Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Recenzje


Nieusuwalne blizny

Problem rozliczeñ z przesz³o¶ci± budzi w Polsce wiele emocji. Dla jednych to sprawa wstydliwa, budz±ca za¿enowanie, dla innych - zwyk³a przyzwoito¶æ, opieraj±ca siê na braku wyrzutów sumienia. Jedno jest pewne: ideologia marksistowska ³udzi³a swoim piêknem wszystkich. Tak¿e elity intelektualne.

W rozmowach, jakie z naukowcami - pocz±wszy od historyków, socjologów, a skoñczywszy na matematykach - przeprowadzi³a Magdalena Bajer, nie ma miejsca na oceny. Autorka, dziennikarka i publicystka, znana równie¿ z ³amów „Forum Akademickiego”, postawi³a sobie za cel odst±pienie od os±dzania swoich interlokutorów. Miejsce na komentarz zostawi³a czytelnikowi. Nie wszystkie bowiem biografie pozbawione s± konformizmu, dwulicowo¶ci, hipokryzji, politycznej poprawno¶ci...

Ju¿ same tytu³y poszczególnych rozmów („Jeszcze wierzy³em”, „Zobowi±za³a mnie tradycja rodzinna”, „Chcia³em poprawiæ”, „Przyj±³em rolê”), uprzedzaj±, ¿e bêdziemy mieli do czynienia z pewnego rodzaju zbiorow± ekspiacj±. To oczyszczenie ze z³a ma w sobie co¶ z Mi³osza. Zaanga¿owani, ale nieustannie szukaj±cy usprawiedliwieñ dla swoich postaw. Bêd±cy czê¶ci± systemu, ale niewinni, nieodpowiedzialni. Nieprawdziwi, ale przecie¿ w s³usznej sprawie.

Takie naznaczenie czasem, w którym przysz³o mu ¿yæ, noblista okre¶la mianem „uk±szenia heglowskiego”. Blizny po nim ciê¿ko siê goj±. I nawet próba ich zagojenia, choæby przej¶ciem do opozycji i czynnym udzia³em w Solidarno¶ci, koñczy siê na ogó³ fiaskiem. Owszem, mo¿e to siê udaæ w oczach innych, ale we w³asnej psychice blizny pozostaj± nieusuwalne.

Autorka zaczyna od pytañ o dom rodzinny, o to, co z niego wyniesiono, czy i w jakim stopniu ten baga¿ odcisn±³ piêtno na pó¼niejszym ¿yciu. Dla rozmówców, nawet je¶li dziedzictwem, które najsilniej na nich zaci±¿y³o, by³ komunizm, nie odczuwaj± tego jako balastu. Tak byæ po prostu musia³o. Naturaln± kolej± rzeczy staje siê wiêc dobrowolne z regu³y wst±pienie do partii. Tym bardziej, je¶li ideologia jawi siê jako klucz do wszystkiego. Czy¿ mo¿na siê wiêc dziwiæ W³adys³awowi Markiewiczowi, który uwa¿a³, ¿e w Polsce trzeba wiele zmieniæ i s±dzi³, ¿e nowy ustrój daje na to szanse? A Jerzemu Jedlickiemu, który zobaczy³ w tym ruchu awangardê przebudowy spo³ecznej w Polsce, a w socjalizmie ideê postêpu i równo¶ci? Henryk Samsonowicz, gdy zobaczy³, ¿e jest taka teoria, która wyja¶nia w³a¶ciwie wszystko i daje legitymacjê do zajmowania siê mechanizmami procesów dziejowych, te¿ da³ siê uwie¶æ. Dopiero z czasem przysz³o zdziwienie, jak mo¿na by³o tak d³ugo zapuszczaæ korzenie w tej ideologii.

Intelektuali¶ci jako jedni z pierwszych przekonali siê, ¿e ta ca³a teoria ma niewiele wspólnego z praktyk±. Obie rozmijaj± siê na gruncie „s³u¿enia ludowi”. Zaczêto wiêc pisaæ listy, oddawaæ legitymacje, wystêpowaæ z partii. Nie dla wszystkich by³o to oczywiste. Na tym etapie wyra¼nie widaæ ró¿nice w powojennych ¿yciorysach „bohaterów” ksi±¿ki. S± bowiem i tacy, którzy czerwonej legitymacji potrzebowali do kontynuowania kariery. Inni pozostali w partii przez zwyk³±... przyzwoito¶æ. „Co¶ partii zawdziêcza³em i uwa¿a³em, ¿e nie by³oby rzecz± uczciw± wychodziæ z niej” - t³umaczy W. Markiewicz. Wreszcie s± i tacy, którzy w z³ej rzeczywisto¶ci tkwili a¿ do wyniesienia sztandaru, ale nie wydaje siê, by mieli z tego powodu wyrzuty sumienia. Dalej ogl±daj± siê za siebie, jak gdyby nigdy nic.

To jest w³a¶nie od lat zasadniczy problem w rozliczeniach ze wstydliw± przesz³o¶ci±. Trafnie ujmuje ten fa³sz równie¿ „uk±szony” Jacek Trznadel. „Z³em jest pomniejszanie, zacieranie tego, ¿e jednostki w minionej epoce, s³u¿y³y nieprawdzie. A taki w³a¶nie fa³sz ci±gnie siê za tamt± epok±” - mówi o rozmywaniu odpowiedzialno¶ci wobec siebie i historii.

(karma)

Magdalena Bajer, Blizny po uk±szeniu, Towarzystwo „Wiê¼”, Warszawa 2005, seria: Biblioteka „Wiêzi”.

Za i przeciw my¶l±cej maszynie

Powo³anie do ¿ycia sztucznej inteligencji stanowi wielkie wyzwanie, któremu chcieli sprostaæ uczeni XX w. Przygl±daj±c siê efektom ich prac odnosimy wra¿enie, ¿e uda³o im siê to w ograniczonym stopniu. Dlaczego? Jakie problemy towarzysz± poszukiwaniom w tej dziedzinie? Czy AI w ogóle jest mo¿liwa?

Ten niezwykle interesuj±cy temat zapragn±³ spopularyzowaæ John L. Casti, pracownik naukowy Instytutu Santa Fé w Nowym Meksyku i Politechniki Wiedeñskiej. Swemu wywodowi nada³ formê, jak sam pisze, nowo powstaj±cego gatunku „naukowej fikcji”, czyli scientific fiction. Ten jednak, kto da siê uwie¶æ zapewnieniom autora, ¿e ksi±¿ka ma w fabularny sposób ukazaæ poznawcze kontrowersje grupy osób, mo¿e siê nieco rozczarowaæ. Fabu³a bowiem jest tu skrajnie zmarginalizowana, a ca³o¶æ przypomina raczej traktat filozoficzny, inkrustowany dywagacjami na temat biologii, jêzyka czy kultury.

Spoiwem owej mia³kiej fabu³y jest temat rozmowy, dla podjêcia którego pewnego deszczowego popo³udnia 1949 r. zgromadzi³o siê pod nobliwym dachem Christ.s College w Cambridge piêciu uczonych. W gronie tym znajdowa³ siê matematyk Alan Turing, dzielnie broni±cy swej tezy o mo¿liwo¶ci stworzenia sztucznej inteligencji, i jego g³ówny oponent Ludwig Wittgenstein, wybitny filozof. W dyspucie uczestniczyli równie¿ fizyk Erwin Schrödinger oraz genetyk J.B.S. Haldane. Gospodarzem spotkania, dbaj±cym o odpowiedni kierunek rozmowy i o podniebienia go¶ci, by³ pisarz, fizyk, a zarazem urzêdnik C.P. Snow. W rzeczywisto¶ci do takiego spotkania nigdy nie dosz³o, jednak znaj±c pogl±dy swych bohaterów Casti zgrabnie zaaran¿owa³ obiad u Snowa i nada³ mu znamiona faktycznego zdarzenia.

Interlokutorzy maj± siê ustosunkowaæ do teorii, wed³ug której maszyny licz±ce zostan± w przysz³o¶ci udoskonalone do tego stopnia, ¿e zaczn± my¶leæ. Punktem wyj¶cia ich rozwa¿añ jest omówienie przez Turinga zasady dzia³ania maszyny licz±cej. Turing podkre¶la podobieñstwo miêdzy funkcjonowaniem elementów takiej maszyny a prac± mózgu. Analogia budzi ostry sprzeciw Wittgensteina. On zarezerwowa³ my¶lenie wy³±cznie dla ludzi i z punktu widzenia jego filozofii mówienie o aktywno¶ci maszyny jako o my¶leniu jest absurdem. Czy¿ bowiem urz±dzenie mo¿e zmieniæ syntaktyczn± manipulacjê symbolami w obiekty bogate znaczeniowo? Czy mo¿e zrozumieæ ci±g tych symboli?

W trakcie rozmowy pojawia siê te¿ kwestia oddzia³ywania miêdzy maszyn± a cz³owiekiem. Haldane zastanawia siê, czy nie jest ono zbyt ubogie, by powsta³a inteligencja. Czy maszyny nie nale¿y wyposa¿yæ w szereg „zmys³ów” analogicznych do ludzkich - kamer, mikrofonów, g³o¶ników, kó³? Turing mówi wrêcz o budowie elektronicznej kopii systemu nerwowego. Inny problem dotyczy jêzyka, nad którego natur± spieraj± siê uczeni. Dla Wittgensteina pos³ugiwanie siê jêzykiem jest uzale¿nione od uczestnictwa w spo³eczno¶ci. Jêzyk jest wtedy wpisany w kontekst, staje siê no¶nikiem znaczeñ zrozumia³ych dla grupy. Nie mo¿e pos³ugiwaæ siê wspólnym jêzykiem kto¶ (a mo¿e raczej co¶?) oderwany od takich korzeni. Pewne ¶wiat³o na kwestiê operowania jêzykiem przez maszynê ma rzuciæ sposób uczenia siê jêzyka przez dzieci. Jednak równie¿ na gruncie teorii psychologicznych (szko³a behawioralna, koncepcje Piageta) uczonym nie udaje siê uzgodniæ stanowiska. Kolejne propozycje Turinga dotycz± istnienia gramatyki uniwersalnej, co wskazywa³oby na sk³adniê, jako istotê jêzyka i otwiera³oby drogê do porównania jêzyka ludzkiego z jêzykiem programowania maszyn.

Od powstania pierwszych maszyn licz±cych i hipotetycznego spotkania kwintetu z Cambridge minê³o ju¿ ponad pó³ wieku. Dzi¶ maszyna potrafi pokonaæ cz³owieka w pojedynku szachowym, powstaj± sztuczne sieci neuronowe, komputery pisz± te¿ niezgorsze wiersze. Ci±gle jednak daleko nam do osi±gniêcia pu³apu, w którym maszyna faktycznie wykaza³aby siê wolnym, niezale¿nym my¶leniem, charakterystycznym dla cz³owieka.

Beata Maj

John L. Casti, Kwintet z Cambridge. Owoc naukowej wyobra¼ni, t³um. Boles³aw Or³owski, Wydawnictwo prószyñski i S-ka, Warszawa 2005, seria: Na ¦cie¿kach Nauki.

Na pocz±tku by³a bakteria

Ostatnie dziesiêciolecie XX wieku zosta³o og³oszone Dekad± Mózgu. To nasze narzêdzie poznania jest najmniej poznane. Znamy tylko podstawowe mechanizmy jego dzia³ania, jego budowê, ale nie wiadomo, co powoduje, ¿e odró¿niamy jab³ko od pomidora pomimo podobieñstwa kszta³tów i kolorów, ani co sprawia, ¿e jedni s± geniuszami, a inni ledwo opanowuj± podstawowe wiadomo¶ci o ¶wiecie.

Powstaniu ¿ycia nie towarzyszy³o pojawienie siê ¶mierci. Brzmi dziwnie? Jednak tak by³o. Pierwszymi ¿yj±cymi organizmami by³y jednokomórkowce, które dzieli³y siê, by siê uchroniæ przed wyginiêciem. Jednak taki sposób rozmna¿ania zostawia³ ewolucji niewielkie pole do popisu, bo dziel±ce siê komórki by³y identyczne jak ich „rodzice”. Nie by³o wiêc ¶mierci, bo nawet je¶li ginê³a jedna komórka, to w sensie genetycznym nadal istnia³a i to w milionach egzemplarzy. ¦mieræ nadesz³a wraz z pojawieniem siê rozmna¿ania p³ciowego - „rodzice” umierali, nie dzielili siê bowiem w nieskoñczono¶æ, ale mieszali pulê genetyczn±, co powodowa³o, ¿e „potomstwo” by³o ju¿ od nich ró¿ne. ¦mieræ jednak paradoksalnie nios³a nowe formy ¿ycia. Ewolucja zaczê³a szybko postêpowaæ, pojawia³y siê nowe gatunki, stare przystosowywa³y siê do nowych warunków ¿ycia. To doprowadzi³o z kolei do powstania organizmu wielokomórkowego, a w koñcu - cz³owieka.

Byæ mo¿e wraz z powstaniem ¶wiadomo¶ci ludzkiej, a mo¿e du¿o wcze¶niej, pojawi³a siê ¶mieræ w sensie mentalnym. Bo to dopiero z³o¿ony sposób odczuwania i ¶wiadomo¶æ powoduj±, ¿e powstaje my¶l o ¶mierci, która nas nieuchronnie czeka. Jednak ta „my¶l” mo¿e te¿ towarzyszyæ innym gatunkom, niekoniecznie nawet ma³pom cz³ekokszta³tnym. Spo¶ród wszystkich organizmów ¿ywych, jakie kiedykolwiek istnia³y na Ziemi, wymar³o ponad 99,9 proc. Nale¿y siê spodziewaæ, ¿e i cz³owiek, porwany przez wir czasu, zatonie kiedy¶ w wielkim oceanie zapomnienia.

Mózg ludzki ewoluowa³ wraz z naszym gatunkiem. Homo erectus mia³ mózg wielko¶ci 900 cm3. Przeciêtna wielko¶æ mózgu dzisiejszego cz³owieka to 1400 cm3. I chocia¿ istnieje teoria, ¿e wiêkszy ju¿ nigdy nie móg³by siê staæ z powodów fizjologicznych, to nale¿y pamiêtaæ, ¿e cz³owiek aktywnie wykorzystuje zaledwie 6-10 proc. jego mo¿liwo¶ci. Mo¿e wiêc nie chodzi ju¿ o to, by nasz mózg siê rozrasta³, ale by opanowaæ jego, mo¿e jeszcze nieznane, mo¿liwo¶ci. Trzeba zaznaczyæ, ¿e nie chodzi tu tylko o rozwój nauki, gdzie lepiej „wytrenowany” umys³ lepiej radzi³by sobie z problemami i teoriami. Lepsze zapoznanie siê z dzia³aniem mózgu mog³oby pomóc pacjentom z jego uszkodzeniami spowodowanymi wypadkami, wylewami czy nowotworami. Je¶li jedna czê¶æ mózgu, np. odpowiedzialna za widzenie czy poruszanie siê, zosta³aby uszkodzona, to jej funkcjê mog³aby mo¿e przej±æ inna. Na razie tak¿e ta teoria pozostaje w sferze fantastyki naukowej, ale byæ mo¿e w przysz³o¶ci bêdzie mo¿liwe stymulowanie mózgu, które pozwoli na osi±gniêcie takich efektów. Tak¿e sfera wad genetycznych (choæ nie s± one zazwyczaj jedyn± przyczyn±), które powoduj± uszkodzenia czy b³êdne dzia³anie naszego o¶rodkowego uk³adu nerwowego, to wa¿na czê¶æ tej ksi±¿ki. Takie schorzenia, jak wrodzony brak wra¿liwo¶ci na ból, stwardnienie rozsiane, choroby Alzheimera czy Parkinsona, s± tak¿e powodowane przez niew³a¶ciwe dzia³anie neuronów w mózgu.

Jak to siê dzieje, ¿e widzimy i s³yszymy? Sk±d siê wziê³a ¶wiadomo¶æ, w³a¶ciwo¶ci duchowe i psychiczne? Za wszystko odpowiada nasz mózg - tajemniczy kosmos w nas samych

Anna Matraszek

Ernst Pöppel, Anna-Lydia Edingshaus, Mózg - tajemniczy kosmos, t³um. Maria Skalska, wyd. II, Pañstwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2005, seria: Biblioteka My¶li Wspó³czesnej.

Mity na nowo

Brytyjskie wydawnictwo Canongate postanowi³o na nowo zinterpretowaæ mity i legendy ¶wiata. Do wspó³pracy zaprosi³o wydawnictwa i pisarzy z ró¿nych krajów. W¶ród autorów kolejnych ksi±¿ek cyklu s± m.in.: J.M. Coetzee, Gabriel Garcia Marquez i Toni Morrison, a z Polski: Olga Tokarczuk, Jacek Dukaj i Pawe³ Huelle. W naszym kraju seriê wydaje Znak. Pierwsza ksi±¿ka cyklu to Krótka historia mitu, jedyna o strukturze nie powie¶ci, ale eseju. Jej autork± jest Karen Armstrong, brytyjska pisarka o niezwykle bujnym ¿yciorysie (przez kilka lat by³a w klasztorze, studiowa³a literaturoznawstwo w Oxfordzie, wspó³pracowa³a z BBC, by³a asystentk± w uniwersytecie i nauczycielk± literatury w szkole dla dziewcz±t; mia³a problemy psychiczne, próbowa³a pope³niæ samobójstwo i leczy³a siê w zak³adzie psychiatrycznym). S³awna sta³a siê dziêki autobiografii Through the Narrow Gate. Do¶wiadczenia zakonne uczyni³y z niej ateistkê, ale pobyt w Jerozolimie pomóg³ wróciæ do katolicyzmu i nauczy³ tolerancji dla innych wyznañ. Napisa³a m.in. Krótk± historiê Islamu i Historiê Boga.

Ksi±¿ka rozpoczynaj±ca seriê to rzeczywi¶cie krótka, ale do¶æ pojemna historia mitów. Pokazuje je jako sposób pojmowania ¶wiata, interpretacjê tego, co nas otacza. Choæ ju¿ w szkole dzieci uczy siê takiego spojrzenia na mity, to przede wszystkim na przyk³adzie mitologii Greków i Rzymian. Armstrong daje mo¿liwo¶æ poznania wierzeñ innych ludów (np. Mezopotamii, Egiptu, Chin) oraz spojrzenia z perspektywy mitów na islam, judaizm i chrze¶cijañstwo. W historii mitu wyró¿nia kilka okresów.

W pierwszym dominowa³a „mitologia ³owców”: „Mitologia by³a dla przetrwania tych ludzi tak samo istotna, jak broñ my¶liwska i umiejêtno¶ci, które rozwinêli, aby zabijaæ zwierzynê”. Sfera religijna i ¶wiecka by³y ca³kowicie ze sob± po³±czone, wszystko mia³o swój wymiar duchowy: kamieñ, drzewo, fazy Ksiê¿yca. Wielkim szacunkiem darzono zwierzêta, co - przy konieczno¶ci ich zabijania dla po¿ywienia - ³±czy³o siê z poczuciem winy. Mity i rytua³y pomaga³y naszym przodkom uspokoiæ sumienie - czczono zwierzêta za to, ¿e oddawa³y ¿ycie dla dobra ludzi.

Potem przyszed³ czas na mitologiê rolników. Zdobycie umiejêtno¶ci uprawiania ziemi zmieni³o sposób patrzenia na ¶wiat i oczywi¶cie wierzenia. Plony traktowano jako owoc sakralnego ma³¿eñstwa, w którym ziemia by³a istot± ¿eñsk±, ziarno mêsk±, a deszcz stosunkiem p³ciowym nieba i ziemi. Kolejne przeobra¿anie mitologii wi±za³o siê z powstawaniem pierwszych cywilizacji: „Nowe mity miejskie, przesycone mieszanin± obaw i nadziei, snu³y refleksjê nad niekoñcz±cymi siê zmaganiami ³adu z chaosem”.

Pó¼niej nast±pi³ kryzys mitu i zaczê³y powstawaæ religie w znanej nam obecnie formie. Czasy te (ok. 800-200 lat przed Chrystusem) autorka nazwa³a „Epok± Osiow±”. Dzi¶ daleko odeszli¶my od my¶lenia mitologicznego: „Nie umiemy ju¿ wykorzystywaæ mitycznego wymiaru w³asnego ¿ycia tak, by by³o ono duchowo p³odne i przemieniaj±ce”. Armstrong próbuje przekonaæ, ¿e mitów potrzebujemy nadal. Pokazuje, ¿e i teraz maj± one du¿y wp³yw na nasze ¿ycie i wcale nie s± „gorszym sposobem my¶lenia”. Wprawdzie mity XX w. okaza³y siê niszczycielskie: „Mitologie rasistowskie, etniczne, wyznaniowe i egotyczne, by³y próbami gloryfikacji siebie przez demonizowanie innego”. Armstrong t³umaczy, ¿e brakowa³o w nich wspó³czucia i „szacunku dla ¶wiêto¶ci wszelkiego ¿ycia”.

To ciekawa ksi±¿ka, bo choæ nieco na skróty, to jednak próbuje dotrzeæ do g³êbi my¶lenia mitologicznego. Nie tylko pokazuje wierzenia innych, ale tak¿e zmusza do zastanowienia siê nad swoim pojmowaniem ¶wiata. A czasem tej refleksji nam naprawdê brakuje.

JZJ

Karen Armstrong, Krótka historia mitu, t³um. Ireneusz Kania, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2005, seria: Mity.

Wiwisekcja neurastenika

Czy mo¿liwe jest, by autobiografia, której na dobr± sprawê brakuje wszystkiego, co zazwyczaj kojarzy siê nam z tego typu pisarstwem, w pe³ni nas satysfakcjonowa³a? Otó¿, po przeczytaniu do¶æ niepozornej objêto¶ciowo ksi±¿ki Hermanna Brocha muszê przyznaæ, ¿e taka ewentualno¶æ istnieje.

O co zatem Brochowi chodzi³o? Czy¿by pisarz za¿artowa³ sobie nie³adnie z czytelnika, pos³uguj±c siê w tytule tanim chwytem w celu zwiêkszenia zysków ze sprzeda¿y? Wiadomo, okrutne czasy, to i okrutni, z³o¶liwi literaci! Tylko sêk w tym, ¿e Broch od ³adnych kilkudziesiêciu lat ju¿ nie ¿yje (1886-1951), to po pierwsze. A po drugie, tytu³ zawiera równie¿, obok rzeczownika „autobiografia”, przymiotnik dookre¶laj±cy: „duchowa”, co nie pozostaje przecie¿ bez znaczenia.

W Autobiografii duchowej Broch dopiero przygotowuje czytelnika do tej autobiografii w³a¶ciwej (ta zreszt± nigdy nie powsta³a). Szkicuje w niej mechanizm psychiczny, którego poznanie ma umo¿liwiæ czytelnikowi zrozumienie, dlaczego jego ¿ycie obra³o taki, a nie inny kierunek. Jednak Broch staje siê przy tym bardziej autoanalitykiem ni¿ autobiografem. Dokonuje na naszych oczach wiwisekcji, nie bacz±c na komfort psychiczny i doznania „estetyczne” odbiorcy. Niew±tpliwie pisarz by³ pod wielkim wp³ywem freudowskiej psychoanalizy (widaæ to ju¿ po s³ownictwie, którym siê pos³uguje: ego, superego, id, kompensacja, zakaz kazirodztwa), nie staraj±c siê (celowo?) zachowaæ nawet minimum dystansu do niej. Sta³ siê wiê¼niem sieci freudowskich wyobra¿eñ, jakby wci±¿, czêsto na si³ê, przymusza³ zachowania i reakcje swojej psychiki do sztywnych schematów freudowskich teorii. We¼my za przyk³ad tropienie prze¿yæ z dzieciñstwa, które maj± t³umaczyæ bieg jego ¿ycia. Po pierwsze, niedosyt matczynej mi³o¶ci (edypowe zapa³y Brocha: zabiæ ojca i kochaæ matkê), a po drugie, odkrycie swojego „ja” (chroni±ce przed my¶lami samobójczymi). U podstaw pierwszego kompleksu le¿a³a równie¿ nienawi¶æ do ojca i brata, którzy niepodzielnie w³adaj±c matczyn± mi³o¶ci±, uwa¿ali go za „niemê¿czyznê” i „impotenta”. Dlatego te¿ poczucie, ¿e jest „niegodny mi³o¶ci” i „wyobra¿enie impotencji” by³y podstawowymi sk³adnikami jego ¿ycia emocjonalnego.

Przedstawiaj±c swoj± sytuacjê erotyczn±, Broch wymienia dwa typy kobiet, z którymi mia³ do czynienia. Pierwszy typ zosta³ ukszta³towany wed³ug mocno wyidealizowanego wizerunku matki. Takie kobiety zadowala³y erotyczn± pró¿no¶æ pisarza, ale ju¿ nie seksualn± sk³onno¶æ, bo dotyka³o je tabu kazirodztwa. Drugi typ zosta³ ukszta³towany wed³ug wizerunku s³u¿±cej, gdy¿ w³a¶nie ku niej kierowa³ swoje pierwsze erotyczne pragnienia. Zwi±zek z takim typem kobiety musia³ jednak pozostawaæ ukryty przed matk± i opini± wszystkich innych.

Drug± czê¶æ ksi±¿ki stanowi Autobiografia jako program pracy. Tutaj Broch pokazuje, jak od m³odo¶ci drêczy³ go problem etycznego relatywizmu, i jak przez lata zmaga³ siê z tym, podejmowanym wci±¿ na nowo, tematem - w swoich analizach ze sfery polityki, ekonomii, praw cz³owieka i psychologii mas. W drugiej czê¶ci „wykasowanie” okoliczno¶ci ¿yciowych jest tak konsekwentne i rygorystycznie przestrzegane, ¿e „autobiografia” zmienia siê w rozprawê o aktualnych wówczas kwestiach polityki i praw cz³owieka, by wreszcie skoñczyæ siê abstrakcyjnym traktatem o psychologii mas.

Broch nieustannie powraca do problemu drêcz±cej go neurastenii, z któr± (rzekomo) dzielnie walczy. Przywo³ywany, niemal jak refren, motyw owej neurastenii i kryj±cego siê za ni± nieszczê¶cia, jest jednak dla Brocha jedyn± sta³± warto¶ci±, bez której nie umia³by ani ¿yæ, ani tym bardziej pracowaæ. Jego walka jest zatem pozornym zmaganiem siê z ukochan± czê¶ci± w³asnego „ja”.

Ma³gorzata Pawe³czyk

Hermann Broch, Autobiografia duchowa, przygotowa³ do druku Paul Michael Lützeler, t³um. S³awomir B³aut, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2005.


Ksi±¿ki nades³ane

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje