Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Szkie³ko w oku


Z NOTESU ORNITOLOGA AMATORA

Piotr Müldner−Nieckowski

Z mojego miasteczka, piêknego, le¶nego, cichego i powszechnie znanego, ¿e nie powiem g³o¶nego, kilka rodzin wyprowadzi³o siê dlatego, ¿e przeszkadza³ im ¶piew ptaków.

Rzeczywi¶cie, ledwie ¶niegi stopniej±, o czwartej nad ranem ptaki zaczynaj± tu szaleñcze koncerty. Koñcz± dopiero w pa¼dzierniku, choæ i w zimie przez ca³y dzieñ s³ychaæ trele i krakania. Wiosn± przed ¶witem najwcze¶niej budz± siê s³owiki i to one donosz± dono¶nie, ¿e s± i ¿e nie maj± zamiaru nie byæ. Repertuar za¶ maj± wieczny, nieskoñczony. Ich muzyka jest zmienna, rytmiczna, wci±¿ pojawiaj± siê nowe linie melodyczne i motywy. Jeden s³owik wy¶piewuje swoje, drugi odpowiada, w³±cza siê trzeci. ¯eby to lepiej poznaæ, kupi³em dyktafon o dobrych parametrach akustycznych i z mo¿liwo¶ci± pod³±czenia do komputera, co pozwala czy¶ciæ i nastêpnie badaæ zapisy. By³em ciekaw, czy nagrania ¶piewu ptaków dadz± odpowied¼ na nurtuj±ce mnie pytanie, dlaczego ci ludzie uciekli. Mo¿e tajemnica tkwi nie w g³o¶no¶ci treli, która istotnie jest du¿a, ale w czym¶ zgo³a innym?

Wiadomo, ¿e dobre dzie³o ma swoje sekrety, nieznane nawet autorowi, wiêc tak jak literaturoznawcy nicuj± powie¶ci i dramaty, zacz±³em analizowaæ ¶piewy. Od czego jest komputer? Wstêpne badania nagrañ zachêca³y, pewne fragmenty by³y szczególnie godne uwagi. Ukrywa³y siê, maskowane przez g±szcz pomys³ów muzycznych, sopranów „hihihi” i tenorów „hiiod”, gard³owych bulgotañ „karrr”, zró¿nicowanego staccato, æwierkania i gwizdów, stopniowanych jak w klasycznej skali od C do H lub krócej – triadami, utrzymuj±cych s³odk± harmoniê w tonacji przypominaj±cej dur. ¯adnych fa³szów, to bardzo zgrabne wykonania.

Na panelu komputerowego programu muzycznego mo¿na dowolnie powiêkszaæ krzywe d¼wiêkowe, przybli¿aæ, oddalaæ, tak¿e zaznaczaæ wybrane porcje, a potem je ods³uchiwaæ. Na krzywej s³owiczej niektóre grupy d¼wiêków by³y identyczne.

Wybra³em jedn± z nich, pobra³em do pamiêci, a nastêpnie odszuka³em na krzywej podobny fragment, jeden, drugi. Nie by³o w±tpliwo¶ci, to jest jakie¶ powtarzalne „muzyczne s³owo”, jaki¶ znak, symbol, kod. Po jakim¶ czasie odnalaz³em inn± ciekaw± frazê i zbada³em, czy równie¿ jest powtarzalna. I owszem, by³a. Jeszcze trzecia, czwarta. S±dzi³em, ¿e siê mylê, bo wyobra¼ni mi nie brakuje, a ta nieraz ju¿ bra³a rozbrat z rzeczywisto¶ci±.

Ale nie. Wkrótce przypadkiem znalaz³em siê na go¶cinnym wyk³adzie profesora S.I. Gindina z Moskwy, jêzykoznawcy zajmuj±cego siê tekstologi±, który rozwa¿aj±c poziomy spójno¶ci tekstów, opowiedzia³ o badaniach prymitywów leksykalnych, jakie prowadzi³ N.I. ¯inkin (1893−1979). Naukowiec ten w ogrodzie zoologicznym podpatrywa³ ma³py mandryle i zapisywa³ ich „mowê”, kojarz±c j± z obserwowanymi sytuacjami w klatce. Doszed³ do wniosku, ¿e zwierzêta te porozumiewaj± siê wyra¼nym, odró¿nialnym kodem, przeplatanym bez³adnymi d¼wiêkami, jego zdaniem nic nieznacz±cymi. Sam kod sk³ada³ siê z okrzyków, z których pewne nie budzi³y w±tpliwo¶ci co do semantyki. Odnosi³y siê bowiem do konkretnych zdarzeñ i ma³pich zachowañ. By³y to miêdzy innymi znaki „ok” (strach), „au” (gdzie jeste¶), „iii” (bij± naszych), „uuu” (dobre jedzenie), „aai” (niedobre jedzenie). Znaczenie tych „wyrazów” by³o pozbawione rozwiniêcia w³a¶ciwego jêzykom ludzi, ale niew±tpliwie umo¿liwia³o mandrylom porozumiewanie siê.

Zacz±³em siê zastanawiaæ, czy u s³owików wystêpuje podobne zjawisko. Mo¿e i one „rozmawiaj±” ustalonym kodem, a nie tylko zach³ystuj± siê piêknoduchowsk± muzyczk±? Mo¿e opowiadaj± co¶, co ma sens – powiedzmy – spo³eczny albo literacki? Tak, to wielce prawdopodobne. Mówi±: „id¼ sobie”, „to moje terytorium”, „nie zbli¿aj siê do gniazda”, „czekam na ni±”, „nie pozwolê”, „zrobiê ci krzywdê”. ¯inkin mia³ tê przewagê, ¿e móg³ siedzieæ przy klatce i notowaæ zachowania ma³p, podczas gdy ja s³owików nie widzia³em nawet z daleka. Nie potrafiê wiêc uwiarygodniæ ¿adnych spostrze¿eñ, to amatorska zabawa.

Mimo to poczyniona przeze mnie obserwacja pozwala snuæ pewne przypuszczenia.

Sen nie ca³kiem odcina ¶pi±cych od ¶wiata. S³uch dzia³a we ¶nie nie tylko jako marzenie. Ci, którym obrzyd³a poranna ptasia muzyka, zrozumieli j± dos³ownie. Odczuli j± jako ujadanie, wykrzykiwanie codziennych k³opotów rodziców kilku jajek, niezno¶ne, jak to w ¿yciu. Woleli wiêc wyprowadziæ siê z miejscowo¶ci, w której ptaki dokuczaj± wyg³aszaniem prawdy o ¶wiecie, i przenie¶æ siê gdzie¶ hen, miêdzy betony i zgrzyty tramwajów. Dla nich ¶piew s³owików jest równie odra¿aj±cy jak wiadomo¶æ, ¿e w Afryce dzieci gin± z g³odu, a polscy chorzy nie maj± pieniêdzy na operacjê.

Dziêki Bogu! Nigdy siê nie przeziêbi± jak ongi mi³o¶ciwy król W³adys³aw Jagie³³o, gdy s³ucha³ ¶piewu s³owika (co, jak wiemy, by³o przyczyn± jego ¶mierci).

e−mail: pmuldner@mp.pl
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje