Georgio Agamben to filozof polityczny, uczeñ Heideggera, pisarz ceniony za erudycjê, przenikliwo¶æ i mistrzostwo s³owa. Profanacje s± pierwsz± ksi±¿k± tego w³oskiego autora wydan± po polsku, choæ jest on podobno – jak zapewnia nas t³umacz – znany, popularny i modny. Ksi±¿k± t± nie jestem zafascynowany, nie uwa¿am te¿, by dobrze prezentowa³a filozoficzn± dzia³alno¶æ Agambena. Pewnie dopiero publikacja g³ównego dzie³a W³ocha, Homo sacer, poka¿e go nam naprawdê jako filozofa.
Profanacje to raczej odprysk: zbiór krótkich esejów na ró¿ne tematy, bêd±cych ca³o¶ci± tylko dziêki wspólnej ok³adce. Otwiera go szkic o Geniuszu – nazwany przez Krzysztofa Rutkowskiego jednym z najbardziej ol¶niewaj±cych esejów Agambena. Nie mogê siê podpisaæ pod tym okre¶leniem, bo w³oskiemu pisarzowi nie uda³o siê mnie uwie¶æ. To tekst narcystyczny, efekciarski, nadawa³by siê raczej na koniec tomu, nie na jego rozpoczêcie. Filozofowanie Agambena mo¿e siê wydawaæ porywaj±ce. Czêsto jednak rozczarowuje, rozp³ywaj±c siê w nico¶ci, jak w eseju Magia i szczê¶cie. Czasem zaczynaj±c od bana³u grzê¼nie autor w banale, jak w Dniu s±du – tek¶cie o fotografii, który pasowa³by do katalogu wystawy fotograficznej, ale w ksi±¿ce filozoficznej razi manieryzmem i pretensjonalno¶ci±. W szkicu o lustrach pisarz marnuje temat, rozp³ywaj±cy siê w grach etymologicznych i naiwnych rozwa¿aniach jêzykowych. Tekst ten pokazuje te¿ niebezpieczeñstwa filozofowania „w jêzyku”, co potrafi prowadziæ na manowce.
W ksi±¿ce wyró¿niaj± siê trzy teksty: Parodia, Autor jako gest i Pochwa³a profanacji. Parodiê rozumie w³oski filozof bardzo szeroko. Jak na szkic teoretycznoliteracki, rozwa¿ania te s± zanadto powierzchowne, jak na esej o kulturze – nazbyt teoretycznoliterackie. Ale jest to tekst ciekawy, lepszy od wielu innych.
Autor jako gest objawia nam prawdê, ¿e autor jest gestem autora. Mêtnie przy tym przedstawia siê samo pojecie gestu. To esej najbardziej zagadkowy: jest autor, nie ma go, wyra¿a, ale musi pozostaæ niewyra¿ony. Autor gwarantuje w³asn± nieobecno¶æ w dziele, czytelnik zajmuje puste miejsce po autorze itd.
Pochwa³a profanacji – tekst napisany lekko, powabnie, kolejny przypis do Waltera Benjamina. Ka¿dy akapit przynosi tu nowe skojarzenia: religia – kapitalizm – bawi±cy siê kot – defekacja – spo³eczeñstwo bezklasowe. W g³owie siê krêci! Kiedy tylko pisarz przestaje siê ¶lizgaæ i próbuje wej¶æ g³êbiej, zaczyna siê mêtno¶æ.
Styl Agambena jest aforystyczny, efektowny, skrzy siê dowcipem, czasem jednak staje siê be³kotliwy i irytuj±cy. Autor uwielbia logikê lu¼nych skojarzeñ, bawi siê obrazami, ideami, archetypami, motywami (jak w eseju Pomocnicy). Teksty te niestety rzadko co¶ odkrywaj±, s± puste. Atrakcyjno¶æ owych æwiczeñ filozoficznych okazuje siê pozorna, gdy dochodzimy do niejasnych puent. Najgorsze jednak to, ¿e rozwa¿ania Agambena, uchodz±c za diagnozê rzeczywisto¶ci, s± raczej spekulacj±, zabaw± my¶low±. Je¶li taki filozof staje siê modny i popularny – to nic dziwnego. Je¶li otrzymuje szczególne uznanie krytyki – to boli.
Ba¶ñ niepodleg³a to ksi±¿ka o narodzie, który przetrwa³ pomimo zbrodni rozbiorów dokonanej na jego kraju. Ewolucyjnie zaprezentowane zosta³o tu bogactwo i rola literatury polskiej. Cywiñski pokazuje, jak silna by³a wiê¼ spo³eczeñstwa zamieszkuj±cego przedrozbiorow± Rzeczpospolit± z instytucj± pañstwa, mimo ¿e nie by³o ono przecie¿ doskona³e. Dla pokolenia, które prze¿y³o grozê rozbiorów, likwidacja pañstwa oznacza³a zarazem ¶mieræ narodu. Podobne my¶lenie w tamtej dobie cechowa³o jedynie Francuzów, ale tam zagro¿enie zaniku pañstwowo¶ci by³o zdecydowanie mniejsze. Pañstwo dawa³o narodowi – wed³ug naszych XVIII−wiecznych przodków – okre¶lon± strukturê polityczno−prawn±, zabezpiecza³o go przed atakiem z zewn±trz, okre¶la³o wewnêtrzny ³ad spo³eczny. Brak pañstwa – wyobra¿ano sobie – spowoduje rozk³ad wiêzi spo³ecznych i zatratê poczucia to¿samo¶ci zbiorowej, a pañstwo bêd±ce agresorem wch³onie podbity naród. Z tak fatalnych nastrojów otrz±sn±æ siê pomog³o pokolenie romantyków, uzmys³awiaj±ce w swojej twórczo¶ci mo¿liwo¶æ dalszego istnienia narodu, nawet bez pañstwa.
Jeszcze lepiej dojrzewanie narodu widaæ w literaturze polskiego pozytywizmu, gdy opada ca³a nadzwyczajno¶æ i mesjanizm, nadaj±ce sens cierpieniu, mêce, ¶mierci. Propagowanie pracy u podstaw jest ju¿ zmartwychwstaniem, a przynajmniej nadziej± na przysz³e ¿ycie. Tematy powstañczej przesz³o¶ci z wolna odchodz± w dal. Wprawdzie pojawiaj± siê jeszcze epizody, choæby odmro¿one rêce Wokulskiego, ale na temat jego „pobytu w Rosji” dok³adnie nic nie wiadomo.
Pierwsza Rzeczpospolita by³a pañstwem wielonarodowo¶ciowym, w naszym, wspó³czesnym rozumieniu tego pojêcia, choæ niekoniecznie w odczuciach ludzi tamtych czasów. Kwestia ta nie mia³a wtedy tak wielkiego znaczenia. Rozbiory wyostrzy³y poczucie etniczno¶ci. W zasadzie niewiele siê zmieni³o: te same domy, ci sami s±siedzi, te same miasta, tylko administracja obca, coraz wiêcej nowych, obcych ludzi, coraz czê¶ciej u¿ywany obcy jêzyk, a¿ w koñcu – ¿±dania ze strony obcych. Tak zanotowali nasi przodkowie w pamiêtnikach pierwsze lata po utracie pañstwowo¶ci.
Literatura XIX w., zw³aszcza twórczo¶æ Kraszewskiego, Rodziewiczówny, nieco mniej Orzeszkowej i Sienkiewicza, zaprezentowa³a starcie ¿ywio³u polskiego z obcymi: Niemcami i Rosjanami. Niemcy w XIX w. czêsto przedstawiani byli jako zagro¿enie dla Polaków. S±siad ten rzadko bywa³ bierny, a czêsto niebezpieczny. Etnicznie pozostawa³ g³êboko obcy, co nie zmienia³o faktu, ¿e to w³a¶nie Niemiec pozostaje g³ównym i w³a¶ciwie nieuniknionym po¶rednikiem miêdzy zachodni± kultur± chrze¶cijañsk± i europejsk± a Polsk±. Nie mo¿na siê by³o od Niemców raz na zawsze odseparowaæ, bo byli potrzebni, ale jednocze¶nie nie mo¿na by³o zaprzestaæ obrony przed ich naporem. Bli¿sza za¶ etnicznie Rosja lepiej zna³a polskie s³abo¶ci i wady, i umia³a to wykorzystaæ; sama jednak nie reprezentowa³a istotniejszych dla polskiej kultury warto¶ci. Konflikt rodzi³ siê tu na p³aszczy¼nie politycznej: polsko¶æ ewoluowa³a ku powszechnej wolno¶ci, rusko¶æ ku samow³adztwu i pañstwu imperialnemu.
Nasza literatura przez ca³y okres niewoli pozostawa³a swoist± instytucj± narodow± – szko³±, parlamentem, s±dem, Ko¶cio³em równocze¶nie. Instytucji podobnej nie maj± narody, które nie do¶wiadczy³y niewoli i dlatego z tak wielkim trudem przychodzi im rozumieæ kontekst polski. Niekiedy przepa¶æ jest zbyt du¿a.
Ksi±¿ka Dariusza Gawina to niew±tpliwie interesuj±ce spojrzenie na najnowsz± historiê Polski. Oczywi¶cie nie jest to opracowanie drobiazgowe – autor skupia siê na niektórych wydarzeniach z dziejów naszego kraju. Omawia m.in. lewicowy charakter wydarzeñ z marca 1968 i mity zwi±zane z tym okresem. Zajmuje siê legend± sierpnia 1980, dziejami Solidarno¶ci i podzia³ów wewn±trz tego ruchu. Jeden z rozdzia³ów po¶wiêca znaczeniu wyborów z 4 czerwca 1989. S± tu równie¿ rozwa¿ania na temat patriotyzmu oraz integracji europejskiej. Autor analizuje obrazy Polski przedstawione w twórczo¶ci Gombrowicza czy ekranizacji Pana Tadeusza i Popio³ów Andrzeja Wajdy (pokazuje dwór polski – ostojê patriotyzmu i polskiej urody ¿ycia, lecz jednocze¶nie dwór anachroniczny i niezdolny do obrony ojczyzny).
Wspóln± osi± wszystkich tekstów ma byæ problem pamiêci i jej znaczenia dla funkcjonowania polskiej demokracji. Jak pisze Gawin: Dziesiêæ lat temu oczywistym wydawa³ siê triumf tych, którzy stali na stanowisku, i¿ pamiêæ jest zagro¿eniem dla demokratycznej polityki. Obecnie widaæ, i¿ klimat uleg³ zmianie (...) Niezale¿nie od bie¿±cych sporów politycznych zarysowa³ siê wyra¼ny konsensus w tej sprawie – pamiêæ nie zagra¿a wolno¶ci, wrêcz przeciwnie: jest warunkiem jej zachowania.
Czy na pewno? „Bie¿±ce spory polityczne” o przebieg lustracji sprawiaj±, ¿e jednak nadal zastanawiamy siê nad tym, czy lepiej pamiêtaæ, czy zapomnieæ o przesz³o¶ci. Z jednej strony pamiêæ ma nam pomóc w d±¿eniu do sprawiedliwo¶ci, z drugiej – okazuje siê, ¿e jest nieraz zbyt trudna, zw³aszcza gdy godzi w dotychczasowe autorytety. Rozwa¿ania mo¿na wiêc uzupe³niaæ o nowe spostrze¿enia, nawet je¶li autor uzna³, ¿e sprawa jest zamkniêta. To chyba najwiêkszy plus tej ksi±¿ki – bardzo pobudza do my¶lenia i polemiki.
W czym autor dostrzega blask i gorycz naszej wolno¶ci? Zaczyna od rozwa¿añ o powstaniu warszawskim. Przywo³uje wypowiedzi komentatorów tamtych wydarzeñ o „ekstazie wolno¶ci”, ludziach „pijanych wolno¶ci±”. Pisze, ¿e gdy ogl±da siê zdjêcia z pierwszych dni powstania, uderza niezwyk³y blask bij±cy z twarzy. Ludzie fotografowani wtedy w Warszawie s± piêkni, jakby roz¶wietleni od wewn±trz. A jednak nadal tocz± siê dyskusje, czy powstanie by³o potrzebne. Gawin próbuje uchwyciæ sens tego zrywu w kategoriach filozofii politycznej.
Ciekawym rozdzia³em jest Gorzki smak zwyciêstwa. O tym jak polska rewolucja po¿ar³a swoje robotnicze dzieci. Nietrudno bowiem zauwa¿yæ, ¿e ci, którzy przyczynili siê do prze³omu 1989 roku – polska klasa robotnicza – stali siê ofiarami tej rewolucji. I, jak pisze Gawin, nie chodzi tu o utratê miejsc pracy oraz zast±pienie klasy robotniczej klas± ¶redni±, ale o nowy sposób postrzegania robotników, o nowy obraz „ludu”, który przecie¿ dot±d sta³ (lub mia³ staæ) na szczycie hierarchii spo³ecznej.
Teksty zamieszczone w ksi±¿ce powstawa³y przez ponad 10 lat, a autor mówi, ¿e jest ona efektem zbiorowej pracy w ramach nieformalnego i nieistniej±cego dzisiaj Warszawskiego Klubu Krytyki Politycznej. Oprócz Gawina nale¿eli do niego m.in.: Marek A. Cichocki, Dariusz Kar³owicz oraz Andrzej Gniazdowski. W klubie zajmowano siê klasycznymi tekstami filozofii politycznej, a tak¿e dyskutowano m.in. z Jaros³awem Gowinem, Zdzis³awem Krasnodêbskim, Ryszardem Legutk±, Jerzym Szackim i o. Maciejem Ziêb±.
Podzia³ ksi±¿ek na ciekawe i nudne jest ma³o powa¿ny i uchodzi co najwy¿ej marnemu gimnazjali¶cie. Jak jednak oceniæ pozycjê budz±c± spore oczekiwania, w sytuacji, gdy lektura skazuje na nudê podobn± do tej, jak± odczuwa uczeñ, ¶lêcz±c z min± mêczennika nad szkolnym podrêcznikiem?
Wapiñski podj±³ zajmuj±cy temat, jednak b³êdnie, moim zdaniem, pos³u¿y³ siê suchym, wrêcz przerysowanym akademickim stylem, udekorowanym archaicznymi zwrotami (nieustannie powtarzaj±ce siê ali¶ci albo ongi¶), które zwyczajnie dra¿ni±. Niepotrzebnie przesyci³ te¿ swoj± pracê cytatami, ograniczaj±c w³asn± narracjê do minimum, co spowodowa³o, ¿e zaledwie 150−stronicowa ksi±¿ka sta³a siê „poszarpana” i ma³o spójna.
Autor, jak na akademika przysta³o, rozpoczyna pierwszy rozdzia³ od wyja¶nienia ró¿nie rozumianego terminu obyczaj i zwyczaj, powo³uj±c siê na kilka s³owników, encyklopedii oraz opinie etnologów, socjologów i antropologów, po czym wyci±ga zaskakuj±cy wniosek, ¿e pojêcia te charakteryzuj± siê du¿± wieloznaczno¶ci±.
Sil±c siê na znalezienie interesuj±cych fragmentów, mogê wskazaæ jedynie rozdzia³y dotycz±ce analizy przemian obyczajów panuj±cych w tradycyjnej rodzinie patriarchalnej. Jej g³ow± na prze³omie XIX i XX w. nadal pozostawa³ mê¿czyzna. Ojca bali siê wszyscy: domownicy, s³u¿ba, go¶cie, a có¿ dopiero dzieci. Papa by³ dla nich postaci± odleg³± i hierarchicznie nadrzêdn±, bytuj±c± powy¿ej sztabu niañ i guwernantek, du¿o mniej dostêpn± od matki. Przy ojcu nie wolno by³o ani b³aznowaæ, ani ha³asowaæ. W jego rêkach spoczywa³ przez d³ugie lata monopol na decyzje dotycz±ce losu dzieci, do wyboru przysz³ych ma³¿onków w³±cznie. Bior±c pod uwagê kwestiê o¿enku, dziewczynki z zamo¿nych rodzin miejskich i ziemiañskich by³y w o wiele trudniejszej sytuacji ni¿ ich rówie¶nice pochodz±ce ze wsi. Te ostatnie dysponowa³y bowiem wiêkszymi mo¿liwo¶ciami poznania m³odzie¿y p³ci przeciwnej, a ich wychowanie by³o wolne od pruderii. Inaczej ni¿ dziewczêta z domów mieszczañskich i wbrew zaleceniom wiktoriañskich propagatorów wychowania seksualnego, nie wierzy³y w bociany ani dzieci znajdowane w kapu¶cie. Nie ¿y³y te¿ pod szczelnym kloszem, uniemo¿liwiaj±cym zdobycie niezbêdnej wiedzy o codziennym ¿yciu. Na wsi panny chodzi³y na tañce, przyjmowa³y kawalerów i spotyka³y siê z nimi podczas prac polowych. Natomiast zamo¿ne dziewczêta nie rusza³y siê z domu bez asysty matki lub guwernantki. Najczê¶ciej jednak czas wolny wype³nia³y lektur± romansów i robótkami rêcznymi. Rzadziej wyje¿d¿a³y do kurortów, ale i tam musia³y przestrzegaæ konwenansów. Osobno k±pa³y siê panie, osobno panowie. Panie i dziewczynki ubiera³y siê w pe³ne falbanek kostiumy, zakrywaj±ce ca³e cia³o, panowie i ch³opcy nosili pasiaste trykoty siêgaj±ce poni¿ej kolan. Porz±dku na k±pielisku pilnowali, jako stró¿e moralno¶ci, policjanci. Co prawda, na prze³omie epok zaczê³y byæ modne kawiarnie, ale pozostawa³y one przez d³ugi czas domen± mê¿czyzn. Zdaniem Wapiñskiego, nawet w latach 30. w Polsce by³o niewiele feministek. Trudno siê z tym zgodziæ, bior±c pod uwagê znane ogólnie informacje na temat wielkiego ruchu kobiecego i powszechnej emancypacji kobiet tu¿ po wielkiej wojnie.
Wapiñski wybra³ niew±tpliwie ciekawy temat i pomimo ¿e nie zdo³a³ go atrakcyjnie zaprezentowaæ, da³ asumpt do zg³êbiania problematyki, która doprasza siê wrêcz rozwiniêcia.
Dzie³o Jana Kasprowicza nie nale¿y do „atrakcyjnych” i modnych tematów literaturoznawczych. Pisz± o nim badacze specjalizuj±cy siê w M³odej Polsce i ich seminarzy¶ci. W przekrojowych antologiach umieszczone s± nieliczne wiersze Kasprowicza. Zastanawia mnie do dzi¶, dlaczego ks. Jan Twardowski w swojej znacz±cej i przepiêknie wydanej antologii poezji polskiej Bóg czyta wiersze nie zamie¶ci³ ani jednego utworu Kasprowicza. By³ to przecie¿ poeta na wskro¶ religijny. Wszelkie wiêc ambitne inicjatywy, aby tego twórcê odzyskaæ dla wspó³czesno¶ci, zas³uguj± na uznanie.
Ksi±¿ka Pro memoria jest czterog³osem „kasprowiczologów” ró¿nych pokoleñ: Jana Kaczyñskiego, Grzegorza Igliñskiego (autora kilku ksi±¿ek o autorze Hymnów) oraz Micha³a Sosnowskiego i Karola Jaworskiego. Ich rozprawy i szkice ods³aniaj± w drobiazgowej analizie i bogactwie erudycyjnych przywo³añ Kasprowicza jako cz³owieka poch³oniêtego sprawami ostatecznymi i Absolutem. Jeszcze raz podjêto próbê, aby przewarto¶ciowaæ widzenie twórczej osobowo¶ci poety, która nie ogranicza siê do „ch³opskiej duszy” czy kogo¶ w rodzaju wyuczonego prostaczka. Jak siê wydaje, wiejskie pochodzenie zaci±¿y³o na recepcji jego utworów.
Interpretacje badaczy – wbrew zadawnionym stereotypom – ujawniaj± rozleg³e oczytanie Kasprowicza i jego ustawiczne samokszta³cenie. Symbolicznym punktem wyj¶cia tej ksi±¿ki jest obraz trumny z cia³em twórcy ustawionej w jego bibliotece. Kasprowicz by³ bibliofilem (niestety, jego ksiêgozbiór uleg³ w du¿ej czê¶ci zniszczeniu, a nastêpnie rozproszeniu). Zapomniana zosta³a jego obszerna twórczo¶æ translatorska. Na li¶cie przek³adów znajdziemy greckich tragików Ajschylosa i Eurypidesa, a poza tym: Shelleya, Hauptmanna, Sudermanna, Rimbauda i innych. Po ¶mierci Kasprowicza ukaza³o siê piêæ tomików Obrazu poezji angielskiej. Jak napisa³ jeden z pierwszych jego monografistów Zygmunt Wasilewski: Kult uczono¶ci i ksiêgi by³ zasadniczym rysem duchowo¶ci Kasprowicza zawsze. Sosnowski przypomina, ¿e poeta przyj±³ obowi±zki naukowe, obroni³ doktorat, otrzyma³ profesurê i piastowa³ funkcjê rektora Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Uczestniczy³ w pracach Zwi±zku Naukowo−Literackiego.
Poszczególne rozdzia³y tej ksi±¿ki skupiaj± siê jednak na zagadnieniach ¶wiatopogl±dowych, filozoficznych i artystycznych, ale równie¿ autobiograficznych. Sosnowski uporz±dkowa³ ewolucjê ideow± Kasprowicza, Jaworski niezwykle skrupulatnie przebada³ muzyczno¶æ Hymnów. Igliñski zwróci³ uwagê na kwestie teologiczne w Ksiêdze ubogich. Kaczyñski przeanalizowa³ elementy autobiograficzne w Marcho³cie grubym a spro¶nym.
Mimo wielo¶ci w±tków, po lekturze rodzi siê niedosyt. Wynika on z pytania, dlaczego Kasprowicz intryguje tak nieliczne grono badaczy? Czy i dlaczego zanik³a moc jego oddzia³ywania na poetów, intelektualistów, twórców teatru itd.? Jak wygl±da dzie³o autora Marcho³ta na tle poezji polskiej XIX i XX w.? W wypadku badañ literackich zawsze istnieje gro¼ba nadinterpretacji i przeceniania.
Z nowych pytañ o Kasprowicza mo¿e wynikn±æ wiêksze zainteresowanie tym niedocenionym cz³owiekiem ducha.