Dziennikarzom zawdziêczam wiele, mam dla nich wielki szacunek, ale przyznam, ¿e czasem przygl±dam siê ich pracy z zadum±. Ostatnio nabrali siê na bardzo przeciêtn± informacjê o ptasiej grypie i wzajemnie siê podniecaj±c, stworzyli atmosferê powa¿nego zagro¿enia na ¶wiecie. Bior±c za dobr± monetê wypowiedzi niektórych ¿±dnych rozg³osu urzêdników, nadali tej pospolitej i ma³o zara¼liwej chorobie status zabójcy ludzko¶ci. Od kilku tygodni nie ma dziennika telewizyjnego czy radiowego, ¿eby nie by³o o tym mowy. Ludzie uwierzyli w nadchodz±cy kataklizm i przestali dokarmiaæ go³êbie. To trochê przypomina niegdysiejsz± aferê z AIDS, której wirus podobno mia³ przechodziæ z cz³owieka na cz³owieka nawet przez grube mury i kana³y wentylacyjne. Pamiêtam, ¿e mój przyjaciel na pocz±tku lat dziewiêædziesi±tych dosta³ zadanie stworzenia o¶rodka profilaktyki tej choroby, ale warszawscy tubylcy za nic nie chcieli pozwoliæ na otwarcie placówki w budynku, w którym mieszkali. Przychodnia w koñcu powsta³a, ale po cichu, w przeciwnym razie nie mia³aby szans.
Jako¿ chyba siê w prasie i telewizjach zorientowano, ¿e sprawy z ptasi± gryp± zabrnê³y za daleko i ¿e kto¶ za bardzo nabroi³, skoro teraz za wszelk± cenê próbuje siê to odkrêciæ i robi wywiady z fachowcami, którzy zapewniaj±, ¿e nie ma mowy o epidemii w¶ród ludzi. Moim zdaniem za pó¼no. M¶ci siê brak elementarnej wiedzy. Horror utrwali³ siê w tak zwanej ¶wiadomo¶ci spo³ecznej na dobre. Wróbelki maj± nie je¶æ z rêki w³a¶nie teraz, w XXI wieku, kiedy ju¿ tyle wiemy o chorobach zaka¼nych! Jako¶ z serwisów prasowych wypad³a informacja, ¿e ptaki s± nosicielami specyficznego wirusa od wieków. I nie tylko wirusa.
Nie dziwiê siê wcale, ¿e pewien polityk (nie podajê nazwiska, bo s³ysza³em, ¿e jest oskar¿ony) osi±gn±³ dobre wyniki w wyborach. Najpierw media twierdzi³y, ¿e to ³obuz i niewykszta³cony dureñ, k³amca, wichrzyciel i populista, po czym w niezliczonych spotach telewizyjnych pokazywano go a to w roli wysypywacza zbó¿, a to krzykacza na wiecu, a to zasmuconego losem ojczyzny, a to triumfuj±cego w Sejmie i wyg³aszaj±cego oskar¿enia. Na jego miejscu by³bym z tej niekonsekwencji bardzo kontent. Powinien kochaæ dziennikarzy. Na pewno kocha.
Rekordy w jego popularyzowaniu bije telewizja TVN. Ta sama zreszt±, w której dziennikarze propaguj± i inne pospolite wzorce, na przyk³ad jêzykowe. Kiedy Donald Tusk po przegranych wyborach prezydenckich powiedzia³ pospolicie: „Kochani, nie da³em rady”, prezenterka TVN−24 dwukrotnie pospolicie powtórzy³a ze smutkiem i w dobrej wierze, ¿e Donald Tusk rzeczywi¶cie nie da³ rady. A przecie¿ powinna by³a powiedzieæ: „nie da³ sobie rady” albo: „nie podo³a³”. Tak by³oby lepiej i nie mniej telewizyjnie. Ale i temu siê nie dziwiê. Kiedy¶ ta sama osoba po otrzymaniu nagrody Wiktora powiedzia³a, ¿e „nie da rady podnie¶æ statuetki”, wiêc domy¶lam siê, ¿e ten zwrot ma w umy¶le od do¶æ dawna.
Pospolito¶æ, jak ów oskar¿ony polityk, wdziera siê w nasze ¿ycie wszystkimi szparami. Ju¿ nie wysy³a siê SMS−u (tak jak listu), ale SMS−a. W wiadomo¶ciach telewizji publicznej TVP, tej z obowi±zkami edukacyjnymi, s³yszymy, ¿e „trzeba przestrzegaæ przepisy ruchu drogowego” (zamiast „przepisów”), a w serwisie sportowym, ¿e „z dru¿ynami zachodnimi polskim pi³karzom nie idzie wygrywaæ” (zamiast „polscy pi³karze nie potrafi± wygrywaæ”). Ju¿ my¶la³em, ¿e to przejêzyczenie, gdy po kilku minutach powiedziano: „Trenerowi Kasperczakowi nie sz³o dogadaæ siê z dzia³aczami Wis³y”, po czym w pogodynce mi³y pan oznajmi³, ¿e: „Czym wiêkszy wy¿ nad europejsk± czê¶ci± Rosji, tym u nas wiêcej s³oñca” (zamiast: „Im wiêkszy...”).
Sekretarz Rady Jêzyka Polskiego dr Katarzyna K³osiñska mówi, ¿e media powinny przestrzegaæ staranno¶ci wypowiedzi i unikaæ form potocznych, ale moim zdaniem jej apel, kolejny przecie¿ w powojennej historii Polski, nie odniesie skutku, bo ¶rodki masowego przekazu s± obecnie jak nigdy nastawione na docieranie do ludzi niewykszta³conych. To oni decyduj±. Stanowi± ogromn± wiêkszo¶æ odbiorców i od nich zale¿y nie tylko wynik wyborów, ale przede wszystkim ilo¶æ pieniêdzy z reklam. Panuje nieuzasadnione przekonanie, ¿e je¶li do s³uchaczy i czytelników o niskim poziomie kultury jêzyka bêdzie siê mówi³o i pisa³o zbyt ³adnie i poprawnie, to ci zaczn± wy³±czaæ odbiorniki, a kioski z gazetami omijaæ szerokim ³ukiem.
W takim razie przypomnê, ¿e s³ynny cytat z „Wesela” Stanis³awa Wyspiañskiego brzmia³: „A tu pospolito¶æ skrzeczy” i ¿e to w³a¶nie dziennikarze ju¿ w latach dwudziestych XX w. przerobili ten zwrot na mniej dra¿liwy: „rzeczywisto¶æ skrzeczy”. Niektórzy s±dz± bowiem, ¿e zast±pienie jakiego¶ s³owa innym albo usuniêcie go z jêzyka spowoduje likwidacjê problemu. By³y ju¿ takie próby. Sowiecki satrapa Leonid Bre¿niew wyda³ dekret, w którym kaza³ z pi¶miennictwa wyrugowaæ psychopatie. Tak skutecznie, ¿e od tamtej pory maj± siê jeszcze lepiej.
e−mail: pmuldner@mp.pl