![]() |
| Józef Che³moñski, Autoportret |
Zanim usiad³y¶my przy herbacie, pani Monika Che³moñska pokaza³a mi na ¶cianie niewielkie obrazki przedstawiaj±ce dom w miejscowo¶ci Stare (dzisiaj Adamowizna), niedaleko Grodziska Mazowieckiego, który uwa¿a za rodzinne gniazdo, chocia¿ nie jest dziedziczn± posiad³o¶ci±, lecz zosta³ kupiony przez jej dziadka, ¿eby móg³ uciekaæ z Warszawy na odpoczynek w¶ród przyrody. Latem je¿d¿ono "na Stare". Niedaleko by³a Kuklówka Józefa Che³moñskiego - malarza, rodzonego brata. Dziadek, podobnie jak ojciec pani Moniki i jej brat, nosi³ imiê Adam, nadawane ka¿demu najstarszemu synowi.
Doktor Adam Che³moñski by³ w ostatnich latach XIX wieku ordynatorem oddzia³u wewnêtrznego w warszawskim Szpitalu Dzieci±tka Jezus, który to oddzia³ w³asnym sumptem wyposa¿y³ w potrzebne ksi±¿ki oraz przyrz±dy lekarskie. Zapocz±tkowa³ regularne posiedzenia pracowników utrwalane w "Pamiêtniku Klinicznym", który redagowa³. W jego dzia³alno¶ci szukaæ trzeba pocz±tków spo³ecznikowskiego ducha dziedziczonego przez nastêpne pokolenia Adamów Che³moñskich, a rozszerzaj±cego siê na dalszych cz³onków rodziny. Do pionierskich zas³ug nale¿y jeszcze udzia³ w organizowaniu pierwszego sanatorium dla chorych na gru¼licê w Otwocku, a do osi±gniêæ naukowych tego lekarza-praktyka opisanie zmian nazwanych pó¼niej "g³odowym zanikiem ko¶ci".
Jeden z czwórki dzieci, Mateusz, studiowa³ medycynê w Petersburgu, po czym, jak to okre¶la bratanica, tu³a³ siê po Syberii. Z poznan± tam przysz³± ¿on±, córk± in¿yniera kolei transsyberyjskiej, wróci³ po ¶lubie do niepodleg³ej Polski i osiad³ "na Starem", pó¼niej za¶, wybudowawszy sobie nowocze¶niejszy dom za pieni±dze brata Adama, Stare odda³ jego rodzinie. Drugi syn, Józef (imiê po s³awnym stryju), by³ weterynarzem i gospodarzy³ w nieodleg³ym maj±tku ¿ony. Najstarsza z rodzeñstwa, Maria, wysz³a za polskiego inteligenta niemieckiego pochodzenia, Paw³a Heinzelmanna, administratora du¿ych w³o¶ci arystokratów, którego dzieci po¶wiadczy³y gor±cy patriotyzm podczas okupacji, po czym przyjê³y spolszczon± wersjê nazwiska.
Adam Che³moñski, syn Adama, warszawskiego lekarza, urodzony w roku 1890, zapocz±tkowa³ uczon± tradycjê rodziny, wpisuj±c ten w±tek w szeroki kontekst dzia³añ, jakich od ¶wiat³ych ludzi jego pokolenia wymaga³y czasy, w których ¿yli.
Adam Che³moñski, syn Adama, warszawskiego lekarza, urodzony w roku 1890, zapocz±tkowa³ uczon± tradycjê rodziny, wpisuj±c ten w±tek w szeroki kontekst dzia³añ, jakich od ¶wiat³ych ludzi jego pokolenia wymaga³y czasy, w których ¿yli.
Wyrzucony z gimnazjum rz±dowego za strajk uczniowski w roku 1905, po eksternistycznej maturze zapisa³ siê na Wydzia³ Prawa Uniwersytetu w Petersburgu. Uzyskawszy dyplom nie skorzysta³ z propozycji pracy naukowej (nieczêsto sk³adano je Polakom) i pojecha³ kszta³ciæ siê dalej w Pary¿u. Po powrocie stamt±d, z po¶wiadczonym uznaniem francuskich mistrzów, zamierza³ po¶wiêciæ siê pracy naukowej. Wybuch rewolucji 1917 roku udaremni³ te plany i Adam Che³moñski zaanga¿owa³ siê w prace Komisji Likwidacyjnej, porz±dkuj±cej sprawy polskie w Rosji i opiekuj±cej siê ¿yj±cymi tam Polakami. W dalszym ¿yciu nieraz przysz³o mu wybieraæ miêdzy tym, na co mia³by ochotê i tym, czego wymaga³ bie¿±cy czas, przy czym owe konieczno¶ci nie rodzi³y d³ugich wahañ – potrzeby spo³eczeñstwa i pañstwa musia³y byæ spe³nione najpierw i najlepiej. Pani Monika nigdy nie s³ysza³a od ojca ¿adnego wspomnienia o prze¿yciach tamtego okresu, wiele natomiast opowiada³ o studenckich, petersburskich czasach.
Wiosn± 1919 roku wróci³ do Warszawy i po aplikacji zosta³ adwokatem. Zyskawszy rych³o renomê doskona³ego cywilisty, specjalisty zw³aszcza w kwestiach gospodarczo−prawnych, ³±czy³ praktykê adwokack± z zaanga¿owaniem w sprawy publiczne. Po okresie pracy w Ministerstwie Przemys³u i Handlu, zosta³ w 1925 roku powo³any do Komisji Kodyfikacyjnej Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie pe³ni³ kolejno ró¿ne funkcje, m.in. wspó³redaguj±c projekt prawa handlowego. Udzia³em jego pokolenia prawników o szerokich horyzontach sta³a siê wielka szansa tworzenia podstaw systemu prawnego niepodleg³ej Polski w miejsce opresyjnych ustaw zaborców.
Adam Che³moñski nie zrezygnowa³ jednak z m³odzieñczych planów pracy naukowej. Ju¿ na pocz±tku lat dwudziestych obroni³ doktorat, po czym zosta³ docentem, pó¼niej profesorem na Wydziale Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Wyk³ada³ tam prawo handlowe do wybuchu drugiej wojny ¶wiatowej, doje¿d¿aj±c z Warszawy. W Warszawie rodzina z dwójk± dzieci – Adamem i Monik± – zamieszka³a w nowoczesnej, eleganckiej willi na Bielanach.
Publikacje profesora na tematy najaktualniejsze w kszta³tuj±cym siê polskim prawie cywilnym stawa³y siê powodem propozycji sprawowania funkcji publicznych. Wybrany na pos³a, dzia³a³ aktywnie w Komisji Prawnej Sejmu II RP. By³ redaktorem naczelnym pisma prawniczego „Palestra”. W roku 1937 zosta³ wiceministrem sprawiedliwo¶ci. Córka wspomina, ¿e nie mia³ ochoty na to stanowisko – przewa¿y³y argumenty o potrzebie poprawy sytuacji w s±downictwie.
Wojnê prze¿y³a rodzina Che³moñskich w Rumunii. Nie my¶leli o dalszej emigracji, wiedz±c, ¿e ich ¿ycie w powojennej Polsce zupe³nie siê zmieni. Dom w Warszawie ocala³, ale zosta³ zajêty przez obcych, pó¼niej uda³o siê go sprzedaæ. Prof. Che³moñski waha³ siê, czy osi±¶æ w Toruniu, dok±d przeniós³ siê Uniwersytet Stefana Batorego, czy we Wroc³awiu. Wybra³ zrujnowane miasto nad Odr± i w³±czy³ siê, z w³a¶ciw± sobie energi±, w tworzenie polskiego uniwersytetu. Kierowa³ w nim Zespo³em Katedr Prawa Cywilnego. Równocze¶nie wyk³ada³ w Wy¿szej Szkole Handlowej, uczelni prywatnej, za³o¿onej przez grono prawników, przekszta³conej pó¼niej w pañstwow± WSE. Krótko przed ¶mierci± wybrano go na jej rektora.
Z pani± Monik± rozmawia³am w mieszkaniu, gdzie na drzwiach wisi jeszcze tabliczka Adama Che³moñskiego seniora (zmar³ w roku 1959), gdzie stoj± piêkne kaflowe piece, przy których grzali siê w powojenne wieczory asystenci profesora, zawsze licznie bawi±cy w jego domu. Córka opowiada, jak rzadko mo¿na by³o zobaczyæ ojca samego, „ci±gn±³ ze sob±” zwykle paru m³odych, a gdy pó¼nym wieczorem który¶ chcia³ ju¿ i¶æ, mawia³: „Siadaj pan, mo¿e jeszcze sobie co¶ wyja¶nimy”. Asystenci znajdowali w tym domu towarzystwo dwójki m³odych Che³moñskich i... ciep³y posi³ek, jako ¿e pani profesorowa (z rodziny czeskiego pochodzenia fabrykantów), nie znaj±c dnia ni godziny, gotowa³a codziennie du¿o klusek, knedli, go³±bków czy innych podzielnych potraw. Dyskusje by³y gor±ce i swobodne, co w tamtych czasach stanowi³o nie lada warto¶æ. W tych dyskusjach, przed³u¿aj±cych uniwersyteckie seminaria, kszta³towa³a siê szko³a naukowa, nacechowana rozumnym przyjmowaniem tego, co w nowej sytuacji ustrojowej przyj±æ by³o trzeba i, zgodnie z sumieniem, mo¿na. Nie pomstowano na komunizm, zdefiniowany jednoznacznie, raz na zawsze. Sam mistrz bada³ i opisywa³ takie zagadnienia, jak np. miejsce prawa gospodarczego w polskim systemie, zasady normowania gospodarki uspo³ecznionej, strukturê prawn± przedsiêbiorstw. Znowu ³±czy³ funkcje akademickie z tymi zadaniami publicznymi, które nale¿a³o wype³niaæ bez wzglêdu na stosunek do panuj±cego systemu politycznego. By³ cz³onkiem G³ównej Komisji Arbitra¿owej i wiceprzewodnicz±cym Komitetu Nauk Prawnych PAN.
S³uchaj±c historii tego rodu prawników, którego tradycja trwa ponad historyczn± przerw± dziel±c± Drug± od Trzeciej Rzeczypospolitej, my¶la³am o duchowych i mentalnych fundamentach, jakie pozwoli³y polskim elitom umys³owym przenie¶æ przez ow± dramatyczn± przerwê to, co umo¿liwia nam dzisiaj – nie bez trudów i b³êdów – odtwarzanie najlepszych wzorów i szukanie (jednak owocnie) rozwi±zañ odpowiednich dla naszej epoki. System prawny ukszta³towany w Polsce Niepodleg³ej przed drug± wojn±, zosta³ przez w³adze komunistyczne zakwestionowany w ca³o¶ci. Od jego wspó³twórców oczekiwano, ¿e bêd± uczyæ studentów owej negacji i wmawiaæ fa³szywe uzasadnienia. Odwag± by³o nie schowaæ siê przed tym i przekazywaæ – pod narzuconymi szyldami – autentyczn± wiedzê.
Adam Che³moñski junior zda³ maturê w Warszawie w roku 1947. My¶la³ o studiowaniu weterynarii ze wzglêdu na mi³o¶æ do koni, ¿ywion± od dzieciñstwa. Krótko mia³ w³asnego wierzchowca – na Starem, po wojnie chodzi³ na wy¶cigi, ale nigdy nie gra³.
Przyjechawszy do Wroc³awia, gdzie ju¿ ojciec organizowa³ uniwersytecki Wydzia³ Prawa, na tym wydziale rozpocz±³ studia. Przed ich ukoñczeniem (1950) zosta³ m³odszym asystentem w Katedrze Prawa Administracyjnego. W roku 1960 obroni³ doktorat, siedem lat pó¼niej habilitowa³ siê. Zosta³ profesorem i profesorem zwyczajnym. Zmar³ cztery lata temu, pozostawiaj±c dorobek wielu publikacji i nie mniejszej wagi schedê – licznych uczniów wyspecjalizowanych w wielu zagadnieniach prawa administracyjnego.
Gdy czyta³am, w ró¿nych okoliczno¶ciach spisane, wspomnienia o profesorze, uderza³o w nich powtarzaj±ce siê ¶wiadectwo jego przywi±zania do Wroc³awia. Wielekroæ mówi³ o tym, jak± szans± sta³o siê dlañ to miasto – podnoszone z ruin, zasiedlane prze¿yciami ca³ego pokolenia przybyszów z odleg³ych stron Polski, przywracane poprzez pracê i nobilitowane na nowo poprzez rozwój nauki.
Nie³atwo przedstawiæ przedmiot jego w³asnych zainteresowañ badawczych, gdy¿ jest bardzo rozleg³y. Najogólniej mówi±c, stanowi³a go problematyka prawnych form dzia³ania administracji publicznej, rozpoznawana coraz gruntowniej i rozszerzaj±ca swój zakres o sprawy aktualne. Uczniowie, a niektórzy maj± ju¿ tytu³y profesorskie, podkre¶laj± zadziwiaj±c± intuicjê swego mistrza w znajdowaniu tematów badañ istotnych dla rozwoju nauki prawa. Z tak± problematyk± wi±za³a siê tak¿e dydaktyczna dzia³alno¶æ Adama Che³moñskiego m³odszego, a dydaktyce po¶wiêca³ siê z pasj±. W relacjach profesora ze studentami dominuj±ce by³o poczucie odpowiedzialno¶ci – za ca³y ich los, tj. wykszta³cenie, wychowanie, jako¶æ ¿ycia w czasie, kiedy zosta³o mu powierzone. Naturalne wiêc by³o wydeptywanie korytarzy w komendzie milicji i w s±dach, skoro przysz³o mu byæ dziekanem (1981−87) wtedy, gdy studentów oraz m³odszych kolegów nêkaj± stró¿e re¿imu za upominanie siê o nale¿ne obywatelom prawa.
W warunkach powojennych nie poszed³ ¶ladem ojca w adwokaturze, skupi³ siê mocno na dzia³aniach dla ¶rodowiska uniwersyteckiego, jego wolno¶ci, manifestowanej w badaniach i w wychowywaniu m³odzie¿y, jego godno¶ci chronionej przez nieprzekraczalne normy postêpowania, które upowszechnia³.
Kontynuuj±c rodzinn± tradycjê, Adam Che³moñski udziela³ siê w organizacjach i cia³ach spo³ecznych, od Ko³a Naukowego Prawników poczynaj±c, któremu przewodniczy³ podczas studiów, poprzez Wroc³awskie Towarzystwo Naukowe, Radê Naukow± Instytutu Pañstwa i Prawa PAN w latach osiemdziesi±tych, Komitet Nauk Prawnych Akademii (jak ojciec), redakcje „Pañstwa i Prawa” oraz „Studiów Prawniczych”. W nurcie podkre¶lanej przez uczniów troski o poziom etyczny ¶rodowiska mie¶ci³a siê dzia³alno¶æ Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli Akademickich przy ministerstwie, której w latach 1986−1990 profesor przewodniczy³. Zaanga¿owa³ siê równie¿ w pracê Sekcji Nauk Prawnych KBN.
Na tym pokoleniu wroc³awian – z losu i wyboru – koñczy siê albo przerywa prawniczy w±tek. Kolejny Adam Che³moñski, syn i wnuk Adamów, jest lekarzem, jak jego prapradziadek. Siostra Anna kontynuuje tradycjê akademick±, bêd±c profesorem w Akademii Rolniczej. To trop jednego z przodków, który w poprzednim stuleciu po¶wiêci³ siê weterynarii. Przeniesione przez epoki i zakorzenione nad Odr± domowe klimaty – tolerancji, za¿y³o¶ci mistrzów z uczniami, wspólnoty prze¿ywania spraw najwa¿niejszych – trwaj±.