To, o czym piszê w tym tek¶cie, wydaje siê takim bana³em, ¿e a¿ mi wstyd. Ale muszê o tym napisaæ, bo niemal codziennie widzê, ¿e bana³ bana³em, a ¿ycie swoje. Swego czasu obserwowa³em grupê badaczy, którzy bliscy wielkiego sukcesu w kó³ko powtarzali pewien koñcowy eksperyment chemiczny i nic im nie wychodzi³o. Raz siê uda³o, ale powtórki nie dawa³y rezultatu. Byli za³amani. S±dzili, ¿e s± przepracowani, przemêczeni i przez to nie s± w stanie utrzymaæ wymaganej dok³adno¶ci. Tymczasem okaza³o siê, ¿e zmarnowali rok pracy z powodu g³upiego b³êdu, polegaj±cego na zmianie kolejno¶ci niektórych etapów postêpowania. W czasie pierwszej (tej udanej) próby nie zanotowali, w jakiej kolejno¶ci nale¿y zmieniaæ ci¶nienie, a w jakiej temperaturê. Wydawa³o im siê, ¿e to nie ma znaczenia i ¿e trzeba postêpowaæ tak, jak we wszystkich znanych im procesach syntezy, gdy akurat tym razem w³a¶nie nale¿a³o dzia³aæ odwrotnie. Przebieg ich mêczarni mo¿na porównaæ do brawurowej akcji domoros³ego elektryka, który najpierw naprawia lampê, a dopiero potem od³±cza zasilanie. Niby wynik powinien byæ zadowalaj±cy, sto razy naprawia³ uk³ady bez wy³±czania sieci i nigdy go pr±d nie kopn±³. Jednak po sto pierwszej naprawie trafi³ do szpitala na salê reanimacyjn±.
Pewnego razu znajomy poprosi³ mnie o radê w sprawie naprawy pod³ogi, bo s³ysza³, ¿e mam pewne do¶wiadczenie w uk³adaniu klepek. Chodzi³o o wymianê uszkodzonej deszczu³ki po¶rodku przedpokoju. Powierzchnia niewielka, ale k³opot du¿y, bo klepki s± po³±czone na pióro i nie da siê ich wyj±æ bez rozebrania czê¶ci pod³ogi. Poradzi³em mu, ¿eby przed rozebraniem ponumerowa³ deszczu³ki i na kartce narysowa³, w jakiej kolejno¶ci id± te numery, a po wymianie spróchnia³ego fragmentu u³o¿y³ pod³ogê na nowo zgodnie z numeracj±. Dwie godziny roboty. Pokiwa³ taktownie g³ow±, ale czu³em, ¿e pomy¶la³ sobie: „No, ten Müldner nie ma pi±tej klepki! Ja mam numerowaæ pod³ogê?” I nie ponumerowa³. Walczy³ z t± pod³og± jakie¶ piêæ miesiêcy. W koñcu po licznych dyskusjach z ¿on± wezwa³ fachowca, który za¿±da³ kupienia nowej partii deszczu³ek i zrobi³ ca³± posadzkê od pocz±tku, pobieraj±c za to s³on± op³atê. Pomy¶la³em: kto tu nie ma pi±tej klepki? Pikanterii dodaje fakt, ¿e ów w³a¶ciciel pod³ogi jest znanym lekarzem, który rygorystycznie stosuj±c siê do procedur w medycynie, zapomnia³ o nich w ¿yciu codziennym. Nie s±dzê, ¿eby kiedykolwiek ³ama³ podrêcznikowe zasady operowania wyrostka robaczkowego, w przeciwnym razie ju¿ dawno siedzia³by w wiêzieniu.
By³ w podobnej sytuacji, co owi badacze, którym nie udawa³o siê do¶wiadczenie. Niecierpliwy i z lekka zadufany zaniecha³ najwa¿niejszego – planu, w którym zostan± uwzglêdnione rzeczywiste warunki dzia³ania. Uzna³, ¿e skoro w ¿yciu tyle ju¿ uda³o mu siê dokonaæ, to na pewno wszystko wie. Wyobrazi³ sobie, ¿e klepki w jego pod³odze s± jednakowe (przecie¿ to widaæ go³ym okiem), gdy tymczasem ¿adna nie jest podobna do drugiej, a u³o¿one w odmiennej kolejno¶ci ni¿ pierwotnie, nie mog± do siebie pasowaæ, przesuniêcia bêd± zbyt du¿e. Typowy b³±d, polegaj±cy na idealizowaniu w³asnych umiejêtno¶ci i lekcewa¿eniu parametrów pozornie pobocznych. Milimetr w tê, czy milimetr w tamt± – nie ma znaczenia, przecie¿ to ¿adna ró¿nica, ale w ostatecznym rachunku owe milimetry zsumowa³y siê do centymetrów. Rozleg³e szpary w pod³odze musia³y powstaæ.
W obydwu opisanych sytuacjach mamy do czynienia w istocie z tym samym problemem zaniechania. W eksperymencie najpierw zwiêkszano temperaturê, a potem ci¶nienie, gdy trzeba by³o postêpowaæ odwrotnie; pominiêto procedurê szczegó³owego opisu pierwszego do¶wiadczenia i zabrak³o podstaw do jego weryfikacji. W uk³adaniu pod³ogi najpierw rozebrano posadzkê, a dopiero potem próbowano ustaliæ, w jakiej kolejno¶ci przebiega³a rozbiórka.
Przypomnia³y mi siê te sprawy w zwi±zku z g³o¶n± przygod± pewnego dziennikarza, który przyjecha³ na lotnisko JFK w Nowym Jorku o, jego zdaniem, odpowiedniej porze, to znaczy zgodnie ze wskazaniami zegarka. Niestety, samolot by³ ju¿ w tym czasie w powietrzu. Pan redaktor natychmiast uda³ siê do stanowiska w³a¶ciwych linii lotniczych i zrobi³ tam awanturê, gro¿±c, ¿e wyst±pi o milionowe odszkodowanie, a najpierw o wszystkim opowie w swojej telewizji. Za¿±da³ nazwisk osób odpowiedzialnych za wcze¶niejszy odlot, zapewnienia hotelu i ca³odobowego wy¿ywienia. Wpad³ w furiê, kiedy rozumna urzêdniczka zapyta³a go, czy aby jego zegarek dobrze chodzi. Demonstracyjnie podstawia³ wiêc chronometr licznym gapiom pod nos i pe³en pychy pyta³, czy widz±, ¿e wskazówka sekundnika obraca siê wokó³ osi. Zegarek chodzi³ jak najbardziej. Tylko ¿e wskazywa³ czas ¶rodkowoamerykañski, a Nowy Jork jest na wschodzie. Zanim jednak nieszczê¶nik to zrozumia³, jak spod ziemi wyro¶li reporterzy z telewizji konkurencyjnej i ku uciesze Amerykanów nadali ten cyrk na ¿ywo.