Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



¯YCIE AKADEMICKIE


Nie jest ju¿ sztuk± napisaæ i opublikowaæ kolejny artyku³ naukowy. Prawdziwym wyzwaniem, zwykle niespe³nionym, jest sprawiæ, aby praca ta by³a potrzebna.

Sztuka pisania czy próba przetrwania

Marek Szladowski

Janusz Dunin powiada, ¿e rzeczywist± biografi± twórcz± cz³owieka pióra jest jego bibliografia. W my¶li tej kryje siê jednak pewne niebezpieczeñstwo, polegaj±ce na z³udnym czasem prze¶wiadczeniu, ¿e warto¶æ tej bibliograficznej biografii jest tym wiêksza, im ona obszerniejsza. Uwa¿na obserwacja nowych prac naukowych (zw³aszcza z zakresu historii i teorii literatury) przekonuje mnie, ¿e toczy siê swoistego rodzaju wy¶cig na publikacje. Ten zwyciê¿y, kto bêdzie ich mia³ wiêcej.

O tej magii liczb mo¿na siê przekonaæ obserwuj±c ju¿ sam tylko jêzyk opisu dorobku naukowego. Czêsto spotykanymi formu³ami s±: „autor ponad 400 publikacji”, „napisa³ 15 ksi±¿ek”, „autor kilkuset prac naukowych” itd. Przez tego rodzaju zwroty pozytywnie warto¶ciowana jest ilo¶ciowa, a nie zawsze jako¶ciowa p³aszczyzna tekstów. S±dzê wiêc, ¿e anonimowo¶æ liczb mo¿na by zast±piæ konkretem: „odkrywca nieznanej formu³y”, „wynalazca”, „autor wa¿nej ksi±¿ki” itd. W ten sposób szacunek zyska nie tylko ten, kto pisze du¿o, lecz tak¿e ten, czyja praca jest potrzebna.

Wielka oszustka

Niedawno przeczyta³em wypowied¼ szanowanego profesora, który z entuzjazmem stwierdzi³: „Za³o¿y³em, ¿e dojdê do 35 ksi±¿ek”. S³owa te byæ mo¿e ods³aniaj± to, co jest dlañ motywacj±. Celem tego profesora, jak nale¿y siê domy¶laæ, nie jest rozwi±zanie kolejnego problemu naukowego, lecz napisanie – jakby dla zaspokojenia swojej pró¿no¶ci czy egoizmu – 35 ksi±¿ek. Ale po co? Uwa¿am, ¿e przed badaczem musi siê zawsze pojawiaæ pytanie: czy praca, któr± napiszê bêdzie komu¶ potrzebna? Praca uczonego to wyzwanie i s³u¿ba. S³u¿ba drugiemu cz³owiekowi. Zw³aszcza gdy rzecz dotyczy nauk humanistycznych, które ju¿ w nazwie okre¶laj± sw± istotê, a w których, niestety, do¶æ ³atwo sfingowaæ naukowo¶æ. Wystarczy przecie¿ zaj±æ siê jakim¶ marginalnym problemem, podnie¶æ go do rangi wielkiego zagadnienia badawczego i przejechaæ siê po nim walcem skomplikowanej metodologii. Nale¿y, oczywi¶cie, tak± pracê okrasiæ stosownym jêzykiem, koniecznie skomplikowanym. Najlepiej, ¿eby znalaz³y siê w niej wyrazy: monofizyta, kupelacja, adyton, subadar, paludalny, apozemiczny, alkad, apoponaks, kakodemon itp. I ksi±¿ka gotowa.

Kto z przesad± akcentuje ilo¶ciowy charakter swojej naukowej dzia³alno¶ci, musi z pokor± schyliæ g³owê wobec tych najwiêkszych nauki o literaturze. Wystarczy wszak przywo³aæ naukowy dorobek Henryka Markiewicza, który wyda³ 20 ksi±¿ek i przesz³o 1200 innych publikacji (obecnie liczba ta jest wiêksza). Stanis³aw Pigoñ jest autorem 1230 publikacji. Niewiele gorszy jest Julian Krzy¿anowski, który opublikowa³ 1157 prac. A ju¿ niedo¶cig³ym mistrzem jest Aleksander Brückner, którego bibliograficzna biografia zawiera oko³o 1600 tak zwanych pozycji bibliograficznych i 50 ksi±¿ek. Takie liczbowe licytowanie siê mo¿na prowadziæ w nieskoñczono¶æ. Dobrze jednak pamiêtaæ, ¿e bibliografia – jak zauwa¿a Henryk Markiewicz – to, podobnie jak statystyka, wielka oszustka.

O tym, ¿e produkcja naukowa w dziedzinie humanistyki jest nies³ychanie o¿ywiona, ¶wiadcz± liczby. Tylko w 2000 roku ukaza³o siê, jak skrupulatnie wyliczy³ Henryk Markiewicz, oko³o 140 pozycji z zakresu polonistyki literackiej i teorii literatury. W³a¶ciwie taki stan powinien byæ przyjêty z optymizmem. Powinien, ale nie jest. Gdyby przyjrzeæ siê uwa¿nie warto¶ci naukowej tych ksi±¿ek, oka¿e siê, ¿e wiêkszo¶æ z nich zosta³a napisana albo dla stopnia naukowego, albo, ¿eby... napisaæ kolejn± ksi±¿kê.

rytua³ wznios³ego pustos³owia

Ile¿ to razy, ¶ledz±c w ksiêgarni naukowe nowo¶ci, czujê siê jak Guliwer, który odwiedza Wielk± Akademiê Lagadyjsk±. I tak widzê, ¿e jedni pracuj± „nad projektem sporz±dzenia wyci±gu promieni s³onecznych z ogórków”, a inni „nad wypra¿aniem prochu strzelniczego z lodu”, kolejni za¶ po¶wiêcili swoje ¿ycie na „wynalezienie sposobu orania wieprzami, aby pozbyæ siê wydatków na p³ugi, zwierzêta poci±gowe i ludzi”. O tym, ¿e nauka ma s³u¿yæ cz³owiekowi raczej siê nie pamiêta. W 1986 tak diagnozowa³a sytuacjê Teresa Walas: „Mo¿na t³umaczyæ to zjawisko w sposób mechanistyczny: tym, ¿e populacja historyków literatury wy¿sza jest ni¿ liczba rzeczywistych problemów literackich; naprawdê korzenie tego zjawiska tkwi± gdzie indziej – w ogólnej atmosferze naukowej, przesyconej duchem produkcyjno¶ci, w fa³szywych wyobra¿eniach na temat intelektualnego awansu, w braku odwagi, która jest potrzebna, by pozór warto¶ci umieæ oddzieliæ od niej samej” (Ku otch³ani, Kraków 1986, s. 6).

Praca naukowa przemienia siê wiêc w rytua³ pisania „wznios³ego pustos³owia”. Taka tekstowa produkcja nieuchronnie prowadzi do... pychy. Rozmiar tej choroby opisa³ Herbert Oleschko: „Pycha, która za¶lepia, czyli etap wstêpny: skostnienie my¶li, autyzm, zanik dialogu, narastanie fa³szywego pojêcia o ¶wiecie i o sobie – nieporozumienie. Pycha, która rozsadza, czyli niszczenie cz³owieka jako istoty spo³ecznej: pocz±tek samouwielbienia i koniec mi³o¶ci, nieludzko zabija to, co ludzkie” („Znak” nr 424/ 1990, s. 73). A mo¿e nieco przekornie nale¿a³oby przypomnieæ, ¿e twórca z natury rzeczy winien byæ „bezimienny”. Czemu¿ zatem nie pozostawiæ pustym miejsca, gdzie znajduje siê zwykle nazwisko autora? Taka anonimowo¶æ zmusi³aby do wyrzeczenia siê pychy i samouwielbienia oraz skupienia siê na tek¶cie.

A mo¿e wróciæ do pomys³u (nie tylko ¿artu), który przypomnia³ kilka lat temu Leszek Ko³akowski? Zaproponowa³, by osoba, która zostaje przyjêta po raz pierwszy w uczelni „dostawa³a od razu tytu³ i p³acê pe³nego profesora, natomiast z ka¿d± publikacj± jej pozycja spada³aby i zmniejsza³yby siê zarobki”. Efektem by³oby zapewne opublikowanie dwu lub trzech powa¿nych publikacji, stanowi±cych kwintesencjê badañ ¿ycia takiego naukowca.

Ostatecznie dla prawdziwego uczonego, nie za¶ dla wyrobnika nauki, prawdziwe s± s³owa poety:

Odezwa³ siê wrodzony na³óg

Zg³êbiania kuriozalnych nauk,

Szperania po folia³ach grubych,

By dwuwierszow± z³owiæ wzmiankê,

Gubienia siê w drobnostkach lubych,

Z których nie bêdzie mieæ korzy¶ci

Ani wspó³czesno¶æ, ani przysz³o¶æ,

Lecz tacy s± ju¿ specjali¶ci:

Im mniejsza rzecz, tym wiêksza ¶cis³o¶æ.

Julian Tuwim, Kwiaty polskie

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje