A¿ wstyd o tym pisaæ, ale do dzi¶, zarówno w¶ród studentów, jak i (co gorsza!) pracowników nauki, czêstym zjawiskiem jest niezrozumienie lub nawet ewidentny brak szacunku do nauk uprawianych przez innych studentów lub naukowców. W przypadku humanistów czêstsza jest postawa „i tak nic z tego nie zrozumiem” (czêsto uzasadniana tym, ¿e w szkole z matematyki mia³o siê co najwy¿ej trójkê). Natomiast niektórzy (podkre¶lam: nie wszyscy ani nawet nie wiêkszo¶æ) przedstawiciele nauk typowo ¶cis³ych, zw³aszcza stosowanych (in¿ynierowie ró¿nych specjalno¶ci), wychodz± z za³o¿enia, ¿e jedynie oni uprawiaj± „prawdziw± naukê”, natomiast wszelka humanistyka – filologie, neofilologie, kulturoznawstwo – to tylko pozorowanie nauki, nie bêd±ce prawdziwym poznaniem. Opinia taka motywowana jest czêsto tym, ¿e poznanie humanistyczne nie prowadzi najczê¶ciej do wniosków mo¿liwych do zastosowania w praktyce – badania nad jêzykiem poezji Norwida nie doprowadz± do stworzenia nowego programu czy opracowania nowego leku. Ponadto, w potocznym odczuciu „nauka” kojarzy siê raczej z laboratorium, eksperymentami, komputerami, obliczeniami, nie za¶ z czytaniem poezji, studiami nad kultur± czy badaniami nad jêzykiem. Kultura i sztuka kojarz± siê osobie nierozumiej±cej humanistyki z czasem wolnym – owszem, mo¿na po pracy poczytaæ sobie powie¶æ czy obejrzeæ film, ale jak mo¿na traktowaæ powa¿nie pracê cz³owieka, który po¶wiêci³ ¿ycie badaniom nad czym¶, co jest dla mnie jedynie rozrywk±?
Inn± barier± w porozumieniu jest przekonanie, ¿e do poznania zagadnieñ z zakresu filologii, wiedzy o kulturze czy historii wystarczy otwarta g³owa i aby siê w tej tematyce orientowaæ, nie trzeba koñczyæ fachowych studiów, gdy¿ ka¿dy ¶rednio choæby inteligentny cz³owiek zrozumie te kwestie intuicyjnie. Nie ma w nich tak naprawdê nic skomplikowanego, a wiêkszo¶æ choæby samej terminologii mo¿na pomin±æ, zastêpuj±c j± kilkunastoma potocznymi wyra¿eniami. Istnieje nawet pogl±d, jakoby humanista by³ cz³owiekiem intelektualnie okaleczonym, poniewa¿ osoba z wykszta³ceniem ¶cis³ym bez problemu orientuje siê w wiedzy humanistycznej, w drug± stronê dzia³a to ju¿ bardzo ró¿nie. Szczególnym zwolennikiem takiego przekonania by³ autor powie¶ci science fiction Janusz A. Zajdel – uwa¿a³ on, i¿ prawdziwym pisarzem mo¿e byæ jedynie osoba z wykszta³ceniem ¶cis³ym, gdy¿ tylko ona bêdzie posiada³a naprawdê szerok± wiedzê o ¶wiecie.
Najwa¿niejszym czynnikiem odpowiedzialnym za tak± sytuacjê jest zanik prawdziwego wykszta³cenia ogólnego, nawet w¶ród ludzi z dyplomem magisterskim czy wrêcz pracowników nauki. Postêpuj±ca specjalizacja zawodowa powoduje, ¿e coraz czê¶ciej osoba uprawiaj±ca naukê zna tak naprawdê tylko te zagadnienia, którymi sama siê zajmuje. To jeszcze nie by³oby katastrof±; jest ni± natomiast fakt, i¿ pracuj±cy na dwóch etatach i dorabiaj±cy gdzie siê da pracownicy nauki nie maj± ju¿ czasu poszerzaæ innej swojej wiedzy ni¿ ta, która jest im potrzebna. Najgorsze jednak, i¿ w¶ród m³odszych od mojego pokoleñ zaczyna zanikaæ ¶wiadomo¶æ tego, ¿e ogólna wiedza o ¶wiecie w ogóle jest jak±kolwiek warto¶ci±. Z praktyki nauczycielskiej wiem, ¿e m³odzi ludzie czêsto ju¿ w koñcowych klasach gimnazjum wiedz±, czym chc± zajmowaæ siê w ¿yciu i jaka wiedza jest im do tego potrzebna. Taka dojrza³o¶æ by³aby czym¶ w pe³ni pozytywnym, gdyby nie to, ¿e w ¶lad za tym idzie pogarda dla ka¿dej innej wiedzy, jako „niepotrzebnej”. Podczas lekcji na temat Ballady o szewczyku Le¶miana uczniowie rozmawiaj± na temat utworu ze sporym zainteresowaniem, jednak otwarcie zadaj± pytanie: „Do czego nam siê to w ¿yciu przyda?” Zanika ¶wiadomo¶æ, ¿e ogólna orientacja w ró¿nych dziedzinach wiedzy (fizyka, astronomia, chemia, geografia, ekonomia) jest po prostu obowi±zkiem cz³owieka nie tylko z wy¿szym, lecz tak¿e ze ¶rednim wykszta³ceniem, oraz tego, i¿ wiedza taka w znacz±cy sposób u³atwia rozumienie ¶wiata i wyrabianie sobie pogl±dów w wielu kwestiach (politycznych, spo³ecznych, etycznych).
Czynnikiem drugim jest utrwalony (w ¶wiadomo¶ci obu „obozów”) podzia³ na nauki „¶cis³e” i „humanistyczne”, pomiêdzy którymi ma rzekomo istnieæ przepa¶æ tak du¿a, ¿e ³±czenie wiedzy z obu tych pól w umy¶le przeciêtnego wyrobnika nauki (nie mówi±c ju¿ o osobie pracuj±cej poza nauk±) jest praktycznie niemo¿liwe. A przecie¿ wielu jest fizyków bêd±cych zarazem koneserami sztuki (humanistów wiedz±cych, czym jest np. sta³a Boltzmanna jest mniej, ale sytuacja nie wydaje siê beznadziejna).
G³ówn± konsekwencj± takiego stanu rzeczy jest niezdolno¶æ wielu studentów czy doktorantów do refleksji nad nauk± w ogólno¶ci, nad teori± uprawiania nauki. Mo¿e siê wydawaæ zabawne, ¿e ju¿ studenci IV czy V roku mog± ro¶ciæ sobie pretensje do snucia tego typu rozwa¿añ. Refleksje te nie maj± mo¿e merytorycznie przesadnie bogatej zawarto¶ci, umo¿liwiaj± jednak m³odemu pracownikowi nauki u¶wiadomienie sobie, czym jest prawdziwa postawa naukowa i jaki sens maj± badania, które sam prowadzi. A w tym celu musi on wiedzieæ, czym zajmuj± siê inne nauki i jakie jest miejsce jego specjalno¶ci w¶ród dziedzin ludzkiej wiedzy.
Pierwsz± przyczyn± zaniku ¶wiadomo¶ci warto¶ci ogólnego wykszta³cenia jest zmiana sensu edukacji we wspó³czesnym ¶wiecie. Niegdy¶ uczenie siê traktowano jako (oprócz zdobywania kwalifikacji zawodowych) gimnastykê umys³u oraz zg³êbianie ¶wiata i cz³owieka po prostu po to, by wiêcej rozumieæ. Dzi¶ kszta³cenie siê jest inwestycj± maj±c± przynie¶æ w przysz³o¶ci konkretne profity. Nic wiêc dziwnego, ¿e uczniów interesuj± wy³±cznie przedmioty „przydatne”. Nie ma potrzeby rozumieæ ¶wiata, wystarczy radziæ sobie w nim i braæ to, co oferuje.
Drug± przyczyn± jest ogólne obni¿enie poziomu kszta³cenia w wiêkszo¶ci gimnazjów i szkó³ ¶rednich. Trudno jest czym¶ siê zainteresowaæ, je¶li siê nie wg³êbi³o w jakiekolwiek szczegó³y (z daleka wszystko wydaje siê jednakowe). Programom szkolnym zarzucano encyklopedyzm, „odchudzono” je wiêc do tego stopnia, ¿e nie przekazuj± ju¿ uporz±dkowanej wiedzy, a jedynie pewne wycinki. Ponadto zapamiêtuje siê raczej (w moim odczuciu) wiedzê nieco pog³êbion±; tematy jedynie mu¶niête zapomina siê najszybciej (a uwa¿am, ¿e nauczanie fizyki, chemii czy geografii w wielu gimnazjach czy liceach polega w³a¶nie na takim „muskaniu” kolejnych tematów). W gimnazjach podaje siê uczniom wiedzê znacznie uproszczon±, rzekomo dostosowuj±c j± do mo¿liwo¶ci poznawczych dzieci w tym wieku. To jest jak najbardziej uzasadnione, choæ czêsto uproszczenia te id± zbyt daleko. Gorzej jest w wielu liceach: uczniom klasy o profilu np. historycznym nie u¶wiadamia siê, ¿e matematyka nie jest dla nich z³em koniecznym i ¿e przedmioty nie nale¿±ce do profilu kszta³cenia s± tak samo wa¿ne.
Nie lepiej jest w uczelniach – przedmioty nie nale¿±ce do specjalno¶ci traktowane s± po macoszemu nie tylko przez studentów, lecz czêsto tak¿e przez samych prowadz±cych. Zaliczenie wielu „humanów” w politechnikach opiera siê na obecno¶ci na wyk³adach lub konwersatoriach. Z kolei na studiach humanistycznych logikê redukuje siê do 15 godzin wyk³adu lub w ogóle usuwa. A przecie¿ zadaniem tych przedmiotów jest w³a¶nie poszerzaæ horyzonty, zapobiegaæ zamykaniu siê we w³asnym obozie. To, o co apelujê, to wskazywanie studentom przez prowadz±cych, ¿e powinni poszerzaæ sw± wiedzê równie¿ na polach zupe³nie nie zwi±zanych z ich studiami, choæby w imiê intelektualnej uczciwo¶ci i zas³ugiwania na miano cz³owieka rzeczywi¶cie wykszta³conego. Pracownik naukowy nie mo¿e byæ w oczach m³odego cz³owieka zagrzebanym wy³±cznie w swojej w±skiej dziedzinie specjalist±, ale cz³owiekiem, którego ciekawo¶æ poznawcza i ruchliwo¶æ intelektualna mog± byæ przyk³adem.
Zjawiska te nie oddzia³uj±, w mojej opinii, na pracê wybitnych uczonych – wci±¿ napotykam na prace bêd±ce pok³osiem interdyscyplinarnych badañ lub konferencji z pogranicza nauk ¶cis³ych, humanistycznych, spo³ecznych, ekonomicznych itd. Skutkuj± natomiast swego rodzaju spo³eczn± izolacj± nauki; nawet cz³owiek z wy¿szym wykszta³ceniem przestaje interesowaæ siê osi±gniêciami innych nauk. Rzecz jasna, zrozumienie tych osi±gniêæ czy nawet samo ogarniêcie umys³em ich mnogo¶ci jest ju¿ w obecnych czasach niemo¿liwe (podobno ostatnim cz³owiekiem, który w pe³ni to potrafi³, by³ zmar³y w 1872 roku filozof John Stuart Mill). Chodzi jednak o sam± postawê zainteresowania i ¿yczliwo¶ci. W przeciwnym razie ¶rodowisko naukowe ³±czyæ zacznie jedynie ogólnie rozumiana postawa ciekawo¶ci poznawczej oraz walka o interesy nauki i szkolnictwa wy¿szego. Naukowcy, czy po prostu wykszta³ceni ludzie ró¿nych specjalno¶ci, niewiele bêd± mieli sobie do powiedzenia. A przecie¿ elita spo³eczeñstwa nie jest elit± z powodów formalnych (nie jest to po prostu grupa ludzi posiadaj±cych okre¶lone tytu³y naukowe), ale dlatego, ¿e jej cz³onkowie potrafi± siê porozumieæ i wspólnie co¶ wypracowaæ. A je¶li w¶ród studentów potrzeba poszerzania horyzontów jest rzadka, nie ma co liczyæ na to, ¿e w ich dalszym ¿yciu postawa ta siê zmieni. W ¿yciu zawodowym, skupieni na rodzinie i pracy, nie bêd± mieli czasu na zdobywanie wiedzy spoza swojej specjalno¶ci, je¶li wcze¶niej nie wyrobili sobie takiego nawyku. W pracy naukowej za¶ samo zg³êbianie zagadnieñ z ich dziedziny bêdzie wype³nia³o wiêkszo¶æ czasu. A w takich warunkach pojêcia „wykszta³cenie” i „specjalizacja” stan± siê, niestety, niemal to¿same.