Dwie sprawy zwi±zane z wiedz± przykuwaj± moj± uwagê w ostatnim czasie. Pierwsza to coraz czê¶ciej pojawiaj±ce siê informacje o przenoszeniu do Polski laboratoriów ró¿nych firm. Polacy s± dobrze wykszta³ceni, kreatywni i... stosunkowo tani. Tak samo dobrzy, jak specjali¶ci z Europy Zachodniej, ale jednocze¶nie godz± siê na ni¿sze pensje. Wysi³ek Polaków ostatnich piêtnastu lat, skierowany na w³asn± edukacjê, przynosi rezultaty. Obecnie mamy piêæ razy wiêcej studentów przy mniej wiêcej takich samych nak³adach z bud¿etu na kszta³cenie wy¿sze (ale du¿ym wk³adem s± prywatne pieni±dze studiuj±cych zaocznie i w uczelniach niepañstwowych). Ju¿ nie tylko najlepsi emigruj± za chlebem, ale Polska traktowana jest jako zag³êbie „surowcowe„ gospodarki opartej na wiedzy.
Drugim faktem s± badania ostatnich lat nad ludzk± inteligencj± i sukcesem zawodowym. Przez wiele lat gloryfikowali¶my zdolno¶ci intelektualne mierzone testem IQ. Okaza³o siê jednak, ¿e szkolni prymusi i osoby z wysokim IQ wcale statystycznie nie odnosz± wiêkszych sukcesów zawodowych. Nie samymi wiadomo¶ciami cz³owiek ¿yje. Okaza³o siê, ¿e bardzo wa¿na jest tak¿e inteligencja emocjonalna. O sukcesie ¿yciowym decyduje równie¿ zdolno¶æ do pracy w grupie, umiejêtno¶æ nawi±zywania kontaktów i radzenia sobie z problemami.
Jak wiêc kszta³ciæ naszych studentów? I czego uczyæ? Czy nasi prymusi bêd± tak¿e prymusami w ¿yciu zawodowym, czy bêd± lud¼mi szczê¶liwymi? Jest to pytanie o misjê uniwersytetu i strategiczne cele kszta³cenia.
Dawno, dawno temu pewien zdolny ch³opak zg³osi³ siê do kowala na naukê. Przez kilka lat uczy³ siê pilnie pod czujnym okiem mistrza. Nauczy³ siê biegle wywijaæ m³otem, wykuwaæ podkowy, lemiesze, miecze i zbroje. Zdobywszy te umiejêtno¶ci, ruszy³ w ¶wiat szukaæ pracy. Pokazuj±c swoje wyroby, szybko znalaz³ pracê w pobliskim zamku. Zaprowadzono go do zamkowej, dobrze wyposa¿onej ku¼ni. I dosta³ zlecenie. Jednak¿e po kilku dniach m³odego kowala przepêdzono precz. Okaza³o siê, ¿e nauczy³ siê wielu ró¿nych rzeczy, ale zabrak³o mu najwa¿niejszego: nie nauczy³ siê rozpalaæ kowalskiego paleniska... Straci³ piêæ lat na naukê, a zosta³ bezrobotnym.
A czy nasi studenci nie s± aby takimi niedouczonymi kowalami? Có¿ po wielkiej wiedzy w g³owie, kiedy nie wiadomo, jak j± zastosowaæ? Mój region (Warmia i Mazury) ³aknie m³odych kadr, m³odych i profesjonalnych Judymów i Si³aczek, którzy nie tylko sami znajd± pracê, ale stworz± miejsca pracy dla innych. Ogromne bezrobocie - chyba najwiêksze w kraju - umieraj±ce popegeerowskie wioski i wioseczki, ciche miasteczka emerytów. Czy wszyscy wyjad± do Warszawy i bogatszych krajów Europy?
Najwiêksz± uczelni± mojego regionu jest Uniwersytet Warmiñsko−Mazurski w Olsztynie. Kszta³ci blisko 40 tysiêcy m³odych ludzi, czasem z bardzo daleka. Czy UWM jest (lub ma szansê byæ) tryskaj±cym ¼róde³kiem potencja³u intelektualnego, gasz±cego „pragnienie” wymieraj±cej prowincji i zwabiaj±cego inwestorów zagranicznych? Oczywi¶cie, problem, o którym piszê, nie dotyczy tylko UWM i pó³nocno−wschodniej Polski. Nie ogranicza siê te¿ do jednego niemodnego kierunku – biologii. W mniejszym lub wiêkszym stopniu dotyczy wszystkich polskich uczelni.
Niektórych umiejêtno¶ci nie sposób nauczyæ siê tylko s³uchaj±c wyk³adów. Najpe³niejsza nauka, to nauka przez dzia³anie. Czy na przyk³ad biologowi wystarczy g³êboka wiedza o bakteriach, ro¶linach, genach, owadach b±d¼ ekosystemach? A co z umiejêtno¶ci± wspó³pracy w grupie, organizacji i kierowania prac± zespo³u? A co z autoprezentacj± i poszukiwaniem funduszy na realizacjê projektów?
Poza przedmiotem „autoprezentacja” studenci Wydzia³u Biologii maj± mo¿liwo¶æ zastosowania w praktyce swoich umiejêtno¶ci w czasie ró¿norodnych praktyk, w ko³ach naukowych (tych jest wyj±tkowo du¿o w UWM) oraz organizacjach pozarz±dowych. To wszystko jednak jest chyba wy³±cznie tolerowanym dodatkiem do zasadniczej, wyk³adowej tre¶ci merytorycznej, a ka¿dy przedmiot wydaje siê (prowadz±cym zajêcia!) niezwykle wa¿ny i niezbêdny w wykszta³ceniu biologicznym. Uzasadnianiu „wa¿no¶ci” s³u¿± tak¿e minima programowe i standardy akredytacyjne.
Jednym z takich „kwiatków do ko¿ucha” by³ dla moich studentów biologii udzia³ w spotkaniach „Z uniwersytetem na ty”, organizowanych przez prof. Leszka Szarzyñskiego z Katedry Sztuki oraz przez Urz±d Miasta i Gminy w Ornecie. Czemu¿ biolodzy mieliby siê zadawaæ z muzykami?
W ci±gu niespe³na trzech tygodni wspólnie ze studentami z ko³a naukowego stworzyli¶my program spotkania pod has³em „Rycerze, smoki i czarownice, czyli przyroda Ornety od ¶redniowiecza do wspó³czesno¶ci”. Realizacja odby³a siê 7 czerwca 2005. By³a to znakomita okazja do promocji uniwersytetu trafiaj±cego „pod strzechy”. Dla mnie jednak ciekawszy jest aspekt edukacyjny i sposobno¶æ uczenia siê „niewyk³adowych” umiejêtno¶ci.
W naszym regionie jest wiele miejscowo¶ci, które potrzebuj± nowych pomys³ów, inspiracji do w³asnej promocji i aktywizacji lokalnych spo³eczno¶ci. M³odzie¿ nie powinna uciekaæ w ¶wiat, szukaj±c czego¶ dla siebie. Uniwersytet nie powinien jedynie zasysaæ najzdolniejszych, „eksportuj±c” ich dalej za granicê. Misj± uniwersytetu jest intelektualne zasilanie owej „prowincji”. To jest drugi powód, dla którego inicjatywê prof. Szarzyñskiego przyj±³em z uznaniem i zachêci³em studentów biologii do w³±czenia siê.
Studenci ze Studencko−Doktoranckiego Ko³a Naukowego Ekologów brali ju¿ udzia³ w ró¿norodnych projektach i przedsiêwziêciach. Ale nauki nigdy do¶æ, tym bardziej ¿e ci±gle przychodz± nowi. Im te¿ warto stworzyæ dogodn± okazjê do nauki przez dzia³anie oraz przybli¿yæ do potencjalnego pracodawcy. Spotkanie w Ornecie umo¿liwi³o wspó³pracê tak¿e z Ko³em Naukowym Mikrobiologów, studentami z Wydzia³u Kszta³towania ¦rodowiska i Rolnictwa oraz Wydzia³u Nauk Spo³ecznych i Sztuki, jak równie¿ z m³odymi dziennikarzami z Radia UWM−FM.
Nasz region ¿yje z turystyki. Brakuje jednak jeszcze atrakcyjnej oferty turystycznej. Orneta – tak jak i reszta regionu – poprzez zabytki mo¿e nawi±zywaæ do ¶redniowiecza. Przyrodnik mo¿e zadaæ pytanie: jak wtedy ludzie ¿yli, jaka wówczas by³a przyroda? Czy ¶redniowieczni rycerze, mieszczanie i ch³opi s³uchali takich samych ptaków, ogl±dali takie same jak dzi¶ gatunki ro¶lin i zwierz±t? Przyroda od tego czasu mniej lub bardziej siê zmieni³a. Tym zajmuj± siê botanicy, zoolodzy, ekolodzy. ¯eby móc opowiadaæ o lokalnej przyrodzie, atrakcjach i ciekawostkach, trzeba wiedzieæ, co ¿yje wokó³ nas. Potrzebna jest wiêc inwentaryzacja przyrodnicza. Liczê na to, ¿e poprzez udzia³ w takich spotkaniach studenci g³êbiej dostrzeg± sens badañ florystycznych, faunistycznych i ekologicznych i ¿e bêd± potrafili wyniki tych „nudnych” badañ prze³o¿yæ na jêzyk zrozumia³y dla w³adz i lokalnych przedsiêbiorców.
W klimat ¶redniowiecza wprowadzili muzyk± studenci z Wydzia³u Nauk Spo³ecznych i Sztuki. O rycerzach opowiada³ mój doktorant, biolog, a „po godzinach” cz³onek olsztyñskiego bractwa rycerskiego. Przy wsparciu swojej damy serca opowiadaj±cej o ksiê¿niczkach i czarownicach, a przy okazji o agroturystyce. Nie oby³o siê te¿ bez konkursów zrêczno¶ciowych dla uczniów. By³oby bardziej naukowo, gdyby wspomniany doktorant przedstawia³ siê jako trichopterolog. Je¶li jednak zacznie sw± naukow± opowie¶æ od rycerzy, bêdzie szybciej zauwa¿ony i bardziej zachêci do s³uchania.
W herbie Ornety jest smok. Wa¿ki to owady wodne powszechnie znane. Ich angielska nazwa to dragonfly – lataj±ce smoki (lub smoko−muchy)! S± wiêc wokó³ nas ¿yj±ce wspó³cze¶nie „smoki”. Nie porywaj± ju¿ ksiê¿niczek, ale s± równie ciekawe i intryguj±ce. Studenci nie tylko opowiadali o ¶wiecie owadów i ich bajkowych nazwach, ale równie¿ demonstrowali owady ¿ywe i zasuszone w gablotach. To przyci±gnê³o uwagê nie tylko najm³odszych.
Podobno w okolicach Ornety spalono na stosie ostatni± czarownicê z Warmii. Z czarownicami kojarz± siê zio³a, mikstury i trucizny. To dobry pretekst, aby opowiedzieæ o leczniczych w³a¶ciwo¶ciach zió³. O innych, niewidocznych go³ym okiem „szkodnikach”, opowiedzieli studenci z Ko³a Naukowego Mikrobiologów, serwuj±c prawdziwy jogurt i ró¿ne gatunki sera, a na szalkach pokazuj±c ró¿ne szczepy bakterii.
Wspó³czesnym problemem naszego regionu s± rosn±ce góry ¶mieci. Do wspó³czesnego stylu ¿ycia niezbêdna jest umiejêtno¶æ i przyzwyczajenie do recyklingu i selektywnej zbiórki odpadów. W wielu miastach jest to ju¿ codzienno¶ci±. Co mo¿na zrobiæ dla najbli¿szej okolicy, aby by³a czysta i atrakcyjna turystycznie? Mo¿na na przyk³ad posprz±taæ dzikie zak±tki przyrody. Czy stara butelka nadaje siê tylko do wyrzucenia do lasu? Nie, mo¿na wykorzystaæ j± jako surowiec malarski i zrobiæ ozdobê. W czasie spotkania studenci nie tylko opowiedzieli o recyklingu i reusingu (powtórne u¿ycie), ale poprowadzili warsztaty malarskie. We wzornictwie dominowa³y oczywi¶cie ro¶liny i owady.
A po co to wszystko? Aby pokazaæ, jak wiedza zdobyta w uniwersytecie mo¿e byæ zamieniona na praktyczn± ofertê turystyczn±. Byæ mo¿e ju¿ nied³ugo tury¶ci przyje¿d¿aæ bêd± do Ornety s³uchaæ i ogl±daæ rycerzy w czasie walk, uczestniczyæ w sabacie czarownic, poradziæ siê w sprawie zió³ na w±trobê, mi³o¶æ i na psa urok (a mo¿e samodzielnie pozbieraæ w pe³ni ksiê¿yca)? W koñcu mo¿na bêdzie podgl±daæ przyrodê z ¿ywymi „smokami” w³±cznie. Czy mo¿na podgl±daæ ¶witeziankê dziewicê? Mo¿na, bo to nazwa gatunku wa¿ki. Na koniec kupiæ sobie co¶ na pami±tkê z lokalnego rêkodzie³a: gliniane garnki, malowane butelki ze „¶redniowieczn±” zawarto¶ci± (kwas chlebowy, piwo domowe, miód pitny czy sok z malin albo cudowna mikstura na kurzajki).
Jest ma³o miejsc pracy z nazw± „biolog”. Ale przecie¿ ta szeroka wiedza biologiczna, od poziomu genu a¿ do ekosystemu, mo¿e byæ w ró¿norodny i kreatywny sposób spo¿ytkowana na lokalnym rynku pracy. Czy zatem wiêcej czasu po¶wiêcaæ na kszta³cenie trichopterologów (specjalista zoolog, zajmuj±cy siê jedn± grup± owadów – chru¶cikami, po ³acinie zwanymi Trichoptera), czy te¿ nauczaæ tych¿e trichopterologów, jak wykorzystaæ medialnie rycerza walcz±cego ze smokami w obronie dziewic. To pierwsze bêdzie bardziej naukowe i akademickie, to drugie bardziej medialne i praktyczne.
Studenci mieli okazjê poznaæ swoje mo¿liwo¶ci. Kilkakrotnie musieli improwizowaæ. My¶lê, ¿e teraz odwa¿± siê na kolejne, ju¿ wiêksze wyzwania, bo wiedz±, ¿e poradz± sobie w trudnych i stresowych sytuacjach. Niektórzy po raz pierwszy stanêli przed reporterskim mikrofonem i trema ich parali¿owa³a. Nastêpnym razem z pewno¶ci± bêdzie ³atwiej. Tej wiedzy nie zdobyliby na ¿adnych, nawet wielogodzinnych wyk³adach. Bo mo¿na wiele mówiæ o mi³o¶ci, ale kto nigdy nie kocha³ i nie by³ kochany, nie zrozumie tego s³owa.
Wielogodzinny wysi³ek studentów op³aca³ siê (choæ z tego nie bêdzie ¿adnego zaliczenia ani oceny). Ju¿ na drugi dzieñ pojawi³y siê pierwsze oferty. Intelektualny ferment uniwersytetu trafi pod kolejne „prowincjonalne strzechy”.
Nic tak nie cieszy nauczyciela, jak sukcesy jego studentów. Dumny jestem ze swoich „wagoników” (w nawi±zaniu do s³ów o profesorze ci±gn±cym studentów jak lokomotywa). Choæ wiem, ¿e jeszcze wiele bêdziemy musieli siê nauczyæ, aby absolwenci UWM nie byli bezrobotnymi prymusami z wysokim ilorazem IQ. Przed nami jeszcze wiele dydaktycznych poszukiwañ.
Nieco pó¼niej wraz ze studentami wybra³em siê na zajêcia do Niemiec. Przy okazji zwiedzili¶my kilka parków ekotechnologicznych i przyrodniczych. Studenci mieli mo¿liwo¶æ zobaczyæ profesjonalne przedsiêwziêcia edukacyjne, du¿o lepiej przygotowane technicznie ni¿ warsztaty w Ornecie. Ale w gruncie rzeczy oparte na podobnych pomys³ach. Czy zapoznanie siê z innymi rozwi±zaniami zaowocuje czymkolwiek w regionie? Na to, czy kszta³cenie jest efektywne i skuteczne, trzeba bêdzie jeszcze poczekaæ.
Niecierpliwiê siê, chcia³bym widzieæ efekty ju¿ zaraz, natychmiast. A nie widaæ, czy i co w g³owach dojrzewa. Czy zatem wiêcej „do g³owy wk³adaæ” szczególików o ekosystemach, nerwach czaszkowych, filogenezie owadów, czy raczej przeznaczyæ wiêcej czasu na tworzenie sytuacji edukacyjnych, na naukê zarz±dzania przez dzia³anie, naukê kreatywno¶ci i innowacyjno¶ci?
Czy kszta³cenie uniwersyteckie jest kszta³ceniem zawodowym? Ilu potrzeba biologów na rynku pracy? A mo¿e kszta³cenie uniwersyteckie to ogólny rozwój intelektualny i kreowanie w³asnych, studenckich biografii, dojrzewania duchowego i dojrzewania organizacyjnego? Wiek XXI jest stuleciem gospodarki opartej na wiedzy. W konsekwencji – celem kszta³cenia na biologii wcale nie musi byæ kszta³cenie w zawodzie „biolog”. Potencjalne miejsca pracy mog± byæ bardzo ró¿norodne (edukacja i inne us³ugi turystyczne, zarz±dzanie ¶rodowiskiem), dalekie od obiegowego mniemania o „biologu”, choæ korzystaj±ce z wiedzy biologicznej.
Pozostaje problem, jak w uniwersytecie nauczyæ rozumienia, my¶lenia i sprawnego pos³ugiwania siê mózgiem. Bo có¿ z najlepszych komputerów, gdy w ¶rodku marne oprogramowanie? Có¿ za po¿ytek z absolwentów z wysokim IQ, gdy nie potrafi± wspó³pracowaæ, dzia³aæ i maj± deficyty w inteligencji emocjonalnej?
Jakkolwiek bajki o smokach, czarownicach i rycerzach brzmi± niepowa¿nie, w moim odczuciu jest to powa¿ne przedsiêwziêcie, które warto w³±czaæ do codziennej dydaktyki akademickiej.