Ka¿de pokolenie ma jak±¶ wadê. Moje ma tê, ¿e nie jest m³ode. M³ode natomiast, nagminnie u¿ywaj±ce s³uchawek, bêdzie g³uche. A to wada fatalna. Ocenia siê, ¿e obecnie w Polsce s± co najmniej dwa miliony ludzi s³abo s³ysz±cych. Bêdzie du¿o wiêcej. Na to trzeba siê przygotowaæ, bo na razie ma³o kto zdaje sobie sprawê z tego, ¿e niedos³yszenie wci±¿ nie jest uwa¿ane ani za chorobê, ani tym bardziej za kalectwo. G³uchoty siê nie zauwa¿a, a je¶li tak, to reaguje na ni± negatywnie.
Oto w jednej z czo³owych gazet czytam tek¶cik, w którym dziennikarz chce poni¿yæ bohatera reporta¿u: „Ten starszy trzês±cymi siê rêkami bez przerwy poprawia aparat s³uchowy, który wydaje g³o¶ne piski, jak samochód na zakrêcie. Nie odpowiada na moje pytania, tylko mocuje siê z urz±dzeniem nag³a¶niaj±cym”. To tak, jakby autor naigrawa³ siê z inwalidy wojennego, ¿e nie mo¿e zrobiæ kroku, bo jeszcze nie przykrêci³ nogi.
¯ona g³uchego przez lata nie potrafi przyzwyczaiæ siê do tego, ¿e m±¿ s³abo s³yszy. Poniewa¿ ten nie s³yszy samego siebie, mówi g³o¶niej ni¿ inni, a to j± denerwuje. „Nie krzycz!” - krzyczy.
Kiedy niedos³ysz±cy prosi o powtórzenie tego, co kto¶ do niego powiedzia³, wywo³uje irytacjê: „Co pan, g³uchy, czy co?”
Niedos³ysz±cy ukrywaj± g³uchotê, wstydz± siê o niej mówiæ. Udaj±, ¿e s³ysz±. Niektórzy wprawiaj± siê w czytaniu z ust, inni zak³adaj± aparaty s³uchowe, stosuj± liczne sztuczki, ¿eby poprawiæ s³yszenie albo zamaskowaæ u³omno¶æ. Czasem pomaga operacja laryngologiczna, ale tylko wtedy, kiedy niedos³uch jest spowodowany naprawialnym uszkodzeniem ucha ¶rodkowego. Operacje polegaj±ce na zast±pieniu ucha wewnêtrznego, to jest wszczepieniu elektronicznego urz±dzenia odbiorczego, które przetwarza fale d¼wiêkowe na bod¼ce elektryczne, wci±¿ nale¿± do rzadko¶ci, s± kosztowne i mog± byæ wykonywane tylko u niewielu pacjentów. Tym, którzy maj± uszkodzony ¶limak (odbiornik w uchu wewnêtrznym), na przyk³ad na skutek u¿ywania s³uchawek albo z powodu mia¿d¿ycy, pomóc mo¿na niewiele, maj± uszkodzone s³uchowe drogi nerwowe.
Obraz g³uchoty, jak medal, ma te¿ drug± stronê. Wiêkszo¶æ ludzi uwa¿a, ¿e nie s³ysz± osoby ¶pi±ce, nie daj Bo¿e nieprzytomne czy ogólnie bez kontaktu, na przyk³ad zamy¶lone, zafrasowane, przera¿one... Nic bardziej b³êdnego. W takich sytuacjach s³uch wrêcz siê zaostrza. Bod¼ce d¼wiêkowe docieraj± do mózgu niezale¿nie od stanu innych narz±dów. S³ynny lekarz-filozof W³adys³aw Biegañski (1857-1917) pisa³, ¿e ostatnim zmys³em, który pozostaje czynny u cz³owieka umieraj±cego, jest w³a¶nie s³uch. ¦pi±cy czy nieprzytomny potrafi zapamiêtaæ i pó¼niej odtworzyæ to, co us³ysza³ w stanie tak zwanej nie¶wiadomo¶ci.
Napisa³em „tak zwanej nie¶wiadomo¶ci”, bo o czyjej¶ nie¶wiadomo¶ci na ogó³ wyrokujemy wtedy, kiedy nie potrafimy siê z t± osob± porozumieæ. Z góry zak³adamy, ¿e brakowi porozumienia jest winny ów „nie¶wiadomy”, a nie my. Wcale nierzadko jest odwrotnie. I w ogóle ludziom zdrowym i aktywnym trudno jest poj±æ, ¿e cz³owiek nieprzytomny mo¿e my¶leæ, planowaæ, oceniaæ, wyci±gaæ wnioski, no i ¿e mo¿e mieæ sny. To kwestia etyki, sympatii, wczucia siê w czyj±¶ sytuacjê.
Media nag³o¶ni³y sprawê Amerykanki Terry Schiavo, która przez piêtna¶cie lat nie¶wiadoma (bo chyba nie nieprzytomna) pozostawa³a przy ¿yciu dziêki pielêgnacji, od¿ywianiu i pojeniu przez zg³êbnik. Nie wiemy, czy widzia³a otoczenie, na które mia³a otwarte oczy, i co wa¿niejsze, czy s³ysza³a to, co siê wokó³ niej dzia³o. Mo¿emy tylko mniemaæ, ale ka¿da w±tpliwo¶æ przemawia na jej korzy¶æ. M±¿ Michael doszed³ jednak do wniosku, ¿e ju¿ ma dosyæ tej opieki. Postanowi³ pozbyæ siê k³opotu. Za¿±da³ zgody s±du na odstawienie pokarmów i napojów, to znaczy na zag³odzenie i ¶miertelne odwodnienie ¿ony. Na nic siê zda³y protesty rodziców Terry i ich licznych zwolenników (Ameryka podzieli³a siê na pó³). Sondê, a wraz z ni± pokarmy i p³yny, odstawiono. Wyrok zosta³ wykonany. Terry umar³a na skutek zaburzeñ wodno-elektrolitowych i z g³odu.
Kiedy umiera³a, mog³a my¶leæ to, co w tamtych dniach przysz³o mi do g³owy w snach. ¦ni³o mi siê mianowicie, ¿e jestem na pijackim posiedzeniu rz±du Józefa Wissarionowicza Stalina i s³yszê opiniê jednego z czynowników: „Ca³ego narodu ukraiñskiego nie przeniesiemy na Syberiê, trzeba im zabraæ ¿ywno¶æ, to lepszy sposób na pozbycie siê problemów z t± ho³ot±”.
Zaraz potem, w tym samym ¶nie, le¿a³em w ³ó¿ku otoczony zgraj± adwokatów, którzy nie bacz±c na to, ¿e s³yszê, albo nie wiedz±c, ¿e wiem wszystko, co siê przy mnie dzieje, rozprawiali o tym, jak przekonaæ rodziców, ¿e jestem nie¶wiadomy, nic nie rozumiem i nie mam do niczego prawa, zw³aszcza do dalszego my¶lenia, do nastêpnych snów. Nie potrafi³em tego wyraziæ, rêce i nogi mia³em skrêpowane, na ruchy moich oczu i na grymasy nikt nie patrzy³, a je¶li ju¿, to brano je za mimowolne. ¦mieszy³y mnie g³upie, nadête miny tych facetów. Potem bawili siê plastykow± butelk± z moim jedzeniem - jak pi³k±. Moi rodzice stali na bramce.
Pad³ pierwszy gol. Co by³o dalej, nie pamiêtam, bo zrobi³o siê g³ucho i naprawdê przesta³em s³yszeæ.
e-mail: pmuldner@mp.pl