Studenci pi±tego roku (a medycyny – szóstego) ju¿ w pa¼dzierniku wpadaj± w pop³och. W maju bêd± magistrami. Nagle u¶wiadamiaj± sobie, ¿e studia nie da³y im dotychczas tego, czego bêdzie siê od nich wymagaæ w pracy. Maj± przygotowanie, owszem, ale teoretyczne. Z praktyk± ju¿ znacznie gorzej. Tylko niektóre kierunki maj± wpisane do regu³ kszta³cenia sta¿e podyplomowe, na których w zasadzie mo¿na siê szybko douczyæ pewnych umiejêtno¶ci. M³odzi zdaj± sobie sprawê z tego, ¿e wkrótce zetkn± siê z lud¼mi, którzy bêd± patrzyli im na rêce i oceniali na podstawie sposobu wykonywania najprostszych czynno¶ci. Tymczasem nic nie potrafi±. Sami zreszt± zetknêli siê w uczelni z dominacj± teorii i choæ s± wyrozumiali dla specjalizacji i specjalistów, „tak ogólnie s± przera¿eni”, jak powiedzia³ jeden z moich uczniów. Widz± to i bolej±, bo nawet nie maj± od kogo uczyæ siê podstaw.
Profesor polonistyki nie umie pos³ugiwaæ siê znakami korektorskimi (bo zajmuje siê agramatyzmami w twórczo¶ci Gombrowicza), profesor rolnictwa zaszczepiæ jab³onki (bo zna siê na gleboznawstwie), profesor medycyny nastawiæ zwichniêtego stawu (bo jest psychiatr±), a profesor politechniki zlutowaæ dwóch drucików (bo jest geodet±). To jasne, ¿e ¿aden z tych uczonych do swojej dzia³alno¶ci nie potrzebuje umiejêtno¶ci majsterkowicza i nie nale¿y od nich wymagaæ, ¿eby potrafili wszystko, ale student o tym jeszcze nie wie i tego nie rozumie. Chcia³by byæ przygotowany na wszelkie okoliczno¶ci ¿yciowe zwi±zane z przysz³ym zawodem. Nigdy nie wiadomo, dok±d trafi i czego bêdzie siê od niego wymagaæ. Panicznie boi siê przegranej na starcie. Trudno siê dziwiæ. Pierwsze wysoce niepokoj±ce trudno¶ci napotyka, kiedy pisze pracê magistersk±, a profesor wielokrotnie odsy³a niezdarnie napisany tekst do poprawki.
W wiêkszo¶ci przypadków student jest zdezorientowany, tym bardziej ¿e promotorzy nader czêsto czytaj± prace dyplomowe po ³ebkach i zwracaj± uwagê na b³êdy w sposób niesystemowy, a wiêc dydaktycznie ja³owy. Raz czepiaj± siê interpunkcji, kiedy indziej konstrukcji wniosków albo tre¶ci strony informacyjnej. Ma³o nauczycieli akademickich uczy podstaw pisania takich prac, student musi sam do tego dochodziæ. ¯e jest co¶ na rzeczy, niech ¶wiadcz± niezliczone wpisy zrozpaczonych dyplomantów w tematycznych forach internetowych. „Hej, kto z was ma to ju¿ za sob±? Jak powinna wygl±daæ magisterka z prawa? Od czego zacz±æ?” – takie ogólne pytania zadaj± studenci, których zaniedbano w uczelni. A przecie¿ dyplom to w³a¶nie pierwszy krok ku praktyce zawodowej. Nie nauczy³a szko³a ¶rednia, nie nauczy³a uczelnia.
Profani s± zdziwieni, je¶li m³ody lekarz nie potrafi odczytaæ fonokardiogramu, wykszta³cony rolnik przyci±æ drzewa owocowego, technik zrekonstruowaæ przeciêtego przewodu od lodówki, a polonista zredagowaæ tekstu. Z jednej strony doceniaj± specjalizacjê, któr± powszechnie traktuje siê jako najwy¿szy stopieñ wtajemniczenia w arkana zawodowe (co nie zawsze musi byæ prawd±), z drugiej pewnym zawodom automatycznie przypisuj± nieodzowne atrybuty praktyczne (co prawie nigdy nie jest trafne). Tak zwane spo³eczeñstwo oczekuje od ka¿dego lekarza, ¿e bêdzie umia³ uratowaæ ofiary po¿aru, od ka¿dego polonisty, ¿e bêdzie wiedzia³, gdzie ¼le postawiono przecinek, od ka¿dego weterynarza, ¿e obetnie psu pazury, a od ka¿dego technika, ¿e naprawi d¼wiêk w telewizorze. To, ¿e spo³eczeñstwo kieruje wymagania do niew³a¶ciwych osób, wiedz± tylko same te osoby, ale jak to spo³eczeñstwu wyja¶niæ? Mo¿e najlepszym sposobem by³oby jednak umieæ ratowaæ ludzi, poprawiaæ przecinki, obcinaæ pazury i naprawiaæ potencjometry?
Spo³eczeñstwo o nic nie pyta, spo³eczeñstwo bowiem oczekuje. A je¶li siê nie doczeka, udaje siê po pomoc do kogo innego. W ¿yciu egzaminy i kolokwia zdaje siê co dzieñ, i to nie z wy¶rubowanej teorii, ale w³a¶nie ze zwyk³ej praktyki. Pracodawca ocenia pracownika wedle umiejêtno¶ci i nie ma ani ochoty, ani pieniêdzy, ¿eby uczyæ go podstaw. Wielu studentów próbuje pracy zawodowej ju¿ w czasie studiów i to oni tworz± duszn± atmosferê zagro¿enia w samodzielnym ¿yciu. Informuj± (zapewne z przesad±), jakie s± stawiane wymagania i ile trzeba umieæ, ¿eby utrzymaæ siê na etacie. Braæ akademicka gor±czkowo poszukuje form dokszta³cania siê w³a¶nie w zakresie praktyki. Czasem znajduj± przystañ w kole naukowym, ale nie wszêdzie jest to im dane, tym bardziej, ¿e liczne ko³a s± nastawione raczej na wspieranie dzia³alno¶ci naukowej katedr ni¿ na doszkalanie studentów.
Problem ³±czenia wiedzy teoretycznej z praktyczn± w polskich uczelniach nie jest nowy. Mówi siê o tym od czasu do czasu na konferencjach po¶wiêconych dydaktyce i zmianie form studiowania. Zawsze zadajemy sobie wówczas pytanie: czy uczelnia ma byæ szko³± zawodow±, czy naukow±, ale rzadko – jak po³±czyæ nauczanie teoretyczne z nauczaniem praktyki, ¿eby wilk by³ syty i owca ca³a.