Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



rody uczone (102)


Zaszczepi³ nam to, ¿e cz³owiek ma jedn± twarz i w ka¿dych warunkach – wojny czy komunizmu – musi j± zachowaæ. Nie wolno siê sprzedaæ za byle co. Ojciec powtarza³, ¿e w ka¿dych warunkach mo¿na zrobiæ co¶ dobrego dla Polski.

Kaliciñscy

Magdalena Bajer

W rodzinach lekarskich zainteresowanie w³asn± genealogi± przychodzi zwykle pó¼no, gdy mniej zajêæ zawodowych absorbuj±cych bez reszty i stanowi±cych sta³y temat rozmów. Profesor Piotr Kaliciñski milcza³ chwilê, zanim odpowiedzia³ na pytanie o pamiêæ przodków, o metrykê duchow±, ¶wiadomo¶æ, czemu powinno siê i pragnie byæ wiernym.

szabla, ksiêgi i lancet

Po k±dzieli mój rozmówca i dwoje jego rodzeñstwa maj± szable. Rodzina matki to wojskowi, pi³sudczycy. Macierzysty dziadek – u³an, zas³u¿ony walk± w obronie Lwowa 1918 roku. Po mieczu – ksiêgi, je¶li uznaæ je za symbol historycznych pasji i zawodowej pracy dziadka Kazimierza Kaliciñskiego, który by³ nauczycielem, rozmi³owanym w swoim przedmiocie ponad miarê lekcyjnych potrzeb, i przekaza³ to zainteresowanie synowi, choæ ten wcze¶nie zdecydowa³, ¿e po¶wiêci siê medycynie. Historyk zgin±³ w Buchenwaldzie, ju¿ w listopadzie 1939 roku. Wojskowa tradycja przed³u¿y³a siê na ca³e doros³e ¿ycie potomka u³anów, wszak¿e w zupe³nie odmiennych warunkach, wymagaj±cych sprostania niejednej ciê¿kiej próbie, by ocaliæ i zaszczepiæ innym wyniesione z domu idea³y.

Od pocz±tku drugiej wojny Zygmunt Henryk Kaliciñski, przysz³y ojciec mego rozmówcy, zostawszy z matk± i dwiema siostrami, musia³ siê imaæ rozmaitych prac zarobkowych w ró¿nych miejscach rodzinnej tu³aczki. Szko³ê dokoñczy³ po wojnie w Krakowie i tam, na Wydziale Lekarskim, jeszcze przed oddzieleniem go od UJ, spotka³ przysz³± ¿onê Krystynê, studentkê farmacji. Profesor Piotr podkre¶la, ¿e zawód mamy umacnia³ „medyczny charakter” jego domu.

Zaraz po studiach powo³ano Zygmunta do wojska i szczê¶liwym trafem skierowano do Warszawy, choæ liczy³ siê z zes³aniem na odleg³± prowincjê po g³o¶nym prote¶cie przeciwko szkalowaniu AK przez politruka. Gdy ¿ona zda³a ostatnie egzaminy, sprowadzi³ j± z trójk± dzieci, bêd±c lekarzem izby przyjêæ w sto³ecznej jednostce wojskowej. W Krakowie zosta³o sporo dalszych krewnych, w¶ród nich niejeden aktualny lub przysz³y lekarz.

– Z ojcem rozmawiali¶my du¿o. Od ma³ego. O wszystkim. Nie by³o tabu. Wynie¶li z tych rozmów patriotyzm – prof. Piotr tak to okre¶la najkrócej. I szacunek dla innych, i poszanowanie ludzkiej pracy – dopowiada jeszcze, dodaj±c: – Zaszczepi³ nam to, ¿e cz³owiek ma jedn± twarz i w ka¿dych warunkach – wojny czy komunizmu – musi j± zachowaæ. Nie wolno siê sprzedaæ za byle co. Ojciec powtarza³, ¿e w ka¿dych warunkach mo¿na zrobiæ co¶ dobrego dla Polski. Nigdy nie wst±pi³ do partii, choæ w wojsku tego oczekiwano. Dorobi³ siê szacunku otoczenia, jakkolwiek nie kry³ krytycznych pogl±dów o panuj±cym systemie.

M³odemu lekarzowi nie wystarcza³o ogl±danie odparzonych ¿o³nierskich stóp w izbie przyjêæ. Zg³osi³ siê jako wolontariusz do szefa Kliniki Chirurgii Dzieciêcej AM, prof. Jana Kossakowskiego. Przez trzyna¶cie lat ³±czy³ zajêcia z obowi±zkami lekarza wojskowego, uzyskuj±c specjalizacjê i doktorat w klinice. Wakacje rodzina spêdza³a na poligonach, gdzie ojciec „zabezpiecza³” warunki sanitarne. Ca³ymi dniami nie by³o go w domu, ale wieczorne rozmowy z dzieæmi trwa³y nieprzerwanie, zyskuj±c nowe tematy: osi±gniêcia i pora¿ki zawodowe, naukowe nowo¶ci, ale i trudne sytuacje ¿o³nierzy−pacjentów. Rodzice byli religijni – bez ostentacji, bez g³o¶nego odwo³ywania siê do ewangelicznych podstaw tego, co uznawano za ¿yciowe drogowskazy. Znajomi ksiê¿a odwiedzali dom. Pó¼niej, gdy ojciec by³ ju¿ profesorem, nieraz spotyka³ siê z kardyna³em Glempem, szukaj±c w Ko¶ciele wsparcia dla swoich spo³ecznych dzia³añ.

Ten czas poprzedzi³a praca na stanowisku kierownika Oddzia³u Chirurgii Dzieciêcej w wojskowym szpitalu i kolejne stopnie oraz tytu³y naukowe uzyskiwane za badania w tej dziedzinie.

ze wzglêdu na Polskê

Obok medycyny i historii prof. Kaliciñskiego seniora poch³ania³o nawi±zywanie kontaktów z o¶rodkami chirurgii dzieciêcej za granic±. Zaczê³o siê od stypendium otrzymanego w latach sze¶ædziesi±tych w Great Ormond Street Hospital w Londynie, co by³o efektem publikacji referatu wyg³oszonego wcze¶niej na zje¼dzie w Wiedniu. Wszystkie te kroki wymaga³y osobnych zezwoleñ od wojska. Trzy miesi±ce spêdzone w najlepszym ¶wiatowym o¶rodku zaowocowa³y d³ugotrwa³± wspó³prac±. Brytyjscy specjali¶ci zaczêli przyje¿d¿aæ do Polski, polscy lekarze wyje¿d¿ali do Londynu, pó¼niej do Liverpoolu, do Bremy. – Wiele mostów poprzerzuca³ – mówi dzisiaj syn.

Na pocz±tku lat osiemdziesi±tych nawi±za³ wspó³pracê z Uniwersytetem Kalifornijskim w Los Angeles, dok±d pojechali polscy chirurdzy, kardiochirurdzy, anestezjolodzy, kardiolodzy, neonatolodzy. Razem z synem doliczyli siê kiedy¶ ponad trzystu lekarzy, którzy przebywali na kilkumiesiêcznych stypendiach i sta¿ach w ró¿nych krajach, dziêki staraniom profesora. W stanie wojennym wojsko chcia³o zrobiæ Zygmunta Kaliciñskiego komisarzem Centrum Zdrowia Dziecka, z którym wspó³pracowa³, placówki – jak wszystkie szpitale – zmilitaryzowanej. Odmówi³ bez ogl±dania siê na konsekwencje. Nie zrobiono mu za to nic z³ego, komisarzem zosta³ kto inny.

W sprawach, które „ojciec uznawa³ za zasadnicze”, nie by³o kompromisu. Bywa³o ryzyko. Wysy³aj±c zastêpy m³odych za granicê, w czasach gdy jawi³a siê intelektualnym i ¿yciowym rajem, ryzykowa³, ¿e niejeden zechce tam zostaæ. To siê nie zdarza³o, gdy¿ wychowankowie profesora byli przezeñ nauczeni, ¿e ka¿d± istotn± decyzjê maj± podejmowaæ ze wzglêdu na Polskê. Wyszkoleni daleko, powinni wiedzê i umiejêtno¶ci przywie¼æ, ¿eby nasze dzieci mia³y takie same szanse na leczenie, jak dzieci w innych krajach. Syn Piotr, gdy po trzymiesiêcznym stypendium w Stanach Zjednoczonych proponowano mu dalszy pobyt, poprosi³ swoj± macierzyst± instytucjê o zaleg³y urlop. By³ stan wojenny i w odpowiedzi zagro¿ono mu zwolnieniem z pracy. Wróci³ po odbyciu szkolenia w transplantacjach w±troby i nerek u dzieci, do pracy przywrócono go po trzech miesi±cach bezrobocia.

Dziêki pasjom, takim jak prof. Kaliciñskiego seniora, chirurgia dzieciêca w Polsce nie odstawa³a zbytnio od poziomu ¶wiatowego, mimo ¿e od ¶wiata zachodniego byli¶my d³ugo izolowani. Tworzy³ programy kszta³cenia, projektowa³ wyposa¿enie oddzia³ów. Przekonywa³ partyjnych decydentów, nie bêd±c ich towarzyszem, ¿e warto i trzeba siê uczyæ za granic±, niezale¿nie od politycznych napiêæ. Prof. Piotr Kaliciñski t³umaczy siê niejako z pochwa³ pod adresem nie¿yj±cego od dziewiêciu lat ojca, stwierdzaj±c, ¿e to wszystko, co robi³, sprawia³o mu rzeczywist± rado¶æ.

mia³em szczê¶cie

Starszy brat Zygmunt jest kardiochirurgiem. Po studiach w Szczecinie wróci³ do Warszawy, zrobi³ doktorat i pracuje w klinice AM, planuj±c habilitacjê. Siostra skoñczy³a polonistykê i uczy w szkole. Najm³odszy Piotr przedstawia siê w toku rozmowy dok³adniej: chirurg−transplantolog dzieciêcy.

Koñcz±c liceum matematyczno−fizyczne my¶la³ o studiowaniu fizyki. W ostatniej chwili wybra³ medycynê. Potem medycyna zabiegowa okaza³a siê „jedynym wyborem”, co t³umaczy w³a¶ciwo¶ciami swojej natury, potrzeb± szybkiego efektu pracy. Potem przypuszcza³ to, co teraz wie na pewno – ¿e dzieci s± najwdziêczniejszymi pacjentami. Przypadek dope³ni³ szczê¶liwie decyzje m³odego cz³owieka. Gdy koñczy³ studia (1980), powstawa³o w Warszawie Centrum Zdrowia Dziecka, dok³adniej – jego szpitalne oddzia³y. Dyplom z wyró¿nieniem dawa³ prawo wyboru, a w nowej placówce potrzeba by³o wielu lekarzy. Ca³y zespó³, poza w±skim gronem mistrzów, by³ bardzo m³ody. Pocz±tki swojej pracy wspomina prof. Piotr jako zupe³nie niezwyk³e. – Trzeba siê by³o uczyæ w szalonym tempie. Koledzy gdzie indziej krok za krokiem st±pali po stopniach naukowej drabiny, a my przeskakiwali¶my te stopnie. Sam zosta³ profesorem w 2002, maj±c 47 lat.

Centrum pomy¶lane by³o jako o¶rodek wiod±cy, wobec czego trafiali tam najtrudniejsi pacjenci. M³ody zespó³ musia³ decydowaæ o diagnozie i terapii przypadków znanych nieraz jedynie z podrêczników, najczê¶ciej pod presj± czasu. – To by³o, naturalnie, trudne i uci±¿liwe dla naszych szefów, których nêkali¶my telefonami, którzy musieli przyje¿d¿aæ o ró¿nych porach dnia i nocy. By³a taka atmosfera, która do dzisiaj siê utrzymuje, entuzjazmu, absolutnego poczucia obowi±zku i pêdu do nauki.

W „absolutnym poczuciu obowi±zku” mie¶ci siê wspó³dzia³anie z rodzin± chorego dziecka, pomoc w trudno¶ciach, tak¿e niezwi±zanych bezpo¶rednio z chorob±, a wynikaj±cych z ubóstwa, osamotnienia, konfliktów. – To jest to, co nam pozwala czuæ siê lekarzami.

Zainteresowanie transplantologi±, daj±c± czêsto jedyn± szansê normalnego ¿ycia, okaza³o siê w takiej sytuacji, w takim zespole, naturalne. By transplantologia sta³a siê mo¿liwie szybko praktyk± kliniczn±, pomóg³ prof. Zygmunt Kaliciñski, umawiaj±c siê na rozmowê z nieznanym mu wówczas osobi¶cie Richardem Finem, wybitnym nefrologiem z UCLA w Berkeley. W jej wyniku powsta³ obszerny program wspó³pracy, a cztery lata pó¼niej dokonano pierwszego przeszczepu nerki w Centrum Zdrowia Dziecka. Kontakty nawi±zywane po to, aby polscy specjali¶ci mogli siê szkoliæ w najlepszych o¶rodkach, zamienia³y siê zwykle w trwa³e, g³êbokie przyja¼nie. Z prof. Pichlmayrem, tak¿e ju¿ nie¿yj±cym, prof. Zygmunt Kaliciñski by³ u Jana Paw³a II, który uzna³ to, co robi±, za wzorcowy model wspó³pracy – i lekarskiej, i naukowej – w trudnych czasach.

Sporo miejsca w naszej rozmowie z prof. Piotrem Kaliciñskim zajê³y jego s³owa wdziêczno¶ci dla tych bardzo wielu „przyjació³ Polski”, którzy nie traktuj±c nas jak ubogich krewnych, ale jak cennych partnerów, którym los nie da³ takich samych szans, starali siê rozmaitymi sposobami te szanse wyrównywaæ. W sze¶æ lat po pierwszym przeszczepieniu nerki uda³o siê przeprowadziæ przeszczep w±troby. – Teraz nastêpne etapy...

Prof. Kaliciñski junior uwa¿a wysokie wymagania – od siebie i od innych, którym stawia zadania – za rzecz oczywist± i nie wi±¿e tego wy³±cznie z medycyn±. Ma siê za cz³owieka tolerancyjnego, który nikomu niczego nie narzuca, oczekuj±c, ¿e otoczenie uzna i bêdzie pielêgnowa³o warto¶ci, jakie on sam wyniós³ z domu.

Nastêpne pokolenie nie zdradza zainteresowañ medycznych. Siostrzenica, po filologii angielskiej i edukacji w zakresie public relations, pracuje w Polskich Liniach Lotniczych. Starszy syn i wnuk uczonych lekarzy „w szkole uczy³ siê tylko tego, co go interesowa³o. Do innych przedmiotów chyba nie mia³ zeszytów”. Poci±ga³y go sporty ekstremalne. Teraz studiuje zarz±dzanie, pracuj±c jednocze¶nie (jak ojciec i dziadek, ten drugi z konieczno¶ci), najpierw w dwu w³asnych firmach, które zak³ada³ w wieku dwudziestu jeden lat. Ostatnio zwyciê¿y³ w konkursie na dobre stanowisko w gronie ponad stu osób. Powiada, ¿e razem z dyplomem magisterskim musi mieæ zawód, pracê, wysokie kwalifikacje, ¿eby szybko wystartowaæ. M³odszy syn zacz±³ studia informatyczne.

Prof. Piotr Kaliciñski wyrzuca sobie czasem, ¿e nie po¶wiêca³ dzieciom tyle czasu, ile jego ojciec swoim. – ¯ycie przy¶pieszy³o – t³umaczy, i ma nadziejê, ¿e to, co najwa¿niejsze: szacunek dla pracy, szacunek dla innych, przywi±zanie do Ojczyzny, które wp³ywa na ¿yciowe wybory, uda³o mu siê przekazaæ.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje