Relacja pomiêdzy nauk± a innowacjami nie jest tak prosta, jak niektórzy s±dz±. Wiele znakomitych osi±gniêæ naukowych nie ma bezpo¶redniego prze³o¿enia na innowacje lub prze³o¿enie to uzyskuje po wielu dziesiêcioleciach. Z kolei niejedna znakomita innowacja nie jest produktem badañ naukowych. Na ten temat w ramach Wroc³awskiego Festiwalu Nauki 2005 debatowali paneli¶ci: prof. Jan Koch, mechanik z Politechniki Wroc³awskiej, kierownik Wroc³awskiego Centrum Transferu Technologii, prof. Roman Galar, cybernetyk z Politechniki Wroc³awskiej, prof. Maciej Chorowski, energetyk z Politechniki Wroc³awskiej, prezes Wroc³awskiego Parku Technologicznego, prof. Miros³aw Miller, chemik z Politechniki Wroc³awskiej, mgr in¿. Andrzej Kosturek, prezes innowacyjnej spó³ki WINUEL, dzia³aj±cej na obszarze informatycznym.
Dyskusjê prowadzi³ ni¿ej podpisany, proponuj±c panelistom nastêpuj±ce tematy: Relacje pomiêdzy nauk± a innowacjami w skali globalnej. Czy rzeczywi¶cie, jak twierdzi Jonathan Huebner, ¶wiatowy potencja³ innowacyjny zaczyna siê kurczyæ? Innowacyjno¶æ nauki polskiej. Dlaczego jest tak ¼le, choæ powinno byæ ca³kiem dobrze? Jak usun±æ przeszkody na drodze od pracowni uczonego do praktycznego zastosowania wyników badañ? Jakie s± wzajemne oczekiwania ¶wiata nauki i ¶wiata gospodarki?
Prof. Roman Galar od lat twierdzi, ¿e okres wielkich, prze³omowych odkryæ bêd±cych ¼ród³em innowacji nale¿y do przesz³o¶ci. Z podobn± tez± wyst±pi³ w bie¿±cym roku Amerykanin Jonathan Huebner w swym artykule A possible declining trend for worldwide innovation (Technological Forecasting & Social Change, September 2005). Tezy te stoj± w sprzeczno¶ci z szeroko przyjmowanym przekonaniem, ¿e rozwój technologii odbywa siê wed³ug zale¿no¶ci wyk³adniczej, a wiêc nieustannie przyspiesza. Problem ten wywo³a³ ogromn± polemikê w¶ród ¶wiatowych futurologów, z których wiêkszo¶æ nie zgadza siê z Huebnerem i Galarem, ale niektórzy s± sk³onni przyznaæ im racjê. Bez wzglêdu na to, kto ma s³uszno¶æ, spór jest fascynuj±cy i stymuluj±cy.
Z kolei sytuacja polskiej innowacyjno¶ci zdaje siê byæ bardzo z³a. Za jej miarê mo¿na przyj±æ wprowadzony ostatnio przez OECD wska¼nik, jakim jest liczba „potrójnych patentów” na milion mieszkañców. Pod pojêciem „potrójny patent” rozumie siê wynalazek opatentowany w Europejskim Biurze Patentowym, Amerykañskim Biurze Patentowym oraz w Japoñskim Biurze Patentowym. Jest to wska¼nik zapewne niedoskona³y, lecz lepszy od dotychczasowych, bo wszystkie wa¿ne innowacje bêd± zapewne patentowane potrójnie. Takich patentów w krajach OECD jest oko³o 42 500 rocznie. Niestety, w¶ród nich jest tylko 10 polskich. Je¶li porównamy siê z Niemcami, to liczba powa¿nych publikacji naukowych na milion mieszkañców jest w Polsce tylko trzykrotnie mniejsza. Nie jest to najgorszy wynik, bior±c pod uwagê ró¿nice w finansowaniu badañ naukowych i w tradycji naukowej tych dwóch krajów. Ale liczba potrójnych patentów tak¿e przeliczona na milion mieszkañców jest w Polsce 280 razy mniejsza ni¿ w Niemczech. A to ju¿ wygl±da katastrofalnie. Tym bardziej, ¿e Czesi s± od nas pod tym wzglêdem czterokrotnie lepsi, a Wêgrzy góruj± nad Polsk± a¿ dwunastokrotnie.
Przyczyn niskiej innowacyjno¶ci polskiej nauki mo¿e byæ wiele, a t± najczê¶ciej dostrzegan± jest rozpaczliwe niedofinansowanie badañ naukowych. Jednak powa¿n± – a mo¿e nawet najpowa¿niejsz± – przyczyn± jest to, ¿e polska nauka rozwijana jest w instytucjach niezwi±zanych bezpo¶rednio z jednostkami gospodarczymi zainteresowanymi wykorzystaniem wyników badañ. Innymi s³owy, w Polsce sprywatyzowano wiêkszo¶æ gospodarki, ale nauka jest nadal pañstwowa. W USA liczba badaczy w prywatnych instytucjach gospodarczych przekracza 80 proc. wszystkich uczonych. W Unii Europejskiej siêga 50 proc. A w Polsce to tylko 17 proc., ponaddwukrotnie mniej ni¿ u naszych czeskich pobratymców. A je¶li idzie o innowacje, pañstwowa nauka jest tak samo niewydajna, jak wszystkie inne pañstwowe instytucje.
Paneli¶ci debatowali nad przedstawion± przez prof. Jana Kocha interesuj±c± klasyfikacj± innowacji. Natomiast je¶li idzie o teoriê Huebnera, to wiêkszo¶æ panelistów by³a sk³onna przyznaæ racjê, ¿e nastêpuje wzglêdne spowolnienie innowacyjno¶ci. Jako przyczynê wysuwano trzy podstawowe czynniki. Po pierwsze, nie sprzyja kreatywno¶ci wykszta³cenie, które formuje w±skich specjalistów, podczas gdy dla procesu innowacyjnego najwa¿niejsze jest wykszta³cenie daj±ce studentom szerokie horyzonty i w ten sposób pobudzaj±ce wyobra¼niê. Zacytowano noblistê z dziedziny chemii, który twierdzi³: „Je¶li chemik jest tylko chemikiem, to nie jest dobrym chemikiem”. Po drugie, u studentów nie rozwija siê umiejêtno¶ci samodzielnej pracy w zespo³ach. A jest to niezwykle wa¿ne zarówno w procesie tworzenia innowacji, jak i przenoszenia ich do praktyki gospodarczej. Po trzecie, sposób finansowania badañ naukowych odbywa siê raczej „patrz±c wstecz” ni¿ „patrz±c wprzód”. Aby zdobyæ grant, trzeba dok³adnie wiedzieæ, co siê chce osi±gn±æ, a jak powiedzia³ jaki¶ amerykañski badacz: „Je¶li uczony dok³adnie wie, co chce zrobiæ, to nie powinien tego robiæ”.
Niektórzy paneli¶ci wyra¿ali opiniê, ¿e w zakresie technologii szanse Polski na liczne i znacz±ce innowacje s± niewielkie. Natomiast w zakresie organizacji czy te¿ oprogramowania mamy znacznie wiêcej szans i to zarówno na niewielkie, jak i na powa¿ne innowacje. Aby jednak to osi±gn±æ, konieczne jest proinnowacyjne kszta³cenie studentów, daj±ce im bardzo gruntown±, szerok± wiedzê (sygnalizowano zagro¿enie wynikaj±ce z kurczenia siê w uczelniach technicznych zajêæ z fizyki). Ponadto nale¿y wdra¿aæ studentów do samodzielnej pracy, do rozwi±zywania problemów s³abo okre¶lonych oraz do skutecznego funkcjonowania w zespo³ach.
Dyskusja panelowa poruszy³a tylko niektóre sprawy z ogromnej problematyki innowacyjno¶ci. Nie usunê³a te¿ w±tpliwo¶ci i ró¿nic zdañ, ale na pewno by³a stymuluj±ca i to zarówno dla panelistów, jak i dla paru dziesi±tków s³uchaczy.