Z niepokojem przyj±³em uwagê znanego uczonego historyka, kiedy¶ ministra edukacji, ¿e nie uznaje on nauk o kulturze fizycznej. Zna siê niew±tpliwie na tym, co jest mu bliskie, lecz nie pojmuje odrêbno¶ci ontologicznej nauk, w których historia kultury fizycznej jest uznan± w wymiarze ¶wiatowym poddziedzin±.
Uczeni s± wszêdzie tacy sami. Ró¿ne s± natomiast ich obiekty poznania. Nie ma uczonych lepszych czy gorszych, gdy¿ ka¿dy obiekt poznania wart jest swej nauki. Mówi siê w zwi±zku z tym, ¿e nauki s± poznawczo równowarte. Kto mówi inaczej, ten nie wie, co mówi. Ka¿dy uczony zna siê na jednym, ale nie zna siê na innym. Inni s± mu obcy przez to, ¿e interesuj± siê czym innym ni¿ on, a nadto osobliwo¶ci obiektów narzucaj± uczonym inny styl my¶lenia i stosowne sposoby ich poznania.
Osobliwym obiektem poznania jest cz³owiek: jako jedyny obiekt naturalny posiada zdolno¶æ rozumnego samostanowienia. Co wiêcej, istnieje ³±cznie z innym podmiotem, wytwarzaj±c przez to pojednanie spo³eczne ramy „istnienia−wspó³”. Fenomen wspó³istnienia w dzia³aniu generuje bowiem pole my¶li o sobie samym, z którego ka¿de ludzkie indywiduum pozyskuje wiedzê o sobie. Kolejna osobliwo¶æ poznania dotyczy wiêc sfery ontycznej cz³owieka, ulokowanej poza nim – jako kulturowa rzeczywisto¶æ (kultura bowiem, to my¶l cz³owieka o nim samym).
Ontologiczna osobliwo¶æ cz³owieka sprawia, ¿e uczeni – znawcy cz³owieka musz± zmierzaæ do zrozumienia sensu zmiany cz³owieka oraz uzasadnienia jej s³uszno¶ci, a¿ po uzasadnienie sensu istnienia po ludzku. Wobec tego w naukach o cz³owieku musz± zaznaczaæ swoj± obecno¶æ uczeni – wyja¶niacze przyczyny zmiany, tzn. t³umacze sensu zmiany cz³owieka i postulatorzy warto¶ci – uzasadniaj±cy, przez jakie dobro istnienie cz³owieka bywa s³uszne, a on sam staje siê sobie to¿samy. Uczeni ci tworz± kategoriê humanistów, czyli znawców tego, co wy³±cznie w³a¶ciwe cz³owiekowi.
Uczeni s± zatem wszêdzie tacy sami, ale tylko w ramach kategorii swej nauki. Co wiêcej, tylko jako teoretycy. Wspomagaj± innych uczonych jako technologów, ale nimi nie s±. Nie nale¿± tak¿e do kategorii humanistów, gdy¿ nie podejmuj± kwestii sensu i warto¶ci przyczynowej rzeczywisto¶ci. Z drugiej strony, technolodzy nie s± teoretykami, choæ bez kompetencji teoretycznej obyæ siê nie mog±. Kategorie nauk ró¿nicuj± wiêc uczonych, którzy musz± nawzajem uznaæ, ¿e charakterystyczny dla danej kategorii styl my¶lenia te¿ nale¿y do naukowej praxis. Ró¿ny sposób istnienia obiektów ró¿nicuje uczonych i zachêca ich do wdania siê w osobliwy dla metodologii ich nauk styl my¶lenia.
Pytanie o uczonych wymaga dedykowania im nauki o nich samych. Oczywi¶cie, nauki o nauce i uczonych istniej±. Cz³owiek – jako podmiot ¶wiadomy siebie – zawsze by³ taki sam w dociekaniu prawdy o sobie, lecz udziela³ sobie odpowiedzi na miarê istniej±cej i dostêpnej samowiedzy – zawsze ograniczonej ramami tej kultury poznania, z jakiej siê wywodzi³.
Poznaj±cy siebie uczeni s± niczym dzieci. Przestaj± byæ jak dzieci, kiedy udzielaj±c sobie odpowiedzi z wykorzystaniem wiedzy istniej±cej, wynosz± z niej wiedzê hipotetyczn±, by – w nastêpstwie uruchomienia z³o¿onej procedury empirycznego dowodzenia – wzmóc moc wyja¶niaj±c± teorii b±d¼ nawet j± odrzuciæ. Owszem, s± niczym dzieci – zawsze zawieszeni miêdzy zdziwieniem a przypuszczeniem – lecz tym od nich siê ró¿ni±, ¿e w dociekaniu prawdy o przyczynie s± upe³nomocnieni dwojako: metodologicznie i teoretycznie.
Uczony nie wszystko rozumie i nie wie wszystkiego o wszystkim. Miewa chroniczne problemy ze zrozumieniem przyczyny zaistnia³ych i istniej±cych faktów – intryguj±cych sw± powtarzalno¶ci± czy regularno¶ci± – jako prawid³owo¶ci. W³a¶nie poznanie przyczyny zmieniaj±cej siê ustawicznie rzeczywisto¶ci, bêd±ce w istocie jej zrozumieniem, wynosi uczonego do godno¶ci teoretyka.
Pozostaje pytanie, dlaczego cz³owiek docieka przyczyny siebie – zarówno ten my¶l±cy potocznie, jak i ten my¶l±cy naukowo, ów teoretyk wszystkiego. Cz³owiek rozumny pyta³ o przyczynê siebie, poniewa¿ nie pojmowa³, dlaczego jego istnienie jest przemijaniem ku nico¶ci. I nie ustaje w tym akcie bezinteresownego samopoznania, podszytego pierwotnie lêkiem egzystencjalnym, jakkolwiek odkry³, ¿e poznawanie przyczyny jest dla niego wielce po¿yteczne, poniewa¿ przysparza mu nad ni± w³adzy. Zmuszony do dzia³ania sprawczego, zapewniaj±cego zmiany celowe na miarê potrzeb i aspiracji, nie tylko dostrzeg³ teoriê jako potencjalne ¼ród³o wiedzy praktycznej, ale zacz±³ z jej twierdzeñ korzystaæ w odkrywaniu prawd o metodzie zmiany cz³owieka, prawd technologicznych.
Odkrycie teorii jako wtórnego ¼ród³a samowiedzy, zasobnego potencjalnie w prawdy praktyczne, wiod³o uczonych do uznania technologicznego stylu my¶lenia za naukowy, a samych technologów za epistemologicznych krewniaków teoretyków. Uczeni – znawcy cz³owieka powiêkszyli tym samym w³asne królestwo o now± kategoriê nauk. Odkryli, ¿e formu³owanie praw o przyczynie zmiany postulowanej (celowej) cz³owieka jest zale¿ne od ich zasobno¶ci w prawdy teoretyczne o tej przyczynie. Rozpoznaj±c zwi±zek miêdzy stanem technologii a zasobem teorii lepiej ni¿ kiedykolwiek w przesz³o¶ci, rozpoczêli wy¶cig w poszukiwaniu prawd podstawowych, by wykorzystaæ ich potencja³ zmianotwórczy w nowych technologiach i natknêli siê na sytuacje graniczne wywo³ywanych zmian. Dostrzegali zdumiewaj±ce skutki zmian celowych, tak¿e tych niepo¿±danych, lecz nie byli w stanie rozstrzygn±æ o s³uszno¶ci samych zmian oraz dobru zaprojektowanych narzêdzi.
Technologowie wymusili niejako wzmo¿on± aktywno¶æ autorytetów moralnych, humanistów – jakby czekaj±cych na swój moment dziejowy, a pozostaj±cych w wewnêtrznym sporze. Orbitale humanistów zaczê³y siê nak³adaæ na cyrkulacje my¶li technologów. Mêdrcy zostali niejako wci±gniêci do ¶rodka nauki technologicznej, by bezradnym i zagubionym szaleñcom z laboratoriów kreacji nowego cz³owieka wystawiæ certyfikaty humanistycznej przydatno¶ci ich projektów.
Nieoczekiwanie wzros³o zapotrzebowanie na prawdê o dobru. Trzeba by³o zapêtlenia aksjologicznego, w jaki popadli technolodzy, by uszanowaæ godno¶æ humanistów jako uczonych oraz uznaæ, ¿e odkrywanie prawd o dobru nale¿y do nauki w ¶cis³ym sensie. Nie znaczy to bynajmniej, ¿e usta³ spór o naukowo¶æ nauki, a byæ mo¿e w kontek¶cie spektakularnych odkryæ nauk podstawowych ponownie bêdzie wzbiera³a na sile niechêæ wobec uczonych my¶l±cych inaczej. My¶l±cym ¶ci¶le nale¿y wobec tego u¶wiadomiæ, ¿e uczeni spe³niaj± oczekiwania cz³owieka i ca³ej ludzko¶ci, kiedy poznaj±c cz³owieka, zyskuj± wiedzê o: a) przyczynie zmiany cz³owieka, b) metodzie zmiany postulowanej cz³owieka, c) warto¶ci zmiany celowej, która nadaje cz³owiekowi sens. Co sprawia, ¿e teoretyczny styl my¶lenia o cz³owieku czyni go samego rozumnym, technologiczny – roztropnym, a aksjologiczny – m±drym. Wielk± nie¶cis³o¶ci± wobec tego by³oby uznawanie wy³±cznie za naukowy styl my¶lenia ¶cis³y czy podstawowy. My¶lenie naukowe o cz³owieku, jako my¶lenie ¶cis³e, sprowadza siê tak¿e do projektowania metod zmian postulowanych i uzasadnieñ s³uszno¶ci zmian celowych cz³owieka. Wyja¶niæ przyczynê zmiany, postulowaæ cel zmiany, zaprojektowaæ metodê zmiany oraz uzasadniæ s³uszno¶æ zmiany celowej – oto czynno¶ci uczonego i czasowniki nauki, które nadaj± jego my¶leniu okre¶lony styl, a metodologii postêpowania badawczego stosownych osobliwo¶ci.
Wymienione style my¶lenia znajduj± zastosowanie w naukowym poznaniu sportowca. Mówimy o nim, bo to przypadek poznania niezwyk³y, lecz metodologicznie taki sam. Uczestnik ¿ycia sportowego aspiruje do uniwersalizmu prawdziwego i opowiada siê za tym samym modelem ¿ycia dla wszystkich – dokonuj±cego siê wed³ug tej samej idei dobra, a zawartej w humanizmie olimpizmu. Cz³owiek sportu podejmuje wiêc eksperyment kulturowy na oczach globalnej ludzko¶ci, wci±gaj±c do swej spo³eczno¶ci – zwanej rodzin± olimpijsk± – wszystkie narodowe i etniczne spo³eczno¶ci, zalecaj±c im bezwarunkowe przyjêcie jego idea³ów.
Kto by nie zechcia³ skierowaæ ku takiemu cz³owiekowi teleskopów naukowego ogl±du, ten pozostawi³by nieodpowiedzialnie lukê w samowiedzy. Kto natomiast ów fakt modernizmu olimpijskiego ignoruje i nadto pomniejsza lub o¶miesza starania innych, ten z prawd± pe³n± i aktualnie mo¿liw± siê rozmija. Kwestionowanie naukowo¶ci tych nauk, po³±czone z sugesti± ich instytucjonalnej likwidacji, doprasza siê zwrócenia uwagi uczonym, ¿e sportowiec te¿ jest cz³owiekiem. Kto natomiast ju¿ odkry³, jako uczony, cz³owieka sportu olimpijskiego, ten musia³ udaæ siê do rozja¶niaj±cych rozum ¼róde³ dostêpnych teorii lub zabra³ siê do tworzenia teorii sportu, by po latach dorobiæ siê nauk o sporcie.
Pos³ugujemy siê tym przyk³adem, gdy¿ pokazuje on naukê o cz³owieku jako spektakularne spotkanie uczonych, których na planie my¶lenia teoretycznego o sportowcu ³±czy idea przyczynowo¶ci, my¶lenia technologicznego – idea skutkowo¶ci oraz my¶lenia aksjologicznego – idea sensowno¶ci. Jest to konsekwencj± faktu, ¿e cz³owiek sportu uczestniczy w rygorystycznym eksperymencie naturalnym, polegaj±cym zw³aszcza na podejmowaniu systematycznej pracy, zwanej treningiem, w której ekstremalne obci±¿enia doprowadzaj± cz³owieka do granic fizycznej wytrzyma³o¶ci oraz na rygorystycznym stosowaniu siê do etosu uczciwego postêpowania z samym sob± i bezwarunkowego poszanowania godno¶ci drugiego sportowca, respektowania etosu czystej gry.
Warunkiem uzyskania wiedzy pewnej o sportowcu jest wszechstronna kompetencja metodologiczna. Poznaniu sportowca przys³uguje oczywi¶cie ten sam kanon metodologiczny, jaki dotyczy cz³owieka w ogólno¶ci, a uwzglêdniaj±cy osobliwo¶ci my¶lenia przyrodniczego, spo³ecznego i humanistycznego. G³oszenie pogl±du o odrêbno¶ci metodologicznej tych nauk to niedorzeczno¶æ, wynikaj±ca z niezrozumienia istoty poznania naukowego.
Trudno¶ci natury instytucjonalnej nasuwaj± siê z chwil± wyznaczania granic kompetencji uczonych w naukach o sporcie. Dotykaj± one po równo i przyrodników, i humanistów. Np. fizjolog cz³owieka mo¿e obraæ profil fizjologa sportu, a socjolog – socjologa sportu. Fizjolog sportu bêdzie nale¿a³ zatem o tyle do dziedziny nauk o sporcie, o ile, wdaj±c siê w wyja¶nianie przyczyny zmiany naturalnej cz³owieka, bêdzie respektowa³ spo³eczny kontekst jego przynale¿no¶ci jako sportowca do rzeczywisto¶ci kulturowej, ¿e my¶l±c o cz³owieku bêdzie mówi³ o sportowcu, a poznaj±c fizjologicznie sportowca, bêdzie pomna¿a³ teorie fizjologiczne cz³owieka.
Zniesienie przez fizjologa tego kontekstu oznacza³oby, ¿e rozpatrywany przypadek cz³owieka in abstracto lokuje go u podstaw poznania i tym samym czyni go fizjologiem ogólnym cz³owieka. Proponowane tu rozstrzygniêcie, zalecaj±ce przyrodnikom – wdaj±cym siê w poznawanie cz³owieka jako sportowca – ¶cis³e respektowanie tej normy, przysporzy im samym poczucia równowarto¶ci akademickiej, a samym naukom przyrodniczym o sporcie zapewni instytucjonalne istnienie w tej kategorii nauk.
Z kolei nauki o sportowcu, jako nauki spo³eczne i humanistyczne, zyskuj± wzglêdn± autonomiê, o ile obiektem ich poznania pozostaje cz³owiek jako sportowiec, a szerzej – uczestnik sportowej praxis. Trac± j±, kiedy obiektem poznania staje siê podmiot spo³eczny w ogólno¶ci, wyjêty z ram roli sportowca w³a¶nie.
Sportowy eksperyment na cz³owieku mo¿e byæ tak¿e ¼ród³em nowych pomys³ów dzia³ania sprawczego. Kto próbuje nowych sposobów zmiany cz³owieka w toku dzia³ania rutynowego, przetwarzaj±c je w dzia³anie autorskie o znamionach innowacyjnych, ten tworzy now± jako¶æ przyczynow± w warunkach kliniki roztropnego trenera i zarazem wstêpuje na technologiczny poziom poznania sportowca. Technologiem jeszcze nie jest, ale mo¿e nim zostaæ, kiedy swój projektuj±cy styl my¶lenia przeniesie w warunki laboratorium badawczego, pomno¿y samowiedzê teoretyczn± oraz nabêdzie kompetencji metodologicznej technologa−klinicysty. Technolodzy sportu wywodz± siê z praktyki, choæ do praktyki wracaj± po¶rednio, proponuj±c trenerom czynu pospolitego rozwi±zania optymalne. Obecne technologie sportu czerpi± z teoretycznego ¼ród³a poznania: biofizyki, biochemii i genetyki. Co jest nastêpstwem zapotrzebowania na rozwi±zania cudowne, przemieniaj±ce sportowca w nadcz³owieka, w wyniku stadionowej selekcji, lecz zarazem pozbawiaj±cego go sensu. Bez udzia³u humanisty ani teoretyk, ani technolog sportu kwestii sensu sportowego wyczynu podj±æ nie s± w stanie.
Pytanie, jak dalece zmienia siê natura sportowca w nastêpstwie przyjmowania w procesie treningu ró¿nych strategii obci±¿eñ, wpisuje siê w szerszy kontekst poznawczy, pozatechnologiczny, dotycz±cy granic zmienno¶ci natury ludzkiej i jej wytrzyma³o¶ci na przy³o¿one do niej ekstremalne si³y modyfikuj±ce. Jakie obci±¿enia treningowe doprowadzaj± sportowca do jego dopuszczalnej pe³ni – maksymalizuj± osi±gniêcia w kierunku przesuwania granic jego ostatecznych mo¿liwo¶ci – a jakie zapowiadaj± koniec sportowca jako cz³owieka?
Pytanie to otwiera w³a¶nie humanistyczn± perspektywê poznawcz±, w której znajduje zastosowanie normatywny styl my¶lenia o sportowcu. Na prowokacjê technologów i aroganck± uzurpacjê wolno¶ciow± praktyków sportu, mog± odpowiedzieæ w³a¶nie humani¶ci, zamkniêci jak zawsze w swoich ko³ach etyków, pedagogów, filozofów i oczywi¶cie historyków i pozostaj±cy w stanie niekoñcz±cego siê sporu o warto¶ci ¿ycia.
W poczuciu odpowiedzialno¶ci za dobro wspólne, na którym siê znaj± lepiej ni¿ inni (humanista z dobra ¿yje), wchodz± w rolê spo³ecznie u¿ytecznych autorytetów, wp³ywaj±cych na bieg sportowych zdarzeñ. Nauka o sporcie staje siê dobrem, o ile dobru cz³owieka sportu s³u¿y, umo¿liwiaj±c mu – dziêki wytworzonej samowiedzy – przemianê ku wy¿szej jako¶ci siebie. Jednak¿e warunkiem niezbêdnym relacji miêdzy my¶l± uczonego, odkryt± przez niego prawd± a przemian± w cz³owieczeñstwie sportowym, jest rygorystyczne stosowanie procedur poznania cz³owieka jako sportowca, uniwersalnego kanonu metodologicznego.