Wielu pracowników nauki w swoim my¶leniu i mówieniu o studentach pos³uguje siê obrazem wyniesionym z w³asnych studiów, czêsto odbywanych jeszcze w minionej epoce, a zatem w nieco odmiennych warunkach spo³ecznych i kulturowych. Piêæ lat pomiêdzy immatrykulacj± a obron± pracy magisterskiej kojarzy siê im z ¿yciem pe³nym porywaj±cych znajomo¶ci, ciê¿kiej pracy naukowej i rozwoju duchowego. Jako student IV roku chcia³bym opisaæ sytuacjê psychiczn± i ¿yciow± wspó³czesnego studenta tak, jak sam j± widzê (moje rozwa¿ania nie pretenduj± do ogólno¶ci).
Jeszcze dwadzie¶cia lat temu za kulturê studenck± uwa¿ano festiwale piosenki (debiutowa³o na nich wielu znanych obecnie wykonawców), spotkania z artystami, wernisa¿e prac studentów ASP, ¿ycie intelektualne w duszpasterstwach akademickich. Student jawi³ siê jako istota wprawdzie uboga materialnie, ale za to maj±ca du¿o czasu i pragn±ca nade wszystko rozwoju intelektualnego. Gdy studiowali moi rodzice (druga po³owa lat 70.), w modzie by³o ci¶niêcie siê w ma³ych, zadymionych salkach na spotkaniach z uczonymi i artystami. M³odzi ludzie byli pe³ni pytañ i chcieli je zadawaæ. Dyskusje na fundamentalne tematy ci±gnê³y siê do pó¼na w nocy. Budynki uczelniane by³y wprawdzie szare i zaniedbane, ale wie¶ci o wa¿nych wydarzeniach rozchodzi³y siê poczt± pantoflow±.
Dzi¶ mój macierzysty Instytut Filologii Polskiej UWr. jest odremontowany – tylko ducha coraz mniej... Na ¶cianach co krok wisz± reklamy sieci komórkowych, chipsów i batonów. Student sta³ siê konsumentem jak ka¿dy inny, a nawet lepszym, bo ¶wie¿o wyrwawszy siê spod kontroli rodziców i posmakowawszy swobodnego ¿ycia bêdzie mia³ mniej oporów (w zasadzie tylko finansowe) przed skorzystaniem z oferty. Autorzy reklam przedstawiaj± ¿ycie studenckie jako nieustaj±cy ci±g imprez. Praca intelektualna jest niemal dezawuowana. Szczególnie utkwi³ mi w pamiêci plakat reklamuj±cy batoniki: Wyk³ad trwa pó³torej godziny. Kserowanie notatek – 15 sekund. Jeszcze gorzej jest w reklamie jednej z sieci komórkowych, w której m³oda studentka przechadza siê w obcis³ym stroju po korytarzu uczelni, a jej najwa¿niejszym atrybutem jest imponuj±cy dekolt (wspó³gra to z funkcjonuj±cym w spo³eczeñstwie stereotypem studentki jako kobiety o niezbyt silnych zasadach moralnych). Student pasjonat przedstawiany jest jako nudny kujon(ka), ¶lêcz±cy nad ksi±¿kami w pokoju w akademiku, obowi±zkowo z niemodn± fryzur± i w okularach. Reklamy zdaj± siê równie¿ mówiæ, ¿e studia s³u¿± zdobyciu dyplomu i zawodu, a nie rozwojowi intelektualnemu, nie mówi±c ju¿ o pracy naukowej. Okres studiów ma byæ czasem rozrywki, zgodnie z zasad± z piosenki Kazika: A po robocie dobrze zabawiæ siê, a kultura studencka – ¶rodkiem na odreagowanie zwi±zanych z uczelni± stresów. Ma wiêc byæ rozrywk± niewymagaj±c± my¶lenia, rozweselaj±c±. Juwenalia odbywaj± siê pod has³em „odstresowania siê przed sesj±”, dominuj± tam zatem zabawy niewymagaj±ce my¶lenia: malowanie cia³a, biegi String Men (czyli studentów w stringach) lub wybory Miss Mokrego Podkoszulka.
Szczególnie wyra¼nym znakiem czasu s± og³oszenia pracodawców oferuj±cych dorywcze zatrudnienie lub praktyki i plakaty biur po¶rednictwa pracy oraz firm oferuj±cych za³atwienie zajêcia na wakacje za granic±. Spe³niaj± one w oczywisty sposób pozytywn± rolê, jednocze¶nie jednak kieruj± do odbiorców komunikat: Czas ucieka. Wykorzystaj go. Pracuj, odbywaj praktyki, zdobywaj do¶wiadczenie. Inni ju¿ to robi±, nie mo¿esz pozostaæ w tyle. Konsekwencj± tego jest nowa formacja pokoleniowa w¶ród polskich studentów: Pokolenie Nie−Mam−Czasu. Nie ma ju¿ kiedy je¼dziæ na obozy naukowe, poznawaæ wielu przyjació³ na studiach, chodziæ na imprezy kulturalne czy do duszpasterstw. Z zajêæ idzie siê do pracy, a w wakacje te¿ siê pracuje albo odbywa praktyki. To wszystko jest konieczne, ale potem m³ody cz³owiek budzi siê na V roku i zdaje sobie sprawê, ¿e w³a¶ciwie tych piêæ lat, które wiele osób z pokolenia jego rodziców wspomina jako najpiêkniejszy okres w ¿yciu, jemu samemu przep³ynê³o miêdzy palcami. Ca³y czas zajmuj± obowi±zki. ¯ycie studenckie coraz mniej ró¿ni siê od okresu pracy zawodowej. Pojawia siê jednak pytanie: gdzie w¶ród tych wszystkich praktyk, szkoleñ, kursów i zdobywania do¶wiadczenia czas na cieszenie siê ¿yciem? Wielu dwudziestolatków wci±¿ nie mo¿e uwierzyæ, ¿e tak w³a¶nie ma wygl±daæ doros³e ¿ycie. Pojawia siê te¿ inne, paradoksalne wrêcz zjawisko – praca i doszkalanie siê zajmuje tak du¿o czasu, ¿e na sam± naukê zostaje go bardzo niewiele. Nie na tyle ma³o, by uniemo¿liwia³o to utrzymanie siê w uczelni, ale jednocze¶nie nie na tyle du¿o, by rozwijaæ zainteresowania naukowe. W rezultacie mury uczelni opuszczaj± ludzie umiej±cy na siebie zarobiæ, ale nierozumiej±cy ani istoty pracy naukowej, ani ducha dziedziny, w której siê kszta³cili. W czasie piêciu lat studiów uczyli siê tylko do kolokwiów, egzaminów i zaliczeñ, nie maj±c po prostu czasu na czytanie czy badanie czegokolwiek, czego czytaæ lub badaæ nie musieli.
Faktem jest jednak, ¿e coraz trudniej studentowi utrzymaæ siê dziêki samym tylko pieni±dzom przysy³anym przez rodziców. Nie dotyczy to wy³±cznie osób „zamiejscowych”, które op³acaj± akademik/stancjê i jedzenie. Z czego¶ trzeba op³aciæ kursy i certyfikaty jêzykowe, kupiæ komputer, pojechaæ na krótkie choæby wakacje. Tymczasem coraz trudniej utrzymaæ stypendium naukowe, zw³aszcza gdy coraz wiêcej uczelni przechodzi z systemu progowego na system „szczytu górki” (stypendium otrzymuje tylko 10 lub 15 proc. najlepszych studentów). W tej sytuacji student (o ile nie uda³o mu siê osi±gn±æ ¶redniej 5,0) nigdy nie mo¿e byæ do koñca pewien, czy to on, a nie kolega z ³awki otrzyma wsparcie. System ten ma w za³o¿eniu przywróciæ stypendiom naukowym w³a¶ciw± funkcjê nagrody dla najwybitniejszych (dla wielu dobrych, choæ nie najlepszych studentów, zw³aszcza na kierunkach humanistycznych, gdzie uzyskanie ¶redniej np. 4,5 nie stanowi wiêkszego problemu, stypendium jest rodzajem sta³ej pensji). System taki powoduje jednak u wielu studiuj±cych swego rodzaju perfekcjonizm, a przecie¿ nie zawsze ze wszystkich egzaminów i zaliczeñ da siê mieæ pi±tki. Oceny (zw³aszcza na kierunkach humanistycznych) maj± czêsto charakter czysto uznaniowy – s± prowadz±cy, którzy z zasady pi±tek nie stawiaj±, s± te¿ tacy, którzy ca³ej grupie wpisz± je za sam± tylko obecno¶æ i ¶ladow± aktywno¶æ na zajêciach. Warto wspomnieæ, ¿e zapisanie siê na æwiczenia czy egzamin do tej a nie innej osoby zale¿y nieraz od szczê¶cia czy przypadku (i w tej sytuacji od tego samego zale¿y w sporej mierze uzyskanie stypendium).
Coraz mniej jest kierunków „naukowych”, a coraz wiêcej czysto zawodowych. Nawet uniwersytety zaczê³y byæ postrzegane jako miejsca zdobywania tylko i wy³±cznie konkretnego zawodu, a nie zg³êbiania wiedzy. Pojawiaj± siê g³osy, ¿e nie ma sensu przyjmowania na takie kierunki, jak archeologia, kulturoznawstwo czy fizyka teoretyczna wiêcej ni¿ kilku osób rocznie. Ja sam studiujê polonistykê. Gdy kto¶ siê o tym dowiaduje podczas rozmowy, jego odruchowe pytanie brzmi najczê¶ciej: A co ty bêdziesz po tym robi³? A przecie¿ studiuje siê nie tylko po to, by mieæ potem wy¿sz± pensjê. Studentów jest coraz wiêcej, ale równocze¶nie coraz mniej z nich ma ¶wiadomo¶æ, czym studiowanie ró¿ni siê od nauki w szkole, a wy¿sza uczelnia od liceum. Przecie¿ oprócz podej¶cia: „muszê pracowaæ w wyuczonym zawodzie” i „potrzebujê tylko papierka”, jest jeszcze trzecie: „nie wiem tak naprawdê, co bêdê robiæ po studiach, ale wiem, ¿e tych piêæ lat rozwinie mnie intelektualnie – na wyj¶ciu bêdê zupe³nie innym cz³owiekiem ni¿ na wej¶ciu”. Niestety, taka ¶wiadomo¶æ jest w¶ród polskich studentów niezwykle rzadko spotykana.
Id±c tym tropem – dla pewnej liczby studiuj±cych celem mo¿e byæ kariera naukowa, rozumiana jednak nie jako zdobywanie kolejnych stopni naukowych dla samego presti¿u czy wy¿szych uposa¿eñ, lecz jako bezinteresowna s³u¿ba wybranej dziedzinie (lub dziedzinom) nauki. Brak kontraktowego systemu zatrudniania w uczelniach powoduje jednak ma³± rotacjê kadr, co sprawia, ¿e wielu zdolnych m³odych ludzi rezygnuje ze starañ o dostanie siê na studia doktoranckie w przekonaniu, ¿e wprawdzie zdo³aj± obroniæ pracê doktorsk±, ale o asystenturze mog± co najwy¿ej pomarzyæ, a w przypadku osób z wykszta³ceniem humanistycznym „dr” przed nazwiskiem rzadko pomaga w znacz±cy sposób w znalezieniu pracy (a przynajmniej nie na tyle, by by³o to warte kolejnych czterech lat studiów).
Byæ mo¿e wszystkie opisane tu zjawiska s± tendencjami zarówno naturalnymi, jak i pozytywnymi, a ja sam, zamiast g³osiæ jeremiady, powinienem cieszyæ siê z upowszechniania wy¿szego wykszta³cenia w naszym kraju i rosn±cej samodzielno¶ci studentów. Nie namawiam te¿ do powrotu do modelu studenta z czasów PRL. Chcia³bym jedynie zwróciæ uwagê, ¿e w studiach coraz mniej jest dobrze pojêtego romantyzmu. Wy¿sza uczelnia wci±¿ jest prawnie autonomiczna, ale sami studenci przestaj± byæ autonomiczni my¶lowo, usi³uj±c w ¼le pojêty sposób dostosowaæ siê do wspó³czesnego ¶wiata. W dniu, kiedy koñczê ten artyku³, skoñczy³em inn± pracê – efekt intensywnych studiów nad kinem wietnamskim – i odczuwam g³êbok± satysfakcjê naukow± z tego powodu. Spêdzi³em te¿ trzy godziny u poznanej na studiach przyjació³ki na m±drej i ciep³ej rozmowie. I my¶lê, ¿e o to w³a¶nie w studiowaniu chodzi.