Historia zaczê³a siê od dziejów bajecznych. Gall Anonim i mistrz Wincenty przytaczali legendy, zas³yszane opowie¶ci. Pierwszy na ¼ród³ach pisanych opar³ siê D³ugosz i tak ju¿ pozosta³o na d³u¿ej. Odt±d historycy zajmowali siê docieraniem do archiwów, penetrowaniem ich w poszukiwaniu znacz±cych dokumentów. Kopiowali je, nieraz przepisywali, poddawali krytycznej analizie, porównaniom, wyci±gali wnioski. Publikowali ¼ród³a, cytowali je, uwa¿ali za bardzo wa¿ne...
Ale przyszed³ czas prze³omu, a za nim czas odrzucenia racjonalnych procedur. Wprawdzie nawo³ywano do pozostawienia historii historykom, ale gdy siê za co¶ wziêli, miano im to za z³e. Mówiono, ¿e lepiej nie wracaæ do tego, co by³o. Przesta³o byæ tak¿e istotne, co podaj± ¼ród³a. Okaza³o siê, ¿e kwerenda archiwalna i publikowanie jej efektów to dzia³alno¶æ niecywilizowana. Zaczêto piêtnowaæ niektórych historyków. Ujawni³y siê pogl±dy kwestionuj±ce historiê opart± na ¼ród³ach. „Po co czytaæ akta” – mówiono – „przecie¿ wszyscy wiemy, jak to by³o.” Ale okaza³o siê niestety, ¿e jedni wiedz± co innego ni¿ inni. Znalaz³o siê wiêc kilku wp³ywowych publicystów, którzy ustalili najlepsz± wersjê historii i odt±d ju¿ wszyscy wiedzieli, jak by³o i co o tym my¶leæ. Niepotrzebne okaza³y siê badania, dociekania, spory. Zbêdne kartoteki, akta, dowody. Bezu¿yteczne sta³y siê archiwa. Stworzono je przecie¿ w du¿ej czê¶ci z dokumentów za³o¿onych przez z³ych ludzi, jak mog³y wiêc byæ dobre? Kto¶ rzuci³ has³o, by siê tej makulatury pozbyæ...
Gdyby w innej epoce przytoczyæ tê opowie¶æ, mówiono by o zaæmieniu umys³ów, zbiorowym zamroczeniu, sprzeniewierzeniu siê wypracowanym przez ludzk± cywilizacjê zasadom poznania naukowego. Ale nie ¿yjemy w innej epoce.