Naobiecywa³ blog bibliotekarza ostatnio (sobie i Publiczno¶ci) jak jaka partia polityczna. Mia³o zw³aszcza byæ o tym, dlaczego w katalogu Biblioteki Narodowej nie ma starych druków (i nie mo¿na opisów linkowaæ do CBN „Polona”, gdzie facsimile tych druków maj± w³a¶ciwy bibliotekom cyfrowym zwyczaj wy¶wietlaæ siê w ca³o¶ci). Ale co tu pisaæ? Bibliotekarze nie tylko wychwalaj± stare druki pod niebiosa, jako dobra kultury, ale tak¿e wiedz± ju¿, jak siê je na ¶wiecie kataloguje. Nie jest to jednak u nas niemal praktykowane, poniewa¿ nie mo¿na tego robiæ bez tzw. formatu, ¶ci¶lej – instrukcji do formatu, czyli takiej struktury danych, ¿eby maszyna wczytywa³a opis do katalogu komputerowego. Instrukcja co prawda powsta³a, ale dojrzewa u recenzentów. A socjologia nauki w Polsce jest taka, ¿e starymi drukami zajmuj± siê albo uczeni uznani, albo pocz±tkuj±cy. Uznani id± do kierownictwa najrozmaitszych oddzia³ów zbiorów specjalnych i prosz± o wyszukanie. Pocz±tkuj±cy id± do m³odzie¿y zatrudnionej tam¿e i prosz± o to samo. Nie ma w katalogu komputerowym? No to trudno. Nikt siê nie upomni. Internet ma wszak w Polsce wymiar komercyjny albo ciekawostkowy, a u¿ytkowego nie ma zgo³a wcale, nie licz±c gie³d, rozk³adów jazdy i czasopism elektronicznych dla tysi±ca odbiorców.
No i w³a¶nie przypadkowe klikniêcie nie do¶æ wprawnego internauty ods³oni³o przed blogiem (na witrynie MNiSW) zasady zostawania bibliotekarzem dyplomowanym, a skoro mamy nowelizowaæ „Prawo o szkolnictwie wy¿szym”, to temat wydaje siê wa¿niejszy od starych druków. W ka¿dym niemal kraju istnieje jaka¶ postaæ certyfikowania wy¿szych kwalifikacji bibliotekarskich, nawet tam, gdzie akademickie szkolnictwo informacyjne jest na wysokim poziomie i odnosi siê do rzeczywisto¶ci empirycznej. U nas na przyk³ad bibliotekarze dyplomowani s± nauczycielami akademickimi i tylko bibliotekarz dyplomowany mo¿e zostaæ dyrektorem biblioteki uczelnianej. No, tak naprawdê mo¿e nim jeszcze zostaæ ka¿dy doktor, ale ten przepis, wprowadzony do ustawy na niczyj± publicznie wyra¿on± pro¶bê, bez ¿adnej otwartej dyskusji, przez jakie¶ zdumiewaj±co nieodpowiedzialne i najwyra¼niej wielce skuteczne lobby („lub stopieñ naukowy”), rzadko, na szczê¶cie, jest konsumowany. Bibliotekarz dyplomowany musi sporo wiedzieæ i mieæ do¶wiadczenie zawodowe, a sprawdza to od dziesiêcioleci komisja ministerialna, która tradycyjnie ma tê zaletê, ¿e potrafi oblewaæ.
Piszemy o tym z pewnym zak³opotaniem, poniewa¿ komisja nie skorzysta³a ongi¶ z mo¿liwo¶ci oblania wy¿ej podpisanego. Nie powinno siê teraz grymasiæ na przepisy. By³o to jednak wiele lat temu, czterdzie¶ci czy sze¶ædziesi±t, wiêc uznajmy, ¿e przepisy siê zmieni³y i ¿e wolno nam przygl±daæ siê im bez wdziêczno¶ci. I tylko w komisji jakby te same osoby, znakomite, zas³u¿one, w kilku przypadkach zakolegowane, ale co z tego, je¶li nadal to nie wiêkszo¶æ jej cz³onków legitymuje siê powa¿niejszym do¶wiadczeniem komputeryzacyjnym? Komisja opublikowa³a „Orientacyjne zagadnienia do czê¶ci ogólnozawodowej egzaminu” i tam te¿ nie ma du¿ej czê¶ci tego, czym faktycznie ¿yj± biblioteki, choæ w obrêbie tej samej strony pojawia siê druga lista, podobna, z dopiskiem „obowi±zuje od 2006 r.”. No, je¶li zatem pierwsza nie obowi±zuje, to czy nie mo¿na jej zdj±æ? Chyba warto, skoro s± na niej tematy, takie jak „Elementy systemu kszta³cenia bibliotekarzy w Polsce”, skomponowane zgodnie z trapi±c± niekiedy nas bibliotekoznawców manier± – nazwijmy j± permutacyjn± – polegaj±c± na tym, ¿e je¿eli w równowa¿niku zdania poprzestawiamy losowo poszczególne s³owa, to bêdzie on znaczy³ dok³adnie to samo, co poprzednio, czyli nic.
Na miejsce wykre¶lonych (?) wchodz± „od 2006 r.” nowe tematy, w¶ród nich wielce po¿±dane katalogi centralne, biblioteki wirtualne, konsorcja, standardy, digitalizacja. Nadal jednak lista jest nasycona problematyk± historyczn±, któr± mo¿na uznaæ za niezbêdny element ¶wiadomo¶ci bibliotekarza, ale której nie wykorzystuje on na ogó³ w swojej dzia³alno¶ci (gdyby wykorzystywa³, to by katalogowa³ on−line stare druki). Nadal sprawno¶ci ewaluacyjne i projektowe pracownika informacji ukrywaj± siê w formu³ach ogólnych i g³adkich, w¶ród których nie widaæ problemów zasadniczych: jak planowo budowaæ zasoby biblioteczne bez wzglêdu na no¶nik, jak udostêpniaæ zasoby cyfrowe, jak udostêpniaæ zasoby „fizyczne”, by korzystanie z nich by³o równie ³atwe, jak wywo³ywanie dokumentów elektronicznych, jak uruchamiaæ nowe us³ugi i budynki, jak zarz±dzaæ przedsiêwziêciami rozleg³ymi, które uniezale¿niaj± u¿ytkownika od jednej instytucjonalnej bibliotekokracji. To s± wdziêczne zagadnienia, które maj± swoje piêtro praktyczne, realizacyjne, ale te¿ nadaj± siê doskonale do refleksji teoretycznej.
Jedyna nadzieja w li¶cie lektur. Rozumiemy, ¿e komisja zapyta o faktyczne lektury kandydata, a tak¿e o jego w³asn± twórczo¶æ, i ¿e postulat znajomo¶ci „jednego czasopisma obcego” jest nie na miarê wymogu, aby kandydat zda³ jeden obcy jêzyk. Opublikowana lista lektur (ta z adnotacj± „obowi±zuje od 2006 roku”), z median± na roku 2001, mo¿e s³u¿yæ tylko jako pewnego rodzaju minimum programowe. No i pewnie s³u¿y.