Od 24 stycznia pe³ni Pan obowi±zki podsekretarza stanu w Ministerstwie Nauki i Informatyzacji. Perspektywa dzia³ania w rz±dzie, który ma przed sob± kilka miesiêcy pracy, nie jest najbardziej zachêcaj±ca, a mimo to zdecydowa³ siê Pan na objêcie tej funkcji.
- Zgodzi³em siê podj±æ tego zadania na osobist± pro¶bê ministra Micha³a Kleibera. W naszych rozmowach za wa¿ne dla mojej ewentualnej pracy w ministerstwie uznali¶my trzy obszary. Po pierwsze, chodzi³o o wykorzystanie wiedzy i do¶wiadczenia miêdzynarodowego, wynikaj±cych z uczestnictwa w wielu organach Komisji Europejskiej, na przyk³ad w EURAB - g³ównym komitecie doradczym Komisji Europejskiej w zakresie polityki naukowej, gdzie wybrano mnie na cz³onka prezydium, czy ISTAG - komitecie doradczym w zakresie technologii i spo³eczeñstwa informacyjnego. Najwa¿niejsz± jednak spraw±, któr± zajmowa³em siê przez ostatnie trzy lata, by³o doprowadzenie do utworzenia Europejskiej Rady Badañ, której to koncepcji by³em jednym ze wspó³autorów.
Po drugie, ustawa o finansowaniu badañ naukowych, która wesz³a w ¿ycie 5 lutego. Sama ustawa jest dokumentem ramowym - potrzebne s± do niej akty wykonawcze i wypracowanie procedur.
Trzeci obszar to ¶rodki na naukê. Nie mo¿na dokonaæ reform bez pieniêdzy, a mówimy w tej chwili o g³êbokich reformach, w tym o przywróceniu nauce roli, jak± powinna zajmowaæ w przysz³ej Polsce. Po wej¶ciu do Unii czeka nas swoisty „europejski plan Marshalla” w postaci pieniêdzy z funduszy strukturalnych i funduszy spójno¶ci. Musimy jak najszybciej zdecydowaæ, jak du¿± czê¶æ tych ¶rodków powinny zagospodarowaæ ¶rodowiska naukowe, edukacyjne i innowacyjne? Infrastruktura transportowa jest bardzo wa¿na dla kraju, ale bez infrastruktury intelektualnej bêdziemy tylko krajem tranzytowym o malej±cej randze i miejscu na mapie Europy.
Jeste¶my w okresie budowania rewolucyjnie nowej polityki naukowej Europy. Musimy doprowadziæ do jej implementacji w strukturze zarz±dzania w Polsce. Powodzenie w ogromnym stopniu zale¿y od tego, co siê stanie w obecnym pó³roczu, a w szczególno¶ci od tego, kto wejdzie w sk³ad Rady Nauki i zespo³ów doradczych, jakie bêd± przepisy wprowadzaj±ce ustawê, jaki bêdzie wynik negocjacji z UE o bud¿ecie nauki, jakie instrumenty pojawi± siê w 7. Programie Ramowym, i wreszcie, jakie bêdzie miejsce nauki i szkolnictwa wy¿szego w Narodowym Planie Rozwoju.
Poniewa¿ na wszystkie te kluczowe elementy mog³em mieæ powa¿ny wp³yw, odpowiedzia³em profesorowi Kleiberowi twierdz±co, mimo wszystkich niepewno¶ci i zawirowañ towarzysz±cych koñcówce obecnego parlamentu, a tym samym rz±du. Je¶li uda siê, a wszystko na to wskazuje, pomy¶lnie zrealizowaæ powy¿sze zamierzenia, to, mimo bardzo krótkiej perspektywy „ministrowania”, warto chyba by³o podj±æ próbê przygotowania pola nastêpcom w kolejnym rz±dzie i kolegom w Radzie Nauki. Dobrego nadal mo¿na zrobiæ sporo, a napsuæ, na szczê¶cie, niewiele. Jednak trzy miesi±ce temu nie zdawa³em sobie sprawy, jak ciê¿ka jest to praca, wymagaj±ca rezygnacji praktycznie ze wszystkiego. Patrz±c jednak na to, co ju¿ uda³o siê zrobiæ, nie ¿a³ujê.
Za co odpowiada Pan w strukturze ministerstwa? Czy przej±³ Pan obowi±zki poprzednika, doktora Jana Krzysztofa Fr±ckowiaka, wiceministra i wieloletniego sekretarza Komitetu Badañ Naukowych, czy mo¿e ich zakres jest inny?
- Minister Fr±ckowiak by³ wspó³twórc± i kluczow± postaci± KBN. Zdecydowa³ siê odej¶æ z powodów ¶ci¶le osobistych i los chcia³, ¿e zakoñczenie jego pracy ministerialnej zbieg³o siê w czasie z zakoñczeniem istnienia KBN. Komitet odegra³ ogromn± rolê w ratowaniu polskiej nauki, przechowaniu tego, co najlepsze i przygotowaniu nas do drugiego etapu, który, mam nadziejê, uda nam siê teraz rozpocz±æ.
W zakresie moich kompetencji wspó³pracujê ze wszystkimi departamentami zajmuj±cymi siê tematyk±, o której mówi³em, zw³aszcza z departamentami odpowiedzialnymi za finansowanie statutowe, granty, wspó³pracê miêdzynarodow±, infrastrukturê informatyczn± dla nauki i promocjê, ale te¿ ze wszystkimi innymi.
Czyli nie ma sztywnego podzia³u nadzoru nad poszczególnymi departamentami w ministerstwie pomiêdzy Panem a wiceministrami Bartosikiem i Marciñskim?
- Nie, nie ma bardzo sztywnego podzia³u. To jest raczej podzia³ zadaniowy. Te same departamenty odpowiadaj± na przyk³ad za wspó³pracê z kilkoma organami Rady Nauki. Ja za¶ jestem odpowiedzialny za wspó³pracê z Komitetem Polityki Naukowej i Naukowo-Technicznej oraz Komisj± Badañ na rzecz Rozwoju Nauki. To wymusza elastyczno¶æ i wspó³pracê z kolegami wiceministrami.
To, co mnie nies³ychanie pozytywnie zaskoczy³o po przyj¶ciu do ministerstwa, to wymiana pokoleniowa, jaka tu siê dokona³a. Pracuje wielu m³odych i wykszta³conych ludzi. Jest to ministerstwo, które zatrudnia najwiêksz± liczbê absolwentów Krajowej Szko³y Administracji Publicznej. To jego wielki atut i osobisty dorobek pana Krystyna Weremowicza, dyrektora generalnego.
Jak, po niespe³na trzech miesi±cach, wygl±da wdra¿anie nowej ustawy? Zmiana jest g³êboka - nie ma ju¿ zespo³ów i sekcji KBN, jest natomiast Rada Nauki z zupe³nie nowymi kompetencjami. Czy jest ju¿ komplet aktów prawnych wdra¿aj±cych nowe rozwi±zania?
- Nowa ustawa wymaga wydania kilkunastu aktów ni¿szego rzêdu. G³ówne dokumenty by³y opracowywane równolegle z ustaw±, pozosta³e s± dopracowywane w szczegó³ach. W tej chwili s± one ostatecznie konsultowane z organami Rady Nauki, przede wszystkim z Komitetem Polityki Naukowej i Naukowo-Technicznej. Cieszê siê, ¿e uda³o siê zaprosiæ do pracy w nim reformatorów zdeterminowanych do przeprowadzenia g³êbokich zmian systemowych.
Rozumiem, ¿e oznacza to przede wszystkim zró¿nicowanie finansowania.
- W porównaniu z wieloma krajami europejskimi nasze ¶rodki na naukê s± naprawdê skromne. ¯eby pokazaæ skalê ró¿nic, pos³u¿ê siê przyk³adem Zjednoczonych Instytutów Badawczych (JRC), dzia³aj±cych przy Komisji Europejskiej, których bud¿et zbli¿ony jest do po³owy bud¿etu polskiej nauki, a w których pracuje dwa tysi±ce osób. W naszym kraju mamy ponad sze¶ædziesi±t tysiêcy naukowców. To pokazuje, z jak± mizeri± finansow± przychodzi nam siê borykaæ. Jak pokazuj± zestawienia, w Polsce prawie 3/4 pieniêdzy idzie na dzia³alno¶æ statutow±. Co to oznacza? To s± przede wszystkim pieni±dze na utrzymanie instytucji i pensje. Dopiero nadwy¿ka to programy realizowane w trybie konkursowym.
Najwa¿niejsz± czê¶ci± ka¿dej instytucji s± ludzie. Je¿eli postawimy na bardzo dobrych i przyzwoitych ludzi, którzy maj± wielkie marzenia i ambicje, damy im szansê rozwoju i pieni±dze, to z pewno¶ci± bêd± efekty i to do¶æ szybko. Je¿eli natomiast bêdziemy opierali siê na przeciêtnych, to bêdzie z tego najwy¿ej przeciêtno¶æ. A na to szkoda pieniêdzy podatnika polskiego - nawet tak mizernych, jak obecnie.
To my¶lenie podobne do my¶lenia Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, która finansuje najlepszych. Ale ministerstwo odpowiedzialne jest za ca³± naukê. Czy zatem oznacza to zamiar likwidacji jakich¶ instytutów?
- My¶lê, ¿e musimy stworzyæ swoist± polsk± „ligê bluszczow±”. Musi istnieæ absolutna czo³ówka uczelni i instytutów naukowych, których marka bêdzie niepodwa¿alna. Praca i nauka w nich powinny byæ zaszczytem i obiektem po¿±dania. Instytuty pozauczelniane s± potrzebne, choæby dla realizacji podstawowych funkcji pañstwa, jak na przyk³ad szeroko rozumiane bezpieczeñstwo. Ale generalnie nie mog± to byæ instytucje same dla siebie, nie staæ nas na taki luksus.
Nauka nie znosi rewolucji organizacyjnej, ale, niestety, czasami droga ewolucyjna prowadzi donik±d. Proces zmiany mentalnej musi dotkn±æ tak¿e sfery nauki. Argument, ¿e je¶li kiedy¶ powsta³y instytucje badawcze, to trzeba je nadal finansowaæ, jest g³êboko nieprawdziwy. W wielu przypadkach jest to sytuacja trudna, bo mimo niew±tpliwie wykwalifikowanej kadry mo¿liwo¶ci ich finansowania na przyk³ad przez gospodarkê s± niewielkie. Nowy polski przemys³ jest nadal zbyt ubogi, a firmy zachodnie niezbyt chêtne do umiejscawiania laboratoriów w naszym kraju.
Funkcjonuje czasem opinia, ¿e nak³ady na naukê nie maj± prze³o¿enia na nasz± gospodarkê. St±d kwestionowanie konieczno¶ci znacz±cego finansowania nauki i badañ naukowych.
- Przyk³ady takich pañstw, jak Irlandia, Finlandia czy Korea, pokazuj±, ¿e jest to przekonanie absolutnie b³êdne. Tam kilkana¶cie lat temu postawiono na naukê i nowoczesne technologie i kraje te w krótkim czasie dokona³y wielkiego skoku gospodarczego i cywilizacyjnego. Jest natomiast prawd±, ¿e w Polsce sprawy nie wygl±daj± tak dobrze. Podstawowa kwestia to poziom nak³adów. Po drugie - mechanizmy oraz systemy zachêt i preferencji. Budowanie nowoczesnego systemu naukowo-innowacyjnego to proces d³ugotrwa³y, bo jako¶æ w nauce tworzy siê niezwykle powoli. Pañstwo mo¿e pomóc stworzyæ system instytucji: parków technologicznych, centrów doskona³o¶ci, platform technologicznych, centrów innowacji, inkubatorów przedsiêbiorczo¶ci, oraz instrumenty, które bêd± budowa³y jako¶æ i zaufanie do instytucji naukowych. Musi te¿ powstaæ system zachêt do wdra¿ania innowacji. Na razie takiego systemu nie ma. Mamy natomiast wiele przyk³adów, choæ nie zawsze nag³o¶nionych, kiedy ludzie zwi±zani z nauk± rozwinêli dzia³alno¶æ gospodarcz± na skalê ¶wiatow±. Choæby polskie firmy produkuj±ce oprogramowanie. Podobnie zaczyna siê dziaæ w zakresie biotechnologii czy farmaceutyce, ale tak¿e w lotnictwie.
A badania podstawowe? Przetoczy³a siê ostatnio przez ³amy prasy ostra polemika pomiêdzy profesorem Balcerowiczem a profesorami Kleiberem i Legockim na temat konieczno¶ci ich uprawiania w Polsce.
- W tej dziedzinie istnieje ogromnie wiele nieporozumieñ. Ca³e ¿ycie uprawia³em badania podstawowe i moja walka o istnienie znacz±cego finansowania tego obszaru z bud¿etu Unii jest najlepsz± wskazówk±, co na ten temat s±dzê. Badania podstawowe s± kwintesencj± nauki. One tworz± fundament do ka¿dego typu innych badañ i dzia³añ. Wyrzec siê ich, to jakby stwierdziæ, ¿e nie chcemy mieæ inteligencji, wystarcz± nam sami robotnicy. Nie jest przypadkiem, ¿e w³a¶nie w dziedzinie badañ podstawowych Polska liczy siê w ¶wiecie najbardziej. S± one relatywnie najtañsze, wiêc by³o nas na nie staæ, mimo malej±cych nak³adów na naukê, a dziêki kontaktom ze ¶wiatem nigdy nie stracili¶my bliskiego kontaktu z czo³ówk±.
Mo¿na zapytaæ, có¿ z tego ma kraj? Otó¿ ogromnie du¿o, bo badania te s± naj¶ci¶lej zwi±zane ze szkolnictwem wy¿szym. Jako¶æ kszta³cenia jest funkcj± poziomu badañ naukowych i miêdzy innymi dlatego fizycy, chemicy czy matematycy nie maj± najmniejszych problemów ze znalezieniem wysokop³atnej pracy, choæ, niestety, jeszcze nie w sektorze badawczym. Paradoksalnie, we wspó³czesnym ¶wiecie najszybciej p±czkuj± firmy tworzone wokó³ o¶rodków o najlepszych badaniach podstawowych. Musimy mieæ naukowców umiej±cych konkurowaæ, ale i wspó³pracowaæ ze ¶wiatem. To, ¿e nadal mamy ich ca³kiem sporo, zawdziêczamy wprowadzeniu konkursowych procedur przez KBN. Mam nadziejê, ¿e miar± dojrza³o¶ci naszego kraju bêdzie fakt, ¿e kolejne ekipy rz±dz±ce wyka¿± tu m±dro¶æ i nie wpadn± w „utylitarne” podej¶cie do nauki. Bez pierwszej ligi badañ podstawowych nie bêdzie jakiejkolwiek ligi badañ stosowanych. Konkurencyjno¶æ i jako¶æ musz± byæ podstaw± polityki naukowej pañstwa.
Ministerstwo Nauki jest odpowiedzialne za tworzenie polityki naukowej. Ma mu w tym pomagaæ Komitet Polityki Naukowej i Naukowo-Technicznej. Jak to wygl±da na tle Europy i czy tam te¿ s± podobne w±tpliwo¶ci?
- Nie jest przypadkiem, ¿e nowy przewodnicz±cy Komisji Europejskiej znacz±c± czê¶æ swojego inauguruj±cego wyst±pienia po¶wiêci³ edukacji, innowacyjno¶ci i badaniom naukowym. Nieprzypadkowo te¿ nak³ady na naukê w bud¿ecie Unii maj± wzrosn±æ dwukrotnie. To s± polityczne sygna³y zrozumienia roli nauki. Wykorzystanie potencja³u naukowego i intelektualnego Europy dla budowania jej konkurencyjno¶ci i si³y to d³ugofalowy sposób na to, by Europa nie sta³a siê skansenem. Równie¿ my mamy potencja³ - choæby rosn±c± liczbê m³odych, wykszta³conych ludzi, a tak¿e wielu ¶wiatowej klasy naukowców. Równie¿ polscy politycy zaczynaj± to dostrzegaæ. Je¶li jeste¶my krajem coraz bogatszym i coraz bardziej stabilnym, nauka staje siê jedn± z podstawowych potrzeb wy¿szego rzêdu. Poza tym nasze cz³onkostwo w Unii Europejskiej na szczê¶cie wymusza takie nowoczesne spojrzenie. To bardzo dobrze.
W¶ród priorytetów, którymi siê Pan zajmuje, s± finanse nauki. Czy jest szansa na znacz±cy wzrost finansowania nauki?
- Minister finansów i premier zapowiedzieli zwiêkszenie w przysz³orocznym bud¿ecie kwoty na naukê z 2,8 do 4 miliardów z³otych. My¶lê, ¿e osi±gniêcie nak³adów bud¿etowych, okre¶lonych w Strategii Lizboñskiej na oko³o 1 procent PKB, mo¿e nast±piæ bardzo szybko. Stanie siê tak, je¶li politycy uznaj±, ¿e pieni±dze wydane na cele dalekosiê¿ne s± rentown± inwestycj±. Dlatego absolutnie konieczne s± wiarygodne propozycje ¶rodowiska naukowego. Pamiêtaæ jednak nale¿y, ¿e jakiekolwiek dodatkowe fundusze na naukê nie bêd± s³u¿y³y „wyrównywaniu krzywd”. Nie istnieje prawo przyrody, które mówi, czy i ile pañstwo musi ³o¿yæ na naukê. Je¶li Leonarda da Vinci staæ by³o na pokorê wobec Medyceuszy w staraniu siê o fundusze na swoje projekty, to tym bardziej wspó³cze¶ni czyniæ powinni podobnie. My, naukowcy, nie mo¿emy nigdy zapominaæ, ¿e uprawianie nauki jest przede wszystkim misj± i wielkim darem, a nie jeszcze jednym zawodem. Obowi±zkiem pañstwa i jego urzêdników jest natomiast ws³uchiwanie siê w g³osy ¶rodowiska naukowego i podejmowanie takich decyzji, by ¿aden talent nie zosta³ zmarnowany. W koñcu minister to nie kto inny, jak tylko s³uga. W³a¶nie ten zapis w s³owniku pokaza³ mi syn, gdy dowiedzia³ siê o propozycji z³o¿onej przez profesora Kleibera.
Czy s± ju¿ znane kryteria oceny parametrycznej jednostek naukowych, która ma odbyæ siê w tym roku?
- Chcemy znacz±co wyostrzyæ dotychczasowy system kategoryzacji placówek, ale nie wolno nam doprowadziæ do jego destabilizacji. W tej chwili koñcz± siê dyskusje na temat szczegó³owych zapisów rozporz±dzenia ministra, czyli punktów i wag, jakie powinny byæ przypisane ró¿nym osi±gniêciom zwi±zanym z nauk± i wdro¿eniami.
Jednym z powa¿niejszych problemów, z jakimi boryka siê ¶rodowisko naukowe, jest kwestia uczciwo¶ci. W ostatnim wywiadzie dla „Forum Akademickiego” profesor Maciej Grabski, przewodnicz±cy powo³anego przez ministra nauki zespo³u do spraw etyki, skar¿y siê, ¿e brakuje instrumentów do walki z nieuczciwo¶ci±.
- Pierwszym zespo³em, z którym siê spotka³em, by³ w³a¶nie zespó³ do spraw etyki oraz departament kontroli ministerstwa, który nadzorujê. Zadeklarowa³em brak tolerancji dla przypadków naruszania norm etycznych, zw³aszcza w procesie decyzyjnym. Nasz system prawny jest jednak tak u³omny, ¿e rzeczywi¶cie trudno czasem takie instrumenty znale¼æ. Najsilniejsz± nasz± broni± jest po prostu ostracyzm. Nie mo¿emy godziæ siê na istnienie „ojców chrzestnych” i „nietykalnych”. Dlatego musimy doprowadziæ do jak najszybszego zaistnienia s±dów korporacyjnych, a osoby naginaj±ce zasady eliminowaæ z procesu decyzyjnego. ¦wiatli doradcy s± bardzo potrzebni, lobby¶ci i „ojcowie chrzestni” - nie.
Praktyka pokazuje, ¿e najtrudniej radziæ sobie z konkretnymi przypadkami i ukaraæ sprawcê, a w drastycznych przypadkach wykluczyæ ze spo³eczno¶ci akademickiej czy naukowej.
- Musimy tworzyæ regu³y, które ju¿ na wstêpie wyeliminuj± mo¿liwo¶ci pope³niania wykroczeñ. Uzgodnili¶my na przyk³ad z cz³onkami Rady Nauki, ¿e nie bêd± pobieraæ ¿adnych honorariów z prac badawczych finansowanych przez ministerstwo. My¶lê ¿e znamienna i sk³aniaj±ca do optymizmu jest jednoznaczna opinia Rady w tej kwestii. Bez przyzwoito¶ci i rygoryzmu etycznego w¶ród decydentów nie ma mowy o przyzwoito¶ci i jako¶ci w nauce. Przyk³ad musi i¶æ z góry.
Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ