Zawsze lubi³em bazary, na których mo¿na kupiæ mnóstwo rzeczy niedostêpnych gdzie indziej albo kompletnie niepotrzebnych, ale mi³ych dla oka lub duszy, zdumiewaj±cych i bezsensownych, piêknych w swej ohydzie i cudownych w swej prostocie. Tak zwany intelektualista chêtnie kryje siê ze swymi ci±gotkami do bana³u i kiczu, ale podejrzewam, ¿e niejeden tylko udaje, ¿e takie rzeczy nic go nie obchodz±. Kiedy jednak nadarzy siê okazja i obok stoi stragan z pistoletami na kapiszony, koralikami z malowanego szk³a czy celofanowymi pi³kami na gumce, zatrzyma siê, ¿eby choæby przez chwilê syciæ wzrok tym, co go tak cieszy³o we wczesnym dzieciñstwie. Nie udawajmy, kicz i bzdura s± równie potrzebne jak wznios³e szczyty wysublimowanej teorii, s± niezbêdne dla oczyszczenia wzroku i wyprostowania karku wykrzywionego siedzeniem nad papierami.
Ba, w¶ród tych rzeczy krz±taj± siê ludzie, czê¶ciej pro¶ci ni¿ wykszta³ceni, którzy s± tak skomplikowani, ¿e ju¿ samo ich obserwowanie wystarczy za satysfakcjê z kupowania (je¶li ta czynno¶æ kogo¶ nie fascynuje). Te s³ynne za¶piewy: „Tu sie sprzedaje, tu sie kupuje, odejd¼ szczeniaku, bo cie opluje!”. „Przy tym towarze oko ¶ciemnieje, s±siad sie w¶cieknie, ¿ona zemdleje!”. „Puknij pan kogutka w ogonek, a wygrasz z³oty pier¶cionek! Stuknij pan perliczke w piczke, a wygrasz z³otom popielniczke!”
£za siê w oku krêci, bo takich bazarów ju¿ prawie nie ma. Zast±pi³y je – na prowincji – sklepy ze starociami, a w Internecie sklepy totalne, których g³ównym u nas przedstawicielem jest Allegro. Wybaczy Redaktor Naczelny, ¿e wymieniam tê nazwê, ale bynajmniej nie czyniê tego dla reklamy, lecz ze wzglêdów jêzykowych. Nazwa ta nies³usznie niektórym kojarzy siê z alergi±. Dla mnie jest to raczej ¼ród³o nowych s³ów, takich jak allegrowanie (sprzedawanie lub kupowanie), allegrowicz (sprzedaj±cy lub kupuj±cy, czêsto pisany wielk± liter±), a tak¿e zwi±zek z muzycznym allegro, które znaczy szybko, ¿ywo i przyja¼nie. Pyta znajomy znajomego: „Jeste¶ allegrowiczem? Allegrujesz?”
Zmy¶lny twórca bazarów internetowych, do których nie trzeba siê ruszaæ zza biurka, przewidzia³ i zastosowa³ wszystko, co zastêpuje targowisko, a nawet wprowadzi³ ochronê sprzedaj±cych i klientów. Wydawa³oby siê, ¿e przez wprowadzenie licznych rygorów utemperowa³ temperamenty, tak¿e z³odziejskie, ale to nieprawda. Przede wszystkim wprowadzi³ ciekawy system konwersacji, który polega na wystawianiu opinii. Wszyscy trzymaj± siê zasady, ¿e po ka¿dej udanej transakcji nale¿y dla partnera handlowego ustanowiæ komentarz, który potem bêdzie jego wizytówk±.
W komentarzach pojawiaj± siê typowe allegrowiczowskie sformu³owania, których nie spotkamy gdzie indziej: „Wszystko OK. Polecam tego Allegrowicza, szybka wp³ata, doskona³y kontakt, Wielki Pozytyw (i tu osiem wykrzykników)”. „Nie dajê temu cz³owiekowi pozytywa, gdy¿ czeka³em dwa tygodnie i towar (s³uchawki stereo) przyszed³ w podartym papierze, dlatego dajê negatywa z piêcioma minusami (i tu dziesiêæ wykrzykników)”. Na „negatywy” zwykle s± odpowiedzi w stylu: „Da³ mi negatywa, bo jako klient niepojêty nie rozumie, ¿e poczta tak dzia³a, a jak do cz³owieka mejlowa³em, to siê nie odzywa³ i teraz ¿±dania ma z choinki albo jeszcze gorzej”. Niektórzy otaczaj± opinie swoistym ornamentem ze znaków nieliterowych i takim ¶mietnikiem wyró¿niaj± je w¶ród innych komentarzy.
Ciekawy jest te¿ sposób zachwalania sprzedawanych przedmiotów. Tylko wyj±tkowo mo¿na spotkaæ poprawn± polszczyznê, interpunkcja nie istnieje, a strony z towarami s± przygotowywane gorzej ni¿ po amatorsku. To takie stragany w³a¶nie, na których panuje ba³agan estetyczny i – pozornie – my¶lowy. Zdawa³oby siê, ¿e ludzie ci przygotowuj± swoje witryny lew± nog±, ¿e s± prymitywni i g³upi. Ale to znowu nieprawda. Je¶li siê do takiej osoby napisze e−mail albo zatelefonuje, okazuje siê, ¿e jest to osoba ca³kiem rozgarniêta i nieraz wykszta³cona, która traktuje kontrahenta powa¿nie, z szacunkiem, a nawet mówi sk³adnie i ³adnie. Zastanowi³a mnie ta rozbie¿no¶æ miêdzy „stron± zewnêtrzn±” tych ludzi, ujawnian± w postaci owych paskudnych witryn, a ich ca³kiem przyzwoit± „stron± wewnêtrzn±”, któr± mo¿na poznaæ w kontaktach osobistych.
Z pewno¶ci± wielu rzeczywi¶cie nie umie pisaæ i nie ma pojêcia o reklamie, ale chyba przewa¿aj± tacy, którzy celowo dostosowuj± siê do stylu internetowego bazaru. Tu nie wypada szafowaæ elegancj±, interpunkcj±, bo to mo¿e raziæ. Tak jak w internetowych forach dyskusyjnych poprawna ortografia jest uwa¿ana za przejaw z³ego smaku i sygna³ nieszczero¶ci, tak tu artystyczny wystrój opisu sprzedawanego obiektu mo¿e byæ odczytany jako podejrzany manewr, który ma za zadanie wyprowadziæ klienta w pole. Przejmowanie wzorów usytuowanych w kulturze najni¿szej jest rodzajem gry, maj±cej na celu zwiêkszenie zaufania, przyci±gniêcia uwagi. Potencjalny klient ze sfer intelektualnych do¶æ szybko siê do tego przyzwyczaja, bo to dzia³a jak ów ¶piewny, poetycki gwar na placu ze straganami. A nawet zaczyna mu siê to podobaæ i wraca na strony tego bazaru, ¿eby siê przyjrzeæ rzeczom dziwacznym, których tu nie brak, i obyczajom, które tak szybko okrzep³y, sta³y siê nowym standardem.