Jeszcze przed II wojn± ¶wiatow± pisarz wyjecha³ do Anglii i na d³ugie lata zwi±za³ swoje ¿ycie z tym krajem. Maj±c ponad 80 lat zacz±³ notowaæ wspomnienia z wieloletniego pobytu. Jestem w rozterce, pisz±c o Anglii: by³o to ca³e ¿ycie, mieszcz±ce siê miêdzy Wcze¶niej a Pó¼niej i w³a¶ciwie wystarczaj±ce za wszystko. Tak zaczyna siê ta ksi±¿ka, ani zachwycaj±ca, ani nudna, ale te¿ zdecydowanie nie bezbarwna. Je¶li mo¿na powiedzieæ o ksi±¿ce, ¿e jest irytuj±ca, co w dodatku nie ma byæ nagan±, to w³a¶nie taka jest autobiografia Canettiego. Nie sposób dopatrzyæ siê ¿adnego porz±dku w tych wspomnieniach. Jedyne, co wiadomo na pewno, to, ¿e roi siê w nich od wa¿nych osobowo¶ci, jak T.S. Eliot czy Dylan Thomas, albo zupe³nie nieistotnych, jak pañstwo Milburnowie, u których Canetti mieszka³, kiedy przeprowadzi³ siê z Londynu na wie¶. A byli to ludzie zatopieni w zwyczajno¶ci i bogobojni do tego stopnia, ¿e wydawali siê wrêcz nieprawdopodobni. Podczas nalotu w¶lizgiwali siê pod stó³ i uk³adali obok siebie „pod jego chroni±cym niebem”. Zachowywali siê cicho jak myszki. Kiedy jednak alarm zbyt d³ugo trwa³, robili siê g³odni. Nigdy o tym nie mówili, bo przez ca³y czas bali siê, ¿e pilot w górze us³yszy ich g³osy, ale gdy ¿ona Canettiego wsuwa³a im jedzenie pod stó³, chlipali je chciwie niczym psy. Trudno by³o uwierzyæ, ¿e dwoje wychudzonych ludzi pod sto³em dr¿a³o ze strachu, a jednocze¶nie ¿ar³ocznie jad³o. Ale jeszcze trudniej by³o poj±æ rzecz, która wydarzy³a siê na przyjêciu u Rolanda Penrose’a, mecenasa sztuki i dawnego przyjaciela Picassa. Canetti prze¿y³ w ich domu „party pod wojennym niebem”, które – jak pisze – pozosta³oby w jego oczach, nawet gdyby mia³ ¿yæ jeszcze piêæset lat. By³o to kilka miesiêcy po Dunkierce, w najniebezpieczniejszym momencie angielskiej historii. Dom wype³niony lud¼mi, którzy tañczyli i pili, nikt nie troszczy³ siê o wyra¼nie s³yszalne odg³osy wybuchów bomb. Nagle do mieszkania wpadli mê¿czy¼ni w stra¿ackich he³mach. Chwycili wiadra z piaskiem i jak w transie wracali, by ugasiæ p³on±ce w s±siedztwie domy. Zakochane pary obejmowa³y siê nadal, nikt siê nie zerwa³, nie odsun±³ od partnera, nawet nie spojrza³ na dysz±cych i spoconych stra¿aków, którzy tego akurat wieczoru byli ochotnikami z tej samej ulicy. Canettiemu wydawa³o siê, ¿e ma przed sob± dwa ró¿ne gatunki zwierz±t schodz±cych sobie nawzajem z drogi.
Canetti mieszka³ w Anglii, kiedy jej duch siê rozk³ada³. By³ te¿ ¶wiadkiem chwa³y Eliota. Pisze o nim: rozpustnik nico¶ci, epigon Hegla, profanator Dantego, niegodny zarówno Blake’a, jak i Goethego. Porozrzucane po ca³ej ksi±¿ce zjadliwe os±dy na temat osoby i twórczo¶ci Eliota s± zreszt± najbardziej interesuj±cymi fragmentami autobiografii. Canetti nie mo¿e wymieniæ nazwiska Eliota nie rozpoczynaj±c na nowo kampanii przeciw niemu. Najbardziej irytowa³o go w Eliocie jego urz±dzenie siê w ¿yciu, tzn. wczesna gotowo¶æ do pracy w banku, a potem przej¶cie do kierowania bardzo szacownym wydawnictwem, daj±cym w³adzê nad pisarzami. I wreszcie decyzja o pisaniu starczych dramatów, których wystawienie dawa³o mu pieni±dze.
Canetti ukazuje swoje ¿ycie na emigracji, które pod wieloma wzglêdami – jak sam przyznaje – przebiega³o zupe³nie odmiennie od ¿ycia innych uchod¼ców. ¯aden niemieckojêzyczny pisarz z tego okresu, pozostaj±c wiernym swojemu jêzykowi, nie urz±dzi³ siê w Anglii tak, jak Canetti. To powodzenie dziwi tym bardziej, ¿e osi±gn±³ je wy³±cznie dziêki sile swojej osobowo¶ci.
Ca³e to mrowisko rozmaitych typów angielskich postaci, od zamiatacza ulic po wysoko urodzonych, pos³u¿y³o Canettiemu do przedstawienia panoramy angielskiego ¿ycia, ale do takiej konkluzji mo¿na doj¶æ tylko wówczas, gdy okie³zna siê ten, odstraszaj±cy pocz±tkowo, chaos opisywanych ludzi i miejsc.
Elias Canetti, Party pod wojennym niebem, t³um. Maria Przyby³owska, Spó³dzielnia Wydawnicza Czytelnik, Warszawa 2005.
W ¶wiadomo¶ci spo³ecznej liberalizm ma niejasny rodowód i nie do koñca okre¶lony kszta³t. Zbigniew Drozdowicz pokusi³ siê o jego usystematyzowanie, dziel±c na historyczny (do I wojny ¶wiatowej) i wspó³czesny. W liberalizmie historycznym wyszczególni³ jego typy: angielski, francuski, niemiecki i w³oski. Z kolei w charakterystyce wspó³czesnego liberalizmu odniós³ siê do takich kwestii, jak: liberalizm a totalitaryzm czy liberalizm a demokracja. Poruszy³ równie¿ problem „cnót liberalnych”: tolerancji, przewidywalno¶ci, „rozumnego egoizmu” i „wyrachowanego altruizmu”. Postawi³ tak¿e pytanie, czy libera³owie mog± byæ uwa¿ani za ludzi odpowiedzialnych?
Autor do¶æ dok³adnie przedstawi³ ewolucjê nastawieñ liberalnych spo³eczeñstw Europy. Kolejne sylwetki i pogl±dy libera³ów zaprezentowa³ na tle ¿ycia codziennego danej epoki, dotykaj±c takich spraw, jak: pochodzenie, wychowanie, wyznawana religia i znacz±ce momenty ¿ycia twórców ideologii. Ksi±¿ka pozwala zorientowaæ siê, ¿e liberalizm nie jest „filozofi± gabinetow±”, lecz sposobem ¿ycia i odczytywania go przez ludzi, których staæ na g³êbszy namys³ nad swoj± wolno¶ci± i wolno¶ci± w ogóle.
Liberalizm nawo³uje do wolno¶ci, domen± demokracji jest za¶ równo¶æ. Wynikiem po³±czenia obydwu komponentów w XX wieku sta³a siê demokracja liberalna. Liberalno-demokratyczny system sprawowania w³adzy – typowy dla ¶wiata zachodniego – wymusza na rz±dz±cych obdarowywanie spo³eczeñstw zarówno wolno¶ci±, jak i równo¶ci±. W literaturze przedmiotu powy¿sza sytuacja porównywana jest do k³êbka w³óczki dwojakiego rodzaju, który spoczywaj±c sprawia wra¿enie dobrze zwiniêtego, ale gdy tylko chwyciæ za jego niæ, ta siê rozdwaja (G. Sartori). Drozdowicz, parafrazuj±c, ukazuje wewnêtrzn± sprzeczno¶æ aliansu demokratyczno-liberalnego. Liberalizm jest tu „technik± ograniczenia w³adzy pañstwa”, d±¿eniem za¶ demokracji jest „przenikniêcie w³adzy ludu w struktury pañstwa”. Liberalizm poza tym niechêtnie przyznaje równo¶æ wykraczaj±c± poza równo¶æ prawno-polityczn±. £atwiej natomiast ni¿ demokracja radzi sobie z porz±dkiem spo³ecznym, choæ jest to równie¿ zarzut pod jego adresem, ¿e doprowadza spo³eczeñstwa do upojenia siê niekontrolowan± wolno¶ci±. Po czasach liberalizmu w polityce nastaje chaos i czym prêdzej zjawiæ siê musi jaki¶ stra¿nik, który wreszcie zaprowadzi po¿±dany ³ad. A st±d ju¿ krok do autorytaryzmu czy totalitaryzmu.
Mocne poci±ganie za „niæ demokracji” prawie zawsze prowadzi do kultu przeciêtno¶ci. Libera³owie nie byli nigdy ³atwym partnerem do wspó³dzia³ania. Od czasów rewolucji francuskiej zarzucano im bezgraniczn± zuchwa³o¶æ, zarozumia³o¶æ oraz pogardê dla Boga i narodowych dogmatów. T³umaczenie, ¿e zg³aszali i zg³aszaj± swoje votum separatum wobec tego rodzaju rewolucji spo³ecznych, nie trafia³o do przekonania tych, dla których ancien régime stanowi³ najwiêksz± ze ¶wiêto¶ci.
Jednym z najs³abszych punktów liberalizmu – na co wskazuje autor – jest kwestia narodowa. Idea³ liberalizmu polega tu na przekraczaniu fazy politycznej rywalizacji we wspó³istnieniu narodów i zast±pieniu jej pokojow±, aktywn±, woln± wymian± dóbr ekonomicznych i kulturalnych. W ten sposób, szanuj±c siê nawzajem, narody zaspokajaj± swoje potrzeby. Istnienie spo³eczeñstw narodowych nie jest dla libera³ów prze¿ytkiem. Generalnie rzecz bior±c, prze¿ytkiem jest ich walka o samostanowienie. Dla jednych narodów zakoñczy³a siê ona w drugiej po³owie XIX stulecia, dla innych w XX wieku. Dzi¶ libera³owie nawo³uj± do miêdzynarodowej wspó³pracy, miêdzynarodowego wspó³dzia³ania na rzecz pokoju, „zasypywania” dawnych podzia³ów na rzecz tworzenia ponadnarodowych struktur, na przyk³ad Unii Europejskiej.
Zbigniew Drozdowicz, Liberalizm europejski, Wy¿sza Szko³a Zarz±dzania i Bankowo¶ci w Poznaniu, Wydawnictwo forum naukowe, passat – Pawe³ Pietrzyk, Poznañ 2005.
Królewiec jest miastem tyle¿ mitycznym, co nieznanym. Stolica Prus Ksi±¿êcych, a pó¼niej Prus Wschodnich, odegrawszy sw± rolê w historii, znik³a fizycznie i duchowo. W jej miejsce po 1945 roku powsta³ Kaliningrad. W tym licz±cym ponad milion mieszkañców poradzieckim mie¶cie niewiele rzeczy przypomina historyczny gród nad Prego³±.
W jego dziejach mieli swój udzia³ równie¿ Polacy, acz nie tak donios³y, jak mo¿na by siê spodziewaæ po tytule tej ksi±¿ki. Autorzy s± zas³u¿onymi historykami ziem miêdzy doln± Wis³± a Niemnem. Staraj± siê poprzez rekonstrukcjê biografii 36 osób przedstawiæ ich polsko-królewieckie zwi±zki. Charakterystyczne, ¿e ¿adna z nich nie urodzi³a siê w Królewcu. W wiêkszo¶ci przypadków chodzi o ich krótsze lub d³u¿sze pobyty w tym mie¶cie, do którego trafiali z przyczyn wyznaniowych, edukacyjnych lub politycznych.
Poprzez Albertynê (Uniwersytet Królewiecki) jej za³o¿yciel, ksi±¿ê Albrecht Hochenzollern, przyci±ga³ zwolenników i krzewicieli luteranizmu. Do tej grupy w XVI w. nale¿eli: Abraham Kulwieæ, Stanis³aw Rafaj³owicz, Jan Seklucjan, Marcin Kwiatkowski, Jan Radomski, a tak¿e Stanis³aw Murzynowski; on jako pierwszy prze³o¿y³ Nowy Testament na jêzyk polski, a tak¿e skodyfikowa³ ortografiê polsk±. Wszyscy wymienieni trudnili siê przyswajaniem polszczy¼nie protestanckich dzie³ religijnych. Królewiec by³ wówczas drugim po Krakowie o¶rodkiem wydaj±cym polskie ksi±¿ki. Dwukrotnie przebywa³ na dworze ksiêcia pruskiego jego stypendysta i prawdopodobnie student Albertyny Jan Kochanowski.
W XVII w. znalaz³ siê w Królewcu Jerzy Ossoliñski, namiestnik W³adys³awa IV w Prusach Ksi±¿êcych. Tê sam± funkcjê, ale w imieniu wielkiego elektora pe³ni³ os³awiony Bogus³aw Radziwi³³. Postacie tego stulecia symbolizuj± czas, kiedy Rzeczpospolita traci³a na znaczeniu, od Korony odrywa³y siê lenne Prusy.
Zawirowania wojenne i religijne spowodowa³y, ¿e przybyli tu arianie, a w¶ród nich jeden z najwiêkszych poetów barokowych Zbigniew Morsztyn czy teolog braci polskich Samuel Przypkowski. Podobnie jak ci dwaj, s³u¿b± u elektora by³ zwi±zany wybitny in¿ynier i kartograf swoich czasów Józef Naronowicz-Naroñski.
W XVIII w. s³awê „pruskiego Pliniusza” uzyska³ Jerzy Andrzej Helwing, absolwent Uniwersytetu Królewieckiego pochodz±cy z Wêgorzewa, pastor (jak wiele osobisto¶ci, które studiowa³y w Królewcu), który potem walnie siê przyczyni³ do podtrzymania jêzyka polskiego na ziemi pruskiej. Trzeba tutaj wymieniæ m.in.: Jerzego Rekucia (zainicjowa³ wydawanie gazety „Poczta Królewiecka”), Jerzego Olecha, a przede wszystkim Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza, studenta i t³umacza Kanta (podrêczniki tego mazurskiego uczonego do nauki jêzyka polskiego doceni³ sam Adam Mickiewicz). Nietuzinkow± postaci± by³ pastor Gustaw Gizewiusz, m.in. zbieracz pie¶ni mazurskich i wydawca „Przyjaciela Ludu £eckiego”.
Absolwentami Uniwersytetu Królewieckiego w XIX w. byli wybitni uczeni polscy: Wojciech Kêtrzyñski i Julian Klaczko. W tamtym czasie przez uczelniê przewinêli siê konspiratorzy polskiego ruchu niepodleg³o¶ciowego, np. Kazimierz Szulc czy Maksymilian Andryson.
Ta cenna praca nie daje odpowiedzi na niektóre pytania, np. czy ka¿da opisana osoba mia³a rzeczywi¶cie polskie poczucie narodowe? Jak przedstawia³y siê ich kontakty z polsk± mniejszo¶ci± nad Prego³±?
Ksi±¿ka przypomina, ¿e na pó³nocnych rubie¿ach toczy³a siê historia Niemców, Litwinów, Polaków, ¯ydów i rozwija³a siê nauka, kultura. Archiwa wci±¿ czekaj±, aby zrekonstruowaæ tamte dzieje.
S³awomir Augusiewicz, Janusz Jasiñski, Tadeusz Oracki, Wybitni Polacy w Królewcu XVI-XX wiek, wstêp i red. J. Jasiñski, Wydawnictwo Littera, Olsztyn 2005.
Jak to siê dzieje, ¿e wierzymy, i¿ to, czym smarujemy kanapki, jest „jak wiejskie mas³o”, wiedz±c doskonale, ¿e to niepodobna do niego w niczym margaryna? Dlaczego kupujemy buty takiej, a nie innej firmy, mimo i¿ s± dwa razy dro¿sze i nie wyró¿niaj± siê niczym szczególnym? Tak dzia³a ukryta moc reklamy. Ale czy warto o tym pisaæ ksi±¿kê? Jak najbardziej – zawsze dobrze jest siê dowiedzieæ czego¶ nowego o czym¶, co pozornie ju¿ znamy.
Zdawa³oby siê, ¿e ka¿dy wie, jak dzia³a reklama – trzeba przytoczyæ racjonalne argumenty, by przekonaæ klienta do swojego towaru. Nic bardziej b³êdnego. Racjonalno¶æ w reklamie siê nie sprawdza – twierdzi autor ksi±¿ki. Reklama, zw³aszcza telewizyjna, jest odbierana na poziomie pod¶wiadomym lub najwy¿ej na poziomie „pó³¶wiadomo¶ci”, który przypomina prowadzenie samochodu – jest to proces wyuczony, który dzia³a jak odruch warunkowy, co jednocze¶nie nie wyklucza, ¿e na pewnym poziomie ¶wiadomo¶ci kontrolujemy sytuacjê na drodze. A taki, nawet pó³¶wiadomy, odbiór wyklucza przyjmowanie jakichkolwiek racjonalnych argumentów.
Jak zatem przyswajamy informacje zawarte w reklamach? Wiadomo, ¿e nikt nie zasiada przed telewizorem z notatnikiem, by zapisywaæ informacje na temat jakiej¶ marki, tym bardziej ¿e wiêkszo¶æ ludzi uwa¿a, ¿e „reklama k³amie”. A dodatkowo uczeni wykazali, ¿e wielokrotne ogl±danie reklam zmniejsza zainteresowanie nimi. Jednak w sklepie znaczna czê¶æ klientów wybiera reklamowane marki, mimo i¿ zaprzecza, jakoby spoty i slogany reklamowe mia³y na to wp³yw. Gdzie tkwi haczyk? Jak zwykle w nas samych. Twórcy reklam wykorzystuj± bowiem nasz± najwiêksz± s³abo¶æ – uczucia i pragnienia, których czêstokroæ sobie nie u¶wiadamiamy.
Najlepszym przyk³adem niech bêdzie reklama pewnych papierosów. W roku 1974 zrobi³a ona tak ogromn± karierê ¿e w Wielkiej Brytanii po trzech miesi±cach zakazano jej emisji, bo „za bardzo oddzia³ywa³a na m³odzie¿”. W reklamie kowboj na biwaku pali³ papierosa. Ale jak to mia³o oddzia³aæ na brytyjsk± m³odzie¿? Otó¿ dzikie pustkowie i biwakowanie pod go³ym niebem kojarzy siê na ca³ym ¶wiecie z wolno¶ci±. A wolno¶æ jest tym, czego najbardziej pragn± m³odzi ludzie. W³a¶ciwie przes³anie reklamy jest tak no¶ne, ¿e firma u¿ywa wizerunku kowboja do dzisiaj. Podobnie jest z wieloma innymi reklamami, których po obejrzeniu mo¿emy nawet nie pamiêtaæ. Takie odwo³ywanie siê do naszej uczuciowo¶ci nazywa siê „markowaniem emocjonalnym”, które polega na tworzeniu przyjemnych skojarzeñ z danym produktem.
Pojawiæ siê mo¿e inny problem. Wiêkszo¶æ ludzi zarzeka siê, ¿e nie lubi ogl±daæ reklam. Jak wiec przekonaæ ich, aby choæ raz obejrzeli spot i rozpoczêli tym samym pod¶wiadomy proces zapoznawania siê z mark±? Koncepcji jest kilka: znane osoby wystêpuj±ce w reklamówkach, ciekawa muzyka czy humor. Oczywi¶cie, wszystko to mo¿e byæ tak samo wad±, jak zalet±: znana twarz mo¿e „przyæmiæ” produkt, który reklamuje, znany utwór nie przywo³uje wy³±cznych skojarzeñ z reklam±, a humor w niektórych wypadkach wrêcz odwraca uwagê odbiorcy. Dlatego gwiazdy musz± pe³niæ w reklamówkach rolê drugoplanow±, muzyka powinna byæ specjalnie skomponowana, a humor – najlepiej abstrakcyjny, bo odbierany jest bardziej emocjonalnie ni¿ logicznie.
My¶lê, ¿e jest to lektura obowi±zkowa dla wszystkich pracowników agencji reklamowych czy mediów. Tak¿e bardzo przydatna tym, którzy chc± zostaæ „¶wiadomymi konsumentami”. ¯e o zwolennikach teorii spiskowych nie wspomnê...
Robert Heath, Ukryta moc reklamy. Co tak naprawdê wp³ywa na wybór marki?, t³um. Agnieszka Nowak, Gdañskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdañsk 2006.
Z ksi±¿ki dowiadujemy siê, ¿e Roman Brandstaetter by³ rekomendowany do Nagrody Literackiej Nobla latem 1987. Za¶wiadcza o tym historyk i profesor UJ Józef Andrzej Gierowski. Podstaw± jego starañ by³a fenomenalna i jedyna w swoim rodzaju powie¶æ Brandstaettera „Jezus z Nazarethu”. Jednak pisarz, prze¿ywszy 81 lat, 28 wrze¶nia 1987 roku zmar³.
Anna Rzymska (adiunkt w Pracowni Literatury XX wieku i Teorii Literatury UWM w Olsztynie) zaproponowa³a w swojej monografii nowy tok badañ nad twórczo¶ci± Brandstaettera, zak³adaj±c, ¿e jej zwieñczeniem jest „Jezus z Nazarethu” (tetralogia pisana w latach 1967-73). Nie ma w±tpliwo¶ci, ¿e to najwybitniejsza powie¶æ biblijna w literaturze polskiej. Autorka nie idzie tropami wytyczonymi wcze¶niej, a wiêc nie powiela s±du, ¿e proza ta jest np. „transpozycj± Ewangelii”. W misternym wywodzie ujawnia, ¿e dzie³o ¿ycia Brandstaettera wspiera siê na tradycjach mistyki ¿ydowskiej. Staje siê tym samym oczywiste, ¿e typowo chrze¶cijañska lektura powie¶ci jest ograniczona. Rzymska dowodzi bowiem konsekwentnie i precyzyjnie, ¿e ¿ydowsko-polski pisarz nie zantagonizowa³ i nie poró¿ni³ judaizmu z chrze¶cijañstwem; dokona³ „powie¶ciowej egzegezy”, dziêki której zbawcza rola Jezusa znajduje g³êbokie uzasadnienie w mistyce ¿ydowskiej. Niejako mimochodem przypomina wielokrotnie, ¿e literatura polska u swych pocz±tków i w ca³ych dziejach zosta³a „owiana hebrajskim duchem”. Ta w³a¶ciwo¶æ kultury polskiej t³umaczy, dlaczego Brandstaetter bez trudno¶ci znajdowa³ porozumienie z poezj± Kochanowskiego, Mickiewicza czy dramaturgi± Wyspiañskiego. Autorka uwidacznia, ¿e pisarza niejako przygotowa³a do napisania „Jezusa z Nazarethu” jego biografia, dzieje rodu i narodu, inaczej mówi±c: historia kultury ¿ydowskiej od jej pocz±tków do czasów diaspory i Holocaustu. Siêganie do literackich tradycji rodzinnych Brandstaetterów i rozmaitych wypowiedzi pisarza s³u¿y pokazaniu, ¿e mistyka ¿ydowska, a zarazem chrze¶cijañstwo – odkryte m.in. poprzez postaæ i nauczanie ¶w. Franciszka – stanowi± w powie¶ci trudn± do odczytania, lecz obecn± w niej ca³o¶æ. Rzymska rekonstruuje zatem ci±g³o¶æ tradycji judaistycznej, bez której poznanie i zrozumienie Ewangelii i chrze¶cijañstwa bêdzie zaburzone. Brzmi paradoksalnie, ale to „po¶rednictwo tradycji ¿ydowskiej zbli¿y³o Brandstaettera do chrze¶cijañstwa”. Pisarz jako czterdziestolatek przyj±³ katolicyzm.
Zmierzaj±c do meritum, badaczka ¶ledzi, jak wa¿ne dla powie¶ci s± rabiniczne metody egzegezy, znane pod symboliczn± nazw± „pardes”. Referuje do¶æ zawi³e kwestie, dotycz±ce symboliki naj¶wiêtszych s³ów i liter, np. obja¶nia z³o¿on±, jakby „ruchom±” semantykê, koñcz±cej alfabet hebrajski litery Taw (Tau), w której koncentruje siê wielo¶æ mistycznych i historycznych znaczeñ judeochrze¶cijañstwa. Autorka nie operuje sztywn± kategori± „toposu”. Próbuje niejako wnikn±æ w ducha hebrajszczyzny, która uznaje wielo¶æ, migotliwo¶æ, sprzeczno¶æ, jednoczesn± jawno¶æ i skryto¶æ sensów. Bierze pod uwagê tê dynamikê, analizuj±c takie kluczowe symbole czy ramy symboliczne, jak: „ogród”, „imiê”, „widzenie przez s³yszenie”, „ska³a”, „zas³ona”. Imponuj±ca literatura przedmiotu dokumentuje pewn± prawid³owo¶æ na rynku ksiêgarskim z okresu po 1990, kiedy wydano wiele dziesi±tków warto¶ciowych prac o judaizmie.
Trud badawczy op³aci³ siê. Po przej¶ciu meandrów swojego wywodu autorka konstatuje: Brandstaetter przemawia³ za pomoc± znaków biblijnych i za pomoc± „ukrytych” znaków mistyki ¿ydowskiej. Tym, co by³o pomiêdzy Starym i Nowym Testamentem, pomiêdzy judaizmem i chrze¶cijañstwem, by³a mistyka.
Ksi±¿ka wzbogaca wiedzê o literaturze w zakresie „brandstaetterologii” oraz tradycji rozumienia tekstu.
Anna Rzymska, Kamienny most. Tradycja judaistyczna w twórczo¶ci Romana Brandstaettera, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmiñsko-Mazurskiego, Olsztyn 2005.