Temat to tylko z pozoru marginalny: likwidowanie niemieckiej polonistyki. Najnowszy numer wydawanego w Berlinie dwujêzycznego kwartalnika „Dialog” otwiera nota redaktora naczelnego Basila Kerskiego, który wrêcz alarmuje: „Powolne obumieranie niemieckich filologii zachodnios³owiañskich, a zw³aszcza polonistyki, jest niezaprzeczalnie politycznym skandalem. (...) Oczywi¶cie to kryzys finansowy zmusza Berlin i inne landy do ciêæ (...). Nie widaæ jednak ¿adnych wspólnych inicjatyw rz±du federalnego i rz±dów poszczególnych landów, by w czasach trudno¶ci ekonomicznych utrzymaæ profil ¶rodkowoeuropejski w uczelniach choæby w kilku wybranych miastach, na przyk³ad w Berlinie. Kryzys niemieckiej polonistyki jest tak¿e wyzwaniem dla polityków polskich. Niewykluczone, ¿e odpowied¼ na krytyczny stan niemieckiego systemu kszta³cenia móg³by przyj¶æ znad Wis³y. Mo¿na sobie wyobraziæ takie inicjatywy, na przyk³ad wysy³anie polskich wyk³adowców do Niemiec (...), lub stworzenie kilku centrów kompetencji w sprawach Polski na wzór wroc³awskiego Centrum im. Willy.ego Brandta”.
Na dalszych stronach odnale¼æ mo¿na po¶wiêcony tej sprawie artyku³ Anny Rubinowicz-Gruendler „Powolne umieranie niemieckiej polonistyki”, który otwiera warta refleksji uwaga: „Wprawdzie coraz wiêcej m³odych Niemców chce siê uczyæ polskiego i studiowaæ polonistykê, ale oszczêdno¶ciowe ciêcia niemieckich uczelni gro¿± wymieraniem katedr polonistycznych”. I zakoñczenie: „(...) podjêto starania o wsparcie niemieckich fundacji Boscha i Volkswagena oraz polskiego rz±du o sfinansowanie etatu profesorskiego w Uniwersytecie Humboldtów”. Miejmy nadziejê, ¿e owe starania cokolwiek dadz±, choæ, jak znam ¿ycie, nawet je¶li siê znajd± pieni±dze, to i tak zaczn± siê cyrki personalne dotycz±ce obsadzenia katedry, w koñcu niezwykle atrakcyjnej, tak¿e finansowo, i sprawa stanie siê, jak to czêsto u nas bywa, bardziej polityczna ni¿ naukowa.
Polityczn± jest zreszt± i bez tego. Mogê siê za³o¿yæ, ¿e ciêcia finansowe dotycz±ce filologii zachodnios³owiañskich w ¿adnej mierze nie zagra¿aj± filologiom wschodnios³owiañskim, a konkretnie - rusycystyce. Wiêcej - mo¿na bez obawy pope³nienia pomy³ki za³o¿yæ, ¿e rusycystyka dostanie wiêcej pieniêdzy ni¿ dot±d. To logiczna konsekwencja nastêpuj±cych obecnie procesów politycznych, wraz z budow± osi Berlin-Pary¿-Moskwa z Madrytem na dok³adkê. Gdzie podzia³ siê „Trójk±t Weimarski”, nie bardzo wiadomo. Mo¿e wessa³a go rura, jak± Rosjanie do spó³ki z Niemcami k³ad± na dnie Ba³tyku, by omin±æ Polskê.
Jedno zdaje siê nie ulegaæ w±tpliwo¶ci - umieranie niemieckiej polonistyki jest do pewnego stopnia funkcj± malej±cej pozycji Warszawy w stosunkach miêdzynarodowych. Znów pojawia siê pokusa uprawiania europejsko-rosyjskiej polityki ponad g³owami Polaków, przy czym owa europejsko¶æ zredukowana zostaje do Pary¿a i Berlina, Bruksela zostaje zmarginalizowana.
Oto nowy „realizm polityczny”, ale te¿ jednocze¶nie kolejna powtórka z historii: kolejna fala fascynacji Rosj±, która tymczasem powoli odbudowuje sw± utracon± pozycjê mocarstwow±. Jest oczywiste, ¿e w tej sytuacji dotowana na Zachodzie bêdzie rusycystyka, a zarówno filologie zachodnios³owiañskie, jak przy okazji ukrainistyka i bia³orutenistyka - ta ostatnia potrzebuje dzi¶ szczególnego wsparcia, tak¿e w Polsce! - na dofinansowanie raczej liczyæ nie mog±. I ma racjê Kerski, gdy podkre¶la, ¿e rugowanie niemieckiej polonistyki jest wyzwaniem dla polityków polskich. W sytuacji, gdy zwiêksza siê grupa kandydatów chc±cych ten kierunek studiowaæ, troska o przynajmniej uratowanie tego, co dot±d ocala³o z owej pe³zaj±cej likwidacji - a rzecz przecie¿ dotyczy nie tylko berliñskich uniwersytetów - jest tyle¿ dzia³aniem kulturotwórczym, co dba³o¶ci± o podstawowe polskie interesy polityczne. Dobrze skonstruowane programy nauczania, ukazuj±ce dorobek kultury i literatury polskiej nawet bez natarczywego eksponowania zagadnieñ politycznych, mog± pomóc w kszta³ceniu kadry humanistów zdolnych choæ w pewnym stopniu przeciwstawiæ siê dora¼nemu traktowaniu przez polityków niemieckich problematyki ¶rodkowoeuropejskiej. Jest to jedna z mo¿liwo¶ci podwa¿enia „oczywistych” dla Zachodu postaw, które trafnie charakteryzuje André Glucksmann w szkicu „Trwa³o¶æ pewnego z³udzenia” (na ³amach „Europy”): „Ukraina i Bia³oru¶ uwa¿ane s± za czê¶ci sk³adowe prawowitej rosyjskiej strefy wp³ywów. Z jakiej jednak przyczyny strefa ta wydaje siê prawowita? (...) Tak naprawdê du¿a czê¶æ europejskich elit chce sprzeciwiæ siê USA i dlatego wybiera Putina przeciw Bushowi”. I¿ jest to polityka krótkowzroczna, nie trzeba nikogo w Polsce przekonywaæ. Ale te¿ jednocze¶nie warto w tym kontek¶cie wskazaæ na szanse, jakie w zmianie tego stanowiska mo¿e przynie¶æ upowszechnienie - choæby i w drodze prezentacji dorobku polskiej kultury - polskiego stanowiska w sprawie Rosji i Europy ¦rodkowej.
To wszystko, oczywi¶cie, z punktu widzenia „wielkiej polityki” sprawy raczej drugoplanowe. Chodzi jednak o to, by zwracaæ uwagê na szczegó³y, by zdaæ sobie sprawê z tego, i¿ dba³o¶æ o utrzymanie i rozwój polonistyki poza granicami Polski nie jest bez znaczenia nie tylko dla kreowania obrazu kraju poza naszymi granicami, ale równie¿ dla tworzenia propolskiego lobbingu. Mo¿e to nie wypada, ale wspomnieæ warto równie¿ o tym, ¿e bez owych polonistów nie powsta³oby zafascynowanie polsk± poezj± w Ameryce, ¿e nie mówiono by tam, o czym pisa³ Mi³osz, o polskiej szkole liryki. Pewnie to sprawa marginalna w kontek¶cie wojny w Iraku, ale przecie¿ ta opinia kszta³tuje postawy czê¶ci amerykañskich elit.