Doktor Grzegorz Dubin jest chyba w czepku urodzony. On sam woli unikaæ takich okre¶leñ, ale przyznaje, ¿e co¶ jest na rzeczy. W ci±gu minionego roku u¶miechu losu do¶wiadczy³ nieraz. Dziesiêæ miesiêcy temu po raz pierwszy poczu³, co to znaczy byæ ojcem. Urodzi³a mu siê córka Dorotka. Mniej wiêcej w tym samym czasie na jego rodzimym Wydziale Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagielloñskiego powsta³o Laboratorium Krystalizacji Bia³ek. Powsta³o, to za ma³o powiedziane. To przecie¿ te¿ jego „dziecko”. Pilotowa³ tê inicjatywê od samego pocz±tku. Chodzi³, sk³ada³ wnioski, przekonywa³, ¿e to bêdzie strza³ w dziesi±tkê. Kiedy wreszcie dopi±³ swego, na efekty nie trzeba by³o d³ugo czekaæ. Nie min±³ rok od powstania, a laboratorium ju¿ siê mo¿e pochwaliæ pierwszymi znacz±cymi osi±gniêciami.
– Nie chcê byæ pyszny, ale wydaje mi siê, ¿e tak mia³o byæ. To chyba szczê¶cie nowicjusza, bo rzeczywi¶cie pierwsze bia³ko, które samodzielnie tutaj zrobi³em, pocz±wszy od prób krystalizacji a¿ do rozwi±zania struktury, to by³ czas rzêdu trzech miesiêcy – nie kryje dumy.
Kwarta³ to naprawdê niewiele. Zdarza siê, ¿e aby otrzymaæ kryszta³, pracuje siê rok, a czasem nawet d³u¿ej. Wszystko po to, by potem opracowaæ lek blokuj±cy bia³ko, które odpowiada za objawy konkretnej choroby. Ale wcze¶niej trzeba poznaæ strukturê tego bia³ka. I temu w³a¶nie s³u¿y krystalizacja. Nie jest to proces ani szybki, ani ³atwy. Czasem w³a¶ciwy kryszta³ powstaje dopiero po stu lub wiêcej próbach.
– To, co pan tu widzi, to jest jakie¶ tysi±c prób. I wszystkie tylko do jednego bia³ka – Grzegorz Dubin otwiera szafkê i pokazuje sporej wielko¶ci kolumnê plastikowych p³ytek. – Najwiêcej zrobi³em chyba oko³o pó³tora tysi±ca. Mo¿na i jeszcze wiêcej, tyle ¿e w pewnym momencie przekracza to ju¿ nasze zdolno¶ci. Jedno jest pewne: im wiêcej siê przetestuje, tym wiêksze prawdopodobieñstwo trafienia na w³a¶ciwy kryszta³.
Nigdzie nie jest jednak powiedziane, ¿e akurat siê uda. Czasem i po tysi±cu prób nic nie wychodzi. Wp³ywa na to wiele czynników. Przede wszystkim sk³ad roztworu, w którym krystalizuje siê dane bia³ko. Nie ma ¿adnych teoretycznych przes³anek, jaki powinien byæ ten optymalny, wiêc testy opieraj± siê na sprawdzonej metodzie… „na chybi³ trafi³”. Oczywi¶cie, mo¿na spróbowaæ zastosowaæ bufory, w których krystalizowane by³y wcze¶niejsze bia³ka, ale nie zawsze to pomaga. Standardowych odczynników jest blisko pó³ setki. Trzeba jednak pamiêtaæ, ¿e mog± one wystêpowaæ w ró¿nych stê¿eniach i kombinacjach. Ju¿ tylko z tych piêædziesiêciu mo¿na zrobiæ nieskoñczenie wiele po³±czeñ. Drugim istotnym czynnikiem jest temperatura. Ka¿dy roztwór testuje siê podwójnie: najpierw w temperaturze pokojowej, czyli oko³o 20−25 °C, a nastêpnie znacznie ni¿szej, tj. oko³o 4 °C.
– Je¶li wszystko idzie zgodnie z za³o¿eniami, a badaczowi dopisuje szczê¶cie, to kryszta³y bêd± tak w³a¶nie wygl±da³y. – Mój rozmówca wyjmuje próbkê i pokazuje pod mikroskopem trójwymiarowe, dorodne okazy, przypominaj±ce wygl±dem znacznie pomniejszon±… kostkê Rubika. – To jest ostateczny cel, do którego siê d±¿y. Wiele z tych kryszta³ów, które otrzymujemy w wyniku codziennych do¶wiadczeñ laboratoryjnych, jest du¿o brzydszych i pó¼niej trzeba je jeszcze optymalizowaæ.
Prawdziwa loteria, nieprawda¿? Równie dobrze mo¿na otrzymaæ taki kryszta³ ju¿ na drugi dzieñ, jak i po pó³ roku. Albo, co gorsza, wcale. Kiedy jednak wysi³ek zostanie zwieñczony sukcesem, nastêpnym etapem s± pomiary. Tu równie¿ nie jest ³atwo. Nie do¶æ, ¿e kryszta³y s± mikroskopijnych rozmiarów, to po krystalizacji pozostaj± mokre. Dlatego umieszczane s± w specjalnych szklanych rurkach, aby nie wysch³y. Rurkê z kryszta³em montuje siê w dyfraktometrze. To ogromnych rozmiarów urz±dzenie „prze¶wietla” kryszta³ za pomoc± promieni rentgenowskich. Za pomoc± detektora powstaje elektroniczny zapis obrazów dyfrakcyjnych, czyli po¶rednio atomów i po³±czeñ miêdzy nimi, a obraz ten odczytywany jest na ekranie komputera.
– Im bardziej regularny i zwykle im wiêkszy kryszta³, tym lepiej, bo wtedy silniej rozprasza promienie rtg, a dziêki temu mo¿na uzyskaæ wiêksz± rozdzielczo¶æ i zobaczyæ niejako wiêcej tego, co jest w jego ¶rodku. Przy dobrych strukturach bia³ek otrzymujemy rozdzielczo¶æ rzêdu nawet 1 angstrema. Dla wyobra¿enia, o jakie wielko¶ci chodzi, powiem, ¿e w angstremach wyra¿amy wielko¶ci atomów i ich odleg³o¶ci w cz±steczkach.
Bia³ko, jak wiadomo, jest z³o¿one z kilkudziesiêciu aminokwasów, z których ka¿dy sk³ada siê z masy atomów. W jednym bia³ku daje to liczbê rzêdu kilku tysiêcy atomów. A w krysztale s± niezliczone ilo¶ci cz±steczek bia³ka. Zobaczenie ich wszystkich graniczy³oby z cudem. Jak zatem odczytaæ strukturê kryszta³u? Metoda samego pomiaru jest podobna do… prze¶wietlenia w pracowni rentgenowskiej. O ile jednak w przychodni dostajemy obraz wnêtrza fragmentu naszego organizmu, o tyle tutaj mo¿na liczyæ jedynie na masê punktów, ja¶niejszych i ciemniejszych, które wbrew pozorom nie s± pojedynczymi atomami. Dopiero przeliczenie ich intensywno¶ci i po³o¿enia wzglêdem siebie specjalnym programem komputerowym pozwala okre¶liæ strukturê badanego bia³ka. Dziêki niej wiadomo, jak bia³ko wygl±da oraz jak dzia³a.
– Jeszcze do niedawna obliczenia takie sprawia³y spore trudno¶ci. Teraz na dobr± sprawê mo¿na rozwi±zaæ wiele struktur w ci±gu kilku godzin i to na domowym komputerze. Kiedy¶ robi³y to wyspecjalizowane centra obliczeniowe, które zajmowa³y kilka pomieszczeñ. Postêp jest wiêc ogromny, a krystalizacja sta³a siê ju¿ niemal rutynow± metod±.
Intensywno¶æ wi±zki promieniowania w dyfraktometrze jest znacznie silniejsza ni¿ w zwyk³ej lampie rentgenowskiej. To zaleta, bo mo¿na szybciej „prze¶wietliæ” kryszta³, ale i wada – pod wp³ywem promieniowania kryszta³ szybko siê niszczy.
– Dlatego jeszcze w tym roku planujê zakup kriostatu, który w ramach programu NOVUM zdecydowa³a siê dofinansowaæ Fundacja na rzecz Nauki Polskiej. Jest to urz±dzenie, które dmucha zimnymi parami azotu na kryszta³, dziêki czemu pozostaje on ca³y czas zamro¿ony, a przez to du¿o trwalszy ni¿ podczas pomiarów w kapilarach – wyja¶nia dr Dubin.
Z dyfraktometrem s± te¿ i inne problemy, których nie da siê unikn±æ. Tylko to jedno urz±dzenie wytwarza moc ¶redniej wielko¶ci budynku mieszkalnego. Pobór pr±du jest wiêc ogromny. Blisko miesi±c trwa³o skonstruowanie specjalnej linii, aby na wydziale przy w³±czaniu dyfraktometru nie by³o problemów z pr±dem. W dodatku wydziela on ogromne ilo¶ci ciep³a, które trzeba jako¶ odprowadziæ. G³owica non stop ch³odzona jest zimn± wod±, w innym przypadku szybko by siê stopi³a. A¿ dziw bierze, ¿e to gigantyczne urz±dzenie s³u¿y do zmierzenia mikroskopijnych rozmiarów kryszta³u. Dyfraktometr z niepozornego laboratorium czyni nowoczesne centrum biotechnologii.
– Naprawdê du¿o pracy w³o¿y³em w to, ¿eby laboratorium wygl±da³o tak, jak wygl±da. Na tak± skalê dzia³alno¶ci, jak± obecnie prowadzê, jest ono ju¿ z ca³± pewno¶ci± wystarczaj±ce. Wyniki, które otrzymujê, jestem w stanie sam opracowaæ. Gorzej jest z produkcj± bia³ek, bo to do¶æ chimeryczna rzecz. W to zaanga¿owanych jest sze¶æ innych osób – wylicza stypendysta programu FNP, wspieraj±cego m³odych naukowców.
Laboratorium niewielkie, zespó³ te¿ nieliczny, tymczasem sukcesy ju¿ s±. Uda³o siê bowiem rozwi±zaæ struktury dwóch bia³ek – proteinaz serynowych gronkowca. Badania finansowane by³y m.in. ze ¶rodków Unii Europejskiej. Jak siê okazuje, nawet gronkowiec mo¿e byæ wdziêcznym tematem badawczym. Mój rozmówca zajmuje siê nim ju¿ od kilku lat, wiêc niejako naturaln± sta³a siê kontynuacja tych zainteresowañ w stworzonym przez niego od podstaw Laboratorium Krystalizacji Bia³ek. Wcze¶niej przebywa³ na zagranicznym sta¿u w Niemczech, w Instytucie Maxa Plancka (MPI).
– Tam te¿ zajmowa³em siê krystalizacj±. Ró¿nica jest taka, ¿e dooko³a mnie by³o dziesiêciu innych krystalografów i zawsze mo¿na by³o zwróciæ siê do nich o pomoc. Tutaj musia³em ju¿ sam borykaæ siê z wszelakimi problemami, choæ nie mogê nie wspomnieæ o ¿yczliwej pomocy naukowców z MPI, udzielanej mi w kluczowych momentach. Ca³e szczê¶cie, uda³o siê przez to wszystko przebrn±æ bez wiêkszych k³opotów. Satysfakcja wiêc podwójna – nie kryje zadowolenia.
Gronkowiec produkuje ró¿ne bia³ka, z których czê¶æ jest czynnikami wirulencji tej bakterii, czyli jest odpowiedzialna za to, ¿e powoduje ona choroby. Patogen ten produkuje ca³± gamê proteinaz, m.in. te dwie, których strukturê rozwi±zano w Krakowie i uwa¿a siê, ¿e nale¿± one w³a¶nie do tej szerokiej gamy czynników wirulencji gronkowca. Czy¿by oznacza³o to prost± drogê do opracowania leku? Oczywi¶cie, mo¿na by tak powiedzieæ, ale by³aby to… czysta demagogia.
– Problem polega na tym, ¿e wiele bakterii, których mechanizmy patogenezy uda³o siê ju¿ rozpracowaæ, bazowa³o na pojedynczym czynniku wirulencji. Tak by³o np. z w±glikiem, gdzie za ¶miertelny efekt bakterii odpowiedzialne jest pojedyncze bia³ko. Kiedy zahamujemy jego aktywno¶æ, bakteria staje siê niegro¼na.
U gronkowca natomiast nie wystêpuje pojedyncze bia³ko odpowiedzialne za wirulencjê. Jest ich kilkadziesi±t i to ró¿nych. O leku hamuj±cym je wszystkie nie ma nawet mowy.
– Gronkowiec produkuje kilkadziesi±t bia³ek zewn±trzkomórkowych i nie wiemy, które z nich s± absolutnie konieczne do tego, ¿eby by³ wirulentny. Gdyby¶my byli w stanie wskazaæ chocia¿ piêæ z nich, wa¿niejszych od pozosta³ych, to ju¿ by³by sukces, ale jeszcze za ma³o wiemy na temat tych bia³ek w ogóle.
A gdyby tak poznaæ strukturê tych pozosta³ych? – prowokujê.
– O, i to jest bardziej celem tego, co robiê, ni¿ stworzenie leku. Ale to jeszcze potrwa. Na razie nie znamy nawet po³owy z nich.
Mimo to, dr Dubin liczy na wspó³pracê z przemys³em farmaceutycznym. Tym bardziej ¿e wspó³czesne leki oparte s± na wiedzy dotycz±cej struktury bia³ek. A krystalografia jest w zasadzie jedyn± metod± jej poznawania. Przy tym najbardziej wydajn± i wszechstronn±. Mo¿e wiêc z powodzeniem wspomagaæ proces tworzenia leku.
– Taka wspó³praca to jest co¶, co mi siê marzy. Prowadzê ju¿ rozmowy z jedn± du¿± firm±. Gdyby kiedy¶ nasze badania przyczyni³y siê do powstania nowego leku, bêdzie to znaczy³o, ¿e warto by³o, ju¿ choæby tylko dla samej satysfakcji. Poza tym ca³y czas ulepsza siê istniej±ce leki. Je¶li chodzi np. o AIDS, to ci±gle jest to nieuleczalna choroba, ale miêdzy innymi dziêki krystalizacji jeste¶my ju¿ w stanie zahamowaæ jej postêp. Farmacja stanowi wiêc swego rodzaju wyzwanie dla krystalografii.
Rozwi±zywane struktury bia³kowe deponowane s± w ogólnodostêpnej ¶wiatowej bazie Protein Data Bank (PDB). Krakowski naukowiec umie¶ci³ tam te¿ dwie swoje. W sumie jest ich ju¿ ponad 40 tysiêcy. To bardzo du¿o w porównaniu z tym, co by³o jeszcze choæby dekadê temu, ale ci±gle niewiele wobec tego, co pozostaje nieznane. Przed krystalografami wci±¿ wiêc wiele pracy.
– Bardzo czêsto w nauce jest tak, ¿e cel pojawia siê dopiero wówczas, gdy siê gromadzi coraz wiêksz± ilo¶æ danych. Proteinazy, które krystalizowa³em w laboratorium, okaza³y siê byæ bardzo dobrymi enzymami do przeprowadzania jednego z procesów w technologii produkcji bia³ek rekombinatowych, u¿ywanych w przemy¶le biotechnologicznym. Mówi±c najpro¶ciej, sam proces nie jest lekiem, ale mo¿e byæ jednym z narzêdzi do stworzenia leku. I to by³o co¶ zupe³nie zaskakuj±cego, nie da³o siê tego przewidzieæ wcze¶niej. Przeprowadzi³em ju¿ wiêkszo¶æ do¶wiadczeñ, które pokazuj±, ¿e mo¿na tak zastosowaæ charakteryzowane przeze mnie enzymy. I ten kierunek badañ bêdê rozwija³. – Dr Grzegorz Dubin nie kryje, ¿e liczy na podtrzymanie dobrej passy. W koñcu mijaj±cy rok okaza³ siê niezwykle owocny.