W ostatnim czasie nast±pi³y zmiany w administrowaniu nauk± w naszym kraju. Zapowiadane s± nastêpne, jeszcze dalej id±ce. Rozbudzona zosta³a na nowo dyskusja nad strategi± pañstwa wobec nauki, reform± jej kierowania i finansowania. Toczy³a siê ona miêdzy innymi na grudniowym Zebraniu Plenarnym PAN. Poni¿ej przedstawiam osobiste przemy¶lenia i uwagi w tej materii, wiedz±c, ¿e s± one podzielane równie¿ przez inne osoby ze ¶wiata nauki. Nie bêdê porusza³ znanego wszystkim op³akanego stanu finansowania nauki (niew±tpliwie jedna z najwiêkszych jej bol±czek), chc±c skupiæ siê na innych w±tkach tej dyskusji i pewnych, moim zdaniem, mitach, które siê w niej pojawiaj±.
Zacznê od sprawy monopolu w finansowaniu nauki, który zarzucano by³emu Komitetowi Badañ Naukowych. Szczególnie system ten nie odpowiada³ Polskiej Akademii Nauk i Ministerstwu Edukacji Narodowej, które bardzo chcia³yby kontrolowaæ dystrybucjê ¶rodków na naukê w¶ród instytucji im podleg³ych. Nale¿y zwróciæ uwagê, ¿e monopol ten wynika³ przede wszystkim z tego, i¿ jedynym sponsorem badañ naukowych w Polsce jest praktycznie pañstwo. Nie przestaje on byæ monopolem, je¶li bêdzie funkcjonowa³ w postaci kilku wydzielonych agencji (MEiN, PAN itd.), chocia¿, zale¿nie od struktury organizacyjnej, mo¿e funkcjonowaæ lepiej lub gorzej.
KBN by³ oryginalnym rozwi±zaniem, zapewniaj±cym CA£EJ spo³eczno¶ci naukowej kontrolê nad alokacj± ¶rodków na naukê, poniewa¿ by³ poprzez tê spo³eczno¶æ wybierany. Niwelowa³o to do pewnego stopnia wadê monopolu. KBN nawi±zywa³ w jakim¶ stopniu do wielowiekowej tradycji instytucji naukowych o du¿ym zakresie samorz±dno¶ci, a czêsto te¿ samodzielno¶ci finansowej. W zamy¶le pomys³odawców wybrane przez ¶rodowisko naukowe grono mia³o troszczyæ siê o rozwój nauki jako ca³o¶ci i mieæ decyduj±cy g³os w rozdziale ¶rodków na naukê.
Niestety, trzeba przyznaæ, ¿e wybieraj±cy uwa¿ali, i¿ typuj± swoich przedstawicieli do cia³a rozdzielaj±cego fundusze, aby „wyrywali” jak najwiêcej ¶rodków dla nich, a wybrani starali siê tym oczekiwaniom wyborców sprostaæ. W mniejszym stopniu, je¶li w ogóle, czuli siê odpowiedzialni za ca³o¶æ nauki, gdy¿ to musia³oby siê czêsto wi±zaæ z rezygnacj± z interesów w³asnego ¶rodowiska. Postêpowanie takie uwa¿ane jest dzisiaj za normê w ró¿nych dziedzinach ¿ycia publicznego – podobnie zachowuj± siê parlamentarzy¶ci czy pañstwa w Unii Europejskiej. Nie mo¿na siê wiêc specjalnie dziwiæ, ¿e w nauce nie jest inaczej.
Mimo wszystko uwa¿am, ¿e system KBN-owski by³ jednak lepszy od wprowadzonego po jego likwidacji, poniewa¿ procedura rozdzia³u funduszy odbywa³a siê w du¿ym stopniu przy otwartej kurtynie. Utrudnione te¿ by³y mo¿liwo¶ci nacisku na przewodnicz±cego KBN, poniewa¿ znajdowa³ siê on pod kontrol± samorz±du. Nowy system, wprowadzony przez rz±d SLD, znacznie zwiêkszy³ rolê biurokracji, a w dzia³aniu praktycznym zrobi³ w nauce spore zamieszanie; tak jest to przynajmniej odczuwane przez ¶rodowisko. Minister, nawet przy najlepszej woli, musi siê kogo¶ radziæ, polegaæ na okre¶lonych ludziach. Tworz± siê natychmiast nieformalne grupy nacisku, które dzia³aj± w sposób niejawny, przekonuj± o wa¿ko¶ci tych, a nie innych badañ lub w sposób bardziej wyrafinowany, nie upominaj±c siê wprost o pieni±dze, proponuj± okre¶lone regu³y finansowania, faworyzuj±ce okre¶lon± grupê. Jednym z argumentów za wprowadzanymi zmianami (powtarzanym te¿ przez niektóre osoby, jak s±dzê, w dobrej wierze) jest ten, ¿e minister konstytucyjnie odpowiedzialny za politykê pañstwa wobec nauki nie mia³ nad ni± ¶rodków kontroli. Odpowiedzialno¶æ rozp³ywa³a siê na cia³o zbiorowe, jakim by³ KBN. Formalnie jest to prawda, w praktyce nie widzê jednak, jak minister mia³by odpowiadaæ za wyniki pracy naukowej poza sytuacjami przestêpczymi. Taka odpowiedzialno¶æ jest po prostu mitem. Co wiêcej, istniej± w Polsce instytucje, jak na przyk³ad Rada Polityki Pieniê¿nej czy Centralna Komisja ds. Stopni i Tytu³ów, gdzie wystêpuje odpowiedzialno¶æ zbiorowa za wa¿ne decyzje i pañstwo jako¶ to wytrzymuje.
Oczywi¶cie, zaznaczaj±ce siê dzi¶ tendencje do bardziej biurokratycznego kierowania nauk± s± dobrze wyczuwane w ¶rodowisku i sk³aniaj± do dostosowywania siê do przewidywanych zmian. W omawianej dyskusji pada³o sformu³owanie, ¿e „w nauce nie ma demokracji”, które ma sens odno¶nie do teorii naukowych, ale jest niebezpiecznym argumentem w wypowiadaniu siê za takim czy innym systemem organizacji i finansowania nauki, bo mo¿e byæ on wykorzystywany do celów wcale nauce niesprzyjaj±cych. Wiem, ¿e wysuwany jest on m.in. w celu przeciwdzia³ania równomiernemu rozdzia³owi ¶rodków pomiêdzy podmioty zajmuj±ce siê nauk± – tyle samo dla bardzo dobrych, co dla ¶rednich i s³abych. Na przeciwleg³ym biegunie sytuuje siê pogl±d, ¿e wspieraæ nale¿y tylko najlepszych w danej dziedzinie wiedzy. Byæ mo¿e g³osy takie s± spowodowane zmêczeniem panuj±cym ba³aganem i, podobnie jak w ca³ym spo³eczeñstwie, pojawiaj±c± siê têsknot± za rz±dami silnej rêki, pod warunkiem, ¿e bêdzie ona ¶wiat³a, moralna i sprawiedliwa.
W toczonej dzi¶ dyskusji powraca te¿ jak bumerang jeszcze PRL-owska mantra na temat „kierunków priorytetowych”, bo przecie¿ „nie mo¿emy finansowaæ wszystkich badañ”. Trzeba tu zrobiæ wyra¼ne rozró¿nienie pomiêdzy badaniami podstawowymi i aplikacyjnymi, chocia¿ czasami spotykaj± siê one w tych samych o¶rodkach badawczych. Otó¿, wyniki tych pierwszych s± przekazywane do wspólnego koszyka wiedzy, do którego sami mamy pe³ny dostêp. Nauka nie zna krajów, poniewa¿ wiedza nale¿y do ludzko¶ci i jest pochodni±, która o¶wietla ¶wiat (L. Pasteur). Dlatego w badaniach podstawowych powinno siê popieraæ przede wszystkim te, które s± prowadzone na dobrym poziomie i mog± do tego koszyka co¶ wnie¶æ, a niekoniecznie te, które s± aktualnie punktem szczytowego zainteresowania na ¶wiecie, ale przekraczaj± nasze mo¿liwo¶ci finansowe owocnego w³±czenia siê w nie, zw³aszcza samodzielnie. Mam wiêc zasadnicze w±tpliwo¶ci co do zasadno¶ci priorytetów formu³owanych na podstawie prac publikowanych w najlepszych czasopismach w danej dziedzinie, czy aktualnych mód w nauce. Og³oszenie priorytetów poci±ga za sob± ruchy pozorne. Tak np. w po³owie lat 90. has³em wiod±cym by³a biotechnologia. Przez kraj przetoczy³a siê zmiana szyldów, „biotechnologia” pojawi³a siê na nich we wszystkich mo¿liwych konfiguracjach, chocia¿ rzadko towarzyszy³a temu zmiana tematyki badawczej (sk±din±d czêsto prowadzonej na dobrym poziomie), przewa¿nie nie tworzono te¿ na tych kierunkach stacji pilotowych jako narzêdzi przenoszenia nowych technologii na poziom przemys³owy, co jest standardem. Podejrzewam, ¿e gwa³towny wzrost liczby etyków w naszym kraju ³±czy siê z boomem, jaki prze¿ywa na ¶wiecie bioetyka.
Priorytety s± natomiast uzasadnione w badaniach aplikacyjnych (nie ma nauk aplikacyjnych, s± tylko aplikacje nauki!), ale te powinny wynikaæ z konkretnych potrzeb pañstwa. Ich wprowadzanie oznaczaæ musi, po pierwsze, przestawienie na nowe kierunki du¿ej liczby warsztatów badawczych, co jest przedsiêwziêciem bardzo kosztownym i, po drugie, zaanga¿owanie finansowe podmiotów gospodarczych, które bêd± odbiorcami nowo¶ci. Wa¿ne jest, czy s± one przygotowane do absorpcji innowacji bez du¿ych inwestycji. Oczywi¶cie, mo¿na te¿ robiæ interesy na patentach, ale czêsto wymaga to sporego zaanga¿owania finansowego. Aplikacja osi±gniêæ nauki do gospodarki przebiega sprawnie g³ównie tam, gdzie gospodarka jest si³± ss±c±. S±dzê, ¿e ¶rodki na realizacjê takich programów powinny byæ w gestii resortów za te dziedziny odpowiedzialnych. Wtedy znacznie staranniej rozwa¿ano by ich wydawanie, zlecaj±c odpowiednie badania ekspertom, ni¿ w sytuacji, gdy resorty maj± zagwarantowane ¶rodki na badania w resorcie nauki. Mo¿e siê te¿ okazaæ, ¿e dan± technologiê taniej bêdzie po prostu kupiæ i ewentualnie pracowaæ nad jej udoskonalaniem.
Je¶liby nowo planowane Centrum Badañ Naukowych mia³o byæ mutacj± MNiI lub PAN w okresie, gdy by³a ona resortem, to nale¿y siê spodziewaæ wszystkich wad tych rozwi±zañ, wad, moim zdaniem, wiêkszych ni¿ mia³ KBN. St±d ¿al mi tej instytucji. Uwa¿am, ¿e dzi¶, gdy poszukuje siê nowych rozwi±zañ, warto wróciæ do idei, na której siê ona opiera³a, staraj±c siê o lepsz± jej realizacjê, a mniej bior±c za punkt wyj¶cia strukturê MNiI czy PAN.