Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Matka ka¿d± domow± sytuacjê, ka¿de zdarzenie czy okoliczno¶æ komentowa³a cytatami z literatury, a ojciec nie pozostawa³ d³u¿ny, tylko ¼ród³a cytatów zmienia³y siê w zale¿no¶ci od tego, nad czym które z nich akurat siedzia³o.

Zab³occy

Magdalena Bajer

Pani dr hab. Agnieszka Zab³ocka−Kos jest córk± moich kolegów – ze szko³y i z wroc³awskiej polonistyki. W pokoleniu wroc³awian urodzonych z rodziców−przybyszów podtrzymuje akademick± tradycjê, przede wszystkim ojca, ale i wcze¶niejszych antenatów, dziedzicz±c po matce, pisarce i publicystce, sposób w³adania piórem. A matka, Janina Wieczerska−Zab³ocka, na pocz±tku swojej ostatniej ksi±¿ki Moja babcia, Niemcy i wojna t³umaczy jasno, dlaczego zainteresowa³a siê rodzinn± histori±: Zaczê³am nabieraæ przekonania, ¿e „¿ycie jest gdzie indziej”. W przesz³o¶ci. ¯e to ¿ycie moich rodziców i dziadków by³o ¿yciem prawdziwym, bo ¿yciem prawym, z zasadami, z celem. I jak¿e ciekawe, wrêcz egzotyczne: przecie¿ ich do¶wiadczenie historyczne by³o przeciwieñstwem naszego: z niewoli do niepodleg³o¶ci. My odwrotnie: z niepodleg³o¶ci wpadli¶my w ¶wiat przemocy hitlerowskiej, a zaraz po niej, po krótkiej chwili nadziei i z³udzeñ – w truj±cy totalitaryzm komunizmu.

Ko¼min – Kraków – Wroc³aw

Pani Agnieszka pamiêta dziadków, z wyj±tkiem jednej babci, która zmar³a podczas wojny, a tak¿e prababciê – bohaterkê matczynej ksi±¿ki. W Ko¼minie Wielkopolskim s± tablice nagrobne przodków macierzystych z pocz±tku XVIII wieku. Najdawniejsze zdjêcie tych po mieczu pochodzi z po³owy nastêpnego stulecia, a dokumenty mówi± o ich cudzoziemskich korzeniach.

W obu liniach s± to tradycje mieszczañskie. W tej wielkopolskiej – bardziej zasiedzia³e, choæ prababka pani Agnieszki na prawie dwadzie¶cia lat wyjecha³a z mê¿em do Westfalii, gdzie prowadzili restauracjê. Inni protopla¶ci mieli w Ko¼minie tartak i wytwórniê pasz, która produkowa³a na eksport. I dziadek i babcia „próbowali studiów”, ale nad rado¶æ z poznawania literatury na polonistyce przed³o¿yli biznes. Ich córka bez wahañ posz³a porzuconym tropem, daj±c mocny fundament polonistycznej tradycji rodziny. Z domu o wyra¼nej mieszczañskiej to¿samo¶ci wynios³a przywi±zanie do ma³ej ojczyzny z jej lokaln± spo³eczno¶ci±, poczucie wobec niej obywatelskich powinno¶ci, ale i oczekiwanie solidarno¶ci wtedy, gdy cz³onkowie spo³eczno¶ci jej potrzebuj±.

Ojcowska genealogia jest bardziej skomplikowana. Pani Agnieszka doszuka³a siê informacji, ¿e jeden z antenatów by³ oficerem armii napoleoñskiej, który, poznawszy w Austrii przysz³± ¿onê Polkê, przywêdrowa³ w okolice Wadowic, ¿eby po galicyjskich peregrynacjach osi±¶æ w Krakowie.

Prababcia mojej rozmówczyni wysz³a za m±¿ za in¿yniera, reprezentanta specyficznej dla ówczesnej Galicji warstwy ludzi ¶mia³ych i sk³onnych do ryzyka, z którym wyjecha³a do Ameryki. Jej córka, urodzona w Salt Lake City, po¶lubi³a doktora praw, absolwenta Uniwersytetu Jagielloñskiego.

Na fotografii z drugiej po³owy XIX wieku widaæ prapradziadków i kilkoro dzieci. Potomkiem jednego z nich by³ Romuald Koppens, jezuita z Chyrowa i jeszcze jeden w rodzie Agnieszki polonista. Zajmowa³ siê i Piotrem Skarg±, i Mickiewiczem, i S³owackim. Cytuj± go przedwojenne podrêczniki. A w katalogu Biblioteki Jagielloñskiej córka polonistów wyszuka³a wcale liczne dzie³ka, g³ównie poetyckie, Leona Koppensa. Pisa³ je przed wyborem kariery dyplomatycznej. Szczególnym zrz±dzeniem losu zosta³ ostatnim konsulem polskim we Wroc³awiu. Kiedy zamyka³ konsulat w 1939 roku, nie móg³ przypuszczaæ, ¿e potomkom przyjdzie urodziæ siê i ¿yæ w tym mie¶cie.

Janina Wieczerska my¶la³a o studiach w Poznaniu, dok±d z Ko¼mina nie by³o daleko, a Stefan Zab³ocki pewnie tak¿e znalaz³by siê w tamtejszym uniwersytecie, jako ¿e rodzina nied³ugo przed wojn± zamieszka³a w stolicy Wielkopolski. Rodzice pani Agnieszki spotkali siê jednak po wojnie we wroc³awskim gimnazjum i po maturze razem poszli na... polonistykê.

Po¶ród ksi±¿ek i cytatów

Odznaczaj±ca siê znakomit± pamiêci± matka ka¿d± domow± sytuacjê, ka¿de zdarzenie czy okoliczno¶æ komentowa³a cytatami z literatury, a ojciec nie pozostawa³ d³u¿ny, tylko ¼ród³a cytatów zmienia³y siê w zale¿no¶ci od tego, nad czym które z nich akurat siedzia³o. Dom pe³en ksi±¿ek, wype³niony klimatem nieustannej lektury, mia³ ¼ród³a niewyczerpane.

Dalsze ¿yciowe drogi polonistycznego ma³¿eñstwa kolegów rozdzieli³y siê, ale nie oddali³y zbytnio. Janka, po epizodzie redaktorskim w wydawnictwie Ossolineum, maj±c niewiele ponad trzydzie¶ci lat, zadebiutowa³a powie¶ci± Zawsze jakie¶ jutro z akcj± umieszczon± w „naszej (tak¿e mojej) szkole”, ale portretuj±c± ca³e pokolenie tych przybyszów z wielu stron, którzy zaczynali ¿ycie w sytuacji odwrotnej ni¿ ich rodzice, przekonani, ¿e zasadniczo je przemieni±.

Córka powiada: Mama siê rozdwoi³a miêdzy dziennikarstwo i pisarstwo. To drugie dominowa³o w latach 1960−70. Dziennikarzem zosta³a przechodz±c do „Odry”, gdzie pó¼niej przez wiele lat by³a sekretarzem redakcji, ale ta praca podobna by³a (i jest) bardziej do zajêæ badacza kultury, a zarazem obserwatora przemian cywilizacyjnych, ni¿ do typowego „¿urnalizmu”. Zbli¿one doñ by³y cykliczne felietony i komentarze w prasie gdañskiej, których publikowanie przerwa³ stan wojenny. Po roku 1989 pojawi³y siê znowu teksty Janiny Wieczerskiej na ³amach „Dziennika Ba³tyckiego”. Trzeci nurt i trzeci poziom jej pracy oraz zainteresowañ, to uprawiana stale krytyka literacka.

Stefan Zab³ocki jeszcze przed ukoñczeniem polonistyki podj±³ studia na filologii klasycznej i by³ miêdzy te dwie dziedziny równie¿ zawsze rozdwojony. Po przeniesieniu siê do Gdañska, w roku 1976, prof. Zab³ocki „zak³ada³” w tamtejszym uniwersytecie filologiê klasyczn±, a potem germanistykê. W³asne badania po¶wiêci³ g³ównie ³aciñskim poetom polskiego Renesansu.

W nie bardzo wdziêcznych dla podobnego dzia³ania czasach, kiedy ze szkó³ wycofano lekcje ³aciny, a jêzykiem powszechnego porozumiewania stawa³ siê angielski, w³o¿y³ wiele trudu w utworzenie kierunku filologii klasycznej w Uniwersytecie ¦l±skim, a tak¿e polonistyki w Kolegium Nauczycielskim w Suwa³kach, dok±d je¼dzi³ z Gdañska przez Warszawê, ¿eby m³odym ludziom na rubie¿y umo¿liwiæ kontakt z europejskim dziedzictwem.

Powiedzia³ kiedy¶ expressis verbis, ¿e po latach pracy naukowej i napisaniu wielu prac nasta³ czas, kiedy trzeba organizowaæ ¿ycie naukowe, tj. pomagaæ uniwersytetom w doskonaleniu i unowocze¶nianiu warsztatów badawczych. Zdaniem córki, przyp³aci³ to przedwczesn± ¶mierci± w roku 2001.

¦ledz±c o¿ywaj±c± raz po raz dysputê o etosie inteligenckim, dopisujê do niej kolejne ¶wiadectwa z dziejów rodzin, w których ten etos trwa i owocuje. Dom wielkopolsko−galicyjski, a w drugim ju¿ pokoleniu Zab³ockich – wroc³awski jest ¶wiadectwem modelowym. Mieszczañskie cnoty najnaturalniej podporz±dkowano s³u¿bie, pojmowanej, choæ nikt jej tak dzi¶ nie nazywa, jako praca u podstaw – dla dobra innych i dla zas³u¿onej w³asnej satysfakcji.

Du¿a pêtla

Od pani Agnieszki i jej m³odszego brata Piotra rodzice wymagali „pilnego uczenia siê”. Córce, koñcz±cej dobre liceum w klasie matematycznej, odradzili historiê sztuki ze wzglêdów przede wszystkim praktycznych. „Kindersztuba mieszczañska” nie dopuszcza³a sprzeciwu i Agnieszka posz³a na architekturê, mniej siê interesuj±c projektowaniem, bardziej konserwacj± zabytków. Przej¶cie w pewnym momencie na indywidualny tok studiów pozwoli³o uczestniczyæ w zajêciach na historii sztuki. Tematem pracy dyplomowej by³ Idealny cmentarz z krematorium – przeniesienie wizji malarskiej na formy architektoniczne.

Pracuj±c pó¼niej przez piêæ lat w biurze konserwatora zabytków poznawa³a Dolny ¦l±sk, co przydaje siê teraz, i my¶la³a o doktoracie. Stypendium doktorskie, z pobytem w Wiedniu, zafundowa³ jej... ojciec, zachêcaj±c do wej¶cia na drogê naukow±. Zapamiêta³a doskwieraj±ce wtedy (doskwiera i dzisiaj) ubóstwo polskich bibliotek w zakresie, zw³aszcza nowszej, literatury humanistycznej.

Obroni³a doktorat – z historii architektury – w roku 1992, pracuj±c od kilku ju¿ lat w interdyscyplinarnym zespole Instytutu Historii Architektury, Sztuki i Techniki zajmuj±cym siê rewaloryzacj± Wroc³awia. Rok wcze¶niej zamknê³a siê „bardzo du¿a pêtla” w biografii Agnieszki Zab³ockiej−Kos – od liceum matematycznego po Instytut Historii Sztuki w Uniwersytecie Wroc³awskim.

Do¶wiadczenia zyskane przez studiowanie architektury i pracê w politechnice owocuj± cennym rozszerzeniem pola zainteresowañ, pozwalaj±c ³±czyæ w pracy badawczej wiedzê i metody ró¿nych dyscyplin – przede wszystkim historii, dalej rozmaitych nauk spo³ecznych, „bo architektura to nie s± same gzymsy i portale, ale ludzie.”

Ostatnia jej ksi±¿ka, praca habilitacyjna, po¶wiadcza tê twórcz± syntezê wielu perspektyw badawczych przy pierwszym wejrzeniu na jej tytu³ Zrozumieæ miasto. Centrum Wroc³awia na drodze ku nowoczesnemu city 1807−1858. Bohaterem jest rodzinne miasto autorki. Nawi±zuj±c do „tradycji pisarstwa mamy”, adresuje sw± pracê nie tylko do uczonych kolegów, ale i mieszkañców, którym pomo¿e ona rozumieæ miejsce, gdzie przysz³o im ¿yæ. Ju¿ wiadomo, ¿e czytaj± j± mi³o¶nicy Wroc³awia, przewodnicy po nim i „zupe³ni nieprofesjonali¶ci”, jak np. w³a¶ciciele pobliskiego sklepu.

Studenci chêtnie id± tym oryginalnym tropem swojej preceptorki, która wymaga od nich szerokiego spojrzenia na ka¿dym etapie samodzielnej ekspresji – w pracach seminaryjnych, licencjackich, magisterskich. Studentów historii sztuki jest coraz wiêcej i wielu z nich to „drugokierunkowcy”. Pani Agnieszka ubolewa mocno nad fatalnym, jej zdaniem, systemem studiów, który takie poszerzone studiowanie niezmiernie utrudnia.

Pani Agnieszka za naturalne uwa¿a³a znalezienie ¿yciowego partnera, który odpowiada³by wzorcom, jakie wynios³a z domu. Oboje z mê¿em, Jerzym Krzysztofem, tak¿e niedawno po habilitacji, pracuj± w tym samym instytucie, a do literackich tradycji rodziny przyby³a twórczo¶æ te¶cia, dr. Jerzego Bogdana Kosa, który jest lekarzem−poet±.

Jedenastoletni syn niezbyt chêtnie uczy siê gry na fortepianie (to nale¿y do kanonu mieszczañsko−inteligenckiego wychowania), ale z zapa³em s³ucha Wagnera.

Piotr Zab³ocki, m³odszy brat, równie¿ zrobi³ wielk± pêtlê, by zostaæ artyst± fotografikiem. Studiowa³ kierunki techniczne, dzi¶ uczy w Liceum Plastycznym w Gdyni m.in. przedsiêbiorczo¶ci i robi doktorat u prof. Dariusza Filara z historii ekonomii. Ze szwagrem czêsto i d³ugo dyskutuj± o fotografii artystycznej, któr± pan dr Kos tak¿e uprawia.

Dziedzicznym zobowi±zaniem jest prze¶wiadczenie lub raczej poczucie, niekoniecznie werbalizowane, ¿e trzeba studiowaæ, nale¿y pój¶æ drog± naukow± i warto byæ humanist±, choæ polonist± czy filologiem klasycznym byæ siê nie musi.

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje