Dlaczego uwa¿a Pan, ¿e losy ludzko¶ci zale¿± od moich decyzji?
- Nie chodzi o wybory zwi±zane z codzienno¶ci±, typu: co je¶æ, czytaæ, jakie buty kupiæ, ale o decyzje zwi±zane z dalszym rozwojem szeroko pojêtych nauk technicznych. Na przyk³adzie klonowania reprodukcyjnego najlepiej widaæ, jak nasze tera¼niejsze decyzje mog± wp³yn±æ na losy nastêpnych pokoleñ.
Politycy potêpiaj± klonowanie jako rzecz moralnie nie do zniesienia, a Pan nieustannie podkre¶la, ¿e klonowanie nie ma nic wspólnego ani z moralno¶ci±, ani z godno¶ci± cz³owieka, ale jest Pan absolutnym przeciwnikiem klonowania. Dlaczego?
- Klonowanie jest niebezpieczne, poniewa¿ wi±¿e siê z du¿ym ryzykiem. Niezale¿nie od tego, jak bardzo uda³oby siê pewnego dnia zademonstrowaæ na innych ssakach bezpieczeñstwo tej procedury, to i tak zastosowanie jej na ludziach kry³oby w sobie znaczny potencja³ zagro¿eñ. A poniewa¿ jest czym¶ nieprawdopodobnym, aby pierwsza seria dzieci-klonów musia³a byæ koz³em ofiarnym na zasadzie "królików do¶wiadczalnych", zatem rzecz± problematyczn± pozostaje pytanie, czy te zagro¿enia zrekompensuj± potencjalne pó¼niejsze korzy¶ci z tej procedury.
Czyli odpowiedzialno¶æ za przysz³e pokolenia polega na... zwyciêstwie strachu? Przedstawion± przez Pana argumentacjê porównaæ mo¿na do toku my¶lenia gracza sportowego, który nie wyjdzie na boisko, bo nie wie, czy wygra.
- Pi³karz musi ryzykowaæ, bo taka jest natura sportu. Cz³owiek ma inn± naturê. Uwa¿am, ¿e skoro nie jeste¶my pewni wyników, nie mo¿emy ryzykowaæ. Gdyby¶my byli absolutnie pewni wyników klonowania reprodukcyjnego, nic nie stanê³oby na przeszkodzie, by powo³ywaæ do ¿ycia nowych "ludzi-klonów".
Klonowanie cz³owieka i owcy ró¿ni siê tylko stopniem ryzyka? Cz³owieka nie nale¿y wystawiaæ na niebezpieczeñstwo, a zwierzê mo¿na?
- Badania na zwierzêtach pokazuj±, jak niektóre techniki, eksperymenty mog± byæ niebezpieczne i dlatego nie nale¿y ich podejmowaæ. Ale w Pani pytaniu wyczuwam niepokój, ¿e oto komórki macierzyste cz³owieka i zwierzêcia s± tak samo traktowane, a tak byæ nie powinno, gdy¿ klonowanie narusza godno¶æ ludzk±. Otó¿ chcê z ca³± odpowiedzialno¶ci± powiedzieæ, ¿e klonowanie w ¿aden sposób nie narusza ani godno¶ci cz³owieka, których komórek u¿yto w procesie klonowania, ani godno¶ci dziecka-klonu.
Gdy dok³adnie przyjrzymy siê terminowi „ludzka godno¶æ”, zobaczymy, ¿e w swoim centralnym znaczeniu pojêcie to oznacza zespó³ uprawnieñ moralnych, które nak³adaj± na innych ludzi okre¶lone negatywne i pozytywne obowi±zki. Poszanowanie godno¶ci w tym sensie oznacza traktowanie innych „po ludzku”, co jest jednoznaczne z traktowaniem ich jak ludzi, a nie jak rzeczy. Oprócz tego istnieje pewne marginalne znaczenie ludzkiej godno¶ci, w którym okre¶la ona pewien rodzaj statusu moralnego. Godno¶æ w tym sensie wi±¿e siê z moralno¶ci± i – w odró¿nieniu od godno¶ci ludzkiej w g³ównym znaczeniu – mo¿na j± stopniowaæ. Tak rozumian± godno¶æ mo¿na utraciæ albo przynajmniej naruszyæ, a to przez szczególnie ra¿±ce czyny sprzeczne z moralno¶ci±, w szczególno¶ci czyny bêd±ce wyrazem pogardy dla ludzkiej godno¶ci innych (w pierwszym, g³ównym sensie). Indywidualna godno¶æ ludzka w g³ównym znaczeniu jest typowo godno¶ci± ofiary, która domaga siê od innych poszanowania. Indywidualna godno¶æ ludzka w sensie marginalnym jest typow± godno¶ci± sprawcy, któr± ten traci wskutek ingerencji w godno¶æ ludzk± innych. W momencie, kiedy godno¶æ ludzka staje siê przedmiotem pogardy, naruszona zostaje godno¶æ obu, zarówno sprawcy, jak i ofiary. Ofiary przez to, ¿e zostaje potraktowana w sposób, w jaki nie powinna byæ traktowana jako cz³owiek, sprawcy przez to, ¿e sam traktuje innych tak, jak nikt nie powinien tego czyniæ jako cz³owiek.
Zatem „ludzka godno¶æ” to specyficzny rodzaj zespo³u uprawnieñ moralnych, których w ¿aden sposób klonowanie nie narusza.
Jakie s± te uprawnienia?
– S±dzê, ¿e wiêkszo¶æ ludzi zgodzi³aby siê, ¿e zespó³ ten obejmuje swoj± tre¶ci± takie uprawnienia moralne, jak: prawo do ochrony przed naruszeniem godno¶ci w sensie ra¿±cych aktów pogardy i upokorzenia, prawo do minimum wolno¶ci dzia³ania i decydowania, prawo do otrzymania pomocy w razie niezawinionego przez siebie znalezienia siê w ciê¿kim po³o¿eniu, prawo do minimum jako¶ci ¿ycia w sensie wolno¶ci od cierpieñ oraz prawo do niebycia zinstrumentalizowanym w imiê cudzych celów bez osobistego przyzwolenia i w sposób ra¿±co szkodliwy. Moim zdaniem, istota pogardy dla ludzkiej godno¶ci w znaczeniu indywidualnym tkwi w tym, ¿e cudze zachowanie wyrz±dza przedmiotowej jednostce jak±¶ powa¿n± szkodê lub wywiera na ni± w inny sposób negatywny wp³yw – nawet w tak ekstremalny sposób, ¿e chcia³oby siê powiedzieæ, ¿e jest ona traktowana jak rzecz, a nie jak cz³owiek. Jednak niczego podobnego nie nale¿y siê spodziewaæ w przypadku klonowania reprodukcyjnego.
Dziecko−klon od samego pocz±tku traktowane jest instrumentalnie.
– Instrumentalizacja polega, miêdzy innymi, na mo¿liwo¶ci pojawienia siê ryzyka, ¿e w pewnym momencie dziecko−klon mog³oby siê rozwijaæ w taki sposób, ¿e sta³oby siê mo¿liwie wiern± kopi± „orygina³u” i swoj± drogê ¿yciow± dopasowa³oby przede wszystkim do cudzych pragnieñ, zamiast do w³asnych predyspozycji. Ale proszê zauwa¿yæ, ¿e z faktu, i¿ ryzyko istnieje, nie mo¿na wnioskowaæ, ¿e samo klonowanie jest dzia³aniem wymierzonym przeciwko ludzkiej godno¶ci dziecka−klonu. Po pierwsze, niebezpieczeñstwa te s± zwi±zane z procedur± klonowania reprodukcyjnego tylko przypad³o¶ciowo (kontyngentnie). Nie s± z ni± zwi±zane immanentnie, ale „zewnêtrznie”. To nie sama procedura klonowania reprodukcyjnego zacie¶nia bowiem opcje dziecka−klonu czy te¿ podporz±dkowuje jego rozwój cudzym oczekiwaniom, lecz sposób, w jaki siê je potem wychowa, gdy proces klonowania zostanie zakoñczony.
Za³ó¿my, ¿e klonowanie nie wi±¿e siê z ¿adnym ryzykiem. Czy uwa¿a Pan, ¿e jest ono dobrym sposobem „rodzenia” siê cz³owieka?
– Jestem etykiem empirycznym i próbujê uprawiaæ etykê niezale¿nie od metafizyki, dlatego uwa¿am, ¿e nie nale¿y opisywaæ ¶wiata u¿ywaj±c kategorii „dobra” – „z³a”. S±dzê, ¿e mo¿liwo¶æ uniwersalnego uzasadnienia twierdzeñ jest mo¿liwa tylko na podstawie tych warto¶ci, które zosta³y uznane przez wszystkich. Czyli, mówi±c wprost: je¿eli zdecydowana wiêkszo¶æ ludzi uzna³aby, ¿e klonowanie jest dobrym sposobem „rodzenia”, zaakceptowa³bym taki ¶wiat.
Etyka musi mieæ wymiar pragmatyczny, a nie metafizyczny. D±¿ê do uniwersalnego uzasadnienia twierdzeñ, ale tylko na podstawie warto¶ci, które wszyscy akceptuj±. Tak± zasad± jest na przyk³ad zasada unikania szkód czy zasada bycia chronionym, co nie oznacza, ¿e to roszczenie o ochronie mo¿na w równym stopniu tak¿e rozszerzyæ na prenataln± czy te¿ terminaln± fazê ¿ycia. Trudno wyprowadziæ równe roszczenia dotycz±ce embrionu czy zw³ok.
Skoro wiêkszo¶æ statystyczna decyduje o naszych dzia³aniach, czy oznacza to, ¿e wspólnota jest ¼ród³em moralno¶ci?
– Tak, bo normy moralne, jak to ju¿ powiedzia³ Immanuel Kant, roszcz± sobie pretensje, by byæ uznanymi powszechnie.
Czyli Robinson Crusoe by³ amoralny?
– W pewnym sensie tak, bo o moralno¶ci cz³owieka w spo³eczeñstwie decyduje nie sam cz³owiek, ale inni obywatele. Musi o tym pamiêtaæ bioetyk, który wypowiadaj±c s±dy publicznie powinien zachowywaæ siê zupe³nie inaczej ni¿ w murach laboratorium. Podkre¶lam jeszcze raz: to powszechna wa¿no¶æ opinii i s±dów decyduje o jako¶ci ¿ycia publicznego.
Pañska teoria etyki empirycznej nie odnosi siê zatem do cz³owieka, lecz tylko do jednej jego roli – do bycia obywatelem.</p>
– Tak, etyka ma bowiem funkcjê polityczn±.
Nie zagra¿a nam wieloetyczno¶æ? Inna etyka w szkole, inna w pracy, a inna na zebraniach partyjnych?
– Takie niebezpieczeñstwo realnie istnieje, ale jest to konsekwencja podzia³u na sferê prywatn± i publiczn±.
W ksi±¿ce „Odpowiedzialno¶æ za przysz³e pokolenia” porównuje Pan etykê do kodeksu drogowego, którym maj± siê kierowaæ uczestnicy ruchu drogowego i w ten sposób pozbawia Pan cz³owieka mo¿liwo¶ci decydowania o swoim losie. Wspólnota rozumiana jako masa jest najwa¿niejsza.
– Jest tu sprzeczno¶æ miêdzy wol± jednostki a pragnieniami masy, ale s±dzê, ¿e zawsze mo¿na znale¼æ jaki¶ kompromis.
Nie s±dzi Pan, ¿e Pañska etyka empiryczna wymusza zmianê dotychczasowej koncepcji cz³owieka, w my¶l której cz³owiek odpowiedzialny by³ przede wszystkim przed Bogiem, przed sob± i przed innymi? Pan redukuje rozumienie cz³owieka tylko do wymiaru odpowiedzialno¶ci spo³ecznej...
– W moim ujêciu najwa¿niejszy jest wymiar odpowiedzialno¶ci wobec drugiego, ale ten drugi to nie tylko s±siad, ale i wnuk. Jestem odpowiedzialny za ca³e pokolenia.