Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje





Lepiej przeznaczyæ pieni±dze na bazê, na naukê „czyst±”, bo to i taniej, i gwarancja, ¿e to, co siê zrobi, jest oryginalne i nowe.

Nauka a technologia

Tomasz Goworek

Termin „nauka” jest w jêzyku polskim wyj±tkowo wieloznaczny. Nauka pisania i czytania. Nauka jêzyków obcych. Nauki spo³eczne. Nauki przyrodnicze. Je¶li wiêc dyskutuje siê o nauce, trzeba najpierw dok³adnie zdefiniowaæ, co mamy na my¶li, o czym w³a¶ciwie dyskutujemy. Pewnie ³atwo wy³±czyæ z tematu dyskusji nauczanie, przyswajanie, ale nawet po takim ograniczeniu polski termin „nauka” obejmie nadal trzy dziedziny, które tylko czê¶ciowo siê zazêbiaj±:

• nauka w sensie science (nauka „czysta”?), która zajmuje siê odkrywaniem praw przyrody, ustalaniem podstawowych zale¿no¶ci;

• technika, czyli poszukiwania, co z tego, co odkry³a nauka, da siê zastosowaæ w celu praktycznym;

• technologia, czyli jak przekszta³ciæ propozycjê techniki w u¿yteczne urz±dzenie, które by³oby niezawodne, trwa³e, da³o siê produkowaæ w wielu egzemplarzach i jak najmniejszym kosztem.

W literaturze anglojêzycznej u¿ywa siê okre¶lenia science and technology, czyli jakby redukuje siê te dziedziny do dwu, bo te¿ technika, która nie ma szans przej¶cia na etap technologii, nie ma wiêkszego znaczenia.

W takiej klasyfikacji punkt pierwszy nie obejmuje tzw. nauk humanistycznych. Te nale¿a³oby zaliczyæ do osobnej klasy „dyscyplin protokolarnych”, gromadz±cych i wi±¿±cych zdarzenia jednostkowe, podczas gdy science dotyczy zjawisk sprawdzalnych, powtarzalnych. Nie chcê absolutnie deprecjonowaæ humanistyki, przeciwnie, uwa¿am j± za bardzo wa¿n±, ale jest to po prostu co innego ni¿ science.

To mo¿e byæ bomba

Istnieje zwi±zek miêdzy science a technology, ale nie ma wzajemnego zastêpowania siê. Technologia korzysta z nauk ¶cis³ych, ale ich nie tworzy ani nie zastêpuje. Ludzie nauki za¶ nie nadaj± siê na technologów. Byli sobie dwaj panowie E: Einstein i Edison. Czy mo¿na sobie w ogóle wyobraziæ, ¿e Einstein co¶ wynalaz³? Co¶ „wdro¿y³”? Nawet zapalniczki do fajki, któr± pali³, te¿ by nie wymy¶li³. Edison niczego nie odkry³, nie sformu³owa³ nowego prawa przyrody, by³ geniuszem techniki i technologii. ¯arówka zrewolucjonizowa³a nie tylko o¶wietlenie, ale i nasze ¿ycie codzienne. ¯e przy przep³ywie pr±du wydziela siê ciep³o, wszystkim by³o wiadome od dawna. Problem tylko, jak to wykorzystaæ: jak zbudowaæ urz±dzenie trwa³e, niezawodne, jak wyprodukowaæ co¶, co za grosze da siê sprzedaæ ju¿ nie w milionach, ale miliardach sztuk.

Nauka (science) jest niestety czêsto nieprzewidywalna. Dziewiêædziesi±t piêæ procent produkcji nauk ¶cis³ych (a mo¿e 99 proc.?) nigdy nie znajdzie zastosowania praktycznego. Ale te kilka procent prowadz±ce do zastosowañ, zwróci z nawi±zk± wydatki na ca³± naukê. Odkrywa siê te prawa, które da³y siê odkryæ. Bardzo czêsto przypadkiem. Je¶li co¶ by³o z góry do przewidzenia, to nie jest odkrycie, tylko potwierdzenie rzeczy znanych lub spodziewanych. Gdyby w koñcu XIX wieku og³oszono konkurs na sposób obserwacji wnêtrza organizmu ludzkiego, zaowocowa³by pewnie przemy¶ln± mechanik±, superendoskopami. Nie odkryto by w ten sposób promieni X. Trzeba by³o je najpierw odkryæ przypadkiem, w jakich¶ ma³o ciekawych wy³adowaniach elektrycznych w gazie, ale gdy ju¿ odkryto, to zaledwie w kilka miesiêcy pó¼niej zastosowano przy sk³adaniu z³amanej rêki.

Emigrant z Pomorza robi³ w Kalifornii wielce wydumane badania: jak± prêdko¶æ ¶wiat³a zmierzy przyrz±d, który jest w ruchu. Panie Michelson, no i po co to komu? Kto w roku 1881 móg³ doceniæ wagê takich eksperymentów? Ot, w s±siednim stanie Nevada, w tym¿e roku, dentysta Holiday i szeryf Earp wystrzelali klan Clantonów, to jest interesuj±ce (i mo¿na na tym zarobiæ pieni±dze, jak zostanie wynalezione kino). Potem przychodzi jaki¶ Einstein i próbuje zinterpretowaæ te nie¿yciowe eksperymenty. Co¶ przelicza z uk³adu A do uk³adu B i gdzie¶ po drodze okazuje siê, ¿e E=mc2. I to ju¿ mo¿e byæ bomba (np. atomowa).

Technologii przewa¿nie nie interesuj± wielkie odkrycia, zw³aszcza in statu nascendi. Badania podstawowe musz± byæ najpierw dobrze rozwiniête, bo znaczenie praktyczne miewa jaki¶ szczególik, drugorzêdny detal zjawiska, który pojawi siê w trakcie badañ „czystych”. Owo znane wszystkim E=mc2 wcale nie prowadzi automatycznie do czerpania energii j±drowej. To jest mo¿liwe dziêki zupe³nie nieistotnemu dla nauki drobiazgowi: na jeden „zu¿yty” przy rozszczepieniu neutron przypada wiêcej ni¿ jeden nowy – to daje reakcjê ³añcuchow±. Ale kto¶ to musia³ najpierw zauwa¿yæ (a jeszcze wcze¶niej odkryæ, ¿e j±dro da siê rozszczepiæ), prowadz±c badania z gatunku czystej sztuki. Odczytniki ciek³okrystaliczne opanowa³y ¶wiat: zaczê³o siê od zegarków, kalkulatorów, a dzi¶ – ekrany telefonów komórkowych, telewizorów i monitorów. Ale kto¶ musia³ odkryæ, ¿e ciek³e kryszta³y s± na ¶wiecie. Odkryto je sto lat temu z ok³adem, nie wiedz±c, jakie ich w³asno¶ci bêd± przydatne; nikt wtedy nie my¶la³, ¿e orientacja moleku³, taka czy owaka przezroczysto¶æ w okre¶lonych warunkach, mog± siê na co¶ przydaæ.

Stragan i moloch

Dysponenci kasy, je¿eli ju¿ decyduj± siê na sfinansowanie czego¶, to najchêtniej widz± wsparcie technologii, bo wydaje im siê, ¿e st±d ju¿ krótka droga do zwrotu nak³adów. Jest to z³udzenie. Jeste¶my daleko w tyle. Trzeba goniæ ¶wiat. Ta czê¶æ Europy zawsze by³a nieco w tyle, nieco spó¼niona; taki gradient kultury z zachodu na wschód. Od okresu miêdzywojennego przynajmniej dystans siê nie powiêksza³, jako tako siê to trzyma³o, a potem zatrzymali¶my siê ca³kiem. W latach 80. pañstwo ludowe, zipi±ce pod ciê¿arem wy¶cigu zbrojeñ i bez³adnej „planowej” gospodarki, mia³o si³y ju¿ tylko na uganianie siê za opozycj±, w latach 90. Rzeczpospolita dostrzeg³a przysz³o¶æ kraju w straganiarstwie. Takie maleñkie, maleñkie przedsiêbiorstwa... A te ¶wiata technologii nie dogoni±. Dystans nie jest do odrobienia z wielu powodów:

Technologia to trzecie piêtro w ³añcuchu badañ. Nie mo¿na budowaæ zaczynaj±c od trzeciego piêtra. Musi wpierw istnieæ baza w postaci nauki „czystej”.

Postêp technologiczny jest bardzo drogi. ¦wiat jest otwarty, cokolwiek opracujemy, musi stan±æ do konkurencji z najwiêkszymi i najbogatszymi firmami ¶wiata. Stan±æ do konkurencji i w dodatku j± wygraæ. Mamy szanse? Nawet najwiêksze koncerny nie wytrzymuj± kosztów i musz± siê ³±czyæ w jeszcze wiêksze molochy (s³owo „moloch” zrobi³o u nas karierê, jako ohydne przeciwieñstwo ukochanego straganu). Otwar³szy siê na ¶wiat stanêli¶my tym samym do wy¶cigu. Gdyby¶my siê z powrotem zamknêli, odizolowali, to wtedy i nowy model sochy by³by sukcesem. Tylko co dalej?

Nauka (science) jest jawna. Cokolwiek kto zrobi³, szybko publikuje, inni zaraz wiedz±, co zosta³o zrobione i nie potrzebuj± wywa¿aæ otwartych drzwi. Z technologi± jest inaczej – gdy ju¿ widaæ, ¿e co¶ siê ¶wiêci, to nikt wyników nie udostêpni, nie bêdzie przecie¿ pomaga³ konkurencji. Do kosztów badañ trzeba by jeszcze doliczyæ koszta szpiegostwa przemys³owego...

Je¿eli w kraju jest przemys³ o zaawansowanej technologii, to sam wysup³a grosz na dostêp do nowinek naukowych. U nas sytuacja jest zgo³a absurdalna, nieznana na ¶wiecie: to przemys³ ¿±da pieniêdzy z puli na naukê. Ale czy te¿ my mamy przemys³? Kiedy¶ zapytano mnie na Dalekim Wschodzie: „jaki jest wasz przemys³ narodowy?”. Znalaz³em siê w kropce. Gdybym zajrza³ do czasopism publikuj±cych dane o najbardziej dochodowych zak³adach przemys³owych, wypad³oby, ¿e narodowym jest przemys³ samochodowy. Wyobra¿am sobie ten wybuch ¶miechu u rozmówcy kwituj±cy moj± ocenê. Co potrafimy wymy¶liæ sami? „Chleb polski na licencji niemieckiej”.

Rozwój technologii jest mo¿liwy tam, gdzie istnieje kultura techniczna. Nie ma co ukrywaæ, nie mamy jej. Brak dba³o¶ci o szczegó³, o drobiazgi, bez których, wydaje siê, rzecz mo¿e funkcjonowaæ. Nieprawda, drobiazgi, detale, precyzja decyduj± o koñcowym wyniku. Niefrasobliwo¶æ owocuje choæby brakiem powtarzalno¶ci produktu. Jeste¶my krajem, w którym nic dwa razy siê nie zdarza, nawet ten sam smak sera.

W strefie prowizorki

Kulturê techniczn± naj³atwiej zauwa¿yæ w sytuacjach awaryjnych, w warunkach ostrego deficytu. Gdzie¶ wzd³u¿ Odry biegnie granica miêdzy stref± Ersatzu i stref± Prowizorki. Ersatz jest produktem zaawansowanej techniki stworzonym w warunkach przymusu. Nie ma kauczuku – robi siê „Bunê”, produkt syntetyczny. Nie ma benzyny – robi siê silniki na „Holzgas”. Ani generator gazu, ani silnik nie mog± byæ zrobione byle jak, „mniej wiêcej” – to musi funkcjonowaæ jak zegarek, niezbêdnych procesów nie da siê omin±æ, upro¶ciæ, dok³adno¶ci zaniedbaæ.

A w strefie Prowizorki? W jednym z instytutów na wschód od Odry ogl±da³em w zimie posypywanie chodnika piaskiem. Bierze siê dziecinne sanki, do nich przywi±zuje ramê zbit± z czterech desek z denkiem wykonanym z laminatu pokrytego miedzi± (takiego do produkcji obwodów drukowanych), wype³nion± piaskiem. Jeden cz³owiek ci±gnie sanki, drugi rêkoma rozrzuca piasek. Laminat jest pod rêk±, deski s±, wystarczy. Gdyby nie by³o nawet laminatu i desek, to do sanek umocuje siê wanienkê do k±pania niemowl±t.

Prowizorka to przede wszystkim pewien sposób my¶lenia, pewien styl ¿ycia: rozwi±zywanie problemów „¶rodkami podrêcznymi”. Nie jest to koniecznie styl ogólnos³owiañski, Czechy le¿± po drugiej stronie strefy Prowizorki. Komuna, nie komuna, produkowali bezkonkurencyjne jawy do zawodów na ¿u¿lu (Weslake dopiero po 10 latach prze³ama³ czeski monopol), zliny do akrobacji lotniczych, ciê¿arówki wygrywaj±ce rajd Pary¿ – Dakar. U nas ka¿dy w domu mo¿e podziwiaæ kaloryfery wisz±ce z lekka uko¶nie, a rury do nich prowadz±ce fantazyjne i faliste; z³±cza rur kanalizacyjnych ochlapane byle jak cementem lub epoksydem. Falisto¶æ i smarkowato¶æ przecie¿ nie s± wynikiem braku surowców. S± wynikiem braku kultury. Nie cieknie? No i starczy. Minê³o 17 lat transformacji, styl siê nie zmieni³. ¯aden krajowy przedsiêbiorca ani odbiorca nie wymusi jako¶ci, bo sam sobie nie wyobra¿a, ¿e co¶ musi byæ równe, pionowe, p³askie, g³adkie. Na placu przed rektoratem jednego z uniwersytetów stoi na cokole figura patronki. P³yty coko³u s± do siebie niedopasowane, szpary miêdzy nimi zalepione byle jak szpachl± zdecydowanie odmiennego koloru; szpachla jest niezbyt wodoodporna, na granicie coko³u tworz± siê smugi zacieków. Co siê pan czepiasz, czy to komu¶ przeszkadza?

Odpowied¼ niecenzuralna

¦wiata technologii nie dogonimy i nie przegonimy, in¿ynierowie od Ferrari nie paln± sobie w ³eb widz±c rozwi±zania techniczne polskich samochodów (gdyby¶my je w ogóle projektowali). Lepiej przeznaczyæ pieni±dze na bazê, na naukê „czyst±”, bo to i taniej, i gwarancja, ¿e to, co siê zrobi, jest oryginalne, nowe i nikt nie bêdzie wciska³ „przyswajania” technik dawno znanych. Pozycja Polski w nauce (science) by³a, wed³ug statystyk, ca³kiem dobra i byle jej tylko nie zmarnowaæ obcinaj±c pieni±dze.

I jeszcze jeden argument: twórcy nauki i techniki to raczej nieliczna grupa, mo¿e nawet elitarna i w takiej nietrudno przyj±æ standardy ¶wiatowe, zaprowadziæ kulturê dzia³añ. W przypadku technologii rzecz jednak nie koñczy siê na elitarnej grupie – produkt my¶li trzeba przekazaæ do masowej realizacji, w rêce licznej rzeszy wykonawców najró¿niejszych szczebli. Ci te¿ musz± posi±¶æ kulturê techniczn±, inaczej zmarnuj± wysi³ek twórców. Nauka mo¿e siê zamkn±æ w wie¿y z ko¶ci s³oniowej, technologia stawia wymagania ca³emu spo³eczeñstwu. Wszystkim.

W roku 1999, na wycieczce w dalekich górach spotka³em trzech turystów, jak siê okaza³o – in¿ynierów z jednej z najwiêkszych firm amerykañskich, buduj±cych samoloty i statki kosmiczne. Jak to na szlaku, co jaki¶ czas przysiedli¶my, pogadali.

„Jeste¶cie w NATO, a jak wam idzie z Uni± Europejsk±?”

„Nielekko. Trzeba doganiaæ. Produkt krajowy brutto do¶æ marny. Ekonomia nie najlepsza.”

„Wiemy, wasza ekonomia to taka gra: komu daæ, a komu zabraæ. Z tego ¿aden rozwój nie wyjdzie. Jest tylko jeden sposób wyj¶cia z takiej sytuacji, jak wasza: wszystko, co macie, przeznaczyæ na powszechn± edukacjê na wysokim poziomie i naukê. Ile PKB przeznaczacie na naukê?”

Panie, odpu¶æ mi, ¿e sk³ama³em. Te 0,3 proc. nie przesz³o mi przez gard³o. Powiedzia³em, ¿e jeden procent. Odpowiedzi nie cytujê. Nie by³a cenzuralna.

Prof. dr hab. Tomasz Goworek jest emerytowanym profesorem fizyki UMCS w Lublinie.
Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje

Page Not Found - Forum Akademickie

Błąd 404 - Strona o podanym adresie nie istnieje