Dziwnie czyta siê informacje o rych³ym zlikwidowaniu pracy magisterskiej i zast±pieniu jej egzaminem, w sytuacji, gdy sam w pocie czo³a i stresie piszê w³asn± „magisterkê” i z jednej strony sprawia mi to przyjemno¶æ, z drugiej – odbiera spokojny sen. Wielu utytu³owanych naukowców (z kilkoma rektorami w³±cznie) w obszernych artyku³ach i wywiadach t³umaczy, dlaczego – zw³aszcza na kierunkach nieprzygotowuj±cych w za³o¿eniu do pracy naukowej – pisanie obszernej, jednolitej pracy jest pozbawione g³êbszego sensu. A tymczasem ja bêdê mo¿e przedstawicielem ostatniego rocznika, który niezale¿nie od tych wszystkich m±drych opinii po prostu musi stworzyæ pracê odzwierciedlaj±c± poziom swojej wiedzy i umiejêtno¶ci. Mo¿e zabrzmi to dziwnie, ale mimo i¿ moja praca magisterska jest trudna, im d³u¿ej nad ni± pracujê, tym bardziej odczuwam g³êboki sens tego warunku uzyskania tytu³u. Uwa¿am, ¿e istnieje kilka wa¿kich argumentów za pozostawieniem jej w obecnym kszta³cie, przynajmniej na kierunkach humanistycznych i spo³ecznych.
Najwa¿niejszy argument to czê¶ciowo przynajmniej naukowy charakter tej pracy – o ile oczywi¶cie promotor jest dostatecznie wymagaj±cy. Na kierunkach, gdzie jednym w celów kszta³cenia jest przygotowanie do pracy naukowej, dysertacja magisterska pe³ni funkcjê wdra¿aj±c±. Wiêkszo¶æ prac zaliczeniowych – semestralnych, seminaryjnych – ma charakter raczej przyczynkarski i kompilacyjny. Czasem jest to uwarunkowane charakterem danego przedmiotu – materia³ po prostu nie stwarza pola do pracy badawczej. Czêsto jednak wynika to z b³êdnego przekonania wyk³adowców, ¿e studentów nie mo¿na w ten sposób przeci±¿aæ i praca powinna byæ mo¿liwa do napisania w dwa wieczory. Je¶li w tej sytuacji zniknie równie¿ praca magisterska, to student – o ile przez piêæ lat nie zrobi³ tego z w³asnej woli – nie bêdzie mia³ nigdy okazji wykazaæ siê jak±kolwiek twórcz± prac±. To prawda, ¿e tylko nieliczni absolwenci filologii, historii czy filozofii podejmuj± pracê naukow±. Zabrzmi to mo¿e górnolotnie, ale w tym momencie chodzi o pewn± zasadê generaln±: wy¿sze studia naukowe (a nie wy³±cznie zawodowe) powinny byæ twórcze, a nie wy³±cznie odtwórcze. Na studiach humanistycznych bardziej sensowna by³aby zmiana podej¶cia do samej pracy magisterskiej, uczynienie jej rozpraw± na po³y choæby naukow± i twórcz±.
Mo¿na oczywi¶cie stwierdziæ, ¿e nie ka¿dy jest w stanie takiej pracy podo³aæ. Zabrzmi to brutalnie, ale nie ka¿dy musi studiowaæ, a ostatnimi czasy niektóre kierunki humanistyczne (filologia polska, historia) sta³y siê w pewnych uczelniach miejscem, gdzie chroni± siê przed prawdziwym ¿yciem ludzie pogubieni, którzy nie wiedz±, co tak naprawdê chc± w ¿yciu robiæ, ale wiedz±, ¿e co¶ trzeba skoñczyæ, jaki¶ „papier” mieæ. Studiuj± trzy lub piêæ lat, osi±gaj±c do¶æ przeciêtne lub zgo³a s³abe wyniki, a po obronie pracy magisterskiej opuszczaj± uczelniê nieprzygotowani tak naprawdê do niczego. Podwy¿szenie rangi koñcowej dysertacji mog³oby sprawiæ, ¿e ocena z tej¿e pracy nareszcie zacznie odzwierciedlaæ realny poziom wiedzy, który student osi±gn±³ – nie pamiêciowo opanowanych wiadomo¶ci, a wiedzy wykorzystywanej w praktyce naukowej. Obecnie na wielu wydzia³ach wielu uczelni wiêkszo¶æ obron koñczy siê ocen± bardzo dobr± – niezale¿nie od tego, czy kto¶ pracowicie skompilowa³ kilkana¶cie ksi±¿ek, przepisuj±c je „w³asnymi s³owami”, czy przeprowadzi³ wa¿ne i nowatorskie badania.
Drugim argumentem jest relacja mistrz−uczeñ, która – przynajmniej w teorii – powinna wytworzyæ siê pomiêdzy promotorem a magistrantem. Tu jednak równie¿ konieczne s± zmiany. W praktyce pracuj±cy nierzadko z kilkudziesiêcioma studentami profesor lub doktor rzadko ma czas na dok³adne przeczytanie kolejnych rozdzia³ów, a co dopiero na indywidualn± pracê z ka¿dym magistrantem. Tymczasem ci studenci, którzy do¶wiadczyli takiego indywidualnego traktowania, czêsto dopiero wtedy odkrywaj± w sobie naukow± pasjê i decyduj± siê na studia doktoranckie, a przynajmniej nawi±zuj± bli¿sz± relacjê z prowadz±cym, dla którego nie s± jedynie numerem indeksu. Je¶li chcemy przeciwdzia³aæ przemienianiu siê wielu wy¿szych uczelni w „fabryki magistrów”, musimy braæ pod uwagê równie¿ takie, z pozoru „sentymentalne”, argumenty.
Trzeci argument to pewna przynajmniej samodzielno¶æ, któr± student musi wykazaæ, przygotowuj±c pracê magistersk±. Przy egzaminie wystarczy powtórzyæ materia³ – ogarniêcie takiej ilo¶ci wiedzy wymaga jakiego¶ systemu, ale to raczej kwestia pomys³owo¶ci (niekoniecznie w³asnej, mo¿na korzystaæ z czyich¶ rozwi±zañ), ni¿ naprawdê samodzielnego dzia³ania. Argument ten jest powi±zany z pierwszym – praca bardziej twórcza, bardziej naukowa, by³aby te¿ jednocze¶nie bardziej samodzielna. Chodzi tu po pierwsze o samodzielno¶æ naukow±, po drugie – o bardziej ogóln±, „¿yciow±”. Zdaniem wielu pracowników nauki, z którymi rozmawia³em, to tak naprawdê najlepszy test na to, czy student ma zadatki na naukowca – czy umie rozplanowaæ pracê, dochodziæ do kolejnych etapów w za³o¿onym przez siebie tempie, nie poprzestawaæ na „odfajkowaniu”, ale d±¿yæ do precyzji i elegancji stylistycznej. Widaæ te¿ przy tej okazji, czy student potrafi ogarniaæ skutecznie umys³em zadania na tyle szerokie i g³êbokie (a nastêpnie prowadziæ na tym polu badania), by powsta³a „pe³nometra¿owa” praca, a nie jedynie kilkustronicowy artykulik. Pisaæ krótkie prace zaliczeniowe, w których z regu³y nie trzeba w nic siê wg³êbiaæ, potrafi prawie ka¿dy; z napisaniem stustronicowej pracy magisterskiej wiele osób ma ju¿ powa¿ne problemy. Natomiast ka¿dy, nawet marz±cy jedynie o ukoñczeniu studiów i rozpoczêciu nowego etapu ¿ycia m³ody (b±d¼ co b±d¼ jeszcze) cz³owiek staje tu przed zadaniem, podczas którego nie bêdzie prowadzony krok po kroku ani nie bêdzie i¶æ czyim¶ ¶ladem. Na tym w³a¶nie polega bardzo czêsto rozwi±zywanie ¿yciowych problemów i praca magisterska stanowi w pewien sposób „psychologiczne przygotowanie” do nich (ja sam podczas pisania mojej dysertacji sporo siê o sobie nauczy³em i jest to wiedza nie do przecenienia).
¯aden egzamin magisterski takiej roli nie spe³ni – nawet, je¶li przygotowanie do niego bêdzie wymaga³o sporej inwencji. Na studiach np. in¿ynierskich ma sens zast±pienie pracy magisterskiej projektem, który nale¿y przygotowaæ i obroniæ (obudowywanie go przepisywan± i tak z podrêczników teori± na pi¶mie ma w wiêkszo¶ci przypadków niewielki sens, skoro i tak wiedza ta jest potrzebna do stworzenia projektu – i to nie tylko wyuczona, ale i zastosowana w praktyce). W wypadku studiów o charakterze zdecydowanie zawodowym, gdzie przyswajana wiedza naukowa ma s³u¿yæ tylko i wy³±cznie praktycznemu stosowaniu w pracy, najsensowniejszy (choæ, uwaga! – nie zawsze) by³by rzeczywi¶cie egzamin. Nie chodzi tu o to, ¿e s± to studia prostsze ni¿ inne i dlatego niepotrzebna jest praca magisterska. Na wielu kierunkach akademii ekonomicznych czy rolniczych mo¿na by w ci±gu V semestru przygotowaæ rozwi±zanie jakiego¶ wiêkszego problemu, a nastêpnie w czerwcu sprawdziæ przygotowany przez studenta materia³ i przepytaæ go z wybranych zagadnieñ id±cych przekrojowo przez ca³e studia. Od rozwi±zania ze studiów in¿ynierskich ró¿ni siê to tym, ¿e tam magistrant nie jest pytany z wiedzy teoretycznej, a jedynie broni projektu (którego przygotowanie bêdzie trudniejsze ni¿ na studiach ekonomicznych czy rolniczych). Z kolei jednak na tych typach studiów wa¿ne by³oby zastanowienie siê, jakie s± mechanizmy wy³awiania kandydatów na studia doktoranckie i czy przy braku pracy magisterskiej bêd± one nadal funkcjonowaæ.
Najwiêkszy opór zdaje siê budziæ ¶wiadomo¶æ, ¿e wdro¿enie rozwi±zañ w tym duchu to koniec unifikacji pod wzglêdem sposobu koñczenia studiów w polskim szkolnictwie wy¿szym. Obecnie niezale¿nie od tego, czy koñczy siê filologiê polsk±, fizykê, finanse i bankowo¶æ, przetwórstwo ¿ywno¶ci czy elektronikê, zawsze pisze siê „magisterkê”. Pytanie tylko, komu i co taka unifikacja u³atwia. Pracownik naukowy i tak pracuje albo na jednym i tym samym wydziale, albo na dwóch wydzia³ach (lub uczelniach), lecz nauczaj±c podobnych lub wrêcz tych samych przedmiotów. Z pewno¶ci± rzadkie by³yby sytuacje, gdy ta sama osoba w jednym miejscu zatrudnienia lub ze studentami jednego kierunku musia³aby przygotowywaæ projekty, a z innymi klasyczne prace magisterskie. Zw³aszcza ¿e i tak kierunki czy uczelnie ró¿ni± siê od siebie, a u pracowników nauki jako¶ nie skutkuje to rozdwojeniem ja¼ni. Podobnie by³oby ze studentami „dwukierunkowymi” – gdyby by³y to kierunki pokrewne, to sposób zakoñczenia studiów by³by zapewne ten sam, a je¶li ró¿ne, to np. miêdzy polonistyk± a elektronik± s± ró¿nice znacznie powa¿niejsze, i to przez piêæ lat studiów, a nie tylko przez ostatni rok czy semestr.
Pozostaje jeszcze pytanie, kto ma podejmowaæ decyzjê o tym, jak siê maj± koñczyæ poszczególne kierunki studiów? Czy decyzje takie nale¿y podejmowaæ na poziomie danej uczelni w ramach jej autonomii, czy te¿ ma to byæ decyzja administracyjna na poziomie ministerialnym? Na to pytanie nie jestem w stanie precyzyjnie odpowiedzieæ, sk³ania³bym siê jednak raczej ku oddaniu decyzji w tej sprawie w rêce w³adz poszczególnych uczelni. Zapewne moich opinii nikt nie bêdzie bra³ pod uwagê przy podejmowaniu takich decyzji – mo¿e jednak komu¶ dadz± one asumpt do przemy¶leñ.