Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Polemiki

Zostawmy habilitacjê!

Nie jest tak, ¿e aby napisaæ rozprawê habilitacyjn±, zarzuca siê cenne i p³odne zainteresowania naukowe, wstrzymuje badania i pisze co¶ tam, jak±¶ „pracê na ocenê”, która niewiele ma wspólnego z zajmuj±cym postêpowaniem badawczym.
Wac³aw Lewandowski

 Fot. Stefan Ciechan ¦ledz±c dyskusjê na temat modelu kariery naukowej, sprowadzaj±c± siê do sporu, czy jej etapem ma byæ procedura habilitacyjna, czy nie, mam ochotê wznie¶æ okrzyk: „Na Boga, nie niszczmy tego, co dobre!” Bo, doprawdy, do¶æ ju¿ demagogicznych zapewnieñ, ¿e skoro w Stanach Zjednoczonych habilitacji nie ma, a nauka tam istnieje, to i u nas mo¿e istnieæ bez tej „przestarza³ej” i „skostnia³ej” procedury. Jestem przekonany, ¿e w warunkach polskich wymaganie habilitacji jest obecnie jedynym filtrem oczyszczaj±cym zbiorowo¶æ uczonych z naukowych nieudaczników, z ludzi nie do¶æ zdolnych albo nie do¶æ pracowitych, by podo³ali zadaniu ci±g³ego rozwoju naukowego. Byæ mo¿e kiedy¶, w odleg³ych ju¿ czasach, tê rolê filtruj±c± odgrywa³ doktorat, dzi¶ - coraz czê¶ciej - wobec rozpowszechnienia studiów doktoranckich, których regulaminy narzucaj± obowi±zek przygotowania rozprawy w trzy lub cztery lata, dysertacje doktorskie staj± siê, niestety, swoistym powtórzeniem pracy magisterskiej w nieco rozszerzonym wydaniu. Tak ju¿ pewnie byæ musi, ale zgoda na ten stan rzeczy oznacza, ¿e znaczenie habilitacji jest w tej chwili wiêksze ni¿ kiedykolwiek.

Jest niezwykle przykre, ¿e w tym w³a¶nie momencie obserwujemy tak intensywne dzia³ania polityczne na rzecz wycofania obowi±zku habilitacji. Podczas ostatniej sejmowej dyskusji na temat projektu nowej ustawy o szkolnictwie wy¿szym okaza³o siê, ¿e po¶ród orêdowników „modernizacji” modelu kariery naukowej prym wiod± przedstawiciele tych partii, które zwykle deklaruj± przywi±zanie do tradycji, a w programach swych odwo³uj± siê czêsto gêsto do polskich do¶wiadczeñ historycznych. Jako przyk³ad niech pos³u¿y stanowisko pos³ów centroprawicy, którzy zniesienie habilitacji uczynili warunkiem koniecznym swego poparcia projektu ustawy. Jest to tym dziwniejsze, ¿e w³a¶nie politycy tej opcji powinni mieæ ¶wiadomo¶æ, i¿ w Polsce kiedy¶ ju¿ walczono z „przestarza³±” habilitacj±, ba, nawet j± na czas jaki¶ wyrugowano, a dzia³o siê to z inspiracji sowieckiej, w latach, gdy usi³owania sowietyzacji nauki polskiej by³y najintensywniejsze. Wydawa³oby siê wiêc, ¿e w³a¶nie ci spo¶ród polityków, którzy z deklaracji antykomunizmu uczynili znak swojej politycznej to¿samo¶ci, powinni byæ najbardziej oburzeni próbami zniesienia habilitacji, a nawet powinni je nazywaæ „bolszewickim z ducha niszczeniem nauki w Polsce”. Niestety, konsekwencji my¶lowej od polityków oczekiwaæ nie sposób, co jest przykre tym wiêcej, ¿e przecie¿ to politycy w³a¶nie rw± siê do dzie³a ustawowej regulacji ¿ycia umys³owego w Polsce, skoro tak im na odmianie zasad funkcjonowania uczelni wy¿szych zale¿y.

Tendencja rewolucyjna

I rzeczywi¶cie, w sprawie habilitacji mamy obecnie do czynienia z jakim¶ je¶li nie wprost - bolszewizmem, to przynajmniej z zaciêtym zapa³em rewolucyjnym. Bo jak¿e inaczej potraktowaæ zdanie, jakie wyczyta³em w „Forum Akademickim” (3/2005), w artykule Mariana Chojnackiego Z habilitacj± i bez: „(...) kto twierdzi, ¿e habilitacja, jako pionowa ¶cie¿ka kariery, jest najwydajniejszym i do tego nieodzownym ¶rodkiem do osi±gania celów w podsystemie szkolnictwa, ten powinien to udowodniæ”. Wymowa przytoczonego twierdzenia jest typowa dla „rewolucyjnych” zwolenników wyrugowania habilitacji z polskich uczelni. Sprowadza siê do formu³y: „je¶li jeste¶ za utrzymaniem, udowodnij po¿ytki z zachowania habilitacji p³yn±ce; my i tak wiemy, ¿e zniesienie bêdzie korzystniejsze, czego udowadniaæ nie musimy”. Na usprawiedliwienie doktora Chojnackiego muszê dodaæ, ¿e nie jest on za ca³kowitym zniesieniem habilitacyjnej procedury - postuluje uruchomienie „¶cie¿ki równoleg³ej”, „bezhabilitacyjnej”, by tak powiedzieæ. Ale dla uzasadnienia konieczno¶ci postulowanej innowacji, doktor Chojnacki pos³uguje siê pseudoargumentami, popularnymi w¶ród przeciwników ca³kowitego zniesienia rygoru habilitacyjnego. S± to tezy, podane w formie twierdzeñ oczywi¶cie prawdziwych, zatem nie wymagaj±cych dowodzenia i dlatego nazywanych przez autora artyku³u „dowodami”. Tymczasem mamy do czynienia z twierdzeniami tyle¿ arbitralnymi, co i nie wytrzymuj±cymi próby rzeczywisto¶ci. ¯eby za¶ by³o bardziej demagogicznie, doktor Chojnacki stawia je poza dyskusj±, czyni±c z nich argumenty o mocy dogmatu. Przytoczmy kilka z nich.

„Habilitacja, jako g³ówne kryterium pomiaru twórczo¶ci lub przydatno¶ci jako¶ci, razi sw± jednostronno¶ci±”. - Dlaczego razi?, chcia³oby siê zapytaæ Ale pewnie pytaæ nie wolno, razi, bo razi - i ju¿! Kolejny dogmat: „Habilitacja mo¿e byæ w poszczególnych przypadkach rodzajem do¿ywotniej renty za krótkookresowy intensywny wysi³ek”. A za chwilê ten sam autor powiada, prezentuj±c kolejny „dowód”: „Dochodzi siê do tego stopnia [tj. stopnia dr. hab., WL] zbyt pó¼no”. No, je¶li zbyt pó¼no, to mo¿e „intensywny wysi³ek” habilitanta nie by³ tak bardzo „krótkookresowy”? Widzê w tym wyra¼n± sprzeczno¶æ, my¶low± niespójno¶æ, która przybra³a pozê bardzo naukowego i bardzo racjonalnego wywodu. Nie ma jednak w±tpliwo¶ci, ¿e to tylko poza, gra, podjêta przez aktora, który wie, ¿e graæ wypada i ¿e do ¿adnej konsekwencji rozumowania nie jest zobowi±zany, stoi za nim bowiem niszczycielska si³a rewolucyjnej tendencji. Szczytem demagogii jest za¶ twierdzenie, ¿e „stopieñ doktora habilitowanego, jako zasadnicze kryterium oceny dorobku i przydatno¶ci, zamyka lub powa¿nie utrudnia wykorzystanie talentów i kompetencji wielu osób”, jak i to, ¿e „habilitacja odci±ga ludzi od innych wa¿nych dla instytucji zatrudnieñ na rzecz robienia pionowej kariery”.

Proszê wybaczyæ, ale wydaje mi siê, ¿e aby napisaæ co¶ takiego, trzeba po prostu nie rozumieæ istoty obowi±zków nauczyciela akademickiego. Przecie¿ rozwój naukowy jest pierwszym, najwa¿niejszym obowi±zkiem, za którego wype³nianie uczony jest przez spo³eczeñstwo op³acany. Po drugie, bez rozwoju naukowego nikt nie ma moralnego prawa do nauczania akademickiego. Warto¶æ ma tylko dydaktyka poparta w³asnymi osi±gniêciami badawczymi wyk³adowcy. Bez tego wyk³adowca staje siê ogniwem zbêdnym, kim¶, kto powtarza studentom podrêczniki, z jakimi mogliby siê zapoznaæ bez jego po¶rednictwa. Miêdzy bajki w³o¿yæ nale¿y opowie¶ci o takich, którzy wprawdzie s± nieporadni naukowo, za to bywaj± „¶wietnymi dydaktykami”. Nauczyciel akademicki bez w³asnych osi±gniêæ naukowych jest tak samo nie do pomy¶lenia, jak samochód, który bêdzie jecha³ nie zasilany benzyn±. I wreszcie - od jakich to zatrudnieñ ma uczonego „odci±gaæ” habilitacja? Przecie¿ dla systematycznie pracuj±cego badawczo cz³owieka jest to kolejny, niemal „naturalny” etap kariery - konsekwencja pracy, która go pasjonuje. Nie jest tak, ¿e aby napisaæ rozprawê habilitacyjn± zarzuca siê cenne i p³odne zainteresowania naukowe, wstrzymuje badania i pisze co¶ tam, jak±¶ „pracê na ocenê”, która niewiele ma wspólnego z zajmuj±cym postêpowaniem badawczym. Wrêcz przeciwnie - rozprawa habilitacyjna powstaje w wyniku owego postêpowania, jest jego produktem. Od niczego po¿ytecznego nie odci±ga, niczego nie przerywa ani nie opó¼nia.

Nie warto i nie wolno

Wszystko, o czym by³a mowa do tej pory, nie jest tym, co mnie najbardziej w artykule Mariana Chojnackiego oburza. Najbardziej oburzaj±ce jest twierdzenie, ¿e „obrona habilitacji”, walka o jej utrzymanie jest obron± „korporacyjnych interesów” profesorów. Jest to sugestia brzydka, w³a¶ciwie pomówienie, niestety bardzo czêsto powtarzane przez „antyhabilitacyjnych rewolucjonistów”. ¦ledzê od lat kilkunastu wydarzenia naukowe z dziedziny, której siê po¶wiêci³em i - doprawdy - nie przypominam sobie ani jednego przypadku odrzucenia warto¶ciowego, cennego i oryginalnego dorobku naukowego habilitanta. Znam natomiast przypadki odrzucania prac chybionych, nieoryginalnych, zaliczaj±cych siê do „naukowej grafomanii”. I nie mam na my¶li wy³±cznie dzia³añ Centralnej Komisji, lecz przede wszystkim dzia³ania tych „korporacyjnych” zbiorowo¶ci, jakimi s± rady wydzia³u jednostek uprawnionych do przeprowadzania habilitacji. Nie wiem, mo¿e doktor Chojnacki ma inne do¶wiadczenia, ja za¶ twierdzê, ¿e ten system dzia³a, funkcjonuje po¿ytecznie i niszczenie go bêdzie niszczeniem nauki polskiej. Je¿eli za¶ profesorowie tak „broni± korporacyjnych interesów”, jak sugeruje to doktor Chojnacki, dlaczego wychowuj± uczniów, po¶wiêcaj± im czas i si³y? Chyba nie po to, by uczniowie ci nigdy nie zostali do „kasty” profesorskiej przyjêci? By³oby to przecie¿ dzia³anie schizofreniczne.

Mamy w Polsce sprawnie dzia³aj±cy system zobiektywizowanej oceny dorobku naukowego. Zasadza siê on na procedurze habilitacji. I w³a¶nie teraz mamy go niszczyæ? W imiê czego? W interesie grupy s³abiutkich kadrowo, komercyjnych szkó³, które pragn± zyskaæ mo¿liwo¶æ awansowania swoich adiunktów na profesorów, by stwarzaæ wra¿enie, ¿e s± równie mocno nasycone kadr± profesorsk± jak najlepsze z uniwersytetów? Jednym s³owem - w interesie rynkowym niektórych s³abych szkó³ mamy zepsuæ uczelnie dobre? Zast±piæ obiektywne kryteria awansu naukowego kolektywnymi sympatiami, „kolesiostwem” czy nepotyzmem? Warto? Jestem przekonany, ¿e nie warto i nie wolno.

Ca³a sytuacja jest jednak trochê z Mro¿ka, na wskro¶ groteskowa. W Sejmie pad³y s³owa, ¿e projektu nowej ustawy nie mo¿na poprzeæ, bo powsta³ on w wyniku konsultacji Prezydenta RP z „grup± rektorów”. Chcia³oby siê zapytaæ, a z kim¿e mia³ byæ ten projekt konsultowany? Z kó³kami rolniczymi (z ca³ym dla nich szacunkiem)?

Oracje przeciwko habilitacji robi± wra¿enie tragifarsy. Rzecz w tym jednak, ¿e gdyby przynios³y skutek, mo¿emy przekonaæ siê, i¿ to, co zapowiada³o siê na tragifarsê, by³o jednak wstêpem do tragedii. Oby nie by³o to nam dane.

Dr Wac³aw Lewandowski, historyk literatury, adiunkt Akademii Bydgoskiej im. Kazimierza Wielkiego.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje