Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Recenzje


Kres i bezkres nauki

Cz³owieku pocz±tku XXI wieku, ile rewolucyjnych odkryæ jeszcze przed tob±? Który szczebel zajmujesz na drabinie postêpu? Dok±d zmierza nauka, na jakim jest obecnie etapie? - to sta³e motywy przewijaj±ce siê w ksi±¿ce Barrowa.

Dzie³o jest dalekie od nu¿±cych podrêczników fizyki, naszpikowanych ¿mudnymi wywodami, zra¿aj±cymi sw± zawi³o¶ci±. Nie jest ono bowiem beznamiêtnym wypisem praw i prawd, regu³ i twierdzeñ, ale ekscytuj±c± opowie¶ci± o rzeczywisto¶ci pozornie dobrze nam znanej. Pozornie, bo faktycznie niewiele wiadomo na pewno. W ka¿dym razie nie tak wiele, jak pragnêliby wiedzieæ ludzie nauki. Hamulcem s± dla nich nie tylko ograniczenia finansowe, ale przede wszystkim u³omno¶æ wpisana w naturê cz³owieczeñstwa, nie pozwalaj±ca na wyjrzenie poza intryguj±ce horyzonty. Granice poznania wszech¶wiata s± sol± w oku fizyków, matematyków, astronomów, a zw³aszcza kosmologów. Niemo¿no¶æ ich przekroczenia ju¿ w XIX wieku sta³a siê przyczyn± g³oszenia przes³anek o kresie nauki w ogóle. Do dzi¶ fascynuj±cy, bêd±cy naj¶mielszym wyzwaniem wszech¶wiat pozosta³ niezbadany. Niemo¿liwe jest ustalenie tego, czy kiedykolwiek mia³ swój pocz±tek, czy jest skoñczony, otwarty czy zamkniêty. Wed³ug Barrowa, najprawdopodobniej ¿yjemy w rozszerzaj±cym siê b±blu, nie mog±c dociec, czy za jego horyzontem istnieje nieskoñczony wszech¶wiat. Co wiêcej, nale¿y tak¿e bezpowrotnie po¿egnaæ siê z my¶l± o poznaniu innych ¶wiatów.

Przemieszczanie siê w czasie, by zapobiec wydarzeniom, które rozegra³y siê w przesz³o¶ci, a mia³y niepo¿±dane nastêpstwa, lub podró¿ w przesz³o¶æ, by zabiæ swego przodka - to „paradoks dziadka”, któremu Barrow po¶wiêca wiele uwagi. Poza tym opisuje paradoksy k³amcy, kumuluj±cej siê audiencji, paradoks wzrokowy czy lingwistyczny, prowadz±c zajmuj±ce rozwa¿ania, zmuszaj±c czytelnika do zastanowienia siê nad kwestiami, których, byæ mo¿e, sam nigdy by nie podj±³. Niejednokrotnie s± to bowiem wydarzenia i zjawiska tak banalne, ¿e wydawa³yby siê niegodne bli¿szego poznania. Autor z pasj± wykazuje, ¿e jest przeciwnie.

„Ile odkryæ jest jeszcze przed nami? Czy postêp techniczny jest nieunikniony (albo zawsze po¿±dany)? Czy nauka zawsze powoduje w³asny zgon? Czy Gödel utrudnia fizykê?” Oto jedynie wybrane podrozdzia³y z blisko siedemdziesiêciu oferowanych przez wybitnego kosmologa i astronoma. Co budzi podziw, ka¿dy z nich poprzedzony jest celnym aforyzmem b±d¼ cytatem, harmonijnie wspó³graj±cym z tre¶ci±.

Imponuj±cy jest dobór niekonwencjonalnych ¶rodków, jakimi pos³uguje siê autor, zmierzaj±c do wyja¶nienia skomplikowanych kosmologicznych, astronomicznych czy fizycznych problemów. Opisuj±c dzieje danego zjawiska, nie poprzestaje na nakre¶leniu jego rozleg³ego rysu historycznego. Dodatkowo obrazuje swój wywód scenami wyjêtymi z mitów greckich, tudzie¿ tradycji judeochrze¶cijañskiej, siêga do pism staro¿ytnych i pó¼niejszych my¶licieli. Na kartach jednej ksi±¿ki zagadnienia dotycz±ce antygrawitacji, inteligencji pozaziemskiej, podró¿y w czasie czy Teorii Wszystkiego przeplataj± siê z nazwiskami Diderota, Nietzschego, Borgesa czy Spinozy. Wszystko to uk³ada siê w kompozycjê dalek± od chaosu, spójn± i przekonuj±c±. To swoi¶cie erudycyjny popis, raczej oscyluj±cy w granicach eseju ni¿ dzie³a stricte popularnonaukowego. Niemo¿liwe, by kogo¶ nie zainteresowa³ ten bezkres naukowych i pisarskich mo¿liwo¶ci.

Anna Zieliñska

John D. Barrow, Kres mo¿liwo¶ci? Granice poznania i poznanie granic, t³um. Hanna Turczyn-Zalewska, Wydawnictwo prószyñski i S-ka, Warszawa 2005, seria: Na ¦cie¿kach Nauki.

Jak dosz³o do tego, ¿e E=mc2?

Na ksiêgarskich pó³kach roi siê od biografii bardziej lub mniej znanych postaci. Bodanisowi przysz³o na my¶l, by napisaæ biografiê... równania. Najs³ynniejszego na ¶wiecie, dodajmy.

Dlaczego akurat biografiê? Historia równania, które od momentu zdefiniowania ¿yje niejako swoim ¿yciem, to powik³ane nierzadko losy wielu naukowców. Faraday, Maxwell, Roemer i jeszcze wielu innych, niekoniecznie bezpo¶rednio, do³o¿y³o swoj± cegie³kê do odkrycia Einsteina. Niemiecki fizyk mia³ w zasadzie naj³atwiejsze zadanie - po³±czyæ to wszystko w ca³o¶æ. Ale, jak wynika z opowie¶ci Bodanisa, dotarcie do istoty równania nie by³o wcale takie proste.

Poza wszystkim autor stosuje te¿ schemat, jakim zwyk³o siê pisaæ biografiê. Rozpoczyna od „narodzin”, wyja¶niaj±c znaczenie i pochodzenie ka¿dego elementu równania, nie pomijaj±c wydawa³oby siê b³ahych: znaku równo¶ci czy kwadratu prêdko¶ci ¶wiat³a. Pisze o „latach m³odo¶ci” rzeczonego wzoru, czyli jego rozwoju, a¿ do postaci, w jakiej pamiêta go ka¿dy uczeñ szko³y podstawowej. Koñczy swoj± opowie¶æ okresem „dojrza³o¶ci”, czyli próbami przekucia teorii w praktykê. Zjawiska opisywane równaniem E=mc2 wykorzystuje siê dzi¶ w urz±dzeniach medycznych, telewizorach, a nawet czujnikach dymu.

A jeszcze sto lat temu, gdy Einstein przedstawi³ swoje odkrycie, ca³kowicie je zignorowano. „Ludzie ¿yli bowiem w ¶wiecie, w którym masa cia³ w ruchu jest sta³a, a czas p³ynie jednostajnie”. Nikomu nie przesz³o przez my¶l, by energiê i masê uczyniæ zale¿nymi od siebie. Wszystko by³o proste, ³atwe i zgodne z matematycznymi regu³ami. Ale nie dla pracownika biura patentowego w Bernie. On widzia³ wszech¶wiat inaczej. Jego teoria przewraca³a do góry nogami panuj±cy porz±dek. Porz±dek w du¿ym stopniu ukszta³towany tyle¿ przez naukê, co i... religiê. Rewizji tych pogl±dów, co zrozumia³e, móg³ dokonaæ jedynie prawdziwy autorytet. I czy pozostaj±cy w naszych wyobra¿eniach wizerunek Einsteina z wyba³uszonymi oczyma, rozwichrzonymi w³osami i wystawionym jêzykiem, pasowa³ do tej roli? ¦wiat bywa czasem bardzo przewrotny.

Trudno zatem siê dziwiæ, ¿e pocz±tkowo rewelacje Einsteina przyjêto, oglêdnie mówi±c, z rezerw±. Tak podchodzi³ do nich te¿ sam odkrywca. Ale nie ze wzglêdu na meritum, lecz... nazwê. „Nie przepada³ za okre¶leniem teoria wzglêdno¶ci. Jego zdaniem, by³o to przyczyn± niew³a¶ciwych skojarzeñ, sugeruj±c, ¿e wszystko jest mo¿liwe, a niczego nie mo¿na przewidzieæ. Tymczasem, z teorii wzglêdno¶ci wynikaj± bardzo ¶cis³e przewidywania”.

Gdy po raz pierwszy na forum publicznym przedstawiano szczegó³y rewolucyjnej teorii, na sesjê naukow± w Londynie „New York Times” wys³a³ dziennikarza pisz±cego na co dzieñ o... golfie. Pismak niewiele zrozumia³, niejako wiêc na swoje usprawiedliwienie artyku³ opatrzy³ tytu³em Ksiêga dla dwunastu mêdrców. Tylko tylu ludzi na ca³ym ¶wiecie mo¿e j± zrozumieæ. „I choæ ¿adnej ksiêgi, czy nawet ksi±¿ki nie by³o, a wiêkszo¶æ fizyków i astronomów bez wiêkszego wysi³ku zrozumia³a istotê odkrycia, to puszczona w obieg opinia, ¿e teoria jest niezrozumia³a, pozosta³a do dzi¶”. Swoj± drog±, trzeba przyznaæ, ¿e niewiele te¿ zmieni³y siê kanony dziennikarstwa...

Dodaæ wypada, ¿e teoria, sk±din±d sensowna i logiczna, potrzebowa³a empirycznej weryfikacji. Próbowano na ró¿ne sposoby. Nawet sam Einstein, któremu zreszt± znacznie wiêcej splendoru przynios³a odkryta w 1907 roku ogólna teoria wzglêdno¶ci, nie móg³ siê spodziewaæ, ¿e powsta³y ogromnym wysi³kiem intelektualnym prosty wzór pos³u¿y ponad 30 lat pó¼niej do opisania zjawisk, po których ¶wiat nigdy nie bêdzie ju¿ taki sam.

(karma)

David Bodanis, E=mc2. Historia najs³ynniejszego równania ¶wiata, t³um. Piotr Amsterdamski, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2005, seria: Fakty i Hipotezy.

Och, Karol

Czczony jako czo³owy ideolog komunizmu Karol Marks chwali³ siê arystokratycznym pochodzeniem ¿ony i nigdy nie podj±³ sta³ej pracy. Przez politycznych przeciwników uwa¿any za potwora i despotê, wstydzi³ siê w towarzystwie kobiet u¿ywaæ dosadniejszych okre¶leñ. Biedak, który ¿yj±c za pieni±dze po¿yczane od przyjació³ i znajomych wydawa³ przyjêcia dla dorastaj±cych córek. Zagadniêty o równy dostêp do dóbr odpowiada³: „Tak, to nast±pi, ale wtedy nie powinno nas ju¿ tu byæ”. Najbardziej przera¿aj±ca i kontrowersyjna postaæ Europy, a zarazem czu³y i konserwatywny ojciec. Jaki by³ naprawdê?

Odpowied¼ na to pytanie nie jest jednoznaczna. Nie mo¿na bowiem tak barwnej postaci sprowadziæ jedynie do wizerunku „ojca ideologii d±¿±cej do wyzwolenia uciskanej klasy robotniczej” b±d¼, jak to czyniono po drugiej stronie barykady, wcielonego z³a. Oba te wizerunki nie tylko s± nieprawdziwe i tendencyjne, ale jednocze¶nie pozbawiaj± go cz³owieczeñstwa. A tê w³a¶nie cechê uchwyci³ w swojej biografii Wheen. Jego Marks nie jest tylko ideologiem, który ca³y wolny czas po¶wiêca swoim dzie³om maj±cym zmieniæ ¶wiat (niezale¿nie od tego, czy wielbiono go, czy potêpiano, tak w³a¶nie by³ przedstawiany w wiêkszo¶ci dotychczasowych biografii). Jest cz³owiekiem, który ma jak najbardziej trywialne problemy: sk±d wzi±æ pieni±dze na zap³acenie czynszu i rachunku u piekarza, jak pozbyæ siê wrzodów utrudniaj±cych siedzenie przy biurku, czy wreszcie - jak sk³oniæ Engelsa do udzielenia kolejnej, jak zwykle bezzwrotnej, po¿yczki.

Marks urodzi³ siê w Trewirze w rodzinie ¿ydowskiej, ale za ¯yda nigdy siê nie uwa¿a³. Ju¿ w wieku 17 lat zadziwi³ otoczenie ¶mia³± prac± maturaln±, w której twierdzi³, ¿e dobro ludzko¶ci osi±gn±æ mo¿na przez doskona³o¶æ jednostki. Pomimo pragnieñ rodziców nie skoñczy³ prawa, bardziej interesowa³a go filozofia. Wielbi³ Szekspira, Sterne.a i Goethego, sam te¿ próbowa³ si³ w literaturze. Zakochany w starszej o cztery lata baronównie von Westphalen, zdoby³ nie tylko jej serce i rêkê, ale i, co by³o du¿o trudniejsze, b³ogos³awieñstwo oraz... pieni±dze jej rodziców. Wspó³pracowa³ z kilkunastoma gazetami, z których niewiele ukazywa³o siê d³u¿ej ni¿ kilka miesiêcy. Niemile widziany we Francji, Holandii i Prusach, w Anglii, pomimo ostrze¿eñ pruskich szpiegów, stale lekcewa¿ony przez w³adze jako ma³o niebezpieczny, bo jak stwierdzi³a angielska policja: „mówienie o miêdzynarodowym buncie robotników, to nie dowód chêci obalenia królowej”. Uwielbia³ wyzywaæ na pojedynki, ale tylko tych, o których wiedzia³, ¿e wyzwania nie przyjm±. Czu³y ojciec, który umia³ z dzieæmi rozmawiaæ i ¶wietnie s³u¿y³ im w zabawach za wierzchowca, ale nie umia³ zdobyæ pieniêdzy na ich utrzymanie. Marnowa³ czas i talent na polemiki z dziennikarzami, a jednocze¶nie przez ca³e ¿ycie nie przesta³ byæ wielkim teoretykiem komunizmu.

„Widmo kr±¿y po Europie - widmo komunizmu” - tak zaczyna siê jedna z najbardziej znanych prac Karola Marksa - Manifest Partii Komunistycznej. Zdanie to, podobnie jak pochodz±ce z Przyczynku do krytyki heglowskiej filozofii prawa twierdzenie, ¿e „religia jest opium ludu”, jest jednym z najczê¶ciej cytowanych i... najbardziej wypaczanych hase³ w historii ludzko¶ci. W swoim Kapitale Marks przepowiedzia³ istnienie wielkich korporacji, takich jak Microsoft. Geniusz filozofii i ekonomii, nie radzi³ sobie jednak z gospodarowaniem zasobami pieniê¿nymi w³asnej rodziny. Marks - cz³owiek, którego po lekturze biografii Wheena daje siê zwyczajnie lubiæ.

Anna Matraszek

Francis Wheen, Karol Marks. Biografia, t³um. Dominika Cie¶lak, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005, seria: Fortuna i Fatum.

„Zaciekawiony” jezuita

Wiemy, kim by³ Jan Heweliusz, Wilhelm G. Leibniz, Athanazy Kircher, ale niewielu Polaków s³ysza³o o Adamie Adamandym Kochañskim. Jego nazwisko znane jest lepiej na Zachodzie, g³ównie jako matematyka, filozofa i konstruktora zegarów. Ale to nie wszystkie dziedziny zainteresowañ polskiego uczonego; gdy czyta³am ksi±¿kê ks. Lisiaka, w pewnym momencie pomy¶la³am, ¿e autor chyba przesadzi³ z liczb± opisów dziedzin nauki, którymi siê Kochañski zajmowa³ (oprócz wymienionych wcze¶niej): astronomia, nauki techniczne, alchemia, jêzykoznawstwo, historia, geografia, estetyka, prawo natury i etyka, chemia, geologia... Nawet wiersze pisa³! Nie za du¿o, jak na jednego cz³owieka? Ale rzeczywi¶cie, Kochañski by³ prawdziwym cz³owiekiem renesansu. Doskonale widaæ to w korespondencji z innymi uczonymi, która jest najpe³niejszym ¼ród³em wiedzy o jego dzia³alno¶ci.

Nie wyda³ zbyt wielu prac naukowych, ci±gle je udoskonala³ i liczy³ na pe³niejsze wyja¶nienie problemów, którymi siê zajmowa³. D±¿y³ do udoskonalenia mechanizmu zegara, pracowa³ nad konstrukcj± perpetuum mobile, tworzy³ kwadraty i sze¶ciany magiczne, szuka³ dowodu na ruch Ziemi i poznawa³ kulturê Chin. Tylko teologi±, jak na jezuitê, niewiele siê zajmowa³. Uwa¿a³, ¿e nauka nie powinna nosiæ znamion religijnych. Korespondowa³ g³ównie z protestantami: Leibnizem, Andreasem Müllerem, Heweliuszem i Kirchem. Autor ksi±¿ki zwraca uwagê, ¿e w korespondencji tej nie ma polemiki religijnej, ataków czy dumy z w³asnego wyznania. Tylko w jednym li¶cie do Heweliusza potêpi³ Lutra i Kalwina jako „antychrystów”, a po¿ar domu Heweliusza okre¶li³ jako specjalne upomnienie od Boga.

Inni jezuici krytykowali go czêsto za uchylanie siê od kazañ i pracy duszpasterskiej. Dla niego wa¿niejsza by³a nauka. Pocz±tkowo pracowa³ w Pradze, gdzie mia³ najlepsze warunki do rozwijania swoich zainteresowañ, ale (mimo jego starañ, by zmieniæ decyzjê prze³o¿onych) przeniesiono go najpierw do O³omuñca, a potem do Wroc³awia. Na pro¶bê Jana III Sobieskiego trafi³ w koñcu na dwór królewski, gdzie kszta³ci³ najstarszego ksiêcia, Jakuba. Znany jest jako nadworny matematyk i, z racji dbania o powiêkszanie królewskiego zbioru ksi±¿ek, bibliotekarz króla. Kochañski mia³ du¿y wk³ad w opracowanie wielu elementów artystycznego wyposa¿enia pa³acu w Wilanowie - s³u¿y³ swoj± wiedz± o symbolice, emblematyce, ikonografii i mitologii, znajomo¶ci± w³oskich i czeskich pa³aców ksi±¿êcych i cesarskich.

Ks. Lisiak w jednym z rozdzia³ów ksi±¿ki opisuje Kochañskiego jako „zaciekawionego” filozofa. Zalicza go do przedstawicieli tzw. nurtu philosophia curiosa - filozofii zajmuj±cej, interesuj±cej, dociekliwej - ciekawej. Zdaniem autora, poszukiwanie przyczyn by³o przewodni± my¶l± dociekañ i badañ Kochañskiego, a s³owo curiosis bardzo czêsto powtarza³o siê w listach i pracach jezuity.

Ksi±¿ka jednak nie jest tylko biografi± Adama Kochañskiego, to równie¿, jak zaznaczono w tytule, studium z dziejów filozofii i nauki czasów, w których ¿y³ uczony. Opisuj±c kolejne dziedziny, którymi zajmowa³ siê Kochañski, autor przedstawia stan wiedzy na ich temat, a tak¿e krótkie biografie innych uczonych baroku, z którymi zetkn±³ siê jezuita. Szkoda, ¿e w ksi±¿ce jest ma³o przet³umaczonych z ³aciny listów, korespondencja jest najczê¶ciej tylko omawiana. Ale rozumiem, ¿e chc±c wszystko cytowaæ, autor musia³by wydaæ kilka tomów. A listy opublikowane s± w oddzielnych pracach.

JZJ

Bogdan Lisiak, Adam Adamandy Kochañski (1631-1700). Studium z dziejów filozofii i nauki w Polsce XVII wieku, wyd. wam, wy¿sza szko³a filozoficzno-pedagogiczna „Ignatianum”, Kraków 2005, seria: Studia i Materia³y do Dziejów Jezuitów Polskich.

Nadzieja polskiej motoryzacji

Czy ksi±¿ka po¶wiêcona produkowanemu w latach 1953-83 popularnemu samochodowi syrena mo¿e zainteresowaæ kogo¶ wiêcej ni¿ tylko historyka techniki czy przemys³u? Zapewne wdziêcznymi odbiorcami oka¿± siê tak¿e entuzja¶ci, uczestnicy zlotów, rajdów i posiadacze tego „kultowego” samochodu z okresu PRL, niezra¿eni bynajmniej faktem, ¿e w gruncie rzeczy s± w³a¶cicielami gigantycznej skarbonki. Takim zapaleñcom ksi±¿kê tê mo¿na ¶mia³o poleciæ, daæ w prezencie albo po prostu oddaæ, je¶li na skutek niejasnego zbiegu okoliczno¶ci znalaz³a siê na naszej pó³ce. To znaczy na pó³ce tych wszystkich, którzy na brzmienie s³owa „syrena” (nie daj Bo¿e „syrena sport”, ponoæ najwiêksza legenda polskiej motoryzacji, ale i stracona nadzieja na „motoryzacyjn± potêgê nad Wis³±”) potrafi± okazaæ wzglêdny spokój, a nawet lekkie zobojêtnienie.

Niemniej jednak motoryzacja i jej upowszechnianie siê w Polsce prawdopodobnie bêd± stanowi³y fascynuj±cy temat dla hobbysty czy historyka dziejów spo³ecznych. Mórawski pisze we wstêpie, ¿e wybór syreny nie by³ przypadkowy. W grê przecie¿ mog³y wchodziæ takie samochody jak warszawa, fiat 125 p i polonez, produkowane równie¿ w okresie Peerelu. Jednak te pojazdy by³y samochodami klasy wy¿szej i na ówczesne czasy stanowi³y niew±tpliwy luksus dla nielicznych. Do samochodów popularnych mo¿na by³o zaliczyæ dwa: syrenê i fiata 126 p. Ale zrozumienie fenomenu „malucha”, zdaniem autora, nie jest mo¿liwe bez uprzedniej analizy czasów wcze¶niejszych, a zatem czasów okresu dominacji syrenki i ca³ej historii tego samochodu, któr± rzeczywi¶cie, i to do¶æ dok³adnie, poznajemy podczas lektury ksi±¿ki.

Po zakoñczeniu wojny jedynymi samochodami osobowymi na ziemiach polskich by³y pojazdy poniemieckie, ewentualnie pochodz±ce z demobilu armii alianckich. Nie by³o zatem specjalnie w czym wybieraæ, a ponadto zdecydowana wiêkszo¶æ tych samochodów i tak trafia³a do pañstwowych urzêdów, partii i ró¿nych instytucji publicznych. W systemie socjalistycznym g³ównym celem i zadaniem planowanego postêpu technicznego mia³o byæ upowszechnienie najnowszych osi±gniêæ cywilizacyjnych w¶ród „mas ludowych”. Tote¿ w maju 1953 KC PZPR podj±³ uchwa³ê, ¿e nale¿y zbudowaæ „popularny, oszczêdzaj±cy czas ¶rodek przewozu, (...), przeznaczony dla racjonalizatorów, przodowników pracy, aktywistów, naukowców, przoduj±cych przedstawicieli inteligencji”. W zwi±zku z tak jednoznaczn± wol± partii ju¿ w miesi±c pó¼niej powsta³a komórka projektowo-konstrukcyjna, która mia³a wykonaæ prototyp ma³olitra¿owego samochodu popularnego. Nie oby³o siê bez konfliktów w¶ród konstruktorów syreny (sama nazwa zosta³a zaproponowana przez za³ogê FSO). Mórawski pisze, ¿e najwiêksz± „ko¶ci± niezgody” sta³a siê koncepcja nadwozia. Jeden z g³ównych in¿ynierów chcia³ oprzeæ j± na technologii drewnianej, z wykorzystaniem drewnianego szkieletu pokrytego pil¶ni± i sklejk±. Dla wielu innych technologia ta by³a nie do przyjêcia. Na ³amach „Motoru” pisano: „Na my¶l o tym, ¿e moi szefowie chc± FSO zmieniæ w gigantyczny tartak, dosta³em uczulenia”. Ostatecznie jednak nadwozie wprowadzane do produkcji seryjnej by³o konstrukcj± ca³kowicie stalow±. W prasie motoryzacyjnej zaczê³y ukazywaæ siê entuzjastyczne recenzje autorstwa jeszcze wówczas nielicznych „wybrañców losu”, czyli pierwszych posiadaczy samochodu. Potem zachwyt os³ab³, choæ trzeba przyznaæ, ¿e prowizoryczna konstrukcja syreny, z któr± w³adze nie wi±za³y ¿adnych planów na przysz³o¶æ, przetrwa³a wiele lat. Pocz±tkowo by³a wyznacznikiem postêpu i dobrej sytuacji materialnej w³a¶ciciela, po latach - biedy i zacofania. Ale jedno nie ulega w±tpliwo¶ci, syrena sta³a siê symbolem Peerelu. Pytanie tylko, czy to zaszczytne miano, czy bardziej powód do kpin?

Ma³gorzata Pawe³czyk

Karol Jerzy Mórawski, Syrena. Samochód PRL, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2005, seria: W Krainie PRL.

Przydatny komplet

Jest to propozycja serii PONS dla wszystkich chc±cych zapoznaæ siê lub powtórzyæ podstawowe zwroty, wyra¿enia, s³ownictwo i gramatykê jêzyka angielskiego na poziomie A2. Poziom ten, zgodnie z europejskim systemem opisu kszta³cenia jêzykowego, odpowiada dawnemu poziomowi ni¿szemu ¶rednio zaawansowanemu (pre-intermediate lub elementary).

Autorzy k³ad± du¿y nacisk na komunikacjê, dlatego te¿ materia³ jêzykowy prezentuj± poprzez konwersacje. Zestaw jest przeznaczony do samodzielnej nauki, st±d wszelkie pojawiaj±ce siê tu æwiczenia s± tak pomy¶lane, aby mo¿na by³o rozwi±zywaæ je indywidualnie, nawet je¿eli s± to dialogi. Zadania do wykonania s± ró¿norodne, np. testy luk, t³umaczenia, dopasowywanie itp., co sprawia, ¿e ucz±cy siê nie jest znudzony nawet æwiczeniami dotycz±cymi gramatyki. Ponadto, co jest ogromnym u³atwieniem dla pocz±tkuj±cych, wszelkie obja¶nienia gramatyczne podane s± w jêzyku polskim, a wszystkie zamieszczone przyk³ady t³umaczone na jêzyk polski. Dodatkowo, oprócz klucza do æwiczeñ, umieszczone s± wskazówki u³atwiaj±ce samodzielne wykonanie zadañ. Cieszy te¿ fakt, ¿e autorzy wprowadzaj± do kursu kontekst kulturowy, tak niezbêdny do poprawnego stosowania jêzyka. W zwi±zku z tym, ¿e kurs ten nastawiony jest na æwiczenie komunikacji, zawiera on mnóstwo przydatnych zwrotów do u¿ycia w codziennych konwersacjach, ale nie tylko: podaje tak¿e wzory prywatnej korespondencji i æwiczenia doskonal±ce j±. Podobnie jak przyk³ady gramatyczne, wszystkie zwroty, wyra¿enia i s³owa pojawiaj±ce siê w poszczególnych lekcjach s± t³umaczone na jêzyk polski.

Dodatkowym atutem tego zestawu jest to, ¿e wszystkie dialogi i wyra¿enia s± nagrane na p³ycie CD. Mo¿na wiêc os³uchiwaæ siê z jêzykiem do woli. Zachêcaj± do tego te¿ specjalnie zaprojektowane æwiczenia doskonal±ce rozumienie ze s³uchu oraz wymowê, tak potrzebn± do skutecznego komunikowania siê. U¿ytkownicy tego zestawu maj± szansê zapoznaæ siê z obiema najpopularniejszymi odmianami wymowy: brytyjsk± i amerykañsk±. O ilo¶ci zawartego materia³u do s³uchania ¶wiadczy liczba towarzysz±cych tak krótkiemu kursowi p³yt. Jest ich a¿ piêæ. Na dwu pierwszych nagrane s± wszystkie dialogi i æwiczenia wy³±cznie w jêzyku angielskim. Osobno mamy jeszcze dwie p³yty ze s³ownictwem u¿ytym w kursie, nagrane po angielsku i po polsku. Do³±czono tak¿e jedn± p³ytê z materia³em powtórzeniowym zawieraj±cym wybrane dialogi i zwroty z polskim t³umaczeniem. P³yty gwarantuj± wysok± jako¶æ nagrañ, a dziêki coraz powszechniej u¿ywanym odtwarzaczom mo¿na szlifowaæ angielski w drodze do pracy, szko³y lub na spacerze. Ponadto dialogi na p³ytach nagrane s± w wolnym, dostosowanym do poziomu s³uchacza tempie, co znacznie u³atwia pocz±tkuj±cemu rozumienie i powtarzanie zwrotów.

Æwiczenie poszczególnych elementów jêzyka umo¿liwia podrêcznik zawieraj±cy 16 u³o¿onych tematycznie lekcji i 4 powtórzenia. Ka¿da lekcja podzielona jest na 4 czê¶ci: pierwsza wprowadza temat i zwi±zane z nim podstawowe s³ownictwo, druga umo¿liwia æwiczenie rozumienia ze s³uchu i poprawnej wymowy, trzecia daje mo¿liwo¶æ zastosowania i utrwalenia poznanych wyra¿eñ, zwrotów i gramatyki, czwarta natomiast zawiera informacje dotycz±ce kultury anglosaskiej lub æwiczenia. Zamieszczone w podrêczniku powtórki sprawdzaj± umiejêtno¶æ u¿ycia jêzyka w ró¿nych sytuacjach ¿ycia codziennego, pozwalaj± przyjrzeæ siê jeszcze raz zagadnieniom gramatycznym, utrwalaj± poznane zwroty i wyra¿enia oraz, na co warto zwróciæ uwagê, doskonal± poprawn± wymowê zarówno brytyjsk±, jak i amerykañsk±.

Iwona Filip

Kate Tranter, Simone Dias, Claudia Heidieker, Angielski. Ekspresowy kurs dla pocz±tkuj±cych, t³um. Aleksandra Powalska, Wydawnictwo LektorKlett, Poznañ 2004, seria: PONS.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje