Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Promieniuj±ca wspólnota

Wk³ad prof. Jerzego Wo¼nickiego, prezesa Fundacji Rektorów Polskich, w proces tworzenia prawa szkolnictwa wy¿szego w naszym kraju od lat 90. jest znacz±cy. ¦wiadcz± o tym nie tylko liczne funkcje, jakie pe³ni³ profesor, ale i spory dorobek pi¶mienniczy zwi±zany z tematem. Obecna monografia jest jakby podsumowaniem dotychczasowej pracy z wyra¼nym przesuniêciem od prawnych i ekonomicznych aspektów funkcjonowania uczelni w III RP ku roli uczelni jako ¶wi±tyni wiedzy oraz instytucji oddzia³uj±cej na spo³eczno¶æ lokaln±, potrafi±cej równie¿ wp³ywaæ na ¿ycie umys³owe kraju, a nawet zaznaczaæ siê poza jego granicami.

W pracy nie brak osobistych akcentów, bêd±cych prób± podzielenia siê do¶wiadczeniami w zakresie kierowania uczelni±, pozyskiwania ¶rodków na jej funkcjonowanie, czasem nawet utrzymanie. Znajdziemy tu wyja¶nienie zasad „benchmarkingu instytucjonalnego w szkolnictwie wy¿szym”, dziêki któremu uczelnia, w przypadku wzrostu konkurencji na rynku szkolnictwa wy¿szego, przeprowadza swoist± analizê porównawcz± realizacji w³asnych standardów (np. porównywalno¶ci nauczanych tre¶ci, kompetencji absolwentów, cech procesu kszta³cenia) ze standardami innych uczelni. Autor zaznacza, ¿e benchmarking nie jest zwyk³ym na¶ladownictwem i nie polega na podpatrywaniu, w jaki sposób pracuj± inne uczelnie. Chodzi tu o wykrywanie czynników sprawiaj±cych, ¿e analizowany proces wykonywany jest efektywnie, a nastêpnie o umiejêtno¶æ wskazania we w³asnej uczelni podobnych mo¿liwo¶ci. Uczelnia mo¿e podpatrywaæ w ten sposób tak¿e b³êdy innych o¶rodków akademickich, by zapobiec ich powielaniu. Ma to szczególne znaczenie od chwili przyst±pienia Polski do Unii Europejskiej, a tak¿e ze wzglêdu na uwarunkowania akademickiego rynku europejskiego kszta³towanego przez Proces Boloñski. Autor podsumowuje stopieñ zastosowania siê polskich uczelni do deklaracji.

Oddzia³ywanie uczelni akademickich na ¶rodowisko odbywa siê, wed³ug Wo¼nickiego, w sposób klasyczny, tzn.: wspólnota ucz±cych i nauczaj±cych, dzia³a w celu zbiorowego i indywidualnego doskonalenia siê poprzez zdobywanie wiedzy, kszta³towanie umiejêtno¶ci zawodowych, rozwijanie wra¿liwo¶ci na sprawy ludzkie, zdolno¶ci do aktywnego dzia³ania w grupie, a w koñcu kszta³towanie charakterów i sumieñ. Ta wspólnota, mimowolnie, istniej±c ze wszystkimi swoimi uwarunkowaniami, promieniuje na otoczenie. Chc±c nie chc±c wp³ywa na lokaln± spo³eczno¶æ, miasto, prowincjê, kraj, na zmiany mentalno¶ci ludzi. Z regu³y zmiany te by³y pozytywne. Jednak¿e od II po³owy XX wieku, zw³aszcza w czasie narastaj±cej globalizacji, pojawi³a siê w uczelniach niezdrowa rywalizacja. Sama w sobie, stymuluj±c proces studiów, nie by³a w pocz±tkowej fazie czym¶ z³ym, ale w powi±zaniu z ekonomi± okaza³a siê dla uczelni i ¶rodowisk z nimi zwi±zanych wrêcz niszcz±ca. Wo¼nicki krytykuje przede wszystkim postawê, w której potrzeba osi±gniêcia sukcesu powi±zana jest z podejmowaniem dzia³añ bez wzglêdu na ryzyko. W tym kontek¶cie stawiane s± przez autora zasadnicze pytania dotycz±ce cywilizacji.

Z jeszcze jednego powodu ksi±¿ka jest cenna. W rozdziale Legislacyjne uwarunkowania dzia³ania szkolnictwa wy¿szego autor dokona³ skrótowego a przejrzystego przegl±du ustawodawstwa polskiego z lat 1920−2005 dotycz±cego funkcjonowania szkó³ wy¿szych w II RP, PRL i III RP.

Bogdan Bernat
Jerzy Wo¼nicki, Uczelnie akademickie jako instytucje ¿ycia publicznego, fundacja rektorów polskich, Warszawa 2007, seria: Monografie FRP.

Tajemnica wielkiego pocz±tku

Co robi³ Bóg przed stworzeniem ¶wiata? Wed³ug ¶w. Augustyna, budowa³ piek³o dla tych, którzy zadaj± tak g³upie pytania. Najwidoczniej jednak piekielnych czelu¶ci nie lêkaj± siê uczone umys³y, w swej dociekliwo¶ci posuwaj±c siê du¿o dalej. Pytaj±, czy przed Wielkim Wybuchem Bóg w ogóle istnia³. Owi ¶mia³kowie to profesorowie uniwersytetów: Cambridge, Berkeley, Oxford, Georgetown, Columbia i innych, równie znakomitych, reprezentanci takich dziedzin nauki, jak: fizyka, astronomia, genetyka, neurobiologia, teologia czy paleontologia.

W prowokacyjnie zatytu³owanym zbiorze, zawieraj±cym ponad dwadzie¶cia artyku³ów, naukowcy prowadz± interdyscyplinarn± dyskusjê. Poddaj± analizie dogmaty religijne i dowiedzione badaniami oraz wyliczeniami fakty. Próbuj±c rozwik³aæ zagadkê narodzin ¶wiata, wychodz± daleko poza naukê, nie boj±c siê ³±czyæ jej z metafizyk± i religi±. To niekonwencjonalne i niezwykle frapuj±ce podej¶cie. Co do Wielkiego Wybuchu nie maj± w±tpliwo¶ci. Natomiast nieodgadnion± dotychczas tajemnic± pozostaje dla nich kwestia, co siê dzia³o podczas pierwszej miliardowej czê¶ci pierwszej sekundy, w której najprawdopodobniej ustala³a siê istota ¶wiata. Wyliczenia dotycz±ce tej wyj±tkowej jednostki czasu w dziejach uchodz± za ¶w. Graala fizyki. Hipnotyzuj± uwagê badaczy, zyskawszy znacznie wiêksz± popularno¶æ ni¿ przewidywania dotycz±ce kresu Ziemi.

W wielu pracach zawartych w antologii podkre¶lane s± liczne nieporozumienia i wzajemna wrogo¶æ, jakimi przez wieki odznacza³y siê relacje miêdzy teologami a naukowcami. Niespodziewanie, akurat w dobie tzw. postmodernizmu, przysz³a zaskakuj±ca zmiana. Godne uwagi s± wywody o tym, jak Ko¶ció³ zdo³a³ pogodziæ Ksiêgê Rodzaju z Wielkim Wybuchem i teori± ewolucji. Czy przysta³ na to, ¿e ¶wiat nie zosta³ stworzony w zaledwie sze¶æ dni? Równie interesuj±ce s± wplecione w naukowe teksty rozleg³e prywatne wyznania profesorów, którym imponuj±ca wiedza nie przeszkadza wierzyæ w Boga – czyli, pos³uguj±c siê terminem zaczerpniêtym z jêzyka fizyków – w ow± „kosmologiczn± osobliwo¶æ”. Kwintesencjê d±¿eñ wiêkszo¶ci wspó³czesnych badaczy obrazuje anegdota przytoczona przez Hansa Kunga: Kiedy¶ angielski laureat Nagrody Nobla na pytanie, czy wierzy w Boga, odpowiedzia³: „Of course not, I am a scientist!” Ten esej opiera siê na nadziei, ¿e zaczyna siê nowa epoka, w której bêdzie padaæ przeciwstawna odpowied¼: „Of course, I am a scientist!”

Ci jednak, którzy licz±, ¿e lektura przyniesie odpowiedzi na wszelkie pytania od dawien dawna nurtuj±ce ludzko¶æ, mog± doznaæ rozczarowania. Najdoskonalszy produkt ewolucji wci±¿ nie jest do¶æ dobry, by zdo³a³ obmy¶liæ metodê, która pozwoli³aby obliczyæ istnienie Stworzyciela. Co wiêcej, uczeni zgodnie przyznaj±, ¿e dociekanie istoty absolutu jest pozbawione sensu. Pocieszenie jednak mo¿e przynie¶æ sugestia, za któr± opowiadaj± siê zarówno teolodzy, jak i naukowcy – prawdopodobnie nie jeste¶my ostatecznym ogniwem ewolucji.

Naukowcy z jednej strony deklaruj± zgodê na to, ¿e pewne sfery pozostan± niewyja¶nione, zachêcaj±, by marny cz³owiek nie docieka³, bo nie zdo³a opisaæ Boga skomplikowanymi liczbami. Miêdzy wersami za¶ wyczuwa siê wci±¿ niegasn±c± nadziejê na odnalezienie upragnionego ¶w. Graala nauki. Najprawdopodobniej zga¶nie ona dopiero wraz ze S³oñcem.

Anna Zieliñska
Czy przed Wielkim Wybuchem by³ Bóg? Argumenty naukowców i teologów, pod red. Tobiasa Daniela Wabbela, t³um. Bogdan Baran, pañstwowy instytut wydawniczy, Warszawa 2007, seria: Biblioteka My¶li Wspó³czesnej.

Tajemnicza Europa

Sobotni wieczór z towarzyszem Chruszczowem musia³ byæ upojny – my¶la³o zapewne najbli¿sze otoczenie dyktatora, wpatruj±c siê w potê¿ne pancerne drzwi prowadz±ce do jego gabinetu i nas³uchuj±c dobywaj±cych siê stamt±d odg³osów. Na pró¿no. Dopiero pod koniec dnia zdecydowano siê wywa¿yæ drzwi. Za nimi le¿a³ 74−letni, sparali¿owany wylewem krwi do mózgu i ju¿ zastyg³y Józef Stalin. Nadszed³ koniec wielkiego tyrana…

Wszystko, co tajemnicze, co rozgrywa siê za kulisami, budzi ciekawo¶æ. Kulisy teatru zwanego Europ± ods³ania Jerzy Besala. Po jego ¶wietnych, kilkakrotnie wznawianych Tajemnicach historii Polski, mo¿na by³o byæ pewnym, ¿e równie pasjonuj±co opisze sekrety starego kontynentu. I tylko rozpoczynaj±ca ksi±¿kê, przyd³uga nieco, geneza powstania Europy mo¿e niecierpliwiæ. Nagrod± za cierpliwo¶æ s± jednak kolejne rozdzia³y. Na przyk³ad ten, w którym autor rozprawia siê z tajemnic± hymnu Europy. Oda do rado¶ci mia³a byæ swoist± terapi± dla cierpi±cego Beethovena. I w tym tkwi jej pora¿aj±ca, niespotykana w ¿adnym innym dziele ekspresja. Ale czy tylko?

Empatia to klucz otwieraj±cy tê ksi±¿kê. Dla Besali, jednego z tych „empatycznych historyków”, do których z pewno¶ci± bêdzie nale¿eæ przysz³o¶æ historiografii, wa¿niejsze od suchych faktów staje siê wnikanie w uczucia postaci, zrozumienie ich my¶li, psychologii. Z w³a¶ciw± sobie swad± snuje wiêc autorsk± wizjê rozwoju Europy. I dlatego jeden rozdzia³ wci±ga czytelnika bardziej od drugiego, a ich lektura staje siê prawdziw± przyjemno¶ci±. I to dos³ownie. Bo czy¿ trudno wyobraziæ sobie lekcjê historii, na której podzia³u Europy nie dokonuje siê na wspania³y Zachód i opó¼niony cywilizacyjnie Wschód, ale na strefy… piwa, wina i wódki? A kto wie, czy to w³a¶nie powszechne i wielkie spo¿ycie alkoholu najbardziej odró¿nia³o Europê od innych cywilizacji – zastanawia siê autor.

Europa pe³na by³a sekretów i wtedy, gdy rozkwita³o imperium rzymskie, i gdy do g³osu dochodzi³a Brytania, a tak¿e, a mo¿e przede wszystkim – gdy królowa³a wielka Rosja. Ju¿ sam fakt powstania i upadku tych mocarstw mo¿e s³u¿yæ za zagadkê do rozwik³ania. Czy religia by³a ogniwem je spajaj±cym, czy wrêcz odwrotnie? A mo¿e przyczyni³o siê do tego rozpustne ¿ycie arystokracji? Lub te¿ organizacje – bardziej czy mniej tajne – które oplata³y swoj± sieci± ca³y kontynent? Przekonanie, ¿e to masoni rz±dz± Europ± jest przecie¿ kultywowane w niektórych krêgach do dzi¶. Besala do tej dyskusji w³±cza jeszcze jeden element – makiawelizm. Skoro bowiem Hiszpania, podobnie jak Polska, oddala³y od siebie k³amstwo, podstêp, perfidiê i manipulacjê jako metody sprawowania w³adzy, a przy tym traci³y si³ê i znaczenie w XVIII wieku, to mo¿e rzeczywi¶cie „cel u¶wiêca³ ¶rodki”?

Warto jeszcze zwróciæ uwagê na kre¶lone w ksi±¿ce postaci. Dziêki perspektywie rozumienia, poznania ich wra¿liwo¶ci, pokazane zosta³y w nowy sposób. Beethoven, Stalin, Luter, Joanna d’Arc, Max Weber… Ilu¿ by³o bohaterów, którzy odcisnêli piêtno na Europie? A ilu by³o takich, z którymi mo¿na by j± uto¿samiaæ? Faust Goethego – marzycielski, oniryczny, magiczny. Tak jak ten kontynent, nie przystaj±cy w ¿adnej mierze do „marsowej”, pragmatycznej Ameryki, w dodatku stary, panicznie d±¿±cy do cofniêcia czasu, powrotu do u³ud m³odo¶ci. A mo¿e bardziej Hamlet? Konrad Wallenrod? Dracula? Lista nie jest jeszcze zamkniêta…

(karma)
Jerzy Besala, Tajemnicze dzieje Europy. Inne spojrzenie, Dom Wydawniczy Bellona, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2007.

Postêp czy regres?

Na tê ksi±¿kê sk³ada siê dziesiêæ krótkich esejów, ka¿dy innego autora, i jeden wywiad (z Filipem £obodziñskim). Wszyscy autorzy poruszaj± w swoich esejach inne tematy, zajmuj± siê inn± dziedzin±, w której nast±pi³ czy te¿ nie nast±pi³ postêp, inaczej te¿ zreszt± postêp definiuj±c – co dla polityki jest postêpem, dla poezji okazuje siê byæ upadkiem. Ilu autorów, tyle spojrzeñ, tyle okre¶leñ i definicji, czym jest postêp, jak go zwa¿yæ, jak go oceniaæ i czy faktycznie jest on kategori± pozytywn±. A tak¿e – co oznacza dla ró¿nych aspektów naszego ¿ycia.

Zbyt du¿o miejsca zajê³oby przytaczanie tego, jak ka¿dy z autorów definiuje postêp. Na szczê¶cie, poniewa¿ ka¿dy z nich zajmuje siê inn± tematyk±, daje siê unikn±æ konfliktów, jakie musia³yby mieæ miejsce, gdyby wszyscy zajmowali siê tym samym tematem. A powodów do konfliktów jest wiele, je¶li rozmawia siê o polityce, problemach spo³ecznych, religii, pieni±dzach czy nawet muzyce. I tu docieramy do punktu stycznego wszystkich rozwa¿añ. Postêp naj³atwiej okre¶liæ jako nowo¶æ, jako pojawienie siê czego¶, czego jeszcze nie by³o. Tyle ¿e nie zawsze nowo¶æ jest kategori± pozytywn±. Bo mówi siê, owszem, o postêpie w medycynie czy postêpie spo³ecznym, ale postêp w poezji czy muzyce jest rzecz± dyskusyjn±, a postêp w technologii zbrojeñ mo¿na spokojnie nazwaæ procesem zastraszaj±cym.

Pojawia siê tak¿e inny aspekt postêpu w pewnych dziedzinach, czyli… znudzenie. O ile pierwszy pokaz filmu braci Lumiére, który ukazywa³ wje¿d¿aj±c± na stacjê lokomotywê, tak przerazi³ widzów, ¿e chcieli uciekaæ, to teraz nie udaje siê osi±gn±æ tego efektu nawet za pomoc± lej±cej siê strumieniami farby imituj±cej krew czy wspania³ych efektów specjalnych. Aby przyci±gn±æ widzów przed telewizory, trzeba im serwowaæ coraz to silniejsze prze¿ycia i najlepiej nie odegrane, a prze¿yte przez bohaterów najrozmaitszych reality shows o coraz to drastyczniejszych formu³ach. Tak¿e dialog miêdzyreligijny, przez wielu uwa¿any za pierwszy i wa¿ki krok do ¶wiatowego pokoju, zyska³ sobie tyle samo zwolenników, co przeciwników, jako ¿e nakazuje tolerancjê dla pogl±dów innych, ich wierzeñ, ich tradycji, co dla wielu jest nie do przyjêcia.

Podobnie sprawy siê maj± w muzyce czy poezji – postêp w tych dziedzinach jest bardzo dyskusyjn± spraw±, skoro u¿ytkowo¶æ zastêpuje piêkno, skoro naskórkowo¶æ i prostactwo jest walorem, skoro Mozart zosta³ zast±piony boys−bandami, a sonety wierszykami SMS−owymi. W kontek¶cie sztuki postêp, postrzegany jako egalitaryzacja, nie jest warto¶ci±, któr± mo¿na doceniaæ.

Eseje, które zosta³y zebrane w tej ksi±¿ce, pokazuj± wieloaspektowo¶æ naszego ¶wiata, wp³ywanie jednej dziedziny na inn±. Ale wnioski niemal wszystkich autorów s± takie same: postêp jest rzecz± nieuniknion±. A czy to dobrze, czy ¼le, ka¿dy musi oceniæ sam, w zale¿no¶ci od rozpatrywanego tematu i w³asnego do niego podej¶cia.

Anna Matraszek
Miasto postêpu, pod red. Micha³a Staniszewskiego, Wydawnictwo Forum Naukowe, Poznañ 2007, seria: Pojêcia Podstawowe.

Zatrzymaæ szczegó³

Lapidaria funkcjonuj± na rynku wydawniczym blisko 17 lat – w 1990 roku ukaza³a siê pierwsza czê¶æ cyklu. Ka¿da kolejna stawa³a siê bestsellerem i zyskiwa³a rosn±c± rzeszê mi³o¶ników. Ostatnia, szósta czê¶æ, obejmuje zapiski z ostatnich piêciu lat ¿ycia Kapu¶ciñskiego. Do druku przygotowa³a je ¿ona autora.

Od samego pocz±tku Lapidaria wzbudza³y skrajne emocje. Ci, którzy oceniali je krytycznie, zarzucali wtórno¶æ i odkrywanie dawno odkrytych prawd. Najwiêkszym jednak zaskoczeniem dla czytelników by³a forma tych dzie³. Nazywano je sylwami, niby−dziennikiem, mówiono o kola¿u tekstowym. Wszystko to nie okre¶la jednak w pe³ni bogactwa techniki, jak± pos³u¿y³ siê autor.

Wydaje mi siê, ¿e wa¿ne w pisaniu dziennika jest to, by wybraæ i utrwaliæ jaki¶ szczegó³ – bodaj jeden, bo inaczej dzieñ up³ynie „bez zaczepienia”. Chodzi o tworzenie „zaczepów czasu”, aby dzieñ nie prze¶lizgiwa³ siê po jego powierzchni bez ¶ladu. Takim ¶ladem bêd± strzêpy my¶li i refleksje Kapu¶ciñskiego, fragmenty rozmów, cytaty, wnioski z lektur.

Lapidarium to wa¿ne uzupe³nienie reporta¿y autora. Podobnie jak w Cesarzu czy Hebanie podejmuje on tematykê krajów Trzeciego ¦wiata. Jako reporter z bliska przygl±da³ siê zdominowaniu i zdegradowaniu obywateli tamtych regionów. Ubolewa nad malej±c± liczb± korespondentów – ¶wiadczy to, wed³ug Kapu¶ciñskiego, o odcinaniu siê Europy od problemów tych pañstw.

Bardzo istotne s± krytyczne refleksje autora na temat stanu wspó³czesnych mediów, ich powierzchowno¶ci, powstawania nowego lumpendziennikarstwa. Zauwa¿a problem, jakim jest ich krótka pamiêæ, jednostronno¶æ i monotonia.

Podobnie jak we wcze¶niejszych czê¶ciach cyklu, tak¿e i tu pojawia siê problem samotno¶ci w t³umie. Za Sartre’em powtarza pisarz, ¿e „samotno¶æ to inni”. Ten stan nie zniechêca jednak Kapu¶ciñskiego. Z wiêkszym natê¿eniem obserwuje rzeczywisto¶æ i ludzi. Zatrzymuje siê, by podziwiaæ piêkno przyrody. Analizuje drugiego cz³owieka. Pozwala doj¶æ do g³osu innym – przywo³uje monolog kobiety spotkanej w poci±gu, pods³uchuje mêskie rozmowy na si³owni. Samotno¶æ, o której pisze, zwiêksza chêæ poznawania ¶wiata od nowa i intensyfikuje prze¿ycia.

Kapu¶ciñski ukazuje siê tu jako moralista, ale nie moralizator. Nie ma tu nachalnego dydaktyzmu i chêci pouczenia. Wybieraj±c niebanaln± formê i technikê nie ma najmniejszego zamiaru kokietowaæ czytelnika. Dziennik pisany noc± Herlinga−Grudziñskiego zwyk³o siê nazywaæ za Pomianem „dziennikiem bez narcyzmu”. O podobnym zjawisku mo¿emy mówiæ w przypadku Lapidariów. „Ja” autorskie tworzy siê jakby przypadkowo, we fragmentach dzie³ i cytowanych artyku³ów prasowych. Reporter nie próbuje przedstawiaæ siebie. Jedn± z najwa¿niejszych cech jêzyka jest jego oszczêdno¶æ, a przy tym niezwyk³a trafno¶æ. Wszystkie elementy wydaj± siê byæ wa¿ne i na miejscu.

Jako autora nurtuje go coraz czêstsze praktyczne podej¶cie do ksi±¿ki, poszukiwanie w niej informacji encyklopedycznej, podró¿niczej, jêzykowej. Ludzie, zw³aszcza m³odzi, przestaj± rozumieæ, czym jest i czym powinna byæ literatura. Pisze: Jêzyk, piêkno jêzyka, jego kunszt, uroda – trac± znaczenie. Sztuka, literatura przesta³y tworzyæ wzorce, przyk³ady. Wierzy jednak w ich niezwyk³± moc i pozostawia czytelników z u¶miechem na ustach: …trudny czas, w którym ¿yjemy, nakazuje nam, ¿eby¶my ze szczególn± si³± i wiar± mówili: tak, pisanie mo¿e zmieniæ co¶ na lepsze, choæby tylko niewiele, ale jednak mo¿e.

Katarzyna Krzy¿anowska
Ryszard Kapu¶ciñski, Lapidarium VI, Sw czytelnik, Warszawa 2007.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje