Traktuj ludzi tak, jakby byli tym, czym powinni siê staæ, a pomo¿esz im staæ siê tym, czym powinni byæ.
(Johann W. Goethe)
Poprzednio („FA” nr 3/05) zaj±³em siê spraw± habilitacji w kontek¶cie reformy szkolnictwa i nauki. Nale¿y zauwa¿yæ, ¿e na ogó³ przemilczane lub uniewa¿niane s± racje innych grup uczestnicz±cych w nauczaniu, to jest studentów i niehabilitowanych pracowników dydaktycznych. Wydaje siê, ¿e dyskusja nad ich problemami posz³a gdzie¶ „gór±”.
Mam wra¿enie, ¿e na relacje miêdzy ucz±cymi i nauczanymi wp³ywaj± sprawy, o których nie mamy odwagi lub czasu wspólnie dyskutowaæ. W punkcie wyj¶cia chodzi o strukturaln± nierówno¶æ miêdzy nauczanymi i nauczaj±cymi. W istocie chodzi o stosunki w³adzy w uczelni. Nacechowane s± one nasz± przewag±, która odbija siê na procesie dydaktycznym. Dziêki temu mo¿emy sobie pozwalaæ na ignorowanie istotnych potrzeb. Oczywi¶cie, mamy wiele na swoje usprawiedliwienie.
Co tak naprawdê wiemy o kapitale, w jaki wyposa¿amy naszych absolwentów? To znaczy: jak ich ukszta³towali¶my? A jak powinni byæ przygotowani? Do jakiego stopnia ponosimy odpowiedzialno¶æ za ich przygotowanie do pracy zawodowej? Nie chodzi tu o to, by braæ za kogokolwiek odpowiedzialno¶æ, nie mówi±c ju¿ o wyrêczaniu go w podejmowaniu decyzji co do obieranych kierunków i przedmiotów. Czy robimy jednak nale¿ycie to, co do nas nale¿y? Mam na my¶li tworzenie takich warunków, w których studenci (wychowankowie) bêd± „podci±gani” w celu odkrycia i rozwoju ich mo¿liwo¶ci.
A zatem, na czym powinno polegaæ minimum naszej spolegliwo¶ci jako „opiekunów biograficznych” m³odzie¿y akademickiej? Czy jednakowa opieka i uwaga nale¿y siê wszystkim, czy tylko najlepszym, czy tym, których lubimy za ich zainteresowanie dla naszych przedmiotów lub podzielanie naszego punktu widzenia? Mniej natomiast przys³uguje buntownikom, ludziom przypadkowym oraz takim, co to chc± wysiedzieæ swoje zaliczenia?
Sprawê relacji miêdzy nauczaj±cymi i ich instytucjami a nauczanymi mo¿na postawiæ zasadniczo. Po pierwsze, w dobie szybkiej zmiany nie wiemy, przed jakimi zadaniami stan± nasi absolwenci tu¿ po studiach. Po drugie, nie do nas nale¿y stwierdzanie, co jest dla nich dobre. Po trzecie, nawet w przypadku posiadania dostatecznej wiedzy o przysz³ym dobru i sposobach jego osi±gania nie sposób do jego uzyskania doprowadziæ. Co wiêc pozostaje? Najbli¿sze jest mi stanowisko, ¿e nale¿y wspólnie - przy najlepszej wiedzy i woli - poszukiwaæ rozwi±zañ adekwatnych do antycypowanej sytuacji.
Zacznijmy od znanych sobie faktów. Po zatwierdzeniu programu nauczania (przedmioty „kanoniczne”, specjalizacyjne i do wyboru) rusza nasza fabryka. W optymalnym przypadku programy u³o¿one s± wed³ug mo¿liwo¶ci finansowych i kadrowych, na podstawie najnowszej wiedzy i z jak najlepsz± wol±. Nabór uwzglêdnia „hity” zawodowe, które zd±¿± siê zdezaktualizowaæ do czasu wypuszczenia absolwentów. Ju¿ ta okoliczno¶æ wskazuje, ¿e dzia³amy wed³ug zasady ograniczonej racjonalno¶ci. Pominê milczeniem oferty bez pokrycia.
Nasza przewaga przejawia siê miêdzy innymi w tym, ¿e nie istnieje mechanizm, za pomoc± którego uczelnia musia³aby ponosiæ odpowiedzialno¶æ za „produkt”, jaki wypuszcza. Sk³ada siê na niego wiedza, kompetencje zawodowe oraz kapita³ kulturalny i moralny. Uczelnia daje sposobno¶æ nabycia owego wyposa¿enia. Za wynik (przygotowanie do jak najlepszego znalezienia siê na rynku pracy) odpowiedzialno¶æ ponosz± tak¿e studenci oraz liczne instytucje. Nadal odpowiedzi domaga siê pytanie, czy w uczelniach robimy to, co do nas nale¿y? Odpowiedzi udzielam w poni¿szej bajce.
Wiemy, ¿e nadmiar empatii wobec studentów mo¿e byæ nie na miejscu, g³ównie z uwagi na warunki, w jakich przychodzi nam pracowaæ. Bywa, ¿e w ci±gu semestru adiunkt wyrabia ponad 125 procent rocznego pensum dydaktycznego (jest niemile widziane, je¶li nie wyra¿a zgody na takie „przepensowanie”). W nastêpnych semestrach czeka go to samo. Nie do¶æ, ¿e ma na czas zrobiæ habilitacjê, to jeszcze powinien byæ twórczym badaczem, publikowaæ w dobrze punktowanych wydawnictwach, byæ dobrym wychowawc±. Najlepiej, gdyby pracownik by³ wierny uczelni macierzystej i nie rozdrabnia³ siê dorabiaj±c w innych. Pobrzmiewa w tym ¶lad feudalnego panowania.
Nierzadko pracownik dydaktyczny dowiaduje siê na tydzieñ przed pocz±tkiem semestru (niekiedy dopiero po jego rozpoczêciu), ¿e ma poprowadziæ jeden lub dwa nowe przedmioty. Nie ma bynajmniej gwarancji, ¿e bêdzie móg³ je kontynuowaæ w nastêpnym roku akademickim.
Czy o warunkach pracy zbli¿onych do ta¶my produkcyjnej wiedz± autorzy projektów ustaw o szkolnictwie wy¿szym? Je¶li nie, to czego mo¿emy siê spodziewaæ po ustawie o szkolnictwie w zakresie humanizacji pracy dydaktycznej w uczelniach? Byæ mo¿e ich autorzy przyk³adaj± siê do pracy tak, jak zostali przygotowani do zajêæ umys³owych w swoich uczelniach.
Od kilku lat pracownicy s± oceniani przez studentów i prze³o¿onych. Jako¶ nie praktykuje siê oceniania warunków pracy przez pracowników oraz oceny postêpowania ich prze³o¿onych. Poza wystawieniem ocen pracownik nie ma sposobno¶ci wypowiedzieæ siê, kogo przysz³o mu nauczaæ i na jakie problemy natrafia. Dyrekcje mo¿e siê tym zainteresuj±, gdy „fala” mocniej wejdzie na uczelnie.
Mimo dokuczliwych mankamentów nêkaj±cych szkolnictwo, pod pewnymi wzglêdami jestem uprzywilejowany. Pracujê w instytucie, który, wed³ug komisji akredytacyjnej, nale¿y do pierwszej trójki lub czwórki w kraju. Nasz wydzia³ liczy siê jako najprê¿niejszy w uczelni. Pod opiek± pracowników naukowych dzia³a dobre studenckie ko³o naukowe, studenci wydaj± biuletyn naukowy, organizuj± odczyty i imprezy rozrywkowe. Otrzymuj± presti¿owe nagrody za wyró¿nione prace. Kierownictwo dba o integracjê studentów pierwszego roku i ¿egna siê elegancko z absolwentami. Ale i tak jest wiele do zrobienia.
Nie sposób dociec, dlaczego w ci±gu 10 lat pracy nie dosz³o z inicjatywy moich studentów do dyskusji nad wizj± dobrego uniwersytetu. Temat zosta³ podsuniêty, lecz nie podjêty. Byæ mo¿e jest to konsekwencja pewnego treningu instytucjonalnego, braku wiary w skuteczno¶æ inicjatyw, a tak¿e przejaw wygodnictwa. S³yszy siê natomiast narzekania pojedynczych osób na usterki w obs³udze administracyjnej.
Kiedy przez kilka semestrów zachêca³em studentów do zarysowania wizji idealnego uniwersytetu, natrafia³em zwykle na zdumienie i niedowierzanie. Dyskusja ruszy³a z miejsca dopiero po tym, jak odczyta³em tekst Alexandra von Humboldta o uniwersytecie jako wspólnocie ucz±cych siê i nauczaj±cych. To zabrzmia³o jak przekaz z innego ¶wiata. Prywatnie dali mi do zrozumienia, ¿e wed³ug nich uniwersytet to przede wszystkim miejsce pracy pracowników i obs³ugi administracyjnej. Na drugim miejscu jest dba³o¶æ o jako¶æ ich studiowania.
Mamy oczywi¶cie organizacje studenckie, niektóre zbudowane na wzór zachodni. Jak siê zdaje, ich cz³onkowie raczej krzewi± oportunizm i na¶laduj± establishment w urz±dzaniu siê w systemie ni¿ anga¿uj± siê w przemianê struktur.
Widoczna bierno¶æ bez w±tpienia silnie koreluje z nieobecno¶ci± studentów w dyskusji nad projektami ustaw o szkolnictwie wy¿szym. Je¶li zostan± oni pominiêci jako partnerzy w uczelniach, to jest ma³o prawdopodobne, aby zechcieli siê w uczelni anga¿owaæ. Wtedy braknie w ich biografiach podstawowych do¶wiadczeñ spo³ecznych.
W koñcu karnawa³u w niektórych krajach ludzie przebieraj± siê w kolorowe stroje i odgrywaj± niedostêpne dla siebie na co dzieñ role. Ze wzglêdu na ³ad spo³eczny trwa to do¶æ krótko. Widok jest niebywa³y: funkcjonariusze z magistratu rozdaj± ³akocie i obs³uguj± lud. Przedsiêbiorcy gawêdz± z za³ogami. Bacz± jednak, by ten czy ów siê z nimi zbytnio nie spoufali³. Wkrótce wszystko wraca w utarte tory panowania i podporz±dkowania. A gdyby tak chocia¿ raz w roku, najlepiej podczas juwenaliów, odgrywaæ socjodramê „Uniwersytet jaki lubiê, w jakim chcia³bym studiowaæ”? To by³oby dla samych studentów ciekawsze ni¿ rytualne popijanie przy ³oskocie serwowanym przez DJ.
Pora, aby w konwencji bajki opowiedzieæ o takiej szkole wy¿szej, w której zi¶ci³yby siê ró¿ne pozytywne ¿yczenia, na czele z ustanowieniem miejsca i warunków do kooperatywnego konkurowania wszystkich grup interesu. W mojej bajce studenci, we wspó³pracy z opiekunami, decyduj± o sprawach programowych i kadrowych. Powo³uj± w³adze uczelni na zasadzie konkursu. Rektorem zostaje niedawny absolwent, najlepiej po studium w renomowanym uniwersytecie zagranicznym, znaj±cy siê na zarz±dzaniu edukacj± i w³adaj±cy jêzykami obcymi. Znajomo¶æ zarz±dzania edukacj± u m³odego rektora bierze siê st±d, ¿e prodziekanami s± studenci starszych lat studiów. Przygl±daj± siê oni pracy dojrza³ych dziekanów i æwicz± siê w dobrym rz±dzeniu. W senacie dominuj± m³odsi pracownicy naukowi i studenci. W koñcu to oni w najwiêkszym stopniu ponosz± skutki strukturalnego niedostosowania uczelni i jej otoczenia. Do senatu dopuszcza siê tak¿e pracowników z habilitacjami. Wszak obowi±zuje zasada niedyskryminowania establishmentu i spo¿ytkowania m±dro¶ci.
Jak wiemy, dotychczas programy dydaktyczne i badawcze uk³ada uczelniana starszyzna. Jednak establishment nie ponosi konsekwencji ich stosowania. W mojej bajce równie¿ o tych programach wspó³decyduj± studenci. Zatrudnia siê ich przy badaniach. Wybieraj± przedmioty i uk³adaj± tok studiów. Studiuj± to, czego potrzebuj± i tyle, ile potrzebuj±. Je¶li trzeba, to wracaj± bez przeszkód formalnych na uczelniê i douczaj± siê. Cykle kszta³cenia s± podporz±dkowane g³ównie ich potrzebom. Unika siê zasad, które sprawdzaj± siê przy ta¶mie produkcyjnej czy w instytucjach totalitarnych.
W uczelni buduje siê elastyczne struktury organizacyjne, dostosowane do okoliczno¶ci ¿yciowych studentów, na przyk³ad pracuj±cych i sprawuj±cych opiekê nad dzieæmi b±d¼ innymi cz³onkami rodziny. Nowoczesne technologie informatyczne i medialne usprawniaj± prace dziekanatów, umo¿liwiaj± uczenie na odleg³o¶æ i odbywanie telekonferencji.
Podstawowy okres studiowania wyznaczony jest bonem edukacyjnym, który mo¿na prolongowaæ osobom wybitnie pracowitym i dokumentuj±cym osi±gniêcia na nastêpne studia licencjackie lub magisterskie. Na tre¶ci nauczania i nabywane kompetencje w wiêkszym stopniu wp³ywaj± „odbiorcy” absolwenta, czyli gospodarka, administracja, o¶wiata czy sfera kultury ni¿ struktury urzêdnicze w uczelniach i w centrum. Uwzglêdnia siê kryteria decyduj±ce o mo¿no¶ci studiowania za granic± i przyjmowaniu studentów zagranicznych. W tym celu wspiera siê samokszta³cenie swoich pracowników.
Skoñczy³a siê tak¿e epoka nudz±cych siê prymusów oraz niepoprawnych leni. Ambitni i przygotowani studenci æwicz± siê w prowadzeniu zajêæ, wyrêczaj±c wyk³adowców. Pomagaj± pracownikom w przygotowaniu prowadzenia zajêæ i badañ. Wspó³pracuj± przy uk³adaniu programów dydaktycznych.
Pracownicy naukowi w wiêkszym stopniu kieruj± samokszta³ceniem studentów. Wiêcej czasu po¶wiêcaj± studentom na konsultacjach, seminariach oraz przygotowuj±c materia³y do nauczania na odleg³o¶æ. Daj± siê poznaæ jako m±drzy wychowawcy. Uczelnia wspiera pracowników w osi±ganiu tego, czego od nich wymaga.
W uczelni koñczy siê pob³a¿anie dla obiboków, którzy chcieliby sobie urozmaiciæ m³odo¶æ na koszt podatnika. Czas studiów magisterskich skraca siê do dziewiêciu semestrów. Zaoszczêdzony semestr po¶wiêca siê miêdzy innymi na budowê nowych programów i dokszta³canie pracowników. Zmniejsza siê ich obci±¿enie, gdy¿ dobrze zarz±dzane uczelnie staæ na zmniejszenie grup æwiczeniowych i konwersatoryjnych do piêtnastu osób. Wyegzekwowali to sami studenci.
Popularne sta³y siê równoleg³e studia na dwóch kierunkach. Dziêki temu studenci nie nudz± siê po drugim roku i najpó¼niej od trzeciego roku zdobywaj± drugi zawód. Jest to ¶cie¿ka popularna w¶ród licencjatów, którzy zdobywaj± dwa dyplomy w ci±gu piêciu lat studiów zawodowych. To okazuje siê lepsze ni¿ jedno nietrafione magisterium.
Moja bajka trzyma siê ziemi, gdy¿ na wniosek studentów zatrudnia siê nagminnie specjalistów bez cenzusu naukowego. O ile dawniej wiêkszo¶æ pracowników by³a zatrudniona na etacie, to obecnie preferuje siê zatrudnianie na umowy. Dziêki pracownikom kontraktowym (w tym specjalistom z praktyk±), maleje obci±¿enie pracowników etatowych. Po¶wiêcaj± oni wiêcej czasu dydaktyce, opiece naukowej oraz koordynacji pracy pracowników najemnych. S± przy tym wspierani przez studentów starszych lat. Ci ostatni zarabiaj± na siebie pe³ni±c funkcje administracyjne i pomocnicze funkcje dydaktyczne. To oni dbaj± o dobre kontakty z potencjalnymi pracodawcami i stowarzyszeniami absolwentów.
W mojej bajce pomy¶lnie za³atwiono problem finansowania studiów. Studenci mniej zamo¿ni p³ac± za swoje studia bonem edukacyjnym. Wielu otrzymuje stypendia od przysz³ych zak³adów pracy, z którymi zawarli umowy przedwstêpne. Pracuj± w tych firmach przez miesi±c w okresie urlopowym, dziêki czemu za³ogi mog± odpocz±æ. Resztê d³ugu odrabiaj± po studiach.
Fiskus idzie obu stronom na rêkê i stosuje niewielk± stawkê podatku od wynagrodzeñ wyp³acanych studentom. Dziêki pomys³owo¶ci studentów kwitn± us³ugi do niedawna nieznane lub zaniedbane. Dodajmy, ¿e popularne s± wakacyjne wyjazdy zarobkowe do zamo¿nych krajów.
Wybitni i pracowici studenci korzystaj± ze stypendiów wyp³acanych ze ¶rodków wypracowanych w uczelni. Stypendia s± zwrotne. Odpracowuje siê je w uczelni. Stanowiska pracy do odrabiania stypendiów i zarabiania utworzone s± w sto³ówce, bibliotece, dziekanatach, w portierni, zak³adzie poligraficznym, w transporcie, mediach, przy produkcji pomocy naukowych i utrzymywaniu czysto¶ci itd.
Nowo¶ci± jest fundowanie stypendiów przez fundusze emerytalne. Inwestuj± one w swoj± przysz³± podporê. Mo¿ni sponsorzy dbaj± o warunki zdrowotne stypendystów, a wiêc rozwijaj± bazê sportowo-rekreacyjn± w uczelni (my¶l do tego akapitu podsunê³a mi zainteresowana studentka U£, pani J. G.).
Jeszcze podczas studiów poznaje siê ¼ród³a bogactwa narodów. Zarabianie w uczelni i odrabianie stypendium maj± b³ogos³awione skutki dla poszanowania mienia i oszczêdnego u¿ytkowania mediów. Daje o sobie znaæ niewidzialna rêka Adama Smitha.
Dobrze uk³ada siê zasilanie finansowe szkó³ wy¿szych. Zarz±dzany przez studentów uniwersytet stara siê o zasilanie finansowe, rzeczowe oraz o organizacyjne know-how z gospodarki. Studiuj±cym zale¿y na tym, by uniezale¿niæ siê od regulacji centralnych. Kiedy ju¿ sami wystêpuj± jako pracodawcy i donatorzy, wymagaj± dostosowania nauczania i badañ w szko³ach wy¿szych do zapotrzebowania swoich firm.
Mecenasem uczelni jest w coraz wiêkszym stopniu gospodarka i instytucje niebiznesowe. Ludzie biznesu wiedz± ju¿, ¿e je¶li nie dadz± pieniêdzy na uczelnie, to one nie dostarcz± wykwalifikowanych pracowników.
Tu¿ przed wej¶ciem mojej bajki w ¿ycie zredukowano podatki i zachêcono przedsiêbiorstwa do sponsorowania szkolnictwa. Dziêki temu, ¿e strumieñ pieniêdzy z podatków przechodzi poza kontrol± administracji centralnej, udaje siê zmniejszyæ obci±¿enia podatkowe donatorów (osób fizycznych i firm). Jednym i drugim prawo gwarantuje swobodê dokonywania zapisów na rzecz uczelni oraz przekazywania czê¶ci podatków na uczelnie, niezale¿nie od typu ich w³asno¶ci. Te przywileje nasze centrum mog³oby oczywi¶cie wspania³omy¶lnie rozszerzyæ. Przecie¿ deklaruje wizjê spo³eczeñstwa obywatelskiego, otwartego, ucz±cego siê.
W uczelniach dzia³a spó³dzielczo¶æ pracy. M³odzi specjali¶ci æwicz± siê przy pomocy opiekunów w wykonywaniu prac zleconych. Rodzi siê wspólnota losu i wiê¼ miêdzypokoleniowa. W gestii studentów znajduj± siê sprawy wynagrodzeñ pracowniczych oraz stypendiów. Przy obsadzaniu stanowisk licz± siê oceny okresowe otrzymywane przez pracowników. Dotyczy to tak¿e personelu administracyjnego. Z uczelni znikaj± nieu¿yteczne i niepoprawne bufony. Chêtni do doskonalenia korzystaj± ze wsparcia doradców ró¿nych specjalno¶ci.
O naborze pracowników do dydaktyki wspó³decyduj± w moim bajkowym uniwersytecie studenci. Wiedz±, ¿e je¶li wybior± ¼le, to tego po¿a³uj±. Nie op³aci siê im wybieraæ na przyk³ad pracowników ³atwych w obej¶ciu, przyjemnych czy doskona³ych g³ównie w sztuce autoprezentacji. Prawdopodobnie zaczn± stawiaæ na wymagaj±cych i kompetentnych, bo po co fundowaæ sobie ³atwe, lecz nieprzydatne studia? Uprawnienie do zatrudniania personelu przy udziale samorz±du studenckiego jest zagwarantowane ustawowo oraz zakotwiczone w regulaminach szkó³. Sprawiedliwo¶ci staje siê zado¶æ: studenci wspó³rz±dz±, gdy¿ pokrywaj± znaczn± czê¶æ kosztów swojego studium. Zmuszeni do odpowiedzialno¶ci - ucz± siê egzekwowaæ j± od uczelni. Na tym jednak bajka siê nie koñczy. Studenci uk³adaj± tak¿e statuty i regulaminy. Æwicz± odpowiedzialno¶æ buduj±c programy dydaktyczne i badawcze, poszukuj± te¿ adekwatnych rozwi±zañ organizacyjnych. Praktykuj± zasadê learning by doing at home.
W dyskusji o szkolnictwie wy¿szym praktycznie pomija siê sprawê optymalnego wykorzystania tych pracowników, którym nie w g³owie ani habilitacja, ani nawet doktoraty. I to nie dlatego, aby brak³o im zdolno¶ci, lecz z racji upodobañ, temperamentu i okoliczno¶ci ¿yciowych. Chodzi o osoby, których pasj± jest byæ znakomitym wyk³adowc± lub asystentem. Obecnie s± oni przymuszani do pokonywania szczebli kariery niezale¿nie od talentów i w oderwaniu od okoliczno¶ci ¿yciowych. W mojej bajce powinni oni móc pozostaæ tam, gdzie chc±, pod warunkiem, ¿e doskonal± siê, s± twórczy i spe³niaj± wymogi zg³oszone przez g³ównych zainteresowanych, czyli studentów, a nie przez administracyjny establishment.
Zgodnie ze sztuk± zarz±dzania zasobami ludzkimi, osoby preferuj±ce kariery poziome, jako nastêpstwo rozwoju osobistego, otrzymuj± silne wsparcie organizacyjne. Dziêki niemu znajduj± swoje miejsce i stanowi± cenny kapita³ w swoich instytucjach. Nie grozi im wepchniêcie na ¶cie¿kê wiod±c± do utkniêcia na szczycie niekompetencji.
W ramach polityki kadrowej mie¶ci siê ocena dydaktyki dokonywana co semestr przez studentów. Ocena nie jest podstaw± wyroku, lecz cenn± wskazówk± dla doskonalenia siê pracownika, ulepszenia procedur i struktur. Zak³adamy, ¿e do takiej orientacji wymagane jest zdrowie psychiczne i kompetencja moralna. Postulat ten mo¿e budziæ sprzeciw psychopatów i cyników.
Pracownik ma sposobno¶æ ocenienia swojego szefa i prze³o¿onych wy¿szego szczebla oraz warunków pracy i obs³ugi administracyjnej. Du¿± rangê ma praca wychowawcza ze studentami. Wobec zwiastunów „fali” w uczelniach, przeciwdzia³a siê jej za pomoc± skoordynowanych dzia³añ. Czê¶æ tej fali, a przynajmniej brudnej piany, wytwarzaj± sami pracownicy.
W mojej bajce próbowa³em udzieliæ sobie odpowiedzi na podstawowe pytania: dla kogo uczelnia? jak ma byæ urz±dzona? jak± rolê maj± odgrywaæ w niej poszczególne grupy i kategorie zawodowe? Na co liczê, ods³aniaj±c swoj± hierarchiê warto¶ci? Oczywi¶cie nie na reprymendê, lecz na odzew ze strony ludzi odwa¿nych, rozwa¿nych, dobrej woli i m³odych duchem. Chcia³bym us³yszeæ o ich pomys³ach na uczelniê, w której chcia³oby siê studiowaæ i pracowaæ. Byæ mo¿e z kolektywnego uk³adania bajki wynikn± zmiany. Trzeba odwagi, aby odrzuciæ mistyfikacje, które sprawiaj±, ¿e wyobcowujemy siê w panuj±cych strukturach, pracujemy w z³ych warunkach i niezbyt efektywnie.
Szansa pojawia siê w otwarciu na kooperacyjne wspó³zawodnictwo z Europ±. Zwiêksza ono swobodê, ale nie usuwa bariery narzuconej przez biurokratyczne centralne zarz±dzanie. Znawcy zagadnienia pisz±, ¿e jest ono mocno zakorzenione w ideologii nadwi¶lañskiego etatyzmu przenikniêtego socjalizmem. Nie jest pewne, czy dobrze nam pos³u¿y etatyzm brukselski. Na razie zachêca siê nas do zg³aszania projektów do Narodowego Planu Rozwoju na lata 2007-14. We¼my polityków za s³owo, ¿e licz± siê odwa¿ne i przemy¶lane inicjatywy. Zafundujmy sobie rewolucjê, a nie grzeczne poprawki w niewydolnym i ja³owym systemie.
Jest okazja do zbudowania dobrej narodowej marki poprzez postawienie na edukacjê i badania. Szkolnictwo i badania jako produkt sztandarowy, to dobre uzupe³nienie innych sk³adowych naszej nowoczesnej to¿samo¶ci. Nie gorsze ni¿ ¿ubrówka, muzyka Chopina, uzbrojenie czy zdrowa ¿ywno¶æ. Zaproszeni guru (jak Wally Olins) ka¿± nam budowaæ now± to¿samo¶æ w nawi±zaniu do chlubnych tradycji. Nic mi nie przychodzi na my¶l z dorobku PRL, ale za wzór mog³aby s³u¿yæ determinacja i jako¶æ pracy Komisji Edukacji Narodowej, a tak¿e - mutatis mutandis - budowniczych Centralnego Okrêgu Przemys³owego.
Dr Marian Chojnacki pracuje w Katedrze Socjologii Organizacji i Zarz±dzania Instytutu Socjologii Uniwersytetu £ódzkiego.