Waleria Ko¿usznik w „Sprawach Nauki” (10/2005) pisze o kupowaniu prac dyplomowych przez Internet. Istnieje wiele portali internetowych, dziêki którym mo¿na zdobyæ gotow± pracê licencjack± czy magistersk±. Nikt nie ma w±tpliwo¶ci, ¿e to otwieranie drogi do plagiatów, a jednak wszelkie wszczynane w tych sprawach postêpowania s±dowe koñcz± siê umorzeniem. Przed zarzutami jeden z serwisów oferuj±cych tego typu us³ugi broni siê, mówi±c: „ka¿da osoba prywatna kupuj±ca pracê w naszym serwisie musi podpisaæ o¶wiadczenie, ¿e bêdzie j± wykorzystywa³a tylko do celów informacyjnych, korzysta³a z niej w zakresie, na który pozwala prawo (...) Taka osoba jest równie¿ informowana, ¿e odpisywanie prac jest naruszeniem praw autorskich”. W tym przypadku, je¶li niedawny klient z³o¿y kupion± pracê jako swoj±, firma nie ponosi za to odpowiedzialno¶ci. Mo¿e nawet „ubolewaæ”, ¿e zosta³a oszukana. Autorka opisuje tak¿e funkcjonowanie programu antyplagiatowego, który wprowadzany jest w polskich uczelniach. Nie jest to jeszcze system doskona³y, ale mo¿e kiedy¶ zmniejszy handel pracami dyplomowymi.
W tym samym numerze miesiêcznika znajdziemy rozmowê z prof. Wojciechem Katnerem, dyrektorem Amerykañsko−Polskiego Programu Offsetowego Uniwersytetu Teksañskiego w Austin i Uniwersytetu £ódzkiego. Program ten jest czê¶ci± umowy offsetowej amerykañskiej firmy Lockheed Martin Corporation z polskim rz±dem dotycz±cej dostawy samolotów F−16. Okazuje siê, ¿e realizacja programu przysparza wiele trudno¶ci, m.in. dlatego, ¿e U£ nie bra³ udzia³u w przygotowywaniu umowy. Uniwersytet £ódzki oczekiwa³ przynajmniej kilkudziesiêciu rocznie ofert technologicznych ze strony amerykañskiej, tymczasem dosta³ ich zaledwie kilka. Amerykanie na zarzuty odpowiadali gro¼b± przeniesienia programu do ni¿szej grupy i zaprzestaniem finansowania go. Rzeczywi¶cie, w kwietniu 2004, wskutek nieporozumieñ miêdzy stronami, wstrzymano na pewien czas realizacjê programu. Ostatnio przebywaj±cy w U£ wiceprezydent Uniwersytetu Teksañskiego w Austin przyrzek³ jednak, ¿e postara siê, aby program offsetowy by³ finansowany ju¿ bez ¿adnych zak³óceñ.
Artyku³ Dominika Antonowicza W poszukiwaniu nowego paradygmatu zarz±dzania uniwersytetami w Polsce („Nauka i Szkolnictwo Wy¿sze” 2/2004) jest g³osem w dyskusji na temat kierunku zmian w zarz±dzaniu uczelniami. Autor proponuje nadanie rektorowi kompetencji mened¿erskich, mniej demokracji, wprowadzenie na wzór brytyjski systemu kolegialnego.
Uczelnia polska jest zorganizowana biurokratycznie i archaicznie zarz±dzana – pisze autor. Nie odpowiada to warunkom silnej konkurencji, niepewno¶ci i ryzyka. Tymczasem mened¿eryzm jest standardem szeroko stosowanym w szkolnictwie wy¿szym na ¶wiecie. Nale¿y wiêc przej¶æ od administrowania do zarz±dzania. Przeszkadza w tym oligarchiczny model polskiej uczelni. W warunkach rynkowych nie da siê kierowaæ szko³± za pomoc± g³osowañ w licznych cia³ach kolegialnych. W³adza rektora powinna byæ silniejsza, ale ograniczona do „strategicznych funkcji mened¿erskich”. Trzeba wprowadziæ otwarte konkursy na stanowisko rektora. Konsultacje z pracownikami zapewni± mo¿liwie szerok± akceptacjê kandydata. S³u¿y temu committee system, który w wiêkszym stopniu uosabia ideê kolegialno¶ci akademickiej ni¿ obecna oligarchia. System kolegialny jest znacznie bardziej egalitarny, umo¿liwia wszystkim pracownikom udzia³ w podejmowaniu decyzji.
Autor rozwa¿a kwestiê modernizacji stosunków pracowniczych. Krytykuje nieprzejrzysty proces rekrutacji, „zbiurokratyzowan± i demotywuj±c± siatkê p³ac”, „nieelastyczne warunki zatrudnienia”. Proponuje umo¿liwienie dziekanom prowadzenia samodzielnej polityki personalnej.
Autor namawia uczelnie do tworzenia misji, które nie by³yby jednak rodzajem moralnego pos³annictwa, lecz zawiera³yby cele strategiczne placówki z rozbiciem na szereg celów operacyjnych i zadañ, z których wynika zakres dzia³alno¶ci, programy, potrzebne zasoby, struktura itd. Strategiê uniwersytetu powinien firmowaæ rektor. Donios³e s³owa i patetyczne deklaracje nie zast±pi± dobrze funkcjonuj±cej organizacji – konkluduje Dominik Antonowicz.
Interesuj±cy artyku³ zamieszczaj± najnowsze „Wiadomo¶ci Akademickie”, pismo Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy toruñskiego UMK (nr 17/2005). Mowa w nim o sposobie oceniania dokonañ naukowych, które mierzone s± punktami przyznawanymi za to, co znalaz³o wyraz w publikacjach. Niby to oczywiste, ale je¶li wzi±æ pod uwagê „oryginalne prace twórcze”, mog± narodziæ siê ju¿ pewne w±tpliwo¶ci, gdy¿ najwa¿niejsze staj± siê tu cytowania, a przede wszystkim tzw. impact factor czasopism, w których ukaza³y siê artyku³y, oraz cytowania danego artyku³u, umieszczone w bazach cytowañ (np. „Science Citation Index”). O ile mo¿na w miarê sensownie porównywaæ wagê dokonañ badaczy czy grup naukowych zajmuj±cych siê t± sam± dziedzin± nauki, o tyle bezpo¶rednie ilo¶ciowe porównywanie reprezentantów ró¿nych nauk jest ju¿ mocno podejrzane. Najbardziej zadziwiaj±cy jest jednak fakt, ¿e wysoki impact factor czasopisma wcale nie powoduje automatycznie wysokiej liczby cytowañ zamieszczonej w nim pracy. Zale¿no¶æ jest tylko odwrotna, wysoka liczba cytowañ artyku³u podnosi impact factor czasopisma. Zwolennicy jednak podkre¶laj± prostotê tego rodzaju ilo¶ciowej miary, która umo¿liwia ³atwe uzyskanie list rankingowych czasopism, jednostek badawczych, grup naukowych czy poszczególnych badaczy. Liczbê cytowañ mo¿na by jeszcze uznaæ za dobry wska¼nik jako¶ci publikacji naukowej w takich dziedzinach nauki, jak biologia, medycyna, matematyka, fizyka czy chemia. Ale czy wiarygodny i przydatny okazuje siê taki wska¼nik w ocenie dokonañ np. nauk humanistycznych, prawniczych, spo³ecznych czy nauk o sztuce?
A w „Politechnice Czêstochowskiej” (nr 28/2005) ciekawa rzecz o najwiêkszej inicjatywie ostatnich lat, zmierzaj±cej do rozwoju przedsiêbiorczo¶ci w¶ród polskiej m³odzie¿y, czyli artyku³ o Akademickich Inkubatorach Przedsiêbiorczo¶ci. Obecnie na terenie ca³ej Polski dzia³a 13 wspó³pracuj±cych ze sob± Akademickich Inkubatorów Przedsiêbiorczo¶ci. Projekt koncentruje siê na dostarczaniu studentom jak najwiêkszej porcji wiedzy praktycznej i dobrych przyk³adów, bo, jak wiadomo, studenci koñcz±c uczelniê, owszem, otrzymuj± wiedzê teoretyczn±, ale tê praktyczn± musz± zdobywaæ sami. A dziêki inkubatorowi mog± bez wielkich nak³adów finansowych za³o¿yæ swoj± w³asn± firmê. Du¿ym plusem projektu jest to, ¿e dzia³aj±c w strukturach AIP jako pion inkubatora, nie trzeba zak³adaæ dzia³alno¶ci gospodarczej i ponosiæ zwi±zanych z tym kosztów i, rzecz jasna, ryzyka. Osoba zak³adaj±ca firmê w AIP mo¿e liczyæ równie¿ na udostêpnienie pomieszczeñ przeznaczonych do prowadzenia dzia³alno¶ci, dostêp do telefonu, komputera, faksu, drukarki, na prowadzenie ksiêgowo¶ci firmy przez biuro rachunkowe, pomoc w uzyskaniu funduszy na inwestycje (fundusze pañstwowe, samorz±dowe, z UE, venture capital, kredyty komercyjne).
W „Akademii”, pi¶mie Akademii Techniczno−Humanistycznej w Bielsku−Bia³ej (nr 9/2005), mo¿emy przeczytaæ wywiad z rektorem ATH, prof. Markiem Trombskim, o Unii Uniwersytetów Europejskich, do której zosta³a przyjêta ATH. Jest to stowarzyszenie europejskich uczelni akademickich, które wspieraj± siê nawzajem. Celem g³ównym tej organizacji jest budowanie europejskiej przestrzeni szkolnictwa wy¿szego. Cz³onkostwo wi±¿e siê oczywi¶cie z licznymi korzy¶ciami. ATH mo¿e np. decydowaæ o tym, jak formu³owaæ program nauczania, by studenci swobodnie przenosili siê z uczelni do uczelni. Problem polega na tym, ¿e student, który chce studiowaæ w ATH, musi znaæ jêzyk polski. Prof. Trombski, pytany o zmiany w uczelni w zwi±zku z przyst±pieniem do EUA i realizowaniem postanowieñ Deklaracji Boloñskiej, mówi o chêci przekszta³cenia systemu studiów na kszta³cenie trzystopniowe (licencjackie, magisterskie i doktorskie). „Musimy d±¿yæ do tego” – mówi Trombski – „aby np. osoba, która studiuje medycynê, po drugim roku mog³a przej¶æ na filologiê polsk±”. Brzmi to do¶æ abstrakcyjnie, bo przecie¿ kto¶, kto studiuje u nas filologiê polsk±, nie ma szans przej¶æ p³ynnie na kierunek mechaniczny. Ale idea jest w³a¶nie taka, ¿eby mo¿na by³o rok studiowaæ na polonistyce, a rok gdzie¶ indziej, potem sumowane bêd± punkty. Wed³ug Trombskiego, najbardziej liczy siê mobilno¶æ kadr i mobilno¶æ studentów. Wybór specjalno¶ci powinien odbywaæ siê po studiach, przekonuje Trombski. „Studentowi trzeba daæ podstawow± wiedzê, a wyspecjalizuje siê, kiedy zacznie pracê” – dodaje.
Inny artyku³ kontynuuje temat unii uniwersytetów, tym razem w kontek¶cie prze³amania naszych barier mentalnych, gdy¿ polskie uczelnie czeka prawdziwa rewolucja! Studia magisterskie, które do tej pory trwa³y piêæ lat, zosta³y ju¿ w wielu uniwersytetach podzielone na dwa etapy (czyli rewolucja w toku!), tzn. przyjê³y system zwany „trzy plus dwa”. Po ukoñczeniu trzyletnich studiów licencjackich wybiera siê dwuletnie studia magisterskie, przy czym po obronie dyplomu licencjackiego mo¿na kontynuowaæ naukê na tym samym kierunku albo zdawaæ na zupe³nie inny fakultet. W polskich uczelniach, w zwi±zku z tokiem studiów „trzy plus dwa”, rozpoczê³a siê prawdziwa burza. Wielu naukowców nie mo¿e sobie wyobraziæ realizacji choæby minimum programowego w trzy lata. Absolwent studiów licencjackich nie otrzyma w ich opinii tak naprawdê ¿adnego wykszta³cenia. Ciekawie i otwarcie mówi o tym problemie prof. Wojciech Tygielski, prorektor ds. wspó³pracy z zagranic± UW: „Czy takie kawa³ki da siê po³±czyæ w sensown± ca³o¶æ? Czy po trzech latach studiowania fizyki mo¿na i¶æ na filozofiê? A odwrotnie?” I rzeczywi¶cie te pytania wydaj± siê byæ nie od rzeczy!
„Edukacja Prawnicza” to miesiêcznik Wydawnictwa C. H. Beck, przeznaczony g³ównie dla studentów prawa, ale wiele ciekawych tekstów znajd± w nim i praktycy. W ka¿dym numerze zawarte s± informacje na temat aktualnych wydarzeñ i studiów prawniczych, „Angielski dla prawników”, czyli prezentacje s³ownictwa w jêzyku angielskim z zakresu prawa cywilnego, a tak¿e obszerne materia³y pomocnicze do nauki poszczególnych przedmiotów dla studentów prawa. W miesiêczniku publikowane s± równie¿ sprawdziany wiedzy np. z prawa finansowego i finansów publicznych. Ciekaw± rubryk± jest „Prawo w filmie”, gdzie omawiane s± zagadnienia prawne pojawiaj±ce siê w takich produkcjach, jak Dwunastu gniewnych ludzi czy £awa przysiêg³ych, np. zasady powo³ywania i pracy ³awników w USA. Dowiadujemy siê m. in., ¿e w Stanach Zjednoczonych kandydatów na ³awników wybiera siê losowo z list zarejestrowanych wyborców, z ewidencji posiadaczy prawa jazdy lub z innych rejestrów obywateli. Mimo wielu kontrowersji wokó³ tego systemu (np. czêsty brak dostatecznej wiedzy ³awników z zakresu prawa i mo¿liwo¶æ wp³ywania na ich decyzje), Amerykanie uwa¿aj± uczestnictwo w s±dzie przysiêg³ych za obowi±zek obywatelski, a s³u¿bê ³awników za kamieñ wêgielny amerykañskiego systemu prawnego.
W czerwcowym (nr 6/2005), ostatnim przed przerw± wakacyjn± numerze, tematem miesi±ca jest Europejski Kodeks Cywilny. Autor, Jaros³aw Be³dowski, w zwi±zku z obszerno¶ci± tematu, skupia siê na prawie kontraktów. Opisuje historiê prac nad wspólnym prawem cywilnym, norm funkcjonowania powsta³ego w roku 2003 Zasad Europejskiego Prawa Kontraktów i prace Unii Europejskiej nad stworzeniem tzw. Wspólnego Systemu Odniesienia, który ma zawieraæ wspólne dla europejskiego prawa kontraktów zasady i pojêcia. Zdaniem autora, trudno obecnie powiedzieæ, czy nieuchronnie zmierzamy do europejskiego kodeksu cywilnego, ale dziêki podjêtym pracom mo¿emy lepiej poznaæ systemy prawne innych krajów.
JZJ
Nieczêsto zdarza siê czytaæ rozwa¿ania naukowe nad kwesti± sensowno¶ci istnienia danej dyscypliny naukowej. ¯yjemy w czasach mno¿enia dyscyplin, uzasadnianego komplikowaniem siê rzeczywisto¶ci, która nas otacza/osacza. Je¶li ju¿ jaka¶ dyscyplina zaistnieje, ma³o kto neguje jej celowo¶æ. Nad tym, jak powsta³a, czym jest i czy jest potrzebna etyka komputerowa, zastanawia siê Barbara Chyrowicz w ostatnim zeszycie „Ethosu” (nr 1−2/2005).
Autorka uwa¿a, ¿e mno¿enie etyk stosowanych nie wychodzi etyce na dobre. Ma w±tpliwo¶ci co do sensu istnienia etyki stomatologicznej, farmaceutycznej czy archeologicznej. Powstanie nowej dziedziny etyki stosowanej powinno siê t³umaczyæ wyj±tkowym kontekstem empirycznym (jak w przypadku bioetyki). Byæ mo¿e mno¿enie etyk wynika z uniwersyteckiego obowi±zku pisania prac naukowych.
Etyka komputerowa powsta³a w latach 50. ubieg³ego wieku, w latach 70. na dobre zadomowi³a siê w¶ród etyk stosowanych. Spo¶ród wielu, Chyrowicz wybiera definicjê D. Johnson: „etyka komputerowa to etyczne studium sposobu, w jaki techniki komputerowe prowokuj± nas do postawienia na nowo standardowych problemów moralnych, wyostrzaj± stare problemy i zmuszaj± nas do zastosowania znanych norm moralnych do nieznanych rzeczywisto¶ci”. Techniki komputerowe s± niew±tpliwie nowo¶ci± – pisze Chyrowicz – ale nie wynikaj± z nich nowe problemy moralne. Nadu¿ycia komputerowe s± tylko „now± form± starych nieprawo¶ci”.
„To prawda” – pisze autorka – „¿e osi±gniêcia naukowe bêd± zawsze poprzedzaæ etyczne rozstrzygniêcia. Nie oznacza to jednak, ¿e zasady s± wtórne wzglêdem pojawiaj±cych siê w nauce problemów, lecz ¿e istniej±ce zasady zastosowaæ trzeba do nowych sytuacji”. W etyce komputerowej nie pojawiaj± siê nowe zasady, jej problemy s± raczej techniczne ni¿ etyczne. Tworzone „od do³u” etyki stosowane staj± siê kazuistyk±, kodeksami bran¿owymi.
Tymczasem etyka jest refleksj± natury filozoficznej, a nie zbiorem przepisów. Etyka nie ustala moralnego porz±dku, stara siê tego porz±dku dociec - powiada autorka.