Kusi, ¿eby pisaæ o polityce, ale siê tym nie splamiê. Mam, oczywi¶cie, swoje preferencje (polityczne, rzecz jasna), chêtnie zabieram w tej sprawie g³os, ale w domu. Moje pogl±dy w pewnych krêgach s± niepopularne tak bardzo, jak popularne s± w innych, co oznacza, ¿e z pewno¶ci± w pewnych krêgach warto siê z nimi wychylaæ, ¿eby do nich przekonywaæ. Ale w felietonie – nie wypada. Mo¿na robiæ aluzje, nic wiêcej. Felieton ma pokazywaæ problemy, a nie rozwi±zania. Lepiej pisaæ o tych, którzy polityk± siê zajmuj±, ale politykami nie s±.
Niektórzy felietoni¶ci niestety uprawiaj± propagandê. Z góry wiem, kto bêdzie siê pos³ugiwa³ pustos³owiem albo faktami znanymi z mediów, a pomys³y interpretacyjne oprze na emocjach. „Ze zdumienia przecieram oczy”, stale pisuje na przyk³ad profesor Ireneusz Krzemiñski, a wtóruje mu profesor Lena Kolarska−Bobiñska, za nimi za¶ inni, mniejsi. Ireneusz Krzemiñski pisze tu, ¿e przeciera, pisze ówdzie, ¿e przeciera, i zawsze koñczy, ¿e demokracja siê wali. Tylko zupe³nie siê nie dowiadujemy, dlaczego siê wali, w którym punkcie siê wali i jakie s± symptomy tego walenia.
S± to krzyki rozpaczy albo ¿a³osne westchnienia, odg³osy wydawane przez ciotkê, która siedzi na tapczanie i ma za z³e. Jedna z korespondentek przys³a³a mi skan wzorcowego artykuliku tego typu. Czytamy (Ireneusz Krzemiñski, Jêzyk publiczny to stek wyzwisk, „Dziennik”, 12.04.2007) takie oto bana³y: „Wyzucie debaty publicznej z rzeczowej krytyki jest najbardziej widocznym elementem naszego krajobrazu politycznego”. Autor jednak nie dodaje, ¿e równie¿ francuskiego, w³oskiego, niemieckiego, hiszpañskiego, amerykañskiego i tak dalej. Pisze dalej: „Argumenty zamieniono na pe³ne ostrych epitetów oskar¿enia, które sprowadzaj± wszystko do identyfikacji z w³asnym obozem, wystêpuj±cym przeciwko wrogom”. Nie dostrzega, ¿e w³a¶nie to ma sens, bo gdyby nie sprowadza³o siê do identyfikacji z w³asnym obozem, by³oby wystêpowaniem przeciwko temu obozowi. „Jestem – pisze, a jak¿e – przera¿ony cofniêciem cywilizacyjnym, którego przyczyn± i wyrazem jest ten prymitywny jêzyk wojny”.
Nale¿a³oby zapytaæ, co siê cofnê³o w naszej cywilizacji. Mo¿e pan profesor wie lepiej, ale jako¶ nie wy³uszcza. W szkole uczono mnie, a „Wielki s³ownik wyrazów obcych PWN” potwierdza, ¿e „cywilizacja to wysoki poziom rozwoju spo³eczeñstwa, zw³aszcza w zakresie nauk ¶cis³ych i techniki, przejawiaj±cy siê w opanowaniu przez ludzi si³ przyrody i wykorzystaniu jej bogactw na swoje potrzeby. Cywilizacj± nazywamy tak¿e wysoko rozwiniêt± kulturê materialn± i umys³ow±, istniej±c± – jak dodaje s³ownik – w danej epoce historycznej na danym obszarze”. Koniec, kropka. To w Polsce siê nie wali.
A demokracja? To „ustrój polityczny – podaje s³ownik – w którym w³adzê sprawuje spo³eczeñstwo poprzez swych przedstawicieli wybieranych w wyborach powszechnych, a tak¿e forma organizacji ¿ycia spo³ecznego, w której wszyscy uczestnicz± w podejmowaniu decyzji, podporz±dkowuj± siê woli wiêkszo¶ci i szanuj± prawa i wolno¶æ innych ludzi”. Koniec, kropka. To w Polsce siê nie wali.
Chcia³bym us³yszeæ z ust profesorów−komentatorów, co konkretnie zak³óca zgodno¶æ tych definicji z rzeczywisto¶ci±. Na razie s³yszê w¶ciek³o¶æ i wrzask, a na ekranie telewizora widzê omdlewanie, bezradne rozk³adanie r±k. Profesor Kolarska−Bobiñska w telewizji Puls (sierpieñ 2007) wspiera tê szamotaninê fantazjami i mówi, ¿e to, co ona uwa¿a za s³uszne, uwa¿a tak¿e „wiêkszo¶æ spo³eczeñstwa”, podczas gdy o tym, czego chce wiêkszo¶æ spo³eczeñstwa, decyduj± tylko wybory, a wybory akurat zaprzeczy³y temu, co uwa¿a pani profesor.
Mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e komentatorzy absolutnie nie zgadzaj± siê z regu³ami demokracji. Nie akceptuj± tego, ¿e demokracja polega w³a¶nie na woli wiêkszo¶ci. Nie rozumiej± tak¿e pojêcia elita. Dotkn±³ ich do ¿ywego epitet „wykszta³ciuch”, który znaczy – tu znowu definicja – „osoba wykszta³cona, ale pozbawiona poczucia misji inteligenckiej – spo³ecznej, edukacyjnej, kulturalnej i moralnej – i przez to nienale¿±ca do elity”. Polityk, który u¿y³ tego wyra¿enia, zreszt± kolega−socjolog wy¿ej wymienionych, dobrze wiedzia³, co mówi. Oddzieli³ osoby tylko pi¶mienne od osób pi¶miennych, ale nastawionych spo³ecznie i patriotycznie. Nasi komentatorzy zapewne sami poczuli siê w tej pierwszej grupie, wiêc uwa¿aj± siê za napiêtnowanych.
Niebezpiecznie zbli¿y³em siê do granic polityki, wiêc powstrzymujê siê od rozwijania tego w±tku, ale nie mogê nie przytoczyæ innego zdanka wzmiankowanego autora: „W tej chwili nie widzê mo¿liwo¶ci wyj¶cia z tej nienormalnej w demokratycznym spo³eczeñstwie sytuacji. Chyba ¿e intelektualne elity kraju – niezale¿nie od tego, co i jak mówi± politycy – zaczn± debatowaæ, pos³uguj±c siê jêzykiem, który znali¶my wcze¶niej: jêzykiem negocjacji i rzeczowych argumentów”. A wiêc autor nie widzi mo¿liwo¶ci. Dlaczego wiêc wzywa elity? Poniewa¿ siê z elitami nie identyfikuje, bo gdyby do nich nale¿a³, sam u¿ywa³by argumentów. A przy tym zapewne chce byæ zaliczany do elity. To dopiero popl±tanie!