Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Na marginesach nauki


ACH, JAK LUBIÊ KONFERENCJE!

Leszek Szaruga

„Wszyscy prawie uczestnicy s± zdania, ¿e to najlepsza z dotychczasowych konferencji. (...) Tajemnica tego sukcesu jest bardzo prosta: obowi±zkowe sesje s± ograniczone do minimum. Wyg³aszany jest tylko jeden referat dziennie, na ogó³ przez samego autora, i to z rana, pozosta³e referaty odbija siê ju¿ na ksero i rozdaje uczestnikom, reszta wiêc dnia up³ywa na „nieformalnych dyskusjach” o kwestiach zawartych w materia³ach, czyli innymi s³owy, na opalaniu fig, p³ywaniu w basenie „Hiltona”, zwiedzaniu starej Jerozolimy, zakupach na bazarze, jedzeniu w rozmaitych regionalnych restauracjach, na wycieczkach do Jerycha, Galilei i Doliny Jordanu”. Oto idea³ ¿ycia konferencyjnego, który wyj±³em z ksi±¿ki Dawida Lodge’a „Ma³y ¶wiatek”, kontynuuj±cej jego „Zamianê”. Dawna to nowo¶æ – wydanie polskie z roku 2001 ukaza³o siê nak³adem poznañskiej oficyny Rebis – ale wci±¿ przecie¿ aktualna. I choæ, jak mniemam, nie tak znów wielu czytelników niniejszego tekstu bierze udzia³ w konferencjach, których uczestnicy lokowani s± w hotelach „Hiltona”, to przecie¿ wiêkszego znaczenia to nie ma, gdy¿ ¿ycie konferencyjne – a znam wszak kole¿anki i kolegów, którzy dostawszy siê w wir konferencyjny nie bardzo ju¿ umiej± siê z niego wydostaæ, ¿yj± ju¿ wy³±cznie w ¶rodkach transportu i mniej lub bardziej luksusowych siedzibach oferowanych przez organizatorów owych naukowych spêdów – posiada dla wielu urok wprost nieodparty. Wiêcej, jeden z kolegów z dum± opowiada³, i¿ ma przygotowan± SJW, czyli Sta³± Jednostkê Wyk³adow±, za pomoc± której „obs³u¿y³” ju¿ wiele takich imprez, miêdzynarodowych zreszt±, niezale¿nie od ich tematu. „Ach, jak lubiê konferencje!” – powiedzia³, u¶miechaj±c siê tajemniczo.

Te¿ lubiê, ale bez przesady. Tym bardziej ¿e wiêkszo¶æ tych, w których uczestniczê, daleka jest – i to stanowczo zbyt daleka – od opisanego wy¿ej idea³u. Przeciwnie, na moich ostatnich konferencjach zagêszczenie referatów by³o tak wielkie, ¿e organizatorzy, zapowiadaj±cy wcze¶niej, i¿ referat winien zmie¶ciæ siê w dwudziestu minutach, na miejscu wymuszali na uczestnikach skrócenie wyst±pienia o po³owê. Na dyskusjê w takich razach miejsca nie ma w ogóle. Robi siê z tego tylko ¶cisk i galimatias, a jedynym ratunkiem staj± siê rozmowy kuluarowe, w trakcie których rozmówcy, narzekaj±c na niemo¿no¶æ uczestnictwa w dwóch lub trzech równolegle prowadzonych „sekcjach”, gor±czkowo staraj± siê ogarn±æ obraz ca³o¶ci. Jak siê uda, rzecz wieñczy fina³ w postaci „tomu pokonferencyjnego”, który jest jedynie s³abym odbiciem tego, co siê naprawdê dzia³o. Taki spêd ma wszak¿e i pewne zalety – przy odpowiednim stê¿eniu drobin konferencyjnych tworz± siê, na skutek ich zderzania i zaczepiania w oko³okonferencyjnej zawiesinie kuluarowej, nowe zwi±zki, niekoniecznie personalne (nie mówi±c ju¿ o intymnych), gdy¿ czasem tak¿e naukowe. Wymieszanie w odpowiednich proporcjach samodzielnych i niesamodzielnych pracowników naukowych prowadzi te¿ chwilami do tego, i¿ proporcje te oddzia³uj± na siebie stymuluj±co, a nawet inspiruj±co, co tym drugim nieraz u³atwia twórczy rozwój i karierê.

Inny typ konferencji – coraz czêstszy – miewa charakter kameralny. Gromadzi wy³±cznie jej uczestników, na ogó³ rozproszonych w olbrzymiej przestrzeni, przeznaczonej do pomieszczenia wielokrotnie wiêkszego towarzystwa. Ludno¶æ tu zebrana czuje siê jak u siebie w domu, wszyscy siê znaj± i choæ w gruncie rzeczy maj± sobie niewiele nowego do powiedzenia, przynajmniej w trakcie owych sesji naukowych, to przecie¿ wiedz±, i¿ niebawem, przy dobrej organizacji, bêd± mogli w okolicznych lokalach kontynuowaæ dawniej, czasem przed laty, zaczête rozmowy. Mo¿na powiedzieæ nawet, ¿e w tym w³a¶nie celu na ow± konferencjê przyjechali, a napisanie i wyg³oszenie stosownego referatu jest jedynie rytualn± danin±, p³acon± za mo¿liwo¶æ spotkania w gronie, którego uczestnicy nie s± co prawda sobie obcy, lecz którzy zarazem innej okazji do wspólnego spêdzenia czasu znale¼æ nie tylko nie potrafi±, ale i nie mog±. Referaty zreszt± s± rozplanowane po ludzku, nikt te¿ – poza mo¿e m³od± pani± magister pierwszy raz w tym towarzystwie siê znajduj±c± i chc±c± „wywrzeæ wra¿enie”, staraj±c± siê zatem ponad miarê, czasem zreszt± s³odko bezczeln±, co przecie¿ potrafimy jej wybaczyæ – z konferencyjnym nadymaniem siê nie przesadza. Wszak wszyscy wiemy, ¿e s± sprawy wa¿niejsze. A teksty do „tomu pokonferencyjnego” ka¿dy z referentów jeszcze pó¼niej jako¶ doszlifuje, jest czas.

Jakkolwiek na to patrzeæ, najwa¿niejsza w konferencjach wydaje siê byæ ich pretekstowo¶æ – w istocie s± okazj± do spotkañ na po³y towarzyskich, s± nawet sposobem organizacji owych spotkañ. I nic w tym z³ego. Temat i tak zawsze wymusza pewien wysi³ek intelektualny. Jako¶ siê do tego zbiegowiska przygotowaæ nale¿y. Utrzymaæ poziom. Dorzuciæ

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje