Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Chcia³em tutaj zorganizowaæ laboratorium i stworzyæ czy wspó³tworzyæ fajne miejsce dla studentów i doktorantów. Je¶li zrobimy razem ciekawe rzeczy, to bêdê mia³ satysfakcjê, ¿e to siê uda³o w Warszawie, a nie w Bostonie.

DZIADKÓW MAJ¡ W WARSZAWIE

Rozmowa z dr. Piotrem Garsteckim

z Instytutu Chemii Fizycznej PAN w Warszawie

W jakim domu Pan siê wychowa³?

– Mój ojciec jest in¿ynierem mechanikiem, po politechnice, a mama lekarzem. W zwi±zku z jej prac± ci±gle zmieniali¶my miejsce zamieszkania, bo przenosi³a siê z jednego wiejskiego o¶rodka zdrowia do drugiego. Gdy by³em chyba w drugiej klasie podstawówki, zjechali¶my pod Warszawê.

By³ to dom inteligencki?

– Tak. Je¶li cech± domów inteligenckich s± rozmowy o wa¿nych rzeczach, a tak mi siê zdaje, to my du¿o rozmawiali¶my.

O jakich wa¿nych rzeczach?

– Przede wszystkim o polityce, ale nie tylko. O wszystkim, co siê dzia³o, o tym, co czytali¶my. Mam m³odsz± siostrê, z czasem i ona uczestniczy³a w rozmowach.

Ze wszystkimi problemami sz³o siê do rodziców?

– Do pewnego czasu. Mój dom by³ dosyæ tradycyjny i np. o dziewczynach z ojcem nie rozmawia³em, ale gdybym chcia³, pewnie by¶my siê dogadali. Nie mia³em powodów do buntu i kiedy w szkole s³ysza³em od kolegów o ró¿nych jaskrawych postawach w ich domach, to siê dziwi³em, nie widzia³em w tym sensu.

Czy Pana dom by³ religijny?

– To wymaga nieco d³u¿szego wyja¶nienia. Oboje rodzice s± niewierz±cy, ja te¿. Ale ojciec wychowa³ siê w rodzinie katolickiej i gdy spojrzeæ na jego ¿ycie, to mo¿na by go pewnie uznaæ za niez³ego katolika. Mama pochodzi z rodziny ateistycznej – komunistów zwi±zanych z parti±. Razem zdecydowali, ¿e my powinni¶my byæ ochrzczeni i kazali nam chodziæ na lekcje religii, a tak¿e do ko¶cio³a.

Dlaczego?

– Uznali, ¿e ³atwiej jest odej¶æ od wiary ni¿ do niej przyj¶æ bez przygotowania. Zgadzam siê z tym i jestem wdziêczny rodzicom za to wprowadzenie w katolicyzm. Nawet ponad elementarne wymagania – przez szereg lat by³em ministrantem, je¼dzi³em na obozy ko¶cielne i bardzo siê przejmowa³em religi±...

Jak to usta³o? Zaniechanie czy w³a¶nie bunt – nie wobec rodziców, ale mo¿e jakiego¶ ksiêdza?

– W pewnym momencie po prostu zabrak³o mi wiary.

Jak siê budzi³y zainteresowania, które przes±dzi³y o wyborze studiów?

– Jako¶ bardzo naturalnie. Gdy teraz siêgam pamiêci±, to widzê, ¿e byæ mo¿e ojciec trochê nakierowywa³ mnie na nauki ¶cis³e. Bawili¶my siê razem w gara¿u, montuj±c jakie¶ tam konstrukcje. Potem zebra³ pieni±dze, kupi³ komputer i pisali¶my razem proste programy. Bardzo to lubi³em.

Mama nie chcia³a, ¿eby Pan by³ lekarzem?

– Nigdy mi tego nie mówi³a. Powtarzali oboje pó³¿artem, ¿e jak zechcê byæ szewcem, to bêdê szewcem.

Ale Pan wiedzia³, ¿e pójdzie na studia?

– Nie widzia³em innej drogi. Studia s± przede wszystkim interesuj±ce – mo¿na siê czego¶ dowiedzieæ. S± tak¿e poci±gaj±ce ze wzglêdów towarzyskich – to fajny okres w ¿yciu. Wreszcie jest siê samodzielnym i poznaje ¶wiat – na tyle, na ile siê umie wykorzystaæ mo¿liwo¶ci. Wiedz±c to, nie stawia³em sobie pytania, czy móg³bym robiæ co¶ innego.

A wybór kierunku?

– Zawsze lubi³em nauki ¶cis³e, niezale¿nie od tego, czy ojciec mnie do nich zachêca³, czy nie. Po drugiej klasie liceum wyjecha³em do Stanów Zjednoczonych (uruchomiono wtedy program wymiany uczniów, ale ze Stanów nikt nie przyje¿d¿a³), do rodziny uczestnicz±cej w tym programie. By³em tam przez rok i chodzi³em do klasy wy¿szej ni¿ powinienem, ¿eby byæ razem z najstarszym z trzech synów moich opiekunów. Szybko siê okaza³o, ¿e je¶li idzie o program, szko³a amerykañska jest zdecydowanie ³atwiejsza ni¿ polska. Zrobi³em w Stanach maturê. Do¶æ d³ugo waha³em siê, czy i¶æ jednak do czwartej klasy w polskim liceum czy od razu na studia. Szalê przewa¿y³y opinie stryja, który mówi³, ¿e studia s± o wiele ciekawsze ni¿ szko³a i nie ma sensu siê cofaæ. Poszed³em do Szko³y Nauk ¦cis³ych, uczelni stworzonej przez pracowników wiod±cych instytutów PAN [w r. 2002 wesz³a w sk³ad Uniwersytetu Kardyna³a Stefana Wyszyñskiego, tworz±c Wydzia³ Nauk Przyrodniczych – Szko³ê Nauk ¦cis³ych – M.B.]. Uznano tam moj± amerykañsk± maturê. By³y ¶wietne warunki – profesorów wiêcej ni¿ studentów, æwiczenia odbywa³y siê w laboratoriach naukowych. Mieli¶my rzeczywi¶cie dostêp do ¿ywej nauki. Kontakt z matematykami, fizykami i chemikami pozwala³ na „popróbowanie” ró¿nych rzeczy i znalezienie sobie tej jednej, która najbardziej interesuje.

Czy w takich warunkach istnia³a rywalizacja intelektualna? Czy studenci „m±drzyli” siê (w najlepszym rozumieniu tego s³owa) na seminariach, starali zaskoczyæ profesorów i siebie nawzajem wiedz±, pomys³ami?

– Mam wra¿enie, ¿e skorzystali¶my mniej ni¿ mogli¶my z mo¿liwo¶ci, jakie dawa³a ta uczelnia. ¯ycie studenckie – imprezy, wyjazdy – trochê odci±ga³o od pracy. Natomiast atmosfera intelektualna oddzia³ywa³a mobilizuj±co. Na przerwach miêdzy wyk³adami spacerowa³o siê z profesorem i swobodnie rozprawia³o o tym, co cz³owieka interesuje. My, studenci, mogli¶my chodziæ na seminaria w Centrum Fizyki Teoretycznej, gdzie zbierali siê najwybitniejsi uczeni. Kto¶ przychodzi³ z wyk³adem, potem szalenie ¿ywa dyskusja... No i to by³o jak zakradanie siê na Olimp i podgl±danie bogów fizyki. Fizyka ma nies³ychany czar – prawdy, jak my¶lê. I prostoty. W naukach humanistycznych, w polityce, w ¿yciu codziennym ka¿d± sprawê mo¿na przedstawiæ z kilku ró¿nych stron, a w fizyce nie. Prawda jest jedna.

Jestem humanistk± z wykszta³cenia i zawsze najbardziej urzeka mnie to, ¿e w badaniu literatury mo¿na np. tworzyæ ró¿ne interpretacje i staraæ siê dowie¶æ s³uszno¶ci tej jednej, mojej, a ostatecznie nigdy nie da siê tego dowie¶æ i ci±gle jest czego szukaæ. Na czym polega urok „jednej niepodwa¿alnej prawdy” w fizyce? Na tym, ¿e ci±gle jest nieodkryta?

– Nie wiem, czy odpowiem dok³adnie na pani pytanie. Mnie siê nies³ychanie podoba to, ¿e mo¿na spojrzeæ na problem i próbowaæ dotrzeæ do najwa¿niejszych mechanizmów. Znaj±c mechanizmy mo¿na upro¶ciæ problem do kilku zasad i... zrozumieæ. Brak ró¿nych interpretacji jest piêkny, bo w³a¶nie mo¿na jednoznacznie zrozumieæ, jak co¶ dzia³a – niezale¿nie od tego, kto to bada – poj±æ istotê rzeczy. A zagadek nie brakuje i jeszcze d³ugo ich nie zabraknie.

A czy du¿o jest takich, do których istoty wielu badaczy chce doj¶æ i ma na to nadziejê?

– S± problemy ma³e i du¿e. Ma³ych jest mnóstwo.

One pewnie mniej ciesz±.

– Niekoniecznie. Ca³kiem niedawno nasz student robi³ do¶wiadczenie maj±ce na celu jedynie odtworzenie pewnych wyników. Okaza³o siê, ¿e zobaczy³ co¶, czego zupe³nie nie rozumiemy w ramach wypracowanego i przyjêtego modelu.

Czy to by³o odkrycie?

– Odkrycie to wielkie s³owo... Podczas eksperymentu pokaza³o siê co¶, co jest zagadk±.

Odkrycie zagadki...

– Tak. Nie zaprowadzi ono do wyt³umaczenia istoty grawitacji, ale na pewno jest... fajn± zabaw±. Dlatego, ¿e my projektuj±c do¶wiadczenia staramy siê przewidywaæ ich wynik. Szukamy czego¶ mniej wiêcej okre¶lonego i najprzyjemniej jest wtedy, kiedy wychodzi co¶, czego siê nie spodziewali¶my. Pojawia siê zagadka, ból g³owy, który jest zapowiedzi± frajdy poznania.

Panu siê to zdarza³o?

– Tak. Trzeba du¿o szukaæ. To jest kwestia w ogóle podej¶cia do nauki. Niektórzy zajmuj± siê bardzo konkretnymi pytaniami i staraj± siê g³êboko wej¶æ w jak±¶ dziedzinê. Mnie bardziej odpowiada takie podej¶cie, kiedy siê próbuje wielu rzeczy – szuka na szerszym polu.

Czy temu towarzyszy pragnienie, ¿eby odpowiedzieæ na które¶ z fundamentalnych pytañ i nadzieja, ¿e to siê kiedy¶ uda?

– My akurat – grupa, w której pracujê – staramy siê raczej byæ blisko zastosowañ, nie odpowiadamy na pytania o strukturê przestrzeni. Mamy swoje fundamentalne kwestie, ale to nie znaczy, ¿e one s± wa¿ne dla wszystkich fizyków. To s± ma³e kamyczki. Nauka rozla³a siê tak szeroko, ¿e ka¿dy tkwi w swoim nurcie i co¶ ³owi. Czasem zrozumiemy co¶, czego konsekwencje siêgaj± innych dziedzin. To bardzo fajne.

W jakich okoliczno¶ciach trafi³ Pan do swego nurtu? Czy droga naukowa by³a oczywistym wyborem po studiach?

– Bardzo wyra¼nej wizji swojej przysz³o¶ci nie mia³em. Przygotowuj±c pracê magistersk± robi³em sporo do¶wiadczeñ w Instytucie Chemii Fizycznej, g³ównie u prof. Roberta Ho³ysta. I to mi siê podoba³o. By³o tam grono ¶wietnych ludzi, panowa³ „duch nauki”, ci±gle trwa³y bardzo o¿ywione dyskusje o tym, co robili¶my, ale z szerszym oddechem, w kontek¶cie w³a¶nie fundamentalnych pytañ. Zrobi³em tam studia doktoranckie.

Czy da siê przybli¿yæ laikom ten nurt, w którym Pan ³owi?

– To nie s± trudne rzeczy, ale wyja¶nienie bez za³o¿enia znajomo¶ci pewnych praw czy terminów jest czasami k³opotliwe. Na pocz±tku mojej samodzielnej pracy – jeszcze w ramach studiów magisterskich, z inspiracji i pod kierunkiem prof. Marka Cieplaka – stara³em siê badaæ analogiê miêdzy procesami zwijania siê bia³ek a dynamik± zjawisk zachodz±cych w szk³ach. Szk³a to s± uk³ady z³o¿one z mnóstwa elementów oddzia³uj±cych ze sob±, przy czym nigdy nie udaje im siê osi±gn±æ takiego stanu, ¿eby „zadowoliæ” wszystkie. Je¿eli elementy A i B uk³adaj± siê ze sob± tak, jakby chcia³y, z uwagi na d±¿enie do minimum energii uk³adu, to w tym samym czasie A i C ju¿ nie i, najogólniej mówi±c, uk³ad pozostaje nieuporz±dkowany. Naukowo mówi siê „sfrustrowany”. Bardzo ciekawa jest dynamika uk³adów sfrustrowanych; to, w jaki sposób próbuj± one osi±gn±æ maksymalne uporz±dkowanie.

A mo¿na im w tym pomóc?

– Tak, poprzez rozmaite metody tak zwanego wygrzewania. Podgrzewanie uk³adu pozwala mu na czêstsze próbkowanie ró¿nych konfiguracji elementów. Pó¼niej, przy sch³adzaniu, one powoli zamarzaj± i osiadaj± w „dolinach pejza¿u energetycznego”. To trochê tak, jak z szukaniem najg³êbszej doliny w pa¶mie gór bez mapy. Im wiêcej wêdrowiec ma energii, tym wiêcej prze³êczy zdo³a pokonaæ i bêdzie mia³ wiêksze szanse na dotarcie do celu.

Mogê sobie wyobraziæ, ¿e takie wp³ywanie na strukturê materii – bo tak chyba mo¿na z jakiego¶ piêtra na to spojrzeæ – jest bardzo interesuj±ce. Ale wspomnia³ Pan o zastosowaniach.

– Moja praca magisterska by³a zabaw± akademick±. Promotor, prof. Marek Cieplak, zajmowa³ siê problemem zwijania siê bia³ek, który ma wiêksze znaczenie praktyczne ni¿ te badania szk³a, od których zaczyna³em. Bia³ko to jest ³añcuszek, w którym ka¿de ogniwo stanowi cz±steczka aminokwasu. Mo¿na go zwin±æ na wiele ró¿nych sposobów, ale w organizmie bia³ko jest aktywne tylko wtedy, gdy jest zwiniête w jeden, ¶ci¶le okre¶lony k³êbek. S±dzili¶my, ¿e proces zwijania siê bia³ek jest trochê podobny do zachowania siê szkie³, o których mówi³em przedtem. Zagadkê stanowi to, w jaki sposób ³añcuszek bia³ka znajduje ten jedyny w³a¶ciwy sposób zwiniêcia. Gdyby mia³ próbkowaæ wszystkie mo¿liwe konfiguracje, trwa³oby to wiek wszech¶wiata albo d³u¿ej, a on to robi bardzo szybko. I okaza³o siê, ¿e to jest podobne nie tyle do dynamiki szk³a, ile do prostego uk³adu ferromagnetycznego, w którym, najogólniej mówi±c, relacje miêdzy elementami s± prostsze. Wyja¶niaj±c to zrobili¶my malutki krok w stronê poznania wa¿nych procesów w uk³adach biologicznych.

Jak by Pan okre¶li³ rodzaj satysfakcji z tego p³yn±cej? U¿y³ Pan okre¶lenia „zabawa akademicka”...

– Chyba najwiêksz± satysfakcjê sprawia rozwi±zywanie problemu, a nie rozwi±zanie go. Ka¿dy, kto lubi rozwi±zywaæ krzy¿ówkê czy uk³adaæ puzzle, doznaje podobnej satysfakcji. Sam moment zrozumienia jakiego¶ zjawiska jest wielk± frajd±. Mam teraz wiêcej zadañ administracyjnych i têskniê za studiami i sta¿em, kiedy mog³em zajmowaæ siê wy³±cznie „rozwi±zywaniem krzy¿ówek”.

A czy perspektywa zastosowania uzyskanych rozwi±zañ te¿ jest frajd±? Porównywaln±?

– To jest bardzo indywidualne. Jedni s± zorientowani g³ównie na zastosowania, u innych s± one na dalszym, nawet ca³kiem dalekim planie.

Jak to jest u Pana?

– Gdybym wszed³ do sklepu i na pó³ce zobaczy³ co¶, co w jakiej¶, choæby ma³ej cz±stce powsta³o dziêki moim pomys³om – by³bym na pewno ogromnie ucieszony. Chcia³bym co¶ takiego prze¿yæ, ale nie mogê pani powiedzieæ, jak taka satysfakcja smakuje, bo jeszcze jej nie odczu³em.

Uznanie ¶rodowiska tak¿e przynosi satysfakcjê.

– Jasne. Ale to rzecz wzglêdna, ulotna i ograniczona do najbli¿szego otoczenia. By³em na sta¿u podoktorskim u George’a Whiteside’a, chemika z Harvardu, który w ostatnich latach utrzymywa³ siê w pierwszej trójce najczê¶ciej cytowanych chemików na ¶wiecie i spotka³em studenta biologii pracuj±cego sto metrów od naszego laboratorium, który nie wiedzia³, kto to taki.

Zbli¿amy siê do momentu, który w Pana biografii szczególnie mnie interesuje.

– Po doktoracie powinno siê wyjechaæ za granicê do dobrego o¶rodka. Rozes³a³em du¿o listów do grup badawczych, które mnie interesuj±, z pro¶b± o przyjêcie. Dosta³em kilka propozycji, m.in. w³a¶nie od Whiteside’a. Pojecha³em i bardzo mi siê tam spodoba³o. Dlatego, ¿e... by³ ba³agan w laboratorium. Ka¿dy robi³ to, co chcia³. Proszê sobie wyobraziæ wielki gara¿, stare meble, mnóstwo sprzêtu, czterdzie¶ci stanowisk, przy których pracuj± lekarze, biolodzy, chemicy ró¿nej ma¶ci, fizycy – w jednym miejscu, a bêdzie pani mia³a pojêcie o tym tyglu. Wchodzi³em tam pierwszy raz na ugiêtych nogach, ale okaza³o siê, ¿e nie jest trudno nawi±zaæ kontakt z lud¼mi. Przez pó³ roku nie zrobi³em nic warto¶ciowego – szuka³em. Pó¼niej trafi³em na zagadnienie, które wyda³o mi siê i ciekawe, i dosyæ wa¿ne, a wtedy nowe. To by³a trafna intuicja, bo badanie go przynios³o szereg publikacji.

Mo¿na je przedstawiæ niechemikom?

– Bada³em tworzenie siê b±belków i kropelek w uk³adach mikroprzep³ywowych. S± to p³ytki – ze szk³a lub plastiku – o wielko¶ci kilku centymetrów kwadratowych, w których tworzymy sieæ mikrokanalików i badamy przep³yw cieczy. Z punktu widzenia fizyki, podstawy przep³ywów w mikroskali s± proste, ale te p³ytki maj± swoje tajemnice i – co wa¿ne – mog± mieæ mnóstwo zastosowañ. Maj± w przysz³o¶ci zast±piæ dotychczasowe uk³ady analityczne w laboratoriach chemicznych. Dziêki nim jest nadzieja na przeprowadzanie reakcji znacznie szybciej, pro¶ciej i dok³adniej ni¿ tradycyjnymi metodami. I s± ju¿ na ¶wiecie firmy zajmuj±ce siê tym.

Mo¿e zobaczy Pan w sklepie co¶ z cz±stk± swoich rozwi±zañ?

– Jak±¶ cz±stkê problemu rozwi±za³em badaj±c mikroprzep³ywy p³ynów, które siê nie mieszaj±, np. oleju i wody, wody i powietrza. Okaza³o siê, ¿e tworzenie b±belków i kropelek jest inne ni¿ w makroskali.

Wróci³ Pan po trzech latach, przebywszy ju¿ znaczny kawa³ek drogi naukowej i z dobrymi perspektywami. Bez wahañ?

– Przez chwilê mia³em w±tpliwo¶ci, ale krótko, i nie podj±³em próby sprawdzenia, czy uda³oby mi siê zostaæ w charakterze assistant professor w jakim¶ dobrym amerykañskim uniwersytecie, co zwykle robi± ludzie po zakoñczeniu sta¿u.

Co zadecydowa³o o powrocie?

– By³o kilka powodów. Najwa¿niejsze to te zwi±zane z rodzin±. Moja ¿ona jest specjalistk± od marketingu, od kreowania wizerunku – w Stanach nie mog³aby siê rozwijaæ zawodowo ze wzglêdu na odmienno¶æ kultury, kodów porozumienia, idiomów, odwo³añ. Ale jeszcze wa¿niejsze by³o to, ¿e nasze dzieci maj± dziadków w Polsce, a nie w Ameryce. Kiedy postanowili¶my wracaæ, by³ tylko starszy synek, teraz mamy dwóch.

Do czego potrzebni s± dziadkowie, pomijaj±c to, ¿e czasem przypilnuj± malucha?

– Jest to dla mnie tak oczywiste, ¿e mam trudno¶æ z odpowiedzi±. Sam pamiêtam wszystkich dziadków i ich sylwetki we mnie ¿yj±. Postaci dziadków by³y bardzo ró¿ne, ale je¶li siê g³êbiej nad tym zastanowiæ, to wszyscy s± odno¶nikami, wzorami. Wiem te¿, ¿e moje dzieci mog± od dziadków przej±æ rzeczy dobre i zale¿y mi na tym, ¿eby tak siê sta³o.

Które rzeczy w rodzinnej spu¶ci¼nie s± najwa¿niejsze?

– Pierwsze, co mi przychodzi do g³owy, to przyzwoito¶æ i zaciekawienie ¶wiatem. Przyzwoito¶æ pozwala unikaæ pl±tania siê w niepotrzebne awantury i komplikacje, po prostu w sytuacje dwuznaczne. Ciekawo¶æ daje napêd do poznawania nowych rzeczy i odwagê wobec tego, co nieznane.

Tego siê nabywa w domu? Od dziadków?

– To siê zyskuje w kontaktach ze wszystkimi lud¼mi, od których chcemy siê uczyæ. Od dziadków na pewno. Nie chcia³bym siê odwo³ywaæ do religii – moje dzieci maj± zarówno dziadków niewierz±cych, jak i wierz±cych – ale bez tego trudno wyja¶niæ, dlaczego „nale¿y” byæ przyzwoitym cz³owiekiem. Próbujê nie formu³owaæ tego imperatywnie, ¿e trzeba byæ przyzwoitym. Uwa¿am, ¿e warto mieæ pewne zasady, bo to u³atwia ¿ycie.

Czy w Polsce ma Pan porównywalne warunki do pracy badawczej z tymi podczas sta¿u?

– Nie widzê ró¿nicy. Uda³o siê nam wyposa¿yæ laboratorium tak, ¿e mo¿emy robiæ wszystkie istotne eksperymenty w naszej dziedzinie. Wróci³em do Instytutu Chemii Fizycznej PAN i do tej samej grupy ludzi, w której robi³em doktorat. Znowu dyskutujê z prof. Ho³ystem. Jako szef zak³adu stara siê on imitowaæ to, co np. w Stanach jest norm±, czyli obdarzanie cz³owieka po doktoracie i sta¿u, kiedy zaczyna w³asn± karierê, zupe³n± wolno¶ci±, ale z ca³kowit± odpowiedzialno¶ci±. No i odpowiednimi ¶rodkami. „Masz wszelkie warunki, ¿eby siê sprawdziæ, ale jak siê nie sprawdzisz – do widzenia”. W naszym systemie to jest wyj±tek, a powinno byæ norm±. Bez swobody i odpowiedzialno¶ci cz³owiek nie ma motywacji, ¿eby daæ z siebie du¿o.

Czy zatem w Instytucie Chemii Fizycznej Pana kariera naukowa przebiega tak, jak przebiega³aby w Stanach?

– Nie ca³kiem tak, dlatego ¿e Stany Zjednoczone to jest dzisiaj centrum ¶wiata naukowego. Tam wychodzi najwiêcej czasopism, jest najwiêcej wybitnych uczonych, tam tworzy siê najwiêcej nauki. £atwiej jest o kontakty, o bezpo¶redni± wymianê pogl±dów, dyskusje z najlepszymi... Ale nie jest to ró¿nica diametralna. Programy unijne promuj± kontakty, choæ oczywi¶cie mo¿na dyskutowaæ, czy to jest najbardziej efektywne finansowanie nauki.

Spytam wprost, czy wzglêdy patriotyczne odgrywa³y rolê w Pana decyzji powrotu?

– Tak. Na pewno, jakkolwiek nie przy¶wieca³a mi my¶l, ¿e co¶ poprawiê w polskiej polityce, w ¿yciu publicznym – a wiele widzê do poprawienia – natomiast chcia³em tutaj zorganizowaæ laboratorium i stworzyæ czy wspó³tworzyæ – bo to nie jest praca indywidualna – fajne miejsce dla studentów i doktorantów. Je¶li oni bêd± siê bawiæ w eksperymenty, je¶li bêdziemy razem publikowaæ, je¶li zrobimy ciekawe rzeczy, to bêdê mia³ satysfakcjê, ¿e to siê uda³o w Warszawie, a nie w Bostonie.

Czym Pan siê teraz zajmuje ze swoimi uczniami?

– Dalej b±belkami i kropelkami. Staramy siê robiæ je mniejsze i bardziej z³o¿one, d±¿ymy do zastosowañ. Ponadto zajmujemy siê samoorganizacj± takich uk³adów materii, które s± dra¿nione nieustannie bod¼cami z zewn±trz (pole elektryczne, przep³ywy, promieniowanie elektromagnetyczne) i w takich warunkach spontanicznie tworz± regularne struktury. Te badania s± bli¿sze pytaniom podstawowym, czy je¶li pani woli – fundamentalnym, ale na jakim¶ dalekim horyzoncie te¿ widaæ zastosowania.

Mówi Pan o uczniach. Czy satysfakcja z przekazywania wiedzy da siê porównaæ z t±, jak± daje jej zdobywanie?

– Uda³o mi siê dot±d nie prowadziæ æwiczeñ, dopiero teraz rozpocz±³em wyk³ady, niedawno mia³em pierwszy. Sformu³owanie „uda³o siê” ju¿ mówi o stosunku, jaki mia³em do dydaktyki. My¶lê, ¿e on siê zmieni i nauczanie bêdzie mi siê podobaæ. T³umaczenie czego¶ daje wiele ró¿nych satysfakcji – od g³êbszego zrozumienia problemu przez samego siebie, po, o ile siê uda, satysfakcjê z przekazania wiedzy, a raczej, co wa¿niejsze, z przekazania zainteresowania czy zadziwienia. Ten proces naturalnie zale¿y trochê od mo¿liwo¶ci technicznych, wyposa¿enia laboratorium, ale przede wszystkim od relacji miêdzy lud¼mi, a pod tym wzglêdem mo¿liwo¶ci w Warszawie i w Bostonie s± porównywalne, mimo ¿e wiele mo¿na jeszcze zmieniæ na lepsze.

Rozmawia³a Magdalena Bajer
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje