Sw± recenzjê z ksi±¿ki Joanny Siedleckiej „Ob³awa”, zatytu³owan± „Ob³awa na pisarzy” i opublikowan± na ³amach tygodnika „Wprost”, Marta Sawicka koñczy optymistycznym wnioskiem: „Dziêki materia³om IPN bêdzie mo¿na napisaæ prawdziw± historiê polskiej literatury po 1945 r.”. W±tpiê.
W±tpiê nie dlatego, bym lekcewa¿y³ zbiory pozostaj±ce w zasobach IPN. Nie wykluczam, ¿e odnale¼æ w nich bêdzie mo¿na wa¿ne dokumenty: fragmenty korespondencji pisarzy, mo¿e nawet ich zapiski czy wrêcz skonfiskowane utwory, choæ tych ostatnich zapewne szukaæ raczej trzeba w archiwach cenzury, czego dowiod³a Joanna Hobot w zajmuj±cej ksi±¿ce „Gra z cenzur± w poezji Nowej Fali”, wydanej w roku 2000 i zawieraj±cej obszerny aneks dokumentów tej sk±din±d obrzydliwej instytucji. To, co pozostaje w archiwach IPN, dotyczy przede wszystkim represji, jakim poddawano wybranych autorów.
Z tego zbioru Siedlecka wybra³a podzbiór dla niej interesuj±cy. Jak wynika z recenzji jej ksi±¿ki (opublikowanej przed publikacj± samego dzie³ka), skupi³a siê ona przede wszystkim na tych pisarzach, którzy od pocz±tku wrogo nastawieni byli do re¿imu, z góry jakby przyjmuj±c, i¿ ci, którzy niegdy¶ z owym re¿imem wspó³pracowali, a pó¼niej dopiero mu siê przeciwstawili, nie s± godni uwagi, bez wzglêdu na represje, jakim podlegali.
Kolejne za³o¿enie. Fakt, i¿ podlegali represjom, uniemo¿liwi³ im pisanie dzie³ o wysokim artystycznym poziomie. Tak przynajmniej widzi Siedlecka rozwój talentu Ireneusza Iredyñskiego, o którym artyku³, bêd±cy fragmentem ksi±¿ki, opublikowa³a na ³amach „Rzeczypospolitej” i w którym pisa³a, i¿ pobyt w wiêzieniu tak dalece pisarza wykoñczy³, ¿e nie móg³ on w swych pó¼niej pisanych dzie³ach osi±gn±æ tej rangi, jak± osi±gn±³ wcze¶niej. Oczywista to bzdura, gdy¿ zarówno ostatnia powie¶æ pisarza „Manipulacja”, jak pisane przezeñ i z powodzeniem grane w rozg³o¶niach zachodnioeuropejskich s³uchowiska - a by³ Iredyñski mistrzem tego gatunku - zas³uguj± na wysokie noty. Fakt, i¿ nasi milusiñscy pisarze pili, z upodobaniem wi±¿e autorka z ich k³opotami politycznymi. No có¿, nie jest nowin±, i¿ arty¶ci pij±, a czyni± to, ¿e tak powiem, niezale¿nie od k³opotów z policj±: b±d¼ dlatego, ¿e po prostu piæ lubi±, b±d¼ dlatego, ¿e ich praca wi±¿e siê zawsze z psychicznymi przeci±¿eniami.
O moim zmar³ym tragicznie przyjacielu Jacku Bierezinie dowiedzia³em siê z recenzji, i¿ zosta³ „zmuszony do emigracji”. Jako ¿ywo, zmuszony nie by³ - wybra³ j± rado¶nie i z w³asnej woli, korzystaj±c z nadarzaj±cej siê okazji. ¯y³ w Pary¿u przez czas jaki¶ w warunkach do¶æ przyzwoitych, korzystaj±c ze stypendiów, wspó³pracuj±c z „Kultur±” i „Kontaktem”. Tylko ¿e w ówczesnych warunkach utrzymanie siê na obczy¼nie z pisania wymaga³o wysi³ku, nieustannej, ciê¿kiej pracy, której Jacek po prostu nie lubi³ - nie nale¿a³ do ludzi systematycznych, a to nie sprzyja³o zamo¿no¶ci. Dlaczego po 1989 do Polski nie wróci³, pozostaje jego spraw± - fakt, i¿ tu przyje¿d¿a³ i nikt go do Francji nie wygania³. Tymczasem z portreciku, jaki przeczyta³em, wy³ania siê obraz zaszczutego i wpêdzonego przez ubecjê w nêdzê wielkiego poety. Owszem - by³ poet± wielkiego talentu, czego dowiód³ zw³aszcza jego tom opublikowany w Instytucie Literackim, gdy autor by³ jeszcze w kraju (co, nawiasem mówi±c, by³o wtedy jeszcze aktem odwagi; pó¼niej rzecz spowszednia³a), tom o niebo lepszy od maj±cego jakoby za¶wiadczaæ jego znakomito¶æ zbioru debiutanckiego, opublikowanego w oficjalnym wydawnictwie. To, i¿ pó¼niej oficjalnie nie drukowa³, nie by³o wcale efektem represji, lecz w³asnego ¶wiadomego wyboru. W koñcu to nie ubecja zmusi³a go, by za³o¿y³ - a pó¼niej zosta³ jego redaktorem naczelnym - podziemny kwartalnik „Puls”. Z recenzji ksi±¿ki Siedleckiej wynika atoli, i¿ wszystko to dzia³o siê w³a¶nie za spraw± szykan i represji policyjnych. Nie wariujmy, ludzie! Nie jest to wszystko wcale tak proste, jak konstrukcja cepa.
Tymczasem coraz czê¶ciej ukazuj± siê „opracowania”, których celem jest dowodzenie, ¿e to nie utwory literackie, lecz stosunek pisarzy do re¿imu decydowa³y o rozwoju literatury powojennej. Tak jak kilkana¶cie lat temu wmawiano w nas, ¿e prawdziwa literatura polska powstawa³a po wojnie jedynie na emigracji, jakby tu nie by³o Parnickiego i Buczkowskiego, Szymborskiej i Herberta, o mniej g³o¶nych, lecz ¶wietnych autorach nie wspominaj±c, tak teraz pojawia siê tendencja do wykazania, ¿e represje, jakim poddawano pisarzy, dotyka³y jedynie tych, którzy miana pisarza polskiego s± godni. Ale któ¿ jest godny miana polskiego pisarza? Jerzy Giedroyc stwierdzi³ kiedy¶ cierpko, a lakonicznie, ¿e pisarze to ludzie na ogó³ nie chlubi±cy siê wspania³± postaw±. Jego obchodzi³y jedynie ich dzie³a. I s³usznie, gdy¿ to one, a nie ¿yciorysy tworz± historiê naszej literatury. Pan Bóg jako¶ tak ten ¶wiat urz±dzi³, ¿e bandzior, jakim by³ bez w±tpienia Villon, staje siê klasykiem literatury, a cz³owiek poczciwy pisuje rzeczy co prawda szlachetne, ale artystycznie b³ahe. Dlaczego tak jest? Nie wiadomo. By³ Adam Wa¿yk przera¼liwym re¿imowcem? By³. No i co z tego wynika dla historyka literatury, który nie ma prawa pomin±æ jego znakomitych wierszy (oczywi¶cie, odrzucaj±c to, co w jego pisarstwie literatur± nie jest)?
Prze¶ladowania, wiêzienie, ba, nawet mêczeñska ¶mieræ nie podnios± rangi czyjego¶ pisarstwa. Przykre to, ale niestety tak po prostu jest. A ¿e to niesprawiedliwe? Pewnie i niesprawiedliwe, lecz co z tego ma dla historii literatury wynikaæ? Có¿ mo¿na na to poradziæ, ¿e Bruno Jasieñski zaprzeda³ siê - na ¶mieræ zreszt±, ale to ju¿ osobna sprawa - komunizmowi, skoro jego roli w dziejach polskiego pi¶miennictwa skre¶liæ siê nie da? Jedno tylko z tego wynika - historia literatury ma byæ prawdziwa, a nie podporz±dkowana ocenie ¿yciorysów pisarzy.