Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Chcia³abym jak najszybciej wprowadziæ zdecydowanie lepsze wykorzystanie grantów celowych i rozwojowych oraz inicjatyw technologicznych. Trzeba te¿ zmieniæ prawo tak, aby podjêcie ryzyka wdro¿eñ by³o du¿o mniejsze.

Znacznie wy¿sze wymagania

Rozmowa z prof. Mari± Or³owsk±,

sekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wy¿szego

Chcia³em na pocz±tek nawi±zaæ do w±tku osobistego. ¯y³a Pani, pracowa³a, odnosi³a sukcesy poza Polsk±, g³ównie w Australii, prawie 25 lat. Dlaczego zostawi³a Pani tamto ¿ycie i wróci³a do kraju? Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, a ostatnio tak¿e Ministerstwo Nauki, zachêcaj± i wspieraj± powroty polskich naukowców z zagranicy. Czy Pani jest takim w³a¶nie przypadkiem? Ale zacznijmy od pocz±tku, dlaczego Pani wyjecha³a?

– Wyjechali¶my z mê¿em jako m³odzi naukowcy w pa¼dzierniku 1981 roku, a wiêc wówczas, gdy po wybuchu demokratyzacji zwi±zanej z „Solidarno¶ci±” panowa³ ju¿ niepokój spo³eczny i by³o wiadomo, ¿e szykuje siê przesilenie. Tak siê z³o¿y³o, ¿e zaproponowano nam wówczas bardzo ciekawy kontrakt w Republice Po³udniowej Afryki. Planowali¶my, ¿e bêdzie to wyjazd tylko na rok. Stan wojenny zasta³ nas w Austrii, sk±d ju¿ bezpo¶rednio pojechali¶my do po³udniowej Afryki. I tak zaczê³a siê nasza ¿yciowa przygoda ze ¶wiatow± nauk±. W RPA bardzo ciekawie siê rozwinê³a nasza kariera naukowa i pierwszych piêæ lat spêdzili¶my z mê¿em w³a¶nie w tym kraju. Byli¶my m³odzi, pe³ni entuzjazmu, dobrze wykszta³ceni, po doktoratach zrobionych w Polsce. M±¿ jest z wykszta³cenia matematykiem teoretykiem, ale wobec braku zapotrzebowania na tê specjalno¶æ oboje zajmowali¶my siê computer science, czyli informatyk±. Mieli¶my dobre stanowiska i pensje w Commonwelth Scientist Industrial Research. Za to trzeba siê by³o nauczyæ dobrze jêzyka, zupe³nie innego ¿ycia i innego podej¶cia do pracy. Po³udniowa Afryka nie by³a jednak naszym celem. W miêdzyczasie mieli¶my kilka ofert pracy z Kanady i USA, zastanawiali¶my siê te¿, czy nie wróciæ do Polski, ale mieli¶my wówczas wiele obaw, bo w latach 1985−86 Polska nadal by³a niestabilna, a szanse rozwoju zawodowego, co by³o dla nas niezmiernie wa¿ne, bardzo niewielkie.

I co zadecydowa³o o wyborze i dalszych losach?

– Mo¿na chyba powiedzieæ, ¿e przypadek. Dosta³am wówczas bardzo ciekaw± propozycjê z Australii, aby pojechaæ tam z cyklem wyk³adów. Ju¿ na miejscu zaproponowano, bym zosta³a na d³u¿ej. Spo¶ród kilku ofert wybra³am uniwersytet w Queensland, bardzo wysoko notowany na ¶wiecie – od lat w pierwszej 50, a najwy¿sza jego pozycja to bodaj 38. miejsce. M±¿ dosta³ pracê w innym uniwersytecie w tym samym mie¶cie. Pocz±tki by³y trudne, ale ¶rodowisko bardzo przyjazne. Nigdy – i w RPA, i w Australii – nie czu³am siê cz³owiekiem drugiej kategorii czy w jaki¶ sposób niedowarto¶ciowana. Wrêcz przeciwnie, tam ocenia siê wiedzê i umiejêtno¶ci. Czu³am siê wiêc doskonale. Mia³am du¿o szczê¶cia i uda³o mi siê zbudowaæ ¶wietn±, dobrze finansowan± grupê naukow±. Profesorem zosta³am w Australii w 1990 roku. To by³o troszeczkê na kredyt, po to w³a¶nie, ¿eby zachêciæ. To jest pierwsza ró¿nica naszych systemów. By³am pe³na energii, ale i w±tpliwo¶ci, czy sobie poradzê. Okaza³o siê, ¿e da³am sobie radê i odnios³am ze swoj± grup± naukow± znacz±ce sukcesy. Brzmi to mo¿e nieskromnie, ale tak by³o. Mój wk³ad polega³ przede wszystkim na organizacji i motywacji zespo³u, ale ta praca by³a doceniana. W wielkiej firmie SAP, zajmuj±cej siê rozproszonymi systemami du¿ej skali, opracowuj±cej software dla banków, firm ubezpieczeniowych, uniwersytetów, zosta³am starszym konsultantem, co by³o ogromnym wyró¿nieniem. Pó¼niej pe³ni³am w Australii mnóstwo innych funkcji naukowych i doradczych.

Zosta³a te¿ Pani cz³onkiem Australijskiej Akademii Nauk.

– Tak i uwa¿am to za ogromny sukces. ¯eby dostaæ siê do australijskiej akademii, trzeba mieæ nie tylko odpowiedni dorobek, ale i rekomendacje 20 cz³onków ¶wiatowych akademii nauk. Trzeba byæ rozpoznawalnym i docenianym na ¶wiecie, ¿eby to osi±gn±æ. Sama procedura nominacji jest do¶æ skomplikowana i okre¶lana mianem bardzo w±skich drzwi (very narrow door) – np. je¶li przez piêæ lat nie uzyska siê ostatecznej nominacji, to trzeba odczekaæ kolejnych piêæ. By³am tam pierwsz± kobiet± w sekcji computer science.

Dlaczego zatem, maj±c wysok± pozycjê naukow±, postanowi³a Pani wróciæ do kraju?

– Mimo ¿e mia³am w Australii doskona³e warunki zawodowe i finansowe, tak¿e w postaci tzw. top us, czyli specjalnych dodatków, by³am doradc± rektorów, mia³am wp³yw na strategiê australijskiej nauki i rozdzia³ grantów, to jednak przez te wszystkie lata zastanawia³am siê, co dalej? Czy to wszystko mnie satysfakcjonuje? I naprawdê têskni³am za Polsk±. Do kraju przyje¿d¿a³am regularnie, co najmniej dwa razy w roku. Przelecia³am miêdzy Polsk± a Australi± przynajmniej 60 razy i powoli dostawa³am alergii na widok samolotu. Do powrotu przygotowywa³am siê przynajmniej przez piêæ ostatnich lat pobytu. Na fali tych przygotowañ zrobi³am w Polsce habilitacjê. Tam nie by³a mi ona do niczego potrzebna. By³am profesorem z licz±c± siê pozycj± i nawet moi koledzy nie bardzo rozumieli, o czym mówiê. Habi… what? – pytali. Ale wiedzia³am, ¿e tu bez habilitacji by³abym nikim. Nie mog³abym nawet promowaæ doktorów, pomimo ¿e w Australii wypromowa³am ich 36. Habilitacjê zrobi³am w Instytucie Podstaw Informatyki PAN, spe³niaj±c wszystkie kolejne wymogi tylko po to, ¿eby móc funkcjonowaæ w polskim ¶rodowisku naukowym.

Ale Centralna Komisja otworzy³a ¶cie¿kê przyznawania tytu³u profesora bez habilitacji w³a¶nie dla powracaj±cych z zagranicy profesorów z dorobkiem.

– Byæ mo¿e sta³o siê tak ostatnio, ale w latach 2002−03 o takiej mo¿liwo¶ci nie s³ysza³am, a kiedy rozmawia³am z potencjalnymi pracodawcami, mówiono mi, ¿e bez habilitacji, pomimo du¿ego do¶wiadczenia, nie s± zainteresowani moj± osoba, bo nie bêdê siê liczyæ do minimów kadrowych czy punktów w algorytmie. To mo¿e wielu zaskoczy, ale dla mnie habilitacja by³a wielk± przyjemno¶ci±, choæ ca³y proces trwa³ do¶æ d³ugo, bo prawie dwa lata. Zebra³am swój dorobek, zosta³ on zrecenzowany, posz³am na kolokwium i odby³am przemi³± rozmowê. Pamiêtam ten dzieñ jako jeden z daj±cych najwiêksz± satysfakcjê w ¿yciu. Teraz staram siê o uzyskanie tytu³u profesora, znów przechodz±c wszystkie procedury.

Przetacza siê obecnie przez polsk± prasê szeroka dyskusja, w której padaj± sformu³owania o anemii polskiej nauki i betonie w uczelniach. Czy z perspektywy miêdzynarodowej polska nauka jest rzeczywi¶cie s³aba?

– Trudno odpowiedzialnie pokusiæ siê o tak± generalizacjê. Jest wielu polskich uczonych i zespo³ów naukowych licz±cych siê w nauce ¶wiatowej. Ale generalnie nie jest dobrze. Wystarczy popatrzeæ na miejsca w miêdzynarodowych rankingach b±d¼ zapytaæ o najwa¿niejsze nagrody czy wybitne osi±gniêcia na poziomie ¶wiatowym. Wymieniane s± pojedyncze przypadki.

Ale czy miêdzynarodowe rankingi s± obiektywne i rzeczywi¶cie co¶ pokazuj±? Polskie uczelnie wypadaj± w nich kiepsko, najlepsze plasuj± siê na odleg³ych miejscach. Jednak przyjête tam kryteria s± bardzo dyskusyjne, premiuj± wielkie uczelnie zatrudniaj±ce noblistów. To przecie¿ nie ¶wiadczy o poziomie absolwentów czy wynikach naukowych we wszystkich dziedzinach. W rankingu szanghajskim a¿ 50 proc. oceny to s³abo weryfikowalna kategoria presti¿. Nawet trudno powiedzieæ, czy ktokolwiek z Europy ¶rodkowej mia³ szansê braæ udzia³ w ankiecie i odpowiadaæ na pytanie o swój subiektywny ranking presti¿u.

– To prawda, kryteria zawsze budz± emocje i trudno, zw³aszcza na pocz±tku, wypracowaæ obiektywne miary. Jedn± z pierwszych moich zagranicznych podró¿y, ju¿ jako wiceministra, by³a w styczniu tego roku podró¿ do Tokio, gdzie w ramach OECD dyskutowali¶my, jak stworzyæ mo¿liwie obiektywny miêdzynarodowy ranking uczelni. Na badania pilota¿owe przeznaczono 3 miliony euro i w tej chwili w kilku ró¿nych o¶rodkach trwaj± prace nad zasadami takiego rankingu.

Jak zatem zdefiniowa³aby Pani podstawowe przyczyny s³abo¶ci naszej nauki?

– Dwa podstawowe problemy to poziom finansowania i funkcjonuj±ce w naszej nauce nie najlepsze mechanizmy. W krajach wysoko uprzemys³owionych na naukê id± wielokrotnie wiêksze pieni±dze ni¿ u nas, w zwi±zku z tym i rezultaty naukowe osi±gn±æ nieporównanie ³atwiej. U nas natomiast nauka jest niedofinansowana, a pieniêdzy zdecydowanie brakuje. Nasz resort bêdzie robi³ wszystko, ¿eby te ¶rodki zwiêkszyæ, ale nie na zasadzie g³o¶nego zg³aszania potrzeb i przekonywania, ¿e same pieni±dze poprawi± sytuacjê. Tak do niczego nie dojdziemy. Musimy najpierw wypracowaæ za³o¿enia reformy, pokazaæ potencja³ i wizjê, a dopiero wtedy prosiæ o pieni±dze. Z drugiej strony uwa¿am jednak, ¿e te ¶rodki, które s±, powinni¶my znacznie lepiej wykorzystywaæ. Ale ¿eby by³o jasne – ta ko³dra jest zdecydowanie za krótka i pieni±dze na naukê oraz wdro¿enia musz± byæ wiêksze. Pracujemy bardzo intensywnie nad zasadami reformy opartej na wielu przyk³adach dzia³añ ¶wiatowych, która bêdzie wprowadzaæ mechanizmy usprawniaj±ce wiele obszarów.

Porozmawiajmy zatem o tych potrzebnych mechanizmach. Czy powinny byæ podobne do mechanizmów funkcjonuj±cych w systemie australijskim, szerzej: miêdzynarodowym, i inne od dzia³aj±cych obecnie? Co powinni¶my zmieniæ?

– Na ca³ym ¶wiecie pracownik naukowy mo¿e pracowaæ tylko na jednym etacie. To fundament. Je¶li pracuje w uniwersytecie, w umowie o pracê ma okre¶lone, ¿e 50 proc. czasu pracy to nauczanie, 40 proc. – prowadzenie badañ, a 10 proc. – dzia³alno¶æ administracyjna. Tego wymaga siê w ramach pensji. Po ka¿dym roku pracownik jest naprawdê solidnie rozliczany ze wszystkich tych aspektów. Pieni±dze na badania naukowe zdobywa przede wszystkim w specjalnych agencjach badawczych – w przypadku Australii jest to Australian Research Council – gdzie sk³ada siê wnioski do otwartego miêdzynarodowego konkursu. Stoj±cym na pocz±tku drogi naukowej dyrekcja instytucji zapewnia dodatkowe ¶rodki na zatrudnienie jednej czy dwóch osób „robi±cych naukê”. Co roku ka¿dy pracownik naukowy jest rozliczany z tego, ile pieniêdzy zdoby³ w zewnêtrznych konkursach. Przy czym ze ¶rodków na badania naukowe nie mo¿e wzi±æ ani dolara na w³asne wynagrodzenie – ma to op³acone w pensji podstawowej. Mo¿e za to zatrudniæ z tych ¶rodków dodatkowe osoby, np. na sta¿ach podoktorskich. Wiem, ¿e z polskiej perspektywy brzmi to jak bajka, ale na ¶wiecie to norma.

A jaki mechanizm wymusza na uczelniach nastawienie na osi±ganie znacz±cych wyników naukowych i tak ostr± motywacjê pracowników?

– Co roku ka¿da uczelnia jest rozliczana z wyników naukowych przy pomocy kilku prostych wska¼ników: jako¶ci publikacji (ale nie z listy filadelfijskiej, lecz z tzw. krótkiej top listy), liczby doktorantów (w tym tych, którzy poszli w ¶wiat i tych, którzy zostali przyjêci), a przede wszystkim z pieniêdzy, które uda³o siê ¶ci±gn±æ w konkursach grantowych. Na podstawie tych wska¼ników ministerstwo nauki okre¶la kolejne bud¿ety uczelni. Nie ma te¿ sta³ego zatrudnienia w uczelni. Pojêcie tenure dzi¶ ma bardzo ograniczony zakres, niemal nie istnieje, a ogromna wiêkszo¶æ pracowników zatrudniona jest na kilkuletnich kontraktach. To powoduje, ¿e ka¿dy, kto ma wyniki wyra¼nie gorsze od pozosta³ych, wypada z gry. Nie ma takiej mo¿liwo¶ci, jak w Polsce, ¿e kto¶ zdobywa habilitacjê czy profesurê i ma dziêki temu zapewnion± pracê do emerytury, mo¿e wiêc robiæ niewiele albo zgo³a nic. W nauce ¶wiatowej panuje nieustaj±ca konkurencja. O jedno stanowisko stara siê kilkana¶cie lub kilkadziesi±t osób. Jêzyk angielski jest absolutn± podstaw±. Wnioski o granty sk³ada siê w konkurencji miêdzynarodowej. Dorobek kandydata czy rezultaty badañ nie s± oceniane przez lokalne ¶rodowisko, ale zawsze przez ¶rodowisko miêdzynarodowe. Te wszystkie zasady musz± zago¶ciæ tak¿e w polskiej nauce. To one wymuszaj± konkurencyjno¶æ nauki danego kraju.

Coraz wiêcej zwolenników zyskuje koncepcja okrêtów flagowych, czyli jednostek, które mia³yby byæ lepiej finansowane, aby móc konkurowaæ w nauce ¶wiatowej, a byæ mo¿e wrêcz poci±gn±æ do przodu polsk± naukê i szkolnictwo wy¿sze. Pocz±tkowo mia³y to byæ najlepsze uczelnie, ale ostatnio mówi siê raczej o wydzia³ach lub najlepszych zespo³ach badawczych. Na razie w liczbie kilku.

– Koncepcja flag ships jest znana na ca³ym ¶wiecie od wielu lat i u¿ywa siê tego terminu zarówno w stosunku do projektów, kierunków czy wydzia³ów, jak i ca³ych uniwersytetów. Oznacza ona wyj±tkowo elitarne ¶rodowiska, które maj± niekwestionowane osi±gniêcia. W Polsce rozproszenie ¶rodków jest gigantyczne – finansowanych jest blisko 800 jednostek prowadz±cych badania. Jest oczywiste, ¿e w tej sytuacji nie mo¿na dobrze finansowaæ wszystkich i trzeba to finansowanie zró¿nicowaæ, skupiaj±c siê na najlepszych. Tê rolê spe³nia w du¿ej mierze kategoryzacja jednostek. Pytanie o okrêty flagowe jest pytaniem o to, czy powinna byæ wy³oniona jeszcze wê¿sza elita i czy powinno to dotyczyæ tylko nauki, czy tak¿e dydaktyki? Moim zdaniem, powinni¶my wy³oniæ takie najlepsze jednostki i zdecydowanie lepiej je finansowaæ, ale te¿ postawiæ im znacznie wy¿sze wymagania, nawi±zuj±c do tych miêdzynarodowych zasad, o których mówili¶my: jednoetatowo¶ci, konkursów, zatrudniania kontraktowego czy miêdzynarodowej oceny. Na pocz±tek takich jednostek powinno byæ kilka.

Jest Pani odpowiedzialna w ministerstwie za kwestie zwi±zane z innowacyjno¶ci±, wspó³prac± nauki z gospodark± i kwestiami zagranicznymi, w tym umiêdzynarodowieniem studiów. We wszystkich tych dziedzinach Polska na tle innych krajów europejskich, mówi±c delikatnie, nie wypada najlepiej.

– Niestety, to smutna prawda. Je¶li chodzi o wspó³czynnik innowacyjno¶ci – w sk³ad którego wchodz± m.in.: liczba patentów i wdro¿eñ, eksport na g³owê mieszkañca – stawia on nas na ostatnim miejscu w¶ród 25 pañstw Unii (analizy robiono jeszcze przed wst±pieniem Bu³garii i Rumunii), a w innym ujêciu – na szóstym od koñca w¶ród 32 europejskich krajów. To, co chcia³abym jak najszybciej wprowadziæ, to zdecydowanie lepsze wykorzystanie grantów celowych i rozwojowych oraz inicjatyw technologicznych. Powinien to byæ ci±g dotycz±cy jakiego¶ pomys³u: grant badawczy, pó¼niej rozwojowy, a nastêpnie celowy. Pracujemy nad popraw± jako¶ci wniosków w tym zakresie. Chcemy te¿ powierzyæ nowe zadania Departamentowi Innowacji i Wdro¿eñ oraz wzmocniæ zespo³y zajmuj±ce siê zagadnieniami gospodarczymi. Du¿e nadzieje pok³adam w rozpoczynaj±cych dzia³alno¶æ Narodowym Centrum Badañ i Rozwoju oraz Krajowym Programie Badañ i Rozwoju.

My¶lê, ¿e istotne jest nie tylko motywowanie naukowców, ale wspó³praca z Ministerstwem Gospodarki i Ministerstwem Finansów. Trzeba tak zmieniæ prawo, aby podjêcie ryzyka wdro¿eñ by³o du¿o mniejsze. Musimy te¿ u³atwiæ ma³ym i ¶rednim przedsiêbiorstwom – bo takie dominuj± w naszej gospodarce – korzystanie z innowacyjno¶ci poprzez urealnienie kryteriów zapisanych w ustawie o innowacyjno¶ci. I zachêciæ gospodarkê do wspó³finansowania badañ. Kierunków dzia³ania i zadañ jest bardzo wiele.

Wielk± szans± jest te¿ fakt, ¿e mamy do wykorzystania ogromne pieni±dze, rzêdu 4,2 mld euro przez siedem lat, m.in. w ramach programów operacyjnych: Innowacyjna Gospodarka, Infrastruktura i ¦rodowisko oraz Kapita³ Ludzki.

Wyra¼nie widaæ nowe inicjatywy i przesuniêcie akcentów w kierunku badañ stosowanych, ale najskuteczniejsze mechanizmy to mechanizmy finansowe. Uda siê tym razem przekonaæ ministra finansów do wprowadzenia ulg finansowych dla inwestuj±cych w B+R?

– Takie mechanizmy funkcjonuj± w wielu krajach i tak¿e my musimy zrozumieæ, ¿e ulga w podatku to tak naprawdê inwestycja. Mam nadziejê, ¿e siê uda. Przy pomocy nowych mechanizmów i pieniêdzy przeznaczonych na naukê jeste¶my w stanie zachêciæ do podejmowania badañ mog±cych mieæ zastosowanie praktyczne, id±cych w kierunku wdro¿eñ – i mamy ju¿ takie programy: choæby Kreator Innowacyjno¶ci czy Patent Plus – ale bêdziemy wypracowywaæ ca³y zespó³ zachêt i regu³ wspieraj±cych innowacyjno¶æ i du¿o intensywniejsz± wspó³pracê nauki i gospodarki.

Rozmawia³ Andrzej ¦wiæ
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje