Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje



Konferencja Rektorw Zawodowych Szk Polskich


Bodaj nie ma drugiej instytucji, ktra cieszyaby si tak estym wrd swych pracownikw, jak uniwersytet.

„Wspwaciciele” i „najemnicy”

Waldemar azuga

Ju nie pamitam, kto pierwszy i w jakich okolicznociach uy zwrotu o „dostojestwie uniwersytetu”. Dla zmarego niedawno nestora polskich historykw, prof. Janusza Padewskiego, byo to ulubione okrelenie, zgrabnie i trafnie oddajce istot rzeczy. Instytucje s bowiem rne i eby je opisa, potrzeba zwykle wielu sw. O uniwersytecie za wystarczy powiedzie, e jest dostojny i w tym jednym, staromodnym sowie zawrze wszystko.

Chyba nikt nie robi takich bada, ale bodaj nie ma drugiej instytucji, ktra cieszyaby si tak estym wrd swych pracownikw, jak uniwersytet. Jest to rodzaj przywizania i delikatnego uczucia przechodzcego w czuo, i to przewanie dozgonn. Z zarobkami na domiar nie ma to nic wsplnego. Zarabia si tam – jak wiadomo – nienadzwyczajnie, stale na nie narzeka. A mimo to trwa si na posterunku nadal i w uczuciu nie stygnie. Jest to jeden z rzadkich w naszym wiecie dowodw na to, e duch czasem jednak wygrywa z materi.

Powody tego s nieraz trudne do wyjanienia. Co zwykle wymieniaj pytani o to sami zainteresowani? Presti miejsca i urok rodowiska, ktre zna si od czasw studiw, poczucie wolnoci towarzyszce pracy twrczej, cenne kontakty (i kontrakty!) krajowe i zagraniczne oraz poboczne perspektywy rozmaitych honorowych lub lukratywnych zaj czy zatrudnie. Dalej mamy ju gwnie sfer imponderabiliw – rytuay, znaki i symbole, mao na og czytelne dla ludzi spoza rodowiska. Wymieni tu trzeba poczucie przynalenoci do neokapastwa, zwizek mistrza z uczniami (nie mniej czasem silny emocjonalnie ni z wasnymi dziemi), pami o poprzednikach na katedrze (okraszona zwykle bukietem anegdot powtarzanych w szstym pokoleniu). A take lampka wina u rektora w okolicy Nowego Roku, czarna flaga na maszcie, uroczysty pogrzeb („co te wtedy o mnie powiedz?”), doroczna gala inauguracji nowego roku akademickiego, Gaudeamus, togi, absolutoria, rady wydziaw i instytutw, gosowania i niekoczce si dyskusje. Uniwersytet to wci republika wolnych ludzi, ktrzy – jak w dawnej Rzeczpospolitej – w wolnej elekcji wybieraj nie tylko rektora (przypominajcego naszych krlw elekcyjnych), ale take dziekanw, prodziekanw, dyrektorw, wicedyrektorw, a bywa, e i kierownikw katedr. Dochodz do tego trudne do policzenia komisje, sesje, konferencje i sekcje konferencji wymagajce przewodniczenia. Niemal wic kady uczestnik tej wsplnoty, cho raz w yciu ma szans by primus inter pares – czemu przewodzi, zagra w orkiestrze pierwsze skrzypce. Skoro w dodatku republika jest rzecz wspln, a ja jestem jej istotn czci, to w pewnym sensie jestem take jej wspwacicielem. Trudno od takiej logiki si oderwa.

W uczelniach niepublicznych, zakadanych na pniu, reguy gry od pocztku s inne. Kolegialno jest tu zazwyczaj skromna, a najwaniejsze decyzje zapadaj w wskich gronach. No i te same, dobrze znane nazwy mog oznacza zupenie co innego. Dziekan moe mie wadz nieporwnanie wiksz ni w uczelni pastwowej lub nieporwnanie mniejsz. Rektor moe przypomina krlow brytyjsk lub – dla odmiany – Ludwika XIV. Kanclerz – ju sam tytu brzmi gronie – moe by zarwno pierwszym ksigowym, jak i faktycznym rzdc caej uczelni. Bywa, e s nimi wicekanclerze, prorektorzy albo ludzie luniej zwizani z uczelni. Moliwych relacji jest tu zreszt niemal tyle, ile szk niepublicznych w Polsce, i przechodzc z jednej do drugiej – nieraz przez ulic – trudno si w tym poapa. Na pierwszy rzut oka wci wiele spraw jest tu „w ruchu”. Z drugiej strony, co tylko si da – zaatwiaj „od rki”.

Od pocztku wszystko jest inaczej: z pensjami, o ktre mona walczy jak lew, z administracj, ktrej myl si tytuy i ze studentami, ktrzy nie ciesz si z braku zaj, profesora traktuj jak najemnika. Z rzeczpospolit mao co tu ma wsplnego, ale te z adnej strony nie wida ochoty, eby miao. Niektrzy profesorowie zachowuj si tu jak zawodowi sportowcy. Wystpowali ju w wielu klubach. S do wynajcia, ale rozmowy o przywizaniu do barw klubowych lepiej z nimi nie zaczyna.

Z doktorami problem jest najmniejszy. Z tego poziomu wikszych rnic nie wida. „Wspwaciciele”, przecieni procedurami (i odsiadujcy godziny na radach wydziaw i instytutw), wzdychaj czasem do prostoty akademickiego ycia „najemnikw”. „Najemnicy” z kolei woleliby nieraz, aby procedur byo wicej.

Z pocztkiem padziernika jedni i drudzy wo togi.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje