ci pochodz± najczê¶ciej od osób prywatnych. Trzeba wiêc przyzwyczaiæ ¶rodowiska naukowe do my¶li, ¿e wystêpek mojego kolegi uderza bezpo¶rednio we mnie, w moj± wiarygodno¶æ jako naukowca, oraz do tego, ¿e zg³oszenie przypadku nieuczciwo¶ci naukowej nie jest donosem. Nauka musi byæ czysta i tylko samo ¶rodowisko naukowe ponosi za tê czysto¶æ wspóln± odpowiedzialno¶æ. Nie mo¿na tej odpowiedzialno¶ci przenie¶æ na nikogo innego.
Niedawno wyp³ynê³a sprawa zadawnionych przewinieñ - wspó³pracy uczonych z komunistycznymi s³u¿bami bezpieczeñstwa, a dok³adniej - donoszenia na kolegów z uczelni. Czy trzeba to jako¶ rozwi±zaæ?
- Ju¿ dawno powinno siê przeprowadziæ lustracjê. Skoro nie zrobili¶my tego dotychczas, to nale¿y zrobiæ to teraz. Ale trzeba sprawê oddaæ w profesjonalne rêce. Chyba dobry przyk³ad da³ rektor Uniwersytetu Miko³aja Kopernika, który powo³a³ zespó³ historyków, zajmuj±cy siê t± spraw±.
Rozmawial
Piotr Kieracinski