Czego wymagali lub oczekiwali od Pana rodzice? – Nie pamiêtam, ¿eby stawiali jakie¶ wyra¼ne wymagania. Nasze relacje opiera³y siê na zaufaniu. Oni ufali mi, ja ufa³em im. Oczekiwania chyba spe³nia³em, bo uczy³em siê dobrze, nie by³o ze mn± k³opotów wychowawczych.
W lutym tygodnik „Science” opublikowa³ informacjê o odkryciu nowego uk³adu planetarnego, podobnego do Uk³adu S³onecznego, odleg³ego od Ziemi o 4500 lat ¶wietlnych. W odkryciu wa¿n± rolê odegra³ zespó³ polskich astronomów z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Warszawskiego, kierowany przez prof. Andrzeja Udalskiego, pracuj±cy w ramach projektu OGLE (Optical Gravitational Lensing Experiment).
Czy Pana zainteresowania astronomi± wywodz± siê z domu?
– Równie¿. W ka¿dym razie trwaj± od dzieciñstwa. Dzieciñstwo spêdzi³em pod Warszaw± – mój ojciec by³ zawodowym ¿o³nierzem, mama pracownikiem cywilnym w jednostce wojskowej. Mia³em wiêksze mo¿liwo¶ci ogl±dania nieba ni¿ gdybym mieszka³ w ¶ródmie¶ciu. I niebo rozgwie¿d¿one mnie zachwyci³o. To by³o na pocz±tku szko³y podstawowej. Zapragn±³em dowiedzieæ siê czego¶ wiêcej o tym, co widzia³em nad g³ow±, dlatego zacz±³em po¿yczaæ z biblioteki ksi±¿ki, rodzice kupowali mi nowo¶ci popularnonaukowe o niebie, o gwiazdach...
By³y te¿ inne lektury?
– Owszem, zacz±³em siê wtedy interesowaæ literatur± science fiction. Do dzisiaj j± lubiê – z akcentem na science. Pó¼niej zacz±³em je¼dziæ na obozy astronomiczne do Fromborka i tam pozna³em ciekawych ludzi, z którymi kontaktujê siê do dzisiaj. Wst±pi³em do klubu astronomicznego, którego cz³onkowie spotykali siê nie tylko podczas wakacji, ale tak¿e w ci±gu roku i obserwowali niebo. Pod koniec szko³y podstawowej ju¿ wiedzia³em, co bêdê robi³ w ¿yciu.
Na pewno?
– Na pewno. Niczego innego nie bra³em pod uwagê. W liceum zosta³em stypendyst± Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci i to bardzo mi u³atwi³o rozwijanie zainteresowañ, bo fundusz organizowa³ ró¿ne warsztaty astronomiczne, obozy, spotkania. Wa¿ne chyba, ¿e chodzi³em do dobrej szko³y, która cieszy³a siê wziêciem – piêciu kandydatów na jedno miejsce w klasie. By³o to liceum eksperymentalne, lekcje trwa³y godzinê, a nie 45 minut, rok by³ podzielony na trzy trymestry.
Czy by³o profilowane?
– Profil by³ ogólny, z tym ¿e ka¿dy uczeñ po drugiej klasie wybiera³ sobie specjalizacjê i mia³ w zwi±zku z tym dodatkowe lekcje z wybranych przedmiotów. Ja wybra³em fizykê i matematykê.
Na uniwersytet szed³ Pan, jak rozumiem, z wyra¼nym wyobra¿eniem tego, co Pan chce studiowaæ, z okre¶lonymi oczekiwaniami. Czy one siê spe³ni³y?
– Na pocz±tku by³em trochê zawiedziony. Studia astronomiczne przez pierwsze dwa lata prawie niczym siê nie ró¿ni± od fizyki, choæ jest to osobny kierunek.
Nie powinno tak byæ?
– Nie. Zbyt szczegó³owo poznawa³em niektóre zagadnienia z fizyki czy z analizy matematycznej, co mi siê zupe³nie nie przydaje, a niewiele poznawa³em rzeczy specyficznych dla astronomii. Im wiêcej ich z czasem by³o, tym bardziej cieszy³y mnie studia.
Spotka³ Pan ludzi, którzy byli wzorami, o których my¶li siê: chcia³bym taki byæ, chcia³bym to osi±gn±æ? Mo¿na ich znajdowaæ w¶ród mistrzów i w¶ród kolegów.
– Oczywi¶cie, ¿e spotyka³em takich ludzi. Kolegów, których podziwia³em ze wzglêdu na ich zdolno¶ci, na ich pracowito¶æ, których stara³em siê goniæ – nie zawsze skutecznie. Wyk³adowców, spo¶ród których mam do dzisiaj swoich mistrzów. G³ównym jest prof. Andrzej Udalski, twórca projektu badawczego OGLE, w którym uczestniczê. Jest to cz³owiek−orkiestra, zna siê na wszystkim, nie tylko na astronomii.
Uwa¿a Pan, ¿e to w³a¶nie jest dzisiaj potrzebne? Raczej szeroka wiedza ni¿ dr±¿enie w g³±b? Mnie siê wydaje, ¿e to zale¿y od dziedziny, jak± siê uprawia i z astronomi± wi±za³abym raczej to drugie podej¶cie.
– W mojej dziedzinie, skoro nie mamy tylu ¶rodków na badania, ile maj± nasi koledzy na Zachodzie, trzeba siê znaæ na wszystkim i do tego posiadaæ ró¿ne umiejêtno¶ci. Prof. Udalski jest fenomenalny – zna siê i na elektronice, i na programowaniu, i trochê na in¿ynierii. Wszystkie instrumenty, jakich u¿ywamy do obserwacji nieba, które na Zachodzie kosztuj± czasem miliony dolarów, praktycznie on sam buduje. Dziêki temu my, jego uczniowie, mo¿emy robiæ badania na dobrym poziomie – nie trac±c czasu na jakie¶ konieczne drobiazgi „po drodze”.
Prof. Udalski p³aci za to swoim czasem...
– Na pewno. Zbli¿a siê w³a¶nie kolejny prze³om w naszym projekcie i znów bêdzie budowa³ urz±dzenie klasy ¶wiatowej. Mimo to ma wielkie w³asne osi±gniêcia w astronomii, za które dosta³ „polskiego Nobla”. Jest jednym z najczê¶ciej cytowanych w literaturze naukowej polskich uczonych. Nie wiem, jak to robi i podziwiam go.
Na studiach my¶la³ Pan o pracy naukowej i naukowej karierze?
– Bycie astronomem zawodowym by³o moim marzeniem, ale w czasie studiów nie mia³em pewno¶ci, czy to marzenie siê spe³ni. Mniej wiêcej w po³owie studiów pomy¶la³em sobie, ¿e i tak wygra³em tych kilka lat poznawania astronomii, a jak siê nie uda zostaæ w bran¿y, to poszukam pracy w jakiej¶ firmie, gdzie przyda siê moja wiedza z fizyki albo matematyki. Uda³o siê. Prof. Udalski zaproponowa³ mi wspó³pracê jeszcze na czwartym roku, a na pi±tym ju¿ siê ta wspó³praca zaczê³a.
Na czym polega³a?
– Astronom obserwator albo obserwuje niebo, albo analizuje dane z obserwacji. Na pocz±tek dosta³em zadanie z tej drugiej kategorii, mo¿e nie fascynuj±ce, ale co¶, co trzeba by³o zrobiæ i by³o to na mo¿liwo¶ci studenta. Nied³ugo pó¼niej, jeszcze przed magisterium, pojecha³em pierwszy raz na obserwacje do Chile – w ramach projektu realizowanego przez nasz zespó³.
I to by³o fascynuj±ce?
– By³o i jest. Co noc obserwujemy, za pomoc± polskiego teleskopu w Chile, jakie¶ 100 milionów gwiazd, robi±c zdjêcia i mierz±c ich jasno¶æ. W¶ród nich jest tyle ciekawych obiektów (nawet gdyby stanowi³y 1 promil tych 100 milionów, to jest ich mnóstwo), ¿e ka¿dy z nas mo¿e wybraæ co¶ dla siebie. Projekt trwa od roku 1992, a nasz teleskop pracuje od 1997, wiêc to jest ponad 11 lat regularnych obserwacji tym samym instrumentem. Dziêki temu powsta³ rodzaj wirtualnego obserwatorium w komputerze – ogromny zasób danych, z którego mo¿na wybieraæ, analizowaæ i... publikowaæ.
Proszê przypomnieæ historiê projektu OGLE i polskiego teleskopu w Chile.
– Pomys³ narodzi³ siê w po³owie lat 80. w g³owie nie¿yj±cego ju¿ dzi¶ prof. Bohdana Paczyñskiego z Princeton – mojego drugiego mistrza. Ju¿ wtedy wiadomo by³o, ¿e materia, któr± obserwujemy w postaci gwiazd czy mg³awic, stanowi zaledwie kilka procent ca³ej masy wszech¶wiata. Tê pozosta³± „brakuj±c±” masê nazwano ciemn± materi±, poniewa¿ o jej istnieniu mo¿na siê by³o przekonaæ tylko dziêki jej grawitacyjnemu oddzia³ywaniu na materiê ¶wiec±c±. O naturze ciemnej materii nie wiadomo by³o jednak nic – czy sk³adaj± siê na ni± jakie¶ nieznane cz±stki elementarne, czy te¿ niewidoczne cia³a niebieskie, które kr±¿± po kosmosie, np. czarne dziury albo planety nie maj±ce swoich gwiazd. Prof. Paczyñski zaproponowa³, ¿eby do badania ciemnej materii wykorzystaæ zjawisko tzw. mikrosoczewkowania grawitacyjnego, przewidziane jeszcze w teorii wzglêdno¶ci Einsteina, choæ sam Einstein nie spodziewa³ siê obserwacyjnego potwierdzenia tej hipotezy. Bardzo rzecz upraszczaj±c: prof. Paczyñski uwa¿a³, ¿e obserwuj±c miliony gwiazd w „gêstych” rejonach nieba mamy szansê zauwa¿yæ to zjawisko, je¶li bowiem miêdzy gwiazd± a nami przejdzie ciemny obiekt, którego nigdy by¶my nie zobaczyli, jasno¶æ tej gwiazdy wzro¶nie, poniewa¿ grawitacja tego obiektu zakrzywia ¶wiat³o tak jak szk³o w soczewce. No i do tego potrzebny by³ du¿y teleskop, który mo¿e przez okr±g³y rok monitorowaæ jasno¶æ wielu milionów gwiazd.
W 1992 roku obok naszego projektu OGLE rozpoczê³y siê dwa inne przegl±dy nieba poszukuj±ce zjawisk mikrosoczewkowania grawitacyjnego. Nasz projekt realizowany by³ wtedy na teleskopie amerykañskim, znajduj±cym siê w Obserwatorium Las Campanas na pustyni chilijskiej. Tym samym, w którym dzisiaj stoi Teleskop Warszawski. Niebawem przysz³y sukcesy – odkrycie pierwszego zjawiska mikrosoczewkowania grawitacyjnego przez nas i przez grupê konkurencyjn±, mniej wiêcej w tym samym czasie. Dzisiaj to jest rutyna – rejestrujemy kilkaset takich zjawisk rocznie, ale wtedy to by³ prawdziwy prze³om – otwarto nowy rozdzia³ w badaniu ciemnej materii. Od pocz±tku by³o oczywiste, ¿e projekt OGLE potrzebuje w³asnego teleskopu, który móg³by prowadziæ monitoring wybranych rejonów nieba przez ca³y rok. Taki teleskop powsta³ w 1996 roku na terenie Las Campanas. Projekt sfinansowa³ Komitet Badañ Naukowych, pomog³y Fundacja na rzecz Nauki Polskiej i Fundacja Astronomii Polskiej. Zrealizowano go w i¶cie ekspresowym tempie dziêki ogromnemu wysi³kowi organizacyjnemu prof. Marcina Kubiaka. Aparaturê zbudowa³ prof. Udalski, potem z prof. Micha³em Szymañskim napisali oprogramowanie i mo¿na by³o pracowaæ.
Czy zagadka ciemnej materii zosta³a ju¿ rozwi±zana?
– Nie do koñca. Wiemy ju¿, ¿e ciemna materia nie jest ukryta w postaci „zwyk³ych”, ale nie¶wiec±cych cia³ niebieskich, bo obserwujemy zbyt ma³o przypadków mikrosoczewkowania grawitacyjnego tam, gdzie powinny siê znajdowaæ takie obiekty, czyli w halo naszej Galaktyki (rozrzedzonej aureoli otaczaj±cej j±dro galaktyki). Prawdopodobnie ciemn± materiê tworz± jakie¶ nie odkryte jeszcze cz±stki elementarne. Potrzeba bardzo dok³adnych dalszych obserwacji, a tak¿e badañ z zakresu fizyki cz±stek elementarnych. Planuje siê budowê teleskopów o wiele wiêkszych ni¿ obecne, które maj± ¶rednicê zwierciad³a 8−10 m. W Las Campanas powstanie teleskop 25−metrowy, Europejczycy planuj± budowê w Chile jeszcze wiêkszego instrumentu. No i powstaj± te¿ teleskopy kosmiczne.
Tymczasem astronomom przyby³a jeszcze jedna zagadka do wyja¶nienia – ciemna energia. Nie tak dawno wydawa³o siê, ¿e wszech¶wiat powinien siê rozszerzaæ coraz wolniej z powodu przyci±gania grawitacyjnego wype³niaj±cych go obiektów. Kilka lat temu odkryto, ¿e jest odwrotnie, wszech¶wiat przy¶piesza rozszerzanie. Si³ê, która jest odpowiedzialna za „rozpychanie” wszech¶wiata, nazwano ciemn± energi±. Odpowied¼ na pytanie, czym jest ciemna energia, to jedno z najwiêkszych wyzwañ wspó³czesnej astronomii i fizyki.
W Chile s± specjalnie dobre warunki do obserwacji nieba?
– Tak. Niebo jest najbardziej przejrzyste. Je¶li u nas mamy 30 pogodnych nocy rocznie, to tam jest 30 pochmurnych. Dlatego tam powstaj± najwiêksze teleskopy. Nasz jest ¶redniej wielko¶ci.
Co to znaczy: „znale¼æ co¶ ciekawego” w¶ród milionów obserwowanych gwiazd, czyli w tym wirtualnym niebie zapisanym na dyskach komputerów?
– To mo¿e znaczyæ znalezienie takiego obiektu czy typu obiektów, którego nikt nigdy nie widzia³. Albo, je¿eli mamy ogromn± liczbê obiektów znanego typu, wiêksz± ni¿ ktokolwiek wcze¶niej, poszukiwanie jakich¶ nowych w³a¶ciwo¶ci zwi±zanych z ich budow±, ewolucj±...
Czy astronomowie przewiduj± odkrycie jeszcze wielu nieznanych cia³ niebieskich?
– Zajmuje siê tym astronomia teoretyczna i czêsto siê zdarza tak, ¿e najpierw teoretycy przewiduj± istnienie jakich¶ obiektów lub zjawisk, a pó¼niej obserwatorzy to potwierdzaj±. Czêsto te¿ pytaj± nas – wiedz±c, ¿e mamy zbierane od 11 lat obserwacje milionów gwiazd – czy da³oby siê znale¼æ gwiazdê, która tak i tak bêdzie siê zachowywa³a. Czasem siê udaje.
Rozumiem, ¿e i Pan podczas pobytu w Chile robi³ takie rzeczy.
– Wyjecha³em po doktoracie, w 2004 roku. Jako pracownik Uniwersytetu Concepción mia³em dostêp do najwiêkszych teleskopów, bo w³adze chilijskie rezerwuj± 10 procent czasu dla swoich badaczy na ka¿dym z budowanych na ich terytorium teleskopie. Kontynuowa³em badania w projekcie OGLE, ale zacz±³em te¿ wspó³pracê z chilijsko−amerykañsko−europejsk± grup± „Araucaria”, która postawi³a sobie za cel wykalibrowanie wska¼ników odleg³o¶ci we wszech¶wiecie, po to, ¿eby u¶ci¶liæ nasz± wiedzê o rozmiarach kosmosu. Dzisiaj potrafimy mierzyæ odleg³o¶ci do innych galaktyk z dok³adno¶ci± 10−15 procent. Sformu³owali¶my program polegaj±cy na obserwacjach kilkunastu pobliskich galaktyk za pomoc± najlepszych teleskopów dostêpnych wspó³czesnej astronomii. Wygrywaj±c konkursy ofert, projekt „Araucaria” uzyska³ oko³o 100 nocy obserwacyjnych na najwiêkszych teleskopach i kilkaset na mniejszych, w tym na naszym polskim, co jest liczb± ogromn±. Program ju¿ zmierza ku koñcowi. Je¿eli nam siê uda, to bêdziemy mierzyæ odleg³o¶ci miêdzy obiektami niebieskimi z dok³adno¶ci± do 3−4 procent, dziêki czemu dowiemy siê znacznie wiêcej o tym, jak du¿y jest wszech¶wiat.
Mo¿e siê okazaæ wiêkszy czy mniejszy?
– Spodziewamy siê, ¿e mo¿e byæ 10 czy 15 procent mniejszy ni¿ siê przyjmuje. Podobny wynik przyniós³ nam projekt OGLE. To ma pewne konsekwencje dla okre¶lania wieku wszech¶wiata.
Nie my¶la³ Pan o pozostaniu w Chile, gdzie s± takie dobre warunki do pracy astronoma?
– Kiedy koñczy³ siê mój dwuletni pobyt, mia³em tak± propozycjê ze strony uniwersytetu chilijskiego, ale ¿ona nie chcia³a zostaæ nawet parê miesiêcy d³u¿ej. Moja ¿ona ukoñczy³a socjologiê w UJ. Pó¼niej, do momentu wyjazdu, pracowa³a w banku inwestycyjnym. Teraz zajmuje siê dzieckiem – wyjechali¶my do Chile z siedmiotygodniow± córeczk±.
Rozumiem, ¿e rozwa¿aj±c propozycjê uniwersytetu, zda³ Pan sobie sprawê z motywów – swoich i ¿ony – decyzji o powrocie?
– Oboje nie czujemy siê dobrze na obczy¼nie. ¯yli¶my tam dostatnio, kraj jest piêkny, pogoda wspania³a, ale my byli¶my obcy i s±dzê, ¿e gdziekolwiek poza Polsk± byliby¶my obcy do koñca ¿ycia. Dopiero nasze dziecko pewnie nie czu³oby tego. Kilka miesiêcy by³em w Stanach Zjednoczonych i te¿ nie czu³em siê tam u siebie.
A czuje Pan jakie¶ powinno¶ci wobec swojej ojczyzny?
– Nie wiem, czy móg³bym tak sformu³owaæ to, co uznajê za swój obowi±zek – porz±dn± pracê, uczenie studentów, dzielenie siê tym, co mnie fascynuje i daje mi satysfakcjê. ¯yæ w Polsce, a nie gdzie¶ indziej, chcê dla siebie przede wszystkim, dlatego ¿e tu jest mi dobrze. Je¿d¿ê na obserwacje z Warszawy, jak je¼dzi³em z Concepción, tyle ¿e dalej, kontaktujê siê ze wspó³pracownikami przez Internet... Dla mojej pracy kontynent, gdzie siedzê przy komputerze, nie ma znaczenia. Wa¿ne jest dla mnie, ¿e mieszkam tutaj, mówiê moim jêzykiem, ¿yjê w kulturze, w której wyros³em i która jest mi bliska.
A je¶li siê Panu uda jakie¶ istotne odkrycie, to bêdzie wa¿ne, ¿eby zosta³o przypisane polskiemu badaczowi, polskiej nauce?
– Na ka¿dej publikacji obok nazwiska umieszcza siê informacjê mówi±c± o tym, z jakiej placówki pochodzi autor. Bêd±c w Chile, zawsze wpisywa³em Uniwersytet Concepción i Uniwersytet Warszawski. Wszystkie moje odkrycia by³y te¿ osi±gniêciami nauki polskiej. I cieszy³em siê z tego. Mo¿e to jaki¶ motyw patriotyczny?
Jak Pan ocenia miejsce polskiej astronomii w nauce ¶wiatowej? Laik zna nazwisko Aleksandra Wolszczana, wie, ¿e niektóre cia³a niebieskie maj± polskich „patronów”...
– Rzeczywi¶cie, raz po raz dowiadujemy siê o jakim¶ odkryciu dokonanym przez Polaka. My¶lê, ¿e astronomia polska do¶æ bezbole¶nie przesz³a okres komunizmu. Pewnie dlatego, ¿e by³a „bezpieczna” politycznie. Mo¿e nie jestem do koñca obiektywny, ale uwa¿am, ¿e jeste¶my na ¶wiatowym poziomie.
Czy Pañscy studenci wybrali niebo na ca³e ¿ycie, jak Pan kiedy¶?
– Prowadzê zajêcia na trzecim roku, mam te¿ kilkoro magistrantów. Ju¿ po pierwszym roku studiów zostaj± ci, którzy s± naprawdê g³êboko motywowani. Dwie−trzy osoby pójd± na studia doktoranckie.
I oni pojad± kiedy¶ na sta¿e zagraniczne. Chcia³by Pan, ¿eby wracali?
– Chcia³bym, ale nie dla wszystkich s± w Polsce etaty, a na ¶wiecie znajduj± miejsce i dobre warunki do pracy naukowej. O patriotyzmie wspó³czesnych badaczy ¶wiadczy to, czy zachowuj± kontakty z krajem, czy wspó³pracuj±, a to tylko od nich zale¿y.